wywiady

Rosja jest biedna

 

 

Czarna lista” najnowszy thriller polityczny Fredericka Forsytha trafił do księgarni. Z tej okazji wrzucamy małą rozmowę z twórcą „Dnia Szakala”, który opowiada nam trochę o realizmie w thrillerach, miłości i katastrofie smoleńskiej.

 

 

DZIKA BANDA: „Dzień Szakala” był nie tylko wielkim hitem wydawniczym, ale także niezwykle wpływową powieścią. Od pana zabójcy Szakala, swój przydomek otrzymał słynny terrorysta Carlos Ramirez, w domu zabójcy premiera Izraela Yitzhaka Rabina znaleziono pańską powieść. Niedoszły zabójca George’a W. Busha, Vladimir Arutianin był wielkim fanem „Dnia…”.

Sugeruje pan, że moja książka pomogła im zaplanować zabójstwa? Nie sądzę. Nie wierzę w to, że ktoś po przeczytaniu „Dnia…” postanawia zabijać polityków. Literatura nie ma aż takiej siły rażenia. Natomiast na pewno „Dzień…” sprawił, iż na rynku wydawniczym zapanowała moda na powieści o płatnych mordercach.

 

Nie sugeruję, chodziło mi raczej o realizm tej powieści, o który dziś w thrillerach trudno.

Bo seks i poprawność polityczna wszystko zniszczyły. Seks, bo nagle w opowieściach o najemnikach pojawiły się rozbudowane wątki romansowe, zupełnie jakby w rzeczywistości najemnik miał czas na miłość i czułe pocałunki. Poprawność – wiadomo, nie trzeba tego tłumaczyć. No i dziś kładzie się większy nacisk na to kim jest dana postać, a dawno temu sama postać nie była istotna. Liczył się mechanizm działania: tak jej jak świata, w którym żyje.  

 

 Ale pan także zatęsknił za miłością i czułymi powieściami. W końcu napisał pan kontynuację „Upiora w operze”.

Mówi pan o powieści „Phantom in Manhattan”.  To była owszem taka drobna próba odpoczynku od gatunku, w którym się specjalizuje. Niezbyt udana, przyznaję, ale dość zabawna. Znaczy zabawne były okoliczności, w jakich powstała. Andrew Lloyd Webber twórca musicalu „Upiór w operze” zadzwonił do mnie i powiedział: Freddie chcę zrobić kontynuacje „Upiora…” ale nie mam pomysłu na fabułę, może byś ją dla mnie napisał? Pomyślałem, czemu nie i zacząłem pisać, swoja pierwszą romantyczno-gotycką powieść. Niestety w chwili, gdy była już w drukarni Andrew rozmyślił się i stwierdził, że musicalu nie będzie. To było w 2002 roku a ja zostałem z ręką w nocniku czy raczej z powieścią, jakiej nikt się po mnie nie spodziewał. Może się pan domyślić, jakie dostałem recenzje i jak się mój „Upiór…” sprzedał. Wie pan, co w tym wszystkim najśmieszniejsze? Że Webber właśnie w końcu wystawił kontynuację „Upiora…”, pod tytułem „Love Never Dies” („Miłość nigdy nie umiera”).

 

A jest oparta na pańskich pomysłach?

Odrobinę. Wspólnie z Benem Eltonem bardzo zmienili fabułę, ale nie mam o to żalu. To nie mój gatunek.  Forsyth nie pisze o duchach, miłości itp. Forsyth pisze o najemnikach, zabójcach, agentach rządowych i szpiegach. I niech tak zostanie.         

 

Jak pan sądzi jako spec od thrillerów politycznych, czyli katastrofa, lub jak ktoś woli zamach w Smoleńsku może stać się inspiracją dla pisarza?

Odpowiedzialnością za tę katastrofę obciążyć należy przede wszystkim tego, który zaprosił na pokład te wszystkie osobistości. Mgła i złe warunki atmosferyczne,  źle wyposażone małe lotnisko, to wszystko czynniki poboczne. Pilot, który ma na pokładzie tyle znanych osób powinien z jednej strony wykazać się odpowiedzialnością i lecieć na drugie lotnisko, z drugiej jestem w stanie zrozumieć, dlaczego podjął to wyzwanie. Presja, jaką człowiek czuje, gdy ma dostarczyć na czas tyle osób jest niewiarygodna. Reasumując Smoleńsk był tragedią, ale nie sądzę, aby był zamachem.  Pisząc powieść, będąc odpowiedzialnym światowej sławy pisarzem musisz uważać na to, co piszesz. W przypadku Smoleńska masz do czynienia z rodzinami tragicznie zmarłych z ich uczuciami, których nie wolno ci zranić. Nie możesz też rzucić oskarżenia, że to np. Moskwa zleciła zabójstwo polskiego prezydenta, bo po pierwsze jest to niemożliwe, po drugie spotkałby się z ostrą reakcją rosyjskiego rządu. Nie mówię tu bynajmniej o konformizmie a tym, z czym musi zmierzyć się autor pisząc o rzeczy tak świeżej jak Smoleńsk.

 

Rosja ma chyba wystarczająco dość swoich problemów na głowie, żeby jeszcze wikłać się w zamach na prezydenta Polski.

Dziś Rosja to Wladimir Putin, który de facto sprawuje tam rolę cara. To ciekawe zresztą jak my na Zachodzi nie jesteśmy w stanie zrozumieć potrzeb krajów z Bliskiego Wschodu czy ze Wschodu. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć, że Rosjanie lubią mieć cara, że nie chcą mieć demokracji. Demokracja jest wymysłem Zachodu. A Zachód jest na tyle głupi, iż wydaje mu się, że to, co dobre dla niego będzie dobre dla wszystkich. I tym sposobem amerykański czy brytyjscy żołnierze giną jak muchy w Afganistanie.

 

Polscy także.

No właśnie a w imię czego? Otóż w imię tzw. Demokracji, której nigdy nie uda nam się tam wprowadzić. Rosja nie zamieniła Afganów w komunistów, my nie zamienimy ich w demokratów, to na zawsze postanie kraj, którego mieszkańcy chcą żyć w klanach, chcą, aby rządzili nimi szefowie wiosek itp. Jedyne, co udało się tam Rosji i Stanom to uzbrojenie ich w nowoczesną broń i wytrenowanie do zabijania. Ale wracając do pańskiego pytania. Rosja i car Putin nie mają powodów do zabijania waszego prezydenta. To konający kraj, który jest w stanie totalnej demobilizacji. Rozmawiałem z wieloma najemnikami z wojsk rosyjskich a oni zawsze mówili to samo – służba w rosyjskiej armii to śmiech. Czołgi są zardzewiałe, morale zerowe, wszystko, co było wartościowe dawno temu zostało rozkradzione i sprzedane. Dlatego też podczas fali pożarów w Rosji Putin nie wpuścił strażaków z Unii Europejskiej, gdyby Niemcy, lub Brytyjczycy zobaczyli jakim sprzętem dysponuje straż pożarna cara Putina, upadł by mit o silnej Rosji, a on na to nie może sobie pozwolić. Więc odsuwa świat od Rosji i trwa w takim odcięciu. Niech pan logicznie pomyśli, jeśli Rosja nie może poradzić sobie z pożarem, jak fatalni muszą być na froncie? Jak słaby jest ich sprzęt jak źle wykwalifikowani ludzie?  Gdyby zlecił zabójstwo polskiego prezydenta musiały mieć w tym jakiś ukryty plan wojenny a takowy nie istnieje. Bo ich na to nie stać.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz