fot. Krzysztof Opaliński
wywiady

Marta Guzowska – Polska nie jest pępkiem świata [wywiad]

Niedawno wydała „Regułę numer 1”, jest panią archeolog i autorką kryminałów, która porzuciła ten gatunek dla sensacji i thrillera. O roli kobiet w literaturze gatunkowej, odejściu chandlerowskiego twardziela i bohaterkach zmieniających kochanków jak rękawiczki rozmawiamy z Martą Guzowską.

 

Kiedy wpadłaś na pomysł, żeby pisać serie z kobiecą bohaterką wiedziałaś jakie cechy ma posiadać? Czym się wyróżniać?

Moja bohaterka, Simona Brenner, jest kobietą, ale jej pierwowzorem był Arsene Lupin, dżentelmen włamywacz. Jesteś ode mnie młodszy, więc możesz nie pamiętać, ale ja w dzieciństwie pochłaniałam odcinki jego przygód w telewizji. Arsene Lupin miał przede wszystkim wdzięk. Kradł (oczywiście tylko klejnoty!) i rozkochiwał w sobie kobiety (w sumie nie wiadomo, po co kradł, chyba dla sportu, bo te rozkochane kobiety same by mu oddały wszystko, co chciał). Simona musiała mieć więc przede wszystkim wdzięk. No i to, co potrzeba złodziejowi, czyli spryt, zimną krew, inteligencję, umiejętność znalezienia wyjścia z trudnej sytuacji. To był żelazny zestaw.

Dziękuję mamo, za uświadomienie mi różnicy wieku. A Arsene Lupin, to jednak mimo złodziejskiego fachu, harcerzyk.

Takie były czasy, Arsene nie mógł używać wulgaryzmów ani, powiedzmy, ocierać potu z czoła. A co do Simony, jasne jest, że oprócz cech potrzebnych do grania złodziejskiej roli, musiała mieć też inny zestaw cech, które definiowały ją jako człowieka. I tu zaczyna robić się ciekawiej. Nie lubię bohaterów jednoznacznie pozytywnych, nudzą mnie. Moja Simona nie mogła być po prostu fajną babką. Dałam jej kilka cech, które mnie irytują (wiem też, że irytują czytelników, a zwłaszcza czytelniczki), ale to one, moim zdaniem, czynią ją barwną postacią. Brak konsekwencji, pyszałkowatość, przekonanie o własnej wspaniałości. Zastanawia mnie tylko, że takie cechy irytują, bo Simona jest kobietą.

Gdybym wyposażyła w nie bohatera mężczyznę, byłby po prostu zwyczajnym facetem. Simona uzurpuje dla siebie sporą sferę przypisywaną mężczyznom: na przykład jest bardzo samodzielna, nie szuka związku, co najwyżej romansu…

Pytam, bo zastanawiam się – czy konstruowanie postaci kobiecej jest trudniejsze niż wymyślanie faceta?

Oczywiście mogłabym odpowiedzieć standardowym tekstem: o tak, o wiele, bo kobiety są o wiele bardziej skomplikowane niż mężczyźni. Ale nie, nie jest trudniejsze. Skonstruowanie dobrej postaci, która nie jest płaska i jednowymiarowa, w ogóle jest trudne. Ale warto, bo jak się to już uda, to postać w powieści żyje własnym życiem i pisarzowi pozostaje tylko obserwować, co ona tam znowu nawyczynia.

Bo jeśli nie, to powiedz dlaczego przez tyle lat bohaterami kryminałów byli faceci? Kobiece bohaterki, poza wyjątkami w stylu panny Marple narodziły się masowo w latach 80.

No a kto miał pisać te kobiece bohaterki? Kobiety, które najpierw zajęte były uprzyjemnianiem życia mężczyznom, a potem walką o swoją tożsamość i o bycie kimś innym niż tylko robotem kuchennym skrzyżowanym z niańką? Wydaje mi się, że w latach 80-tych kobiety już mniej więcej „wybiły się na niepodległość” i mogły pisać, co chciały. Co prawda pierwsza powieść z panną Marple została opublikowana w 1930 roku, ale popatrz na Agathę Christie. Była bardzo niezależną kobietą, w latach 1930 także niezależną finansowo. Już po rozwodzie, w nowym związku, z Maksem Mallowanem, młodszym od niej o kilkanaście lat.

W latach 80. pojawia się choćby Sarah Paretsky z jej V.I. Warshawski, po niej Edna Buchanan, pierwsza kobieta, która została reporterem śledczym, a potem autorką poczytnych kryminałów. Ale nawet u nich kobiety zachowywały się czasami jak bohaterki romansów, które szukają szminki w najbardziej niebezpiecznym momencie.

Dokładnie tak. Musiały cały czas podkreślać, że są kobietami, a najprościej to podkreślić jakimś kobiecym atrybutem, typu szminka, albo falbaniasta spódnica. Gdyby zachowywały się jak mężczyźni, to byłoby nieakceptowalne.

Oczywiście Miss Marple nigdy nie sięga po żadne szminki (chociaż sięga po robótki na drutach). Może sobie pozwolić na nietuzinkowe zachowania i prowadzenie śledztwa jak mężczyzna, bo jest stara, nie musi już wypełniać ról narzucanych przez społeczeństwo. Każdy, kto tworzył bohaterkę w wieku reprodukcyjnym, musiał ją ustawić w jakiś sposób w relacji do mężczyzny, najlepiej w relacji trochę podrzędnej, żeby nie kłuła po oczach. Więc panna może i była sprytna i umiała rozwiązać zagadkę  zbrodni, ale i tak pod koniec dnia marzyła głównie o pocałunku i uścisku silnych męskich ramion. Inaczej czytelnicy mogliby szurnąć książką do kosza.

Dobra, mamy rok 2017 i…

No właśnie. Mamy rok 2017, wydawałoby się, że do większości czytelników już dotarło, że kobieta, podobnie jak mężczyzna, może mieć masę wad i masę zalet. A moja Simona nadal drażni tym, że nie definiuje się w odniesieniu do mężczyzn, a nawet traktuje ich trochę instrumentalnie, a przede wszystkim dlatego, że cały czas podkreśla, że jest najmądrzejsza na całym świecie. Ma więc o sobie bardzo wysokie mniemanie, które nadal kobiecie nie przystoi.

No właśnie dlaczego? Przecież wiele kobiet jest przekonanych o własnej wspaniałości.

Na szczęście jest ich coraz więcej. Ale nawet cudowna, niezrównana Scarlett O’Hara (wspominam ją, chociaż nie jest bohaterką kryminału) ponosi karę za swoją pychę i przekonanie, że wszystko wie najlepiej.

Serio myślisz, że popadanie ze skrajności – jestem biedną szarą myszką, w skrajność – jestem mega wspaniałą laską, to szczęście? A gdzie środek?

W środku jest na przykład wydawany od niedawna w Polsce szwedzki pisarz kryminałów Stefan Ahnhem. Chociaż jest facetem, ma wielki dar kreślenia postaci kobiecych, które są po prostu ludźmi. U Ahnhema i kobiety i mężczyźni potrafią być obżartuchami, maniakami seksualnymi, ascetami, niechlujami… A jeśli kobiety w jego powieściach są głupie, to nie głupotą horrorowych blondynek, tylko normalnie, jak ludzie.

Swoją drogą może się mylę, ale kiedy mówimy kobieta i kryminał, to jako pierwsze do głowy przychodzą Agatha Christie i powiedzmy w Polsce Joanna Chmielewska. Żadnej innej autorce w kryminale nie udało się tak mocno wpisać w gatunek, by być powszechnie kojarzoną.

No coś Ty, a Patricia Highsmith? Może to nie klasyczny kryminał, ale jej drań, pan Ripley, do dziś nie ma sobie równego. A jej imienniczka, Patricia Cornwell? A Tess Gerritsen? A pisarka z mojej top 10, Irlandka, Tana French?

Highsmith zawsze była ten poziom literacki wyżej. Patricia Cornwell – no to zapytaj na ulicy, czy ktoś ją zna. Tess jednak to thriller, Tana raczej także.

Ale chyba tylko na ulicy w Polsce, a jednak dopuśćmy wreszcie do świadomości, że Polaków jest niecałe 38 milionów, a populacja kuli ziemskiej zbliża się do 8 miliardów. Więc jednak nie jesteśmy pępkiem świata. A kobiety w literaturze rosną w siłę. Uważam wręcz, że kryminał się sfeminizował i niedługo detektyw w stylu chandlerowskim, samotny wilk i oczywiście mężczyzna odejdzie do lamusa.

Ale zmierzam do czegoś innego. Bo kobiety de facto zmieniły gatunek, ale nie wiem czy można nazwać go kryminałem. Chodzi mi o cały nurt thrillerów z przemocą domową w tle, który dzięki „Dziewczynie z pociągu” bije rekordy na świecie. I faktycznie jest zawłaszczony przez panie.

Tak, to się podobno nazywa teraz domestic noir i rzeczywiście jest gatunkiem zdominowanych przez panie. Ale ja widzę to w szerszym kontekście. Domestic noir pokazuje sferę życia uważaną do tej pory za mało „epicką”, czyli pielesze domowe. Skoro w polityce coraz więcej uwagi poświęca się przemocy domowej (chociaż u nas raczej w sensie negatywnym), musiało to znaleźć tez odbicie w kryminałach.

Mnie się wydawało, że trochę to się wzięło ze zmęczenia rozmachem, że po dekadzie rządzonej przez spiski i thrillery z wielkimi korporacjami, szpiegami, wszędobylską technologią publiczność zapragnęła czegoś intymnego, co nie było odsłaniane od dawna – życia w zwyczajnym domu.

Chyba dobrze ci się wydaje. Ale wychodzi na to samo. Bardziej interesujemy się sferą intymną, domową, a w niej tradycyjnie rządzą kobiety. Więc takie domowe kryminały często wyłamują się z formuły, detektywem (najczęściej narratorem) zazwyczaj jest kobieta, a ofiarami też często są kobiety. Co nasuwa mi pomysł: a może by tak napisać kryminał w tym stylu o ojcu na urlopie wychowawczym?

Byle nie wyszedł ci dramat o samotnym ojcu, który nie rozumie dzieci i odkrywa jak ważną rolę w wychowaniu pełnią kobiety. A poważnie – ty swoją Simonę wpisujesz w kryminał czy thriller? Pytam poważnie, bo odnoszę wrażenie, że przypisanie tego cyklu do kryminału, przypomina trochę przywiązanie do łóżka. Dla mnie to jednak czystej wody thriller.

To dobrze, bo tak miało być. Po napisaniu czterech kryminałów postanowiłam zapuścić się w obce wody powieści sensacyjnej, „Chciwość” i „Reguła nr 1” to miały być thrillery ze wszystkimi cechami tego gatunku, czyli szybką akcją, napięciem, poczuciem niebezpieczeństwa i zagadką raczej nie w sensie „kto zabił”, tylko „kogo muszę unieszkodliwić, żeby przeżyć”. Bardzo mi się spodobało pisanie takich powieści, więc pewnie będą kolejne tomy.

Ciekawe czy dopiszesz jej kochanka kata i uzależnienie, bo tajemnicę z dzieciństwa już jej dałaś…

Nie darujesz mi tej tajemnicy z dzieciństwa… Ale skoro ten chwyt zastosowali nawet scenarzyści „Blade Runner 2049”, to chyba ostateczny dowód, że to jednak chwyt dozwolony. Nie, nie dopiszę Simonie kochanka kata, bo to by ją właśnie zmieniło w plastikową, stereotypową laleczkę. Wystarczy, że ma kochanków, których to ona wybiera, ale pod wpływem chwili, więc zazwyczaj nietrafnie. I że rani ją jej własna niekonsekwencja i jej własne wybory…

A nie masz czasem dość konwencji? Nie czujesz się zmęczona tym, że zajmujesz się w gruncie rzeczy literaturą niepoważną?

Wiesz, dopiero niedawno, po napisaniu 7 powieści tzw. gatunkowych sama też zadałam sobie to pytanie. I bardzo uczciwie zastanowiłam się nad odpowiedzią. Bo gdyby brzmiała ona: tak, męczy mnie to, to czas rozejrzeć się za innym zajęciem.

Na szczęście (dla mnie, ale mam nadzieję, że moi czytelnicy podzielają to uczucie) odpowiedz brzmi: nie, nie jestem zmęczona. Uwielbiam czytać dobrą literaturę z tzw. wyższej półki, Atwood, Tartt, Pamuka, Oza, ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym chcieć coś takiego napisać. To nie moja bajka. Moją najwyraźniej są historie służące rozrywce. Staram się, żeby były jak najlepsze, robię co mogę, żeby podciągnąć je na jak najwyższy poziom literacki, ale to nadal rozrywka. I nadal mnie to bawi. Ale żeby nie poddać się rutynie, zamieniłam, jak sam zauważyłeś, kryminał na thriller, a teraz przymierzam się do napisania czegoś z pogranicza horroru i thrillera. Sama nie wiem, jak to ugryźć i to jest najlepsza zabawa.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero