The Big Thrill
wywiady

Raymond Khoury: Zabić Jana III Sobieskiego [wywiad]

Jego „Ostatni templariusz” bił rekordy popularności i spędził ponad dwadzieścia tygodni na liście bestsellerów „New York Timesa”. Nam Raymond Khoury opowiada o tym jak w najnowszej powieści zabije Jana III Sobieskiego,  dlaczego lubi teorie spiskowe i tłumaczy z miłości do Indiany Jonesa.

 

Dzika Banda: Twój debiut „Ostatni templariusz” ukazał się tuż po „Kodzia Leonarda da Vinci” – krytycy z miejsca wrzucili cię do pisarzy kopiujących Dana Browna, choć w twoim przypadku to nie była do końca prawda…

Raymond Khoury: No nie było, bo tak naprawdę „Ostatni templariusz” powstał w bodaj 1995 roku. Tylko najpierw spisałem tę historię jako scenariusz filmowy. Byłem początkującym scenarzystą, nie miałem nawet agenta, a filmem jak się okazało nie był nikt zainteresowany. Ale… w wyniku dziwnych zbiegów okoliczności, mój scenariusz zainteresował, nie producentów  filmowych, a wielkiego wydawcę w Nowym Jorku. Pamiętam, że wtedy miałem wrażenie, że chwyciłem pana Boga na nogi. Oto wydawca Toma Clancy’ego zaoferował mi pół miliona zaliczki na debiutancką powieść, opartą na scenariuszu, którego nikt nie chciał. Poleciałem do Nowego Jorku podpisać umowę…

I co sen się skończył?

Tak jakby. Okazało się, że wydawca chce abym zmienił w mojej historii jeden element – wyciął z niej wszystkie religijne aluzje. To był marzec 1996 roku. Pamiętam doskonale. Zaproponowano mi, abym wyrzucił wszystko co jest związane z religią i zastąpił to poszukiwaniem skarbu: diamentów, złota, czegokolwiek.

Bali się religii?

Uważali, że ludzi nie będzie to interesować. Że nikt nie chce czytać o teoriach spiskowych dookoła religii i korzeni chrześcijaństwa. To był naprawdę rynkowy gigant. I ów gigant uznał, że na rynku nie ma zapotrzebowania na takie opowieści. A teraz przeskoczmy ciut do przodu. Pięć lat później mamy 11 września. Świat się zmienia. Przed zamachem na WTC Dan Brown publikuje kilka książek, których nikt nie kupił. Nikt nie przeczytał też „Aniołów i demonów”. Potem mamy zamach. Ukazuje się „Kod Leonarda…”. Pewne elementy wskakują na swoje miejsce.

To znaczy? Religie stają się częścią wojny?

Zaczyna się starcie cywilizacyjne, które trwa do dziś, a religie stają się częścią globalnego konfliktu. To co nie było atrakcyjne dla odbiorcy przed 2001 roku, staje się główną siłą napędową rynku.

To znaczy co? Strach?

Też. Ale przede wszystkim wszelkie próby stworzenia nowego ładu społecznego po 11 września. Obnażenie religii jako zła tego świata. Czy raczej pokazanie mechanizmów manipulacji wiarą.

Ale nie masz wrażenia, że popularność spiskowych teorii dookoła kościoła katolickiego to ciężka praca u podstaw wykonana przez samą  instytucję?

Oczywiście. Ale Popatrz na to od tej strony – od premiery „Indiany Jonesa i Ostatniej krucjaty” czyli roku 1989, nie pojawił się żaden popkulturowy hit wykorzystujący religię. Powrót do religii to dopiero czasy po 11 września.

Przywołany Indiana Jones to dobry przykład – cztery części z czego dwie genialne a dwie takie sobie…

Z czego dwie najlepsze dotykają kwestii religijnych związanych z judaizmem i chrześcijaństwem, a dwie słabe nawiązują do kamieni Sziwy i UFO. „Poszukiwacze…” i „Ostatnia krucjata” cieszą się tak ogromną popularnością między innymi dlatego, że fabularnie odnosiły się do mitologii najpopularniejszej pod każdym centymetrem sześciennym ziemskiego globu. Nie mówię, że cenionej – znanej. Podczas kiedy o Sziwie niestety słyszeli tylko wtajemniczeni. Odnoszenie się do popularnej religii daje zatem mocnego promocyjnego kopa, ale musi idealnie wstrzelić się w potrzeby odbiorcy.

Czyli musi dziać się na świecie źle?

„Poszukiwacze…” to napięcia końca lat 70., a „Ostatnia krucjata” to upadek Związku Radzieckiego…

Jak trwoga to do Boga?

Jak trwoga to szukamy winnych. Religie mają sporo za uszami. Ale też i religie w sytuacjach kryzysowych widać najmocniej.

A z innej beczki… Lubisz Indianę Jonesa?

Powiem tak – kiedy „Poszukiwacze…”trafili do kin mieszkałem wtedy w Bejrucie. U nas premiery miały miejsce nie jak na świecie w piątki, a poniedziałki. Poszedłem na „Poszukiwaczy…” w dniu premiery. Drugi raz od razu we wtorek.  Więc odpowiadając na pytanie – tak. Uwielbiam.

Pytam, bo bohaterka twojej serii Tess Chaykin, to bohaterska pani archeolog…

Wiesz co, to chyba po części przypadek, po części wynika z dość świadomego rozpisania ról w książce. Sean Reilly to wierzący agent, Tess jest jego przeciwieństwem. Do tego mamy złego, skrzywdzonego przez kościół… O przypomniało mi się… Kiedy „Ostatni templariusz” był jeszcze scenariuszem jeden producent chciał go kupić, ale chcieli wyciąć wszystkie motywacje postaci związane z aborcją. Bo po co prowokować w filmie gatunkowym, a aborcja to tak kontrowersyjny temat…

Wiesz że w Polsce obecnie aborcja to temat numer jeden. Przez nasz kraj przetacza się aborcyjna fala podobna do tej jaka przetoczyła się w Stanach w latach siedemdziesiątych przy sprawie Roe kontra Wade. Tyle, że u nas dąży się do absolutnego zakazu aborcji.

W Stanach aborcja do dziś wywołuje kontrowersje. Do tego dokłada się jeszcze Donald Tramp ze swoimi antyfeministycznymi poglądami. Nie są to ciekawe czasy, w których żyjemy.

Dobra a wracając do pisania – podkreślałeś często w wywiadach, że ogromną część pracy zajmuje ci research.

Za dużo czasu zajmuje, oj za dużo.

Musi?

Powiem tak – szlag cię trafia jak piszesz powieść, do której czytasz kilkanaście innych, przewalasz się przez tony materiałów źródłowych a w finale cała ta praca zamyka się często w pół stronicy tekstu w powieści. Ale, tu dochodzimy do najważniejszego, często te pół stronicy jest kluczowe dla intrygi. Żeby czytelnik uwierzył w to co piszesz, musisz pokazać, że wymyślona, niebywale wydumana konstrukcja opiera się na dość racjonalnym zamyśle. I po to ten cały research.

Żeby być fair wobec siebie i czytelników?

I świata jaki się tworzy.

A zastanawiałeś się kiedyś nad tym dlaczego ludzie tak bardzo lubią teorie spiskowe?

Zaraz do tego przejdę ale najpierw powiem coś co będzie bardzo głupie. Przez cały czas zastanawiam się dlaczego ludzie lubią kryminały. Serio. Nie wiem co interesującego może być w czytaniu tych samych fabuł, tych samych zabiegów narracyjnych. Reasumując – zbrodnia, seryjni mordercy i takie tam opowieści kompletnie mnie nie interesują. I nigdy takiej nie napiszę. A teorie spiskowe… Teorie spiskowe są interesujące, bo świat który nas otacza jest kompletnie niezrozumiały. Teorie powstają po to, aby tłumaczyć sobie to, czego nie pojmujemy. I tu mamy do czynienia z wszystkim – od polityki, przez kościół, zamachy, wojny, technologię (bo przecież ktoś nami steruje prawda?) itp. Teoria spiskowa daje możliwość żonglowania mechanizmami rządzącymi światem. Owszem – z różnym skutkiem, ale daje.

W Stanach kluczową teorią jest ta dookoła zabójstwa Kennedy’ego?

Na pewno jedną z kluczowych, bo łączy w sobie wszystko to co teorii spiskowej jest niezbędne – wielką politykę, nieudolnie poprowadzone śledztwo, tajemnice, które narosły dookoła śledztwa. Fakt, że do dziś nie wiemy co się stało w Dallas nie ułatwia sprawy. Jedna z moich ulubionych powieści ostatnich lat była powieść Stephena Kinga „Dallas 63”, w której pięknie rozprawił się z mitem Dallas.

I z Ameryką po kryzysie ekonomicznym. Nie miałeś wrażenia, że „Dallas 63” to powieść nie tyle o zamachu ma Kennedy’ego, co o tęsknocie za Stanami sprzed Dallas?

Ależ King nie ukrywa chyba tego od dekad, że jego serce wypełnia nostalgia za Stanami, których już nie ma.  Poza tym King bardzo często stara się pokazywać te dobre oblicze Ameryki. Amerykę prostych ludzi, która zwycięża czy to w konfrontacji ze złem, wampirem, czy politykami. On już tak ma – jest piewcą amerykańskiej prostoty.

Wróćmy do ciebie – po sukcesie „Ostatniego templariusza” zgłosiła się do ciebie telewizja. Na postawie powieści powstał serial.

Którego nie widziałem, bo jest koszmarny. Nie wstydzę się tego mówić. To była czysto finansowa decyzja. Sprzedałem prawa i wiedziałem co z książki zrobią. Wiedziałem, że Tess będzie wyglądać jak laska z „Seksu w wielkim mieście”, że znikną wszystkie antykościelne elementy itp. Więc powiedziałem sobie – pass. Sprzedałeś prawa i tyle. Nazwij to prostytucją jak chcesz. Dla mnie to był idealny moment na zarobienie pieniędzy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy będę wydawał, zarabiał. Byłem tuż po wielkim sukcesie i chciałem na wszelki wypadek go zmonetyzować.

To nie prostytucja, a racjonalne podejście.

Też tak myślę.

Sukces cię zaskoczył co?

Dwadzieścia dwa tygodnie na liście bestsellerów „New York Timesa”… Tak. Zaskoczył. Ale też wtedy zrobiłem coś, co z punktu widzenia biznesowego było złe.

To znaczy?

Znaczy – zamiast wydać drugi tom przygód Tess i Seana, napisałem osobną powieść, „Sanktuarium”. Gdybym napisał drugi tom, sprzedaż utrzymałby się na podobnym poziomie. Tak była trzy razy mniejsza. Wiedzieliśmy o tym. To też była świadoma decyzja.

Przypomniałem sobie jedną rzecz i uświadomiłem sobie, że jesteś kłamcą. Otóż napisałeś kryminał!

Fakt – scenariusz do „Waking The Dead”! Szlag zapomniałem. To był scenariusz i to była makabryczna orka!

Ale napisałeś!

Tak – przepraszam że skłamałem. Napisałem kryminał. W życiu nie napiszę już kolejnego (śmiech).

A co napiszesz? Właśnie ukazał się u nas najnowszy, piąty tom przygód Tess i Seana „Ostatnie rozdanie”…

Wiesz, moja następna powieść będzie miała trochę z Polską wspólnego…

Jak to?

Ano tak to, że zaczyna się od sceny , w której zostaje zamordowany Jan III Sobieski, który nie prowadzi odsieczy pod Wiedniem, a w efekcie czego Turcy wygrywają, a Europa zostaje przez nich opanowana. Moja powieść to alternatywna historia, pokazująca jak wyglądałaby Europa i świat gdyby Europa w całości byłaby państwem islamskim.

Bardzo na czasie…

Ale bez obaw – nie odpływam w spiskowe teorie dziejów. Tym razem interesuje mnie próba pokazania jak moglibyśmy żyć, gdyby pewne rzeczy, dawno temu ułożyły się inaczej.

Uważaj na tego Sobieskiego, możesz mieć problemy z wjazdem do Polski po takim zabójstwie, to nasz bohater narodowy…

Oj… No cóż… Stało się. Zginął w samobójczym zamachu… (śmiech).

 

 

 

 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz