wywiady

Stefan Ahnhem: bohater nie może zachowywać się jak idiota [wywiad]

Stefan Ahnhem, autor książek z inspektorem Fabianem Riskiem, opowiada nam o pracy scenarzysty i zestawianiu wielkich zbrodni ze zwykłością.

Nim zacząłeś pisać powieści byłeś scenarzystą filmowym. To teraz powiedz – jaki film ostatnio oglądałeś?

Stefan Ahnhem: „Obcy: Przymierze” – totalnie nie rozumiem tego filmu i dlaczego tak prostą historię opowiedziano tak źle.

Gorszy od „Prometeusza”?

Kapkę lepszy, ale i tak oglądanie było bolesne.

Dobra to z punktu widzenia scenarzysty – jakie podstawowe błędy popełniono w „Obcym”?

Przede wszystkim postaci. Jeśli opowiadasz historię, która osadzona jest w świecie nierealnym, musisz dbać o to, aby postaci nadały jej rysów prawdopodobieństwa. Jeśli pozwalasz aby twoi bohaterowie zachowywali się jak idioci, traci na tym historia, bo znika element, który sprawia, że wygląda ona na prawdopodobną. I teraz rzecz kluczowa – człowiek, w sytuacjach skrajnych i dziwnych, może zachowywać się dziwnie i głupio. Tak już nasza natura, że robimy rzeczy często irracjonalne. Zadanie scenarzysty polega na tym, aby stworzyć postać wiarygodną, która nie budzi śmiechu u widza, nawet jeśli zachowuje się głupio. Jeśli jednak nie dbamy o wiarygodność postaci, nie budujemy jej charakteru, który tłumaczy pewne zachowania, to nic nie może się udać.

Czyli to wina scenarzysty?

A to w ogóle jest zabawne. Kiedy film jest fatalny – zawsze zrzuca się winę na scenarzystę. Źle to napisał, źle poprowadził postaci itp. Jeśli film jest wybitny – cały splendor spływa na reżysera, że tak doskonale skomponował film. Scenarzyści zazwyczaj stoją na straconej pozycji, choć ich wina – nie zawsze jest tak oczywista jak wskazuje na to film. Bo skąd możemy wiedzieć, czy zmiany w scenariuszu nie zostały wprowadzone na prośbę reżysera albo producenta? Ano o tym dowiadujemy się zazwyczaj na szarym końcu, a i tak w recenzjach baty zbiera scenarzysta (śmiech).

Mówi się także, że scenarzysta to najbardziej niedoceniony zawód. Źle opłacany, niedowartościowany, choć spoczywa na nim wielka odpowiedzialność.

Ale to racja – nieważne czy realizujesz film kinowy, czy odcinek serialu, wszystko zaczyna się od scenariusza. A niestety bardzo często – scenarzysta nie dość, że dostaje najmniej, to jeszcze mimo iż jest to jego dzieło, ma najmniej do powiedzenia w chwili, gdy ktoś zaczyna majstrować przy tekście.

Trudno było przestawić się z pisania scenariuszy na pisanie powieści?

Pisanie scenariuszy to kapitalna szkoła pisania dialogów i budowania postaci. Wydaje mi się, że to czego bardzo często brakuje w powieściach kryminalnych, to nie intryga, jej konstrukcja, a właśnie dobrze wymyślone i wiarygodnie mówiące do siebie postaci. A wracając do pytania – po latach terminowania jako scenarzysta nie miałem problemów z pisaniem dialogów, ale to co poza nimi, to zupełnie inna bajka. Scenarzysta nie pisze prozy. Scenarzysta w zasadzie ogranicza styl, sposób narracji do niezbędnego minimum. I to sposób opowiadania, było tym czego musiałem się nauczyć od w zasadzie podstaw. Znalezienie własnego języka zajęło mi blisko dwa lata. Kolejna rzecz, która odróżnia pisanie powieści od pisania scenariusza, to dużo większa swoboda w budowaniu napięcia. W filmie jeśli chcemy, aby postać mordercy pojawiała się na otwarciu, ale nie chcemy aby widz od razu się domyślił, kto nim jest, trzeba zadbać o cały szereg czynników, które zaciemnią obraz. Kadry muszą być niewyraźne, morderca musi stać w odpowiedni sposób itd. W powieści możemy pisać z perspektywy mordercy nawet nie zdradzając jego płci. Co zresztą w jednej z powieści zrobiłem. Nie obowiązują nas, autorów, wszystkie ograniczenia jakie obowiązują filmowców, bo akcja toczy się w głowie czytelnika, a nie przed jego oczyma. Może to brzmi odrobinę trywialnie, ale paradoksalnie – w finale nie jest ani trywialne, ani proste.

A trudno tworzy się postać powieściowego policjanta mając świadomość, że w tym gatunku wymyślono już tyle postaci?

Wszystko zależy od tego czy masz pomysł czy nie. Mój pomysł był prosty – stworzyć postać zwyczajną. Mój Fabian Risk nigdy nie miał być ostatnim sprawiedliwym, samotnym alkoholikiem, cynicznym twardzielem itp. Cały pomysł na jego postać polegał na tym, że miał on być po prostu zwyczajny. Normalny facet, wykonujący normalną pracę, z normalnymi problemami i normalną rodziną. Nie chciałem tworzyć postaci, która ma odstawać od społeczeństwa, a postać w życie wpisana. To co miało go odróżniać od innych, to fakt, że każda sprawa jaką dostaje, to śledztwo, które „trafia się raz w życiu”. Wiesz – sprawy nietypowe, niezwykłe. I tak oto zwyczajny policjant, co powieść mierzy się z niezwykłymi zbrodniami. Tak naprawdę konstrukcja zbrodniarzy, była dla mnie trudniejsza niż konstrukcja samego policjanta. Co ciekawe – reakcje na jego postać były jednak zaskakujące.

To znaczy?

Ponieważ postawiłem na zwykłość postaci, robi on rzeczy jak my wszyscy. A co za tym idzie w pierwszym tomie „Ofiara bez twarzy”, jest scena w której zamiast wejść po schodach do pokoju syna, on wysyła do niego esmesa… Czytelnik wie, że w pokoju syna jest morderca. Policjnat nie – więc zachowuje się tak, jak zachowywał się zawsze. Zamiast wbiec do pokoju i zawołać chłopaka, pisze do niego. I rozpętało się piekło. Że to nie może tak być, że co to za ojciec. Odpowiadałem – że taki sam jak ja, bo kiedy wołam dzieci na obiad, to zazwyczaj do nich piszę esmesa. Komórki to one mają zawsze w rękach, a ze słyszeniem rodziców jest już gorzej. Ale nie spotkało się to ze zrozumieniem, a Fabian zyskał łatkę postaci niesympatycznej i niefajnej. I tu dochodzimy do rzeczy, która bawi mnie najbardziej. Kiedy piszesz postać gliniarza, który chodzi na dziwki, pije i bije podejrzanych, nikt nie krzyczy – to nie jest normalne, on jest zły. Ludzie lubią postać twardziela, bo jest on w pewnym stopniu spełnieniem marzeń, o byciu kimś, kim nigdy nie zostaną. Postać zwyczajna obrywa, bo przypomina czytelnikowi o tym, że jesteśmy zwyczajni.

A tego nie lubimy?

No nie. Nie lubimy sobie przypominać o własnej małostkowości, zwyczajności itp.

Mam wrażenie jednak, że to dziś w powieści kryminalnej pewien trend – tworzenie postaci normalnych.

Tak, bo trendy mają to do siebie, że zataczają kręgi, powracają i znów znikają. To co ja chciałem zrobić to właśnie zestawić wielkie zbrodnie ze zwykłością. Co gdzieś w pewien sposób nawiązywało, do tego co tworzono w latach 80. Ale trendy pojawiają się tylko w tematyce, czy gatunku. Mamy przecież także trendy nazwijmy to pisarskie. Kilka lat temu przez rynek kryminały przetoczyła się fala piszących powieści gatunkowe autorów na co dzień związanych z literaturą tzw. wysoką. Była fala autorów- specjalistów, czyli prawników, byłych policjantów, agentów FBI itp. Mamy też falę dziennikarzy, którzy porzucają zawód i zaczynają pisać powieści. Moim zdaniem nie ma co myśleć tworząc w jaki trend się wpisujemy, a działać, nazwijmy to górnolotnie z potrzeby serca. Jeśli to co robimy jest dobre, albo zacznie wytaczać trendy, albo zostanie zauważone i wpisane w jakąś modę.

Może też być zupełnie zignorowane.

To także prawdopodobne – niestety, pisać a odnieść sukces nie jest tożsame.

A da się to zaprogramować?

Myślę, że nie. Ale wydaje mi się także, że jeśli pracuje się sumiennie i systematycznie uznanie przychodzi samo. Tylko trzeba na nie czekać.

Rozmawiałem ostatnio z Alex Marwood na temat tego, kto czyta kryminały. Okazuje się, że takie grube, obszerne powieści jakie piszecie, najczęściej czytane są przez kobiety…

Ale to prawda. Kobiety są główną siłą nabywczą książek. I to one paradoksalnie zarażają czytaniem facetów. Nie raz na spotkaniach słyszałem – wie pan, przeczytałem pana powieść, bo żona dała mi ją pod choinkę. Nie wolno na rynku wydawniczym bagatelizować i umniejszać roli kobiet, bo one stanowią dzisiejszy trzon czytelniczy i wcale nie ograniczają się tylko do czytania romansów.

A młodzi? W Polsce młodzi ludzie czytają niewiele.

W Szwecji jest podobnie, ale u nas obserwujemy wielki wzrost zainteresowania audiobookami. Co jeśli spojrzysz na to z boku – nie jest niczym dziwnym. Internetowy podcast stał się jednym z ulubionych mediów młodych, a od podcastu jest już niedaleka droga do audiobooka. Może i zatem młodzież czyta dziś mniej, ale stanowczo więcej literatury słucha.  

Wróćmy na chwilę do wymyślaniu zbrodniarzy, którzy są niezwykli i nietypowi. A zdarzyło ci się kiedyś wymyślić tak zwichrowaną postać, że sam sobie powiedziałeś – stop, nikt w to nie uwierzy?

Niemal każdy mój kryminał zaczyna się od mordercy. Wymyślenia modus operandi i tak dalej. Najpierw ja muszę w niego uwierzyć, a potem dopiero czytelnik. A ponieważ mam dość zwichrowaną wyobraźnię, to potrafię zrozumieć i wyobrazić sobie wiele. (śmiech). Teraz dla przykładu, w nowej powieści mam postać mordercy, który nie ma motywu. Jest seryjnym zabójcą, który zabija bez powodu. I już – reszta w książce. Ale przyznaję – wymyślanie go było wyzwaniem.

A wiesz w Warszawie mieliśmy taki przypadek seryjnego zabójcy, który mordował w tak różny sposób, że bardzo długo policja nie była w stanie połączyć ze sobą tych zbrodni.

Czyli znów rzeczywistość prześciga fikcję…

A jak u ciebie jest z rzeczywistością? Wpływa na to co piszesz? Inspirujesz się tym co widzisz w telewizji?

Oczywiście. Popatrz w mojej najnowszej powieście wydanej w Polsce „Osiemnaście stopni poniżej zera” mamy motyw bliźniaków, którzy „wymieniają się” w więzieniu. To zdarzyło się naprawdę. Nie wymyśliłem tego. W latach dziewięćdziesiątych w Szwecji była bardzo głośna sprawa dotycząca właśnie takiej więziennej podmianki. Czytałem o tym z jedenaście lat temu i utkwiło mi w pamięci. Rzeczywistość naprawdę pisze najdziwniejsze scenariusze.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz