Norah Abrams
wywiady

Norah Jones: potrafię przeklinać! [wywiad]

 

Norah Jones jedna z największych gwiazd piosenki na świecie opowiada nam o swoim nowym albumie, zerwaniu z chłopakiem, przeklinaniu i starych  filmach erotycznych.

Dzika Banda: „Little Broken Hearts” twój najnowszy album zaskoczy fanów, którzy kojarzyli się z miłym jazz popem. Tym razem dużo tu psychodelicznych brzmień rodem z rocka lat 60. Skąd taka stylistyczna wolta?

Norah Jones: Nie można tkwić ciągle w miejscu. Ale tak naprawdę nawiązania do rocka psychodelicznego i brzmień lat 60. to zasługa Briana Burtona (czyli producenta płyty jednego z najlepszych i najdroższych współczesnych producentów muzycznych – przyp red.On kocha taką muzykę, ciągle je słucha i bezustannie się nią inspiruje. To dzięki niemu ten album jest zupełnie inny od wszystkiego co do tej pory nagrałam.

Poznaliście się gdy Brian zaprosił cię do nagrywania wokaliz na jego album „Rome”.

Mnie i Jacka White’a. Dużo oczywiście już o nim słyszałam, ale do tamtej pory nie mieliśmy okazji razem pracować. A bardzo mi na tym zależało. Już podczas nagrywania „Rome” miałam nadzieję, że Brian zgodzi się produkować mój nowy album. Ku mojemu zaskoczeniu, gdy go o to zapytałam odparł pewnie, tylko muszę sprawdzić jak stoję z czasem. Mieliśmy wejść do studia miesiąc później, najpóźniej trzy miesiące, a przeciągnęło się to wszystko na prawie trzy lata. Ale chyba opłaciło się czekać, bez Briana ten album nie byłby tak zaskakujący.

„… Little Broken Hearts” to ponoć twój najbardziej osobisty album…

W dzisiejszym świecie tabloidów i portali plotkarskich trudno ukryć fakt, że tuż przed jego nagrywaniem rozstałam się z moim wieloletnim partnerem. Tak było. I owszem te piosenki odzwierciedlają moje uczucia i to co się wówczas działo w mojej głowie. Więc pod tym względem jest to mój najbardziej osobisty album. Kiedyś śmiałam się z tego jak ktoś mówił, że najlepsze rzeczy pisze się wtedy kiedy przeżyło się coś bolesnego. Dziś wcale nie uważam, tego za zabawne. To smutne, ale prawdziwe – czasami aby być wiarygodnym artysta musi przeżyć przygnębiające rzeczy.

To rozstanie jednak wyszło ci chyba na dobre. Na okładce „…Little Broken Hearts” wręcz emanujesz seksem i kobiecością.

Okładka do zabawna historia. Brian jest wielkim fanem erotycznych filmów Russa Meyera a w jego studio na ścianie wisiał plakat do filmu „Mudhoney”.  Kiedy nagrywaliśmy ten album ciągle się w niego wpatrywałam, aż w końću Brian stwierdził, że powinnam zrobić sobie sesję w stylu Russa Meyera właśnie. I tak powstała Norah Jones w wersji wulkan seksu.

[quote align=’right’]Kiedyś śmiałam się z tego jak ktoś mówił, że najlepsze rzeczy pisze się wtedy kiedy przeżyło się coś bolesnego. Dziś wcale nie uważam, tego za zabawne. To smutne, ale prawdziwe – czasami aby być wiarygodnym artysta musi przeżyć przygnębiające rzeczy

To twoje zupełnie inne oblicze. Do tej pory wszyscy kojarzyli cię z piękną, słodką dziewczynką.

To było dziesięć lat temu, kiedy wydawałam swoją pierwszą płytę „Come Away with Me”. Byłam skromną, może nawet trochę zahukaną dziewczynką i taka etykietka przyległa do mnie na lata. Ale ludzie się rozwijają, zmieniają. Nie mówię, że zmieniłam się drastycznie. Wciąż jestem sobą, tyle że teraz już nie dziewczynką a pewną siebie kobietą.

Która postanowiła wystylizować się na gwiazdę kina erotycznego.

To przypadek, ale uważam że wyszło to ciekawie. No i coś w tej stylizacji jest zaskakującego skoro o niej rozmawiamy.

A filmy erotyczne Meyera oglądałaś?

Szczerze mówiąc nie. Urzekł mnie po prostu klimat seksualnej kobiecości jaka emanuje z ze starych zdjęć i plakatów. Co nie znaczy że nagle stałam się sprośną, niegrzeczną dziewczynką.

Mimo a może właśnie dlatego, że ludzie postrzegają cię jako niewiniątko, bardzo często pogrywasz sobie z własnym wizerunkiem. W 2006 roku spore zamieszanie w branży wywołała piosenka Mike’a Pattona „Sucker” w której klęłaś jak szewc.

To był pomysł Mike’a, ale bardzo mi się spodobał. Oczywiście masz rację to była w pewnym stopniu prowokacja, bo przecież nikt nigdy do tej pory nie słyszał Norah Jones mówiącej „mother fucker”. A tu się okazało, że potrafi i to jeszcze mówi to z przekonaniem (śmiech). A poważnie mówiąc możesz mi nie uwierzyć, ale wychowywałam się słuchając piosenek Faith No More czyli poprzedniego zespołu Mike’a i praca z nim była czymś w rodzaju gwiazdki z nieba. Wiesz o co mi chodzi – całe życie kogoś słuchasz a tu nagle okazuje się, że ten ktoś do ciebie dzwoni i proponuje wspólne nagrywanie piosenki.

Nagrałaś bardzo dużo duetów, pamiętasz ten najbardziej zaskakujący?

Oczywiście Ray Charles. Miałam wtedy dwadzieścia cztery lata, dopiero zaczynałam karierę, a telefon od Charlesa naprawdę mnie zaskoczył. To niezmiernie ważny dla mnie duet. Kilka miesięcy później Ray zmarł.

Zaśpiewałaś także dość niezwykły duet, bo z Elmo, futrzastym stworkiem z legendarnej „Ulicy Sezamkowej”.

No to także było niezwykłe przeżycie (śmiech). I wcale nie żartuję. „Ulica Sezamkowa” to program legenda w Stanach, wszyscy się na niej wychowywaliśmy. Kiedy więc nagle okazało się, że zaprosili mnie do programu, poczułam się trochę tak jakbym cofnęła się w czasie. Już samo przechadzanie się się po studio w którym kręci się „Ulicę…” to niezłe przeżycie. Wszystko ta wygląda dokładnie tak jak zapamiętałam to z dzieciństwa.

Rozmawiamy równo dziesięć lat po twoim debiucie płytowym, który okazał się być najlepiej sprzedającą się płytą tej dekady w Stanach Zjednoczonych. Wtedy świat dosłownie oszalał na twoim punkcie. Jak się w tym zamieszaniu odnalazłaś? Byłaś tym przerażona czy mile zaskoczona?

To było kompletne szaleństwo, o którym nigdy nie zapomnę.  Wszystko wtedy działo się bardzo szybko. Panował totalny chaos. Płyta sprzedawała się rewelacyjnie, ciągle ktoś gdzieś mnie zapraszał, ktoś do mnie dzwonił. Czy spodziewałam się takiego zamieszania – absolutnie nie. Wydawało mi się, że muzyka zanurzona w jazzie, troche w bluesie i popie to rzecz, która odniesie sukces, ale raczej niszowy, w końcu to był album bardzo staroświecki, w dobrym tego słowa znaczeniu. A tu niespodzianka, mimo iż nie był taneczny i nie gonił za muzycznymi trendami pokochał go cały świat. Owszem przerażał mnie ogrom tej popularności, to że nie malała a wręcz odwrotnie ciągle rosła.

Całkiem dobrze sobie w tym chaosie poradziłaś, co więcej nigdy nie zamieniłaś się w zblazowaną gwiazdę pop, a miałaś do tego prawo.

I z niego nie skorzystałam.  Dla mnie zawsze najważniejsza była muzyka a nie medialny szum. Ale przyznaję jedno – sukces debiutu, pozwolił mi wypracować sobie w branży bardzo stałą pozycję, dzięki której mogę nagrywać takie płyty na jakie JA mam ochotę. Nikt mnie nie ogranicza twórczo, niczego nie nakazuje czy zakazuje. Poza tym nie oszukujmy się zawsze za sukcesem idą pieniądze. Dzięki temu że „Come Away with Me” było tak gigantycznym hitem zaczęłam naprawdę dobrze zarabiać, a to chyba nie jest powód do wstydu.

Mówiąc o wolności artystycznej – poza swoimi solowymi albumami wydajesz także płyty z zespołem Little Willies, tyle że na nich śpiewasz głównie przeróbki standardów bluesowych i country. Powiedz co ci daje śpiewanie coverów?

To świetna szkoła nie tylko śpiewu, ale przede wszystkim komponowania. Śpiewając cudze piosenki uczysz się tego jak napisano ten utwór, to ważne dla mnie od strony zupełnie technicznej. Podpatruję mistrzów i uczę się jak samej pisać coraz lepsze piosenki.

A pamiętasz kto jako kompozytor zaskoczył cię najbardziej?

Absolutnie Ryan Adams. On jest niesamowity. Pamiętam jak męczyłam się z piosenką „Dear John”, nie potrafiłam jej skończyć, a Ryan jej wysłuchał i w dziesięć minut za mnie ją skończył. To facet któremu linie melodyczne dosłownie wyskakują z głowy.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz