wywiady

Sztuka terroryzmu

 

 

 

„Osama” Lavie Tidhara (Recenzja tutaj) otrzymał najważniejszą fantastyczną literacką nagrodę na świecie, czyli World Fantasy Award, pokonując Stephena Kinga i George’a R.R. Martina. Nam autor tej powieści opowiada o terroryzmie, współczesności, zakłamaniu mediów i tym że „Osama” nie jest i nie był planowany jako powieść fantastyczna

Dzika Banda: Trzeba mieć w sobie dużo odwagi, aby uczynić z Osamy Bin Ladena bohatera książki?

 

Lavie Tidhar: Nie wiem czy to powinno mierzyć się w odwadze. Raczej w samozaparciu. Kiedy wydawcy dowiadywali się, o czym jest „Osama” z miejsca odrzucali powieść. Bez czytania. Po prostu – z góry zakładali, że to zbyt kontrowersyjny temat, że to zbyt kontrowersyjna postać i wszyscy mnie znienawidzą. A już najbardziej bali się tego, że czytelnicy znienawidzą powieść i nikt jej nie kupi.


To dziwna reakcja w czasach, w których kontrowersje i skandal są siłą napędową handlu i informacji.

 

No właśnie mnie też się wydawało, że żyjemy w czasach, w których kontrowersje są siłą napędową wszystkiego. Ale o ile przekłada się to na życie publiczne, powiastki pisane przez celebrytów czy gwiazdki porno, tak na literaturę już nie.


A może to wynika trochę z faktu, że twój „Osama” ma przyklejoną łatkę powieści science fiction. Kontrowersyjne owszem mogą być wielkie arcydzieła i powieści autorów poważanych i cenionych, ale nie zwykłe książki gatunkowe?

 

Coś w tym jest. Zapewne gdyby „Osama” nie był wrzucany do worka z fantastyką, wydawcy podchodziliby do niego inaczej…


W sumie trudno uznać go za powieść fantastyczną.

 

No właśnie – bo to nie jest powieść fantastyczna. Dla mnie „Osama” to raczej powieść polityczna. W takim samym stopniu przyczynił się do jej powstania Osama jak George Bush Jr. ze swoim słynnym wystąpieniem z 11 września, gdzie mówił o „Osi zła”. Nie żyjemy w czasach „gwiezdnych wojen” Regana, nie żyjemy w czasach, w których łatwo rzeczywistość czarno-biało podzielić. Tak się zwyczajnie nie da. Zbyt wiele dziś odcieni szarości, zbyt wiele zła, które się przetacza przez ten świat zaszufladkować na zasadzie: „oni są źli, my dobrzy”. I z tego narodziła się ta powieść. Z niemożności łatwego podziału świata i irytacji na polityków, którzy chcą nam wmówić, że to możliwe.


Dla mnie „Osama” to taka powieść, która oswaja traumę. Najstarszym sposobem, jaki zna ludzkość na radzenie sobie ze stresującymi i traumatycznymi sytuacjami jest ucieczka. Stworzenie alternatywnej rzeczywistości, świata, w którym jest inaczej, lepiej.

 

Bo o tym jest ta powieść. O oswajaniu rzeczywistości, która stała się przerażająca. O ucieczce od traumy, bólu.


W fikcję?

 

W to, co pozawala przetrwać.


Dla mnie najbardziej wstrząsającym rozdziałem jest ten najbardziej realistyczny, w którym rekonstruujesz przebieg niektórych zamachów z perspektywy ofiar.

 

To była najgorsza część książki. Najbardziej bolesna, najtrudniejsza. Myślałem, że ten rozdział będzie długi, wiesz, że się rozpiszę, będę opowiadał. A tym czasem okazało się, że gdy dotarłem do tego punktu książki, czułem, że muszę skończyć go jak najszybciej. Wcielanie się w tych ludzi, było czymś potwornie bolesnym. Poza tym bałem się jeszcze jednego – przez konstrukcję fabularną z Osamą, jako fikcyjnym bohaterem groszowych powieści, ktoś mógłby mi zarzucić, że próbuję ośmieszać i szydzić z ofiar zamachów.


Taki ktoś musiałby mieć nierówno pod sufitem, bo to jak przedstawiasz ofiary, to fragmenty autentycznie chwytające za serce.

 

Niestety obaj wiemy doskonale, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak zareagują ludzie.


Sam ocierałeś się o zamachy terrorystyczne. Napisałeś nawet opowiadanie „Moje podróże z Al-Kaidą”…

 

Był taki moment w moim życiu, gdy gdziekolwiek się nie pojawiałem tuż obok wybuchały bomby podkładane przez Al-Kaidę. Przez moment zacząłem myśleć nawet, że mnie ścigają… Tak narodziło się opowiadanie.


Które w jakiś sposób przeobraziło się w „Osamę”.

 

Nie tyle przeobraziło, ile „Osama” jest kontynuacją moich – brzydko to zabrzmi – obserwacji dookoła terroryzmu.


Do tego zaraz wrócimy, ale chciałem jeszcze zapytać o jedno. „Osama” zgarnął masę nagród fantastycznych w tym najważniejszą, czyli World Fantasy Award. Wiele osób porównuje tę powieść do „Człowieka z wysokiego zamku” Philipa K. Dicka. A jak ty się do tego porównania odnosisz?

 

Lubię Dicka. Uważam, że w swoich najlepszych latach, był świetnym pulpowym pisarzem. „Osama” ma tyle wspólnego z Dickiem, że wywodzi się z tego samego gatunku – pulp fiction. Czy coś łączy moją powieść z „Człowiekiem…”? Obie opowiadają o alternatywnych rzeczywistościach – tu jest wspólny mianownik. Obie opierają się na lękach społecznych. Wizja Dicka mierzyła się z traumami amerykańskiego społeczeństwa po drugiej wojnie światowej. Moja to traumy współczesne – po wojnie z terroryzmem. Ale to zupełnie inne powieści. Ale przyznam się, że wizja Japończyka, który na chwilę trafia do prawdziwej rzeczywistości cały czas mi towarzyszyła. Uprzedzę następne pytanie – nie, nie uważam się za spadkobiercę Dicka.


Nawet nie chciałem o to pytać. Bardziej interesuje mnie to, co myślisz o terroryzmie. Myślisz, że między światem Wschodu i Zachodu może zapanować pokój? Czy już zabrnęliśmy za głęboko w wojnę?

 

Po pierwsze, co myślę o terroryzmie? To proste – terroryzm tworzą współczesne media. Media bez terroryzmu nie istnieją. Popatrz na wiadomości. Ile razy widzisz tam informacje o tym, że trzy osoby zginęły w wypadku samochodowym? Prawie nigdy. A ile razy media żyją informacją, że trzy osoby zginęły w wybuchu bombowym? Za każdym razem, gdy wybucha bomba. Pytanie czy bomby wybuchałyby tak często, gdyby media tego nie nagłaśniały? Nie od dziś wiemy, że terroryzm bez publiczności nie byłby terroryzmem. Pytanie czy media kiedyś to zrozumieją?


Może i nawet rozumieją, ale tu mamy do czynienia z innym procesem. Media żyją z żerowania na tragedii. Im większa skala tragedii tym dłużej będzie żyła informacja, tym więcej dziennikarzy znajdzie pracę itp. itd.

 

Zamknięty krąg. Media jeszcze zazwyczaj tłumaczą się tym, iż robią to co robią, bo ludzie muszą być poinformowani.


Pytanie gdzie kończy się informacja a zaczyna żerowanie na tragedii?

 

Dokładnie tam gdzie kończy się etyka a zaczyna sztucznie wykreowana przez wydawców rzeczywistość w której oni są dobrzy a świat zły. A więc czym zatem jest terroryzm i jak rozkłada się odpowiedzialność? Czy bylibyśmy w stanie istnieć dziś bez terroryzmu? Świat to taki układ naczyń wzajemnie się uzupełniających. Media, sztuka, terroryzm – to wszystko się ze sobą wiąże. Zainteresowanie aktami terroru, sprawia, że terroryści stają się coraz bardziej zuchwali. Sztuka, która wymyśla coraz to bardziej wymyślne zamachy terrorystyczne (myślę o powieściowych thrillerach i filmach traktujących o terroryzmie) staje się źródłem inspiracji dla terrorystów. Oni sami stają się artystami – w bardzo chorym znaczeniu tego słowa.


Dla wielu terrorystycznych zgrupowań zamachy na WTC to arcydzieło. Perfekcyjnie przeprowadzony zamach. Święty Graal terroryzmu.

 

Dokładnie. Ale to my do tego doprowadziliśmy. My w sensie współczesna cywilizacja, media, politycy. Ale nie dopuszczamy do siebie tej świadomości. Zaprzeczamy. Tworzymy rzeczywistość, w której terroryzm to coś, co przychodzi z innego świata fanatyków. Coś, co ingeruje w nasz świat, ale z niego nie pochodzi. Tymczasem współczesny terroryzm to w takim samym stopniu twór Talibów jak nas. Możemy się okłamywać, ale prawda jest taka, że jesteśmy za terroryzm odpowiedzialni i wspieramy go poprzez media i to jak utrzymujemy się – jako społeczeństwo – dzięki przyzwoleniu na epatowanie okrucieństwem.


To powiedz – myślisz, że jest szansa we współczesnym świecie na pokój? Na takie czasowe zawieszenie broni…

 

Mimo wszystko wierzę, że tak. Mimo tego, co mówiłem o terroryzmie, wierzę, że porozumienie między Wschodem i Zachodem jest możliwe. Nasze czasy wcale nie są aż tak złe. Żyjemy dłużej niż kiedykolwiek, technika rozwija się w zaskakującym tempie. Wszystko jest w naszych rękach. Porozumienie między Wschodem i Zachodem także.

 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz