wywiady

Marc Elsberg: Śmierć, choroby, wojna i brak prądu

Co stanie się ze światem, gdy zgaśnie światło? Czy będziemy mieć prąd zawsze i jak będzie wyglądał nasz świat, gdy go zabraknie? Marc Elsberg, autor bestsellerowego „Blackoutu” opowiada nam o lękach współczesnego człowieka.

 

 

Dzika Banda: Czego się pan boi?

 

Marc Elsberg: Nie będę oryginalny – myślę, że jak większość ludzi: śmierci, nieuleczalnej choroby i światowej wojny.

 

No właśnie. Zazwyczaj nikomu nie przychodzi do głowy powiedzieć: boję się, że świat może zawalić się po tym jak wyłączą prąd. A na takim pomyśle oparł pan „Blackout”.

 

Bo nie myślimy o rzeczach drobnych i małych. Prąd jest i traktujemy go, jako pewnik. Z „Blackoutem” było ciut inaczej. Nie planowałem na początku pisać thrillera o tym jak pewnego dnia w Europie gaśnie światło, a powieść o przemianach strukturalnych w Europie, które doprowadziły do tego, że dziś żyjemy w systemie naczyń połączonych, które są od siebie zależne. Weźmy dla przykładu oborę w gospodarstwie rolnym. Kiedyś była bytem samodzielnym, dziś w nowoczesnych gospodarstwach mamy system wentylacji, który w całości uzależniony jest od prądu. Znika prąd, znika przepływ tlenu i zwierzęta powoli się duszą. Wyłącz prąd na stacji benzynowej i tracisz dostęp do paliwa, bo coś takiego tak ręczna pompa już od dawna nie istnieje. Wszystko jest skomputeryzowane. I tak zbierając te elementy uświadomiłem sobie, że większość dziś niezbędnych do życia i funkcjonowania w społeczeństwie rzeczy uzależnione są od prądu. I zaczęła składać się z tego zupełnie inna powieść.

 

A agregaty prądotwórcze?

 

Działające na ropę, będą działać dopóki będzie ropa, a bez prądu szybko się skończy. Jeśli zaczniemy wnikać w to głębiej to odcinając świat od prądu zatrzymujemy pociągi, zatrzymując pociągi towarowe zamykamy dostępność towarów, zamykając dostępność towarów… i tak dalej. Poza tym widzi pan, ja przez lata całe pracowałem w agencji reklamowej. Jedna ze strategii polega na tym, że aby uświadomić ludziom, że czegoś potrzebują trzeba im to zabrać. Ta powieść jest w zasadzie literackim przełożeniem tego mechanizmu.

 

I tak przez przypadek obnażył pan naszą bezradność cywilizacyjną? Czyli to, czego obawiali się dawni fantaści, czyli absolutne uzależnienie od maszyn i technologii.

 

Żyjemy w czasach niebywale wygodnych, komfortowych i teoretycznie bezpiecznych. Ktoś przeprowadził kiedyś badania i okazało się, że przeciętny Austriak, żyje wygodniej niż sto lat temu żył Cesarz. Ale to niestety jest w dużej mierze ułuda. System naczyń wiązanych, który rozbudował się w ostatnim trzydziestoleciu na niebywałą skalę, jest tak naprawdę niezabezpieczony. Często powtarzanym sloganem pośród ludzi zajmujących się bezpieczeństwem systemu jest: odporność systemu na sytuacje awaryjne. Problem polega na tym, że system rozwija się bezustannie i w końcu ktoś powinien zacząć na globalną skalę dbać o jego bezpieczeństwo.

 

Czuje się trochę tak jakbyśmy rozmawiali w rzeczywistości z „Terminatora”. Myśli pan, że można zapanować nad systemem elektroniczno-technologicznym nas otacząjącym?

 

A myśli pan, że kiedykolwiek panowaliśmy nad systemem?

 

Nie.

 

Ja też. Ale nie uprawiając czarnowidztwa. Instytucje zajmujące się wprowadzaniem do użyteczności publicznej systemy dostaw prądu dbają przede wszystkim o rzecz, która nazywa się „bezpieczeństwo zaprojektowane”, czyli system bezpieczeństwa wprowadzony na poziomie opracowywania technologii. Jednym z takich elementów bezpieczeństwa wpisanego w projekt systemu jest decentralizacja, czyli rozdzielenie przepływu dajmy na to energii tak, aby w przypadku kryzysu nie pojawił się efekt domina, czyli aby wadliwy element nie wyłączył całości a został odseparowany i naprawiony.

 

Da się to zrobić?

 

Da, ale jest to niebywale skomplikowane. Kto pana zdaniem odpowiada za nasze bezpieczeństwo?

 

Politycy, oni w końcu rządzą krajem.

 

Dokładnie. A teraz niech pan sobie uświadomi, że większość polityków nie ma w ogóle świadomości tego jak wielkim zagrożeniem jest centralny układ dostaw prądu. Dopiero od kilku ostatnich lat do niemieckich polityków zaczyna docierać fakt, że taki układ, w którym wszystko zależne jest od jednego miejsca, komputera, elektrowni jest układem niezdrowym i absolutnie niebezpiecznym dla bezpieczeństwa kraju.

 

Ale tu wracamy do początku naszej rozmowy – czyli tego, że brak prądu wydaje się czymś tak banalnym, że wręcz nieszkodliwym i dlatego mało kto uświadamia sobie niebezpieczeństwo, jakie z tym się wiąże.

 

Dwa lata temu niemiecka policja zaprosiła polską na spotkanie w kwestii zabezpieczenia systemów elektrycznych. Celem tego spotkania było m.in. ustalenie tego, jakie działania polsko-niemieckie powinniśmy podjąć, aby uniknąć takiej sytuacji jak ta opisana w książce. Pamiętam, że był tam ekspert z Polski, który kategorycznie zaprzeczył, aby waszemu krajowi groziło odcięcie od prądu.

 

Na czym oparł swoją wiedzę?

 

Widzi pan większość osób, które zajmują się systemem to osoby, które trzydzieści, czterdzieści lat temu go projektowały. Dotyczy to zarówno Polski, Austrii, Niemiec, Czech itp. Przez te wszystkie lata technologia poszła niebywale do przodu, ale ci ludzie wciąż tkwią głęboko w czasach, kiedy byli nieomylni i zakładali system. To zupełnie naturalne, każdy, kto czuje się ojcem projektu uważa, że zna go najlepiej na świecie. Problem polega na tym, że może projekt zna, ale o współczesnym świecie nie ma pojęcia. I tu nie ma się, o co obrażać. Sam pamiętam jak uczyłem swojego ojca obsługi magnetowidu, a teraz mój syn uczył mnie obsługi smartphone’a. Trzeba jednak mieć w sobie odwagę do przyznania się do tego, że coś się zmieniło i musimy czegoś nowego się nauczyć.

 

Musi nastąpić zmiana warty?

 

Niekoniecznie zmiana warty, ale chęć uczenia się i świadomość zmian – owszem tak.

 

Thriller sensacyjny to idealny literacki gatunek do opowiadania o lękach współczesnego człowieka?

 

Tak. Po pierwsze przez swoją masowość – większość ludzi lubi ten gatunek, czyta, ogląda. Wykorzystywanie popularnego gatunku do pokazywania mechanizmów rządzących naszym światem wykorzystywał już i Robert Ludlum, i Frederick Forsyth. Poza tym konstrukcja takiej powieści pozwala kapitalnie manipulować – to złe słowo, ale użyjmy go – uczuciami odbiorcy. Przez pierwszą połowę budujesz napięcie i budzisz strach, by na końcu dać jednak nadzieję.

 

Czyli pana zdaniem ludzkość ma jeszcze szanse na przetrwanie?

 

Oczywiście jestem niepoprawnym optymistą. Choć wie pan jak to jest – pesymista ponoć to doskonale poinformowany optymista.

 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz