wywiady

Lauren Kate – Błagam, nie traktujmy sztuki dosłownie, bo zwariujemy [wywiad]

Z Lauren Kate, autorką książek z serii „Upadli” (premiera ekranizacji już 14 kwietnia na serwisie Cineman), rozmawiamy o filmowych adaptacjach, pisaniu dla młodzieży i pisarskich wyzwaniach.

Adaptacje filmowe to dla wielu pisarzy ziemia obiecana – raj o którym marzą. Potem kiedy do takiej adaptacji dochodzi, raj zamienia się w piekło, bo producent ingeruje we wszystko, zamieniając powieść w coś czego pisarz nie potrafi zaakceptować. Co pomyślałaś, kiedy dowiedziałaś się, że powstanie adaptacja „Upadłych”?

Na początku się bałam. Mając na uwadze to wszystko o czym mówisz byłam przerażona. Potem poznałam Scotta Hicksa, reżysera „Upadłych” i faceta, który dał nam „Blask” – obawy prysły. Poza tym uznałam, że nie popełnię błędów innych i nie oddam pełnej kontroli nad moim „dzieckiem”. Zostałam producentem wykonawczym; miałam wpływ na casting, scenariusz i muzykę. Spędziłam dwa tygodnie na planie.

Jako nadopiekuńcza mama?

Można to tak nazwać. To fajne uczucie mieć „gęsią skórkę” kiedy ogląda się przesłuchania, potem  film, by przekonać się, że jest w istocie tak romantyczny i podniecający jak tego oczekiwałam.

Co jest najtrudniejsze w pisaniu dla nastolatków?

Nie wiem. Lubię pisać dla młodych czytelników. Lubię pisać o młodych ludziach. Nastolatek to taki zawieszony byt, to czas przepoczwarzania się – mam na myśli okres dojrzewania. Dlatego nastolatki  często czują się wykluczone, głównie na własne życzenie szukają izolacji. Przestrzeń dzieląca świat dziecka od świata dorosłego to dzika, chaotyczna i gwałtowna kraina. Nastolatki ryzykują, czasami idiotycznie, popełniają błędy, bywają wspaniali i okropni. To wszystko sprawia, że pisanie o nastolatkach i dla nich, jest niebywale trudne ale i inspirujące.

Wielu autorów uważa, że młodzież to najbardziej wymagający odbiorca.

Zgadzam się z tym, ale również bardzo wdzięczny. Moi czytelnicy są dla mnie nieustannym źródłem inspiracji i motywacji.

W Polsce, jak i w Stanach, można od lat zaobserwować prężnie działające grupki ludzi twierdzących, że młodzież jest niebywale podatna na „złe” wpływy powieści takich jak “Harry Potter” czy “Upadli”, że promują złe wzorce zachowania; magię, antychrysta i tak dalej.

Błagam, nie traktujmy sztuki dosłownie, bo zwariujemy. Opowieści jak “Harry Potter” czy “Upadli” to historie, fabuła, fikcja literacka. Można je traktować jedynie jako metaforę, nigdy zaś dosłownie.  Czytając powieść o walce na froncie, nie musimy od razu chwytać za karabin, wybiegać na ulicę i strzelać. Opowieść o wojnie może być metaforą wojny jaką toczymy w codziennym życiu, w którym nikt nie strzela – to my zmagamy się z przeciwnościami losu, walcząc o życie, wolność, ostatnie ciasteczko w słoiku.

Wytłumacz to wszystko naszym kochanym „religijnym wariatom” doszukującym się w magii literackiej wszelkiego zła.

Magia ma wymiar symboliczny. To symbol niewytłumaczalnych zjawisk jakie nas otaczają. Tego, że nie zawsze potrafimy zrozumieć życie, więc używając figury magii racjonalizujemy je sobie. Powiem więcej, lubię się poddawać tym tajemnicom i pozwalam się im prowadzić.

Czy myślisz czasami, że coś co właśnie napisałaś jest za mocne na powieść dla młodzieży, że trzeba to poprawić, wygładzić, złagodzić?  

Jakkolwiek to zabrzmi; daję się prowadzić moim bohaterom. Prowadzą mnie drogą mroczną i bolesną? Nie protestuję. Nauczyłam się im ufać. A póki im ufam, póty jeszcze nie zboczyłam z kursu.

Nie bałaś się porywać na serię fantasy? Ten gatunek jest niebywale wyeksploatowany i większość uważa, że rządzi się żelaznymi zasadami.

Zmienianie reguł rządzących światem, wymyślanie go od nowa to rzecz niebywale podniecająca.
Nie oszukujmy się; wymyślenie czegoś nowego jest wyzwaniem. Świat fantasy to świat, w którym rządzą „gatunkowe klisze”. Powieść fantasy zyskuje sens, kiedy jest mocno zanurzona we własnej mitologii; jest to wyzwaniem dla autora. Zanim zaczęłam pisać „Upadłych”, całe miesiące spędziłam  szukając rozwiązań fabularnych, które sprawią, że seria będzie miała logiczny porządek. Dopiero potem usiadłam do pisania.

Jak bardzo zmieniła się Lauren Kate między publikacją pierwszego tomu “Upadłych” a “Przebaczeniem”?

Po pierwsze, wyszła za mąż i urodziła dwójkę dzieci. Po drugie, odkryła, że jej cykl cieszy się sporą popularnością dzięki czemu może pisać dalej. Między tomami przeczytała masę znakomitych powieści.

Co do „Przebaczenia” to myślę, że gdzieś w głębi siebie zawsze czułam, że napiszę historię Cama (jeden z bohaterów serii – przyp. red). Musiałam do niej dojrzeć, bo widzisz ta postać jest wzorowana na moim mężu, a romans jaki opisuję w tym tomie jest – powiedzmy – z przyczyn osobistych bardzo mi bliski.

Skoro już jesteśmy przy osobistych przeżyciach: zdarzyło Ci się kiedyś wątpić w sens tego co robisz?

Codziennie wątpię (śmiech). Właśnie piszę nową powieść i jestem na takim etapie, że w zasadzie nie potrafię sobie przypomnieć niczego dobrego co przytrafiło mi się w życiu (śmiech)

O czym piszesz?

Nie powiem, ale to będzie coś zupełnie innego niż “Upadli”.

Odczuwasz presję? Odniosłaś sukces, wydawca chce, abyś go powtórzyła, publiczność domaga się co raz lepszych opowieści…?

Największą presję wywieram na siebie sama. Zawsze mam wrażenie, że książka, którą piszę, będzie ostatnia, że już nic więcej nie dam rady z siebie wyrzucić. Akurat wydawca i moja publiczność są dla mnie motywacją i wsparciem.

Co wolisz pisać; samodzielną powieść, czy kolejną część cyklu?

Każda forma jest dla mnie taką samą walką, ale pisanie powieści poza cyklem daje większą swobodę, bo nie musisz się bezustannie koncentrować na świecie, w którym już rządzą jakieś reguły. W szkole nigdy nie lubiłam kiedy nauczyciele nakazywali mi przygotowanie streszczenia, konspektu pracy domowej, zanim zabrałam się za jej pisanie. Jestem przekonana, że takie ramowe planowanie pracy zabija kreatywność. W „Upadłych” wymyśliłam sobie tak skomplikowany świat, że bez stworzenia ram czasowych i pilnowania szczegółów nie potrafiłam się w nim odnaleźć – wtedy zmieniłam zdanie. Tak zaczęła się nauka planowania. Planowałam wszystko; od streszczenia, przez plan rozdziałów, po zakończenie. Przekonałam się do takiej formy pracy do tego stopnia, iż dziś nie wyobrażam sobie, że mogłabym robić inaczej. Przewagą planu jest, że pozwala przerywać, cofać się, pisać z innej perspektywy. Teraz niezależnie od tego czy piszę osobną powieść czy kolejną część cyklu – wszystko planuję.

Co jest dla ciebie najważniejsze gdy zaczynasz nową powieść?

Tworzenie postaci i budowanie nastroju jest zawsze łatwe. Fabuła wymaga najwięcej pracy, zaangażowania. Podstawą pisanego przeze mnie cyklu jest miłość. Romantyczna miłość, o której myślę, że jest najpotężniejszą siłą we wszechświecie. Kiedy konstruuję fabułę, staram się inspirować mitami, klasyką literatury czy przypowieściami biblijnymi. Wiesz jak narodziła się seria „Upadli”? Wszystko zaczęło się od cytatu w Księdze Rodzaju (6:1-4). Mowa w nim o aniołach, które zakochały się w kobietach i za karę wygnano ich z raju. Potem przyszła fabuła i wszystkie postaci.

W Polsce, zwłaszcza wśród dziennikarzy pokutuje przekonanie, że napisanie bestsellera to rzecz prosta; wystarczy pisać pod publikę. Jakie jest Twoje zdanie; można łatwo napisać bestseller?

Nie sądzę. Jakby to było takie proste to… mielibyśmy same bestsellery. Moje części składowe bestsellera to: humor, emocje i nagłe zwroty akcji. Kiedy czytam, chcę czuć, chcę być poruszona. Jako pisarka, chcę poruszać czytelnikami. Dla mnie powieść pełni funkcję katharsis. Myślę, że nie tylko dla mnie; mam wrażenie, że powieści, które oczyszczają, dają czytelnikowi moment wytchnienia i sprawiają przyjemność, pełnią niebywale ważną funkcję społeczną. Wpływają bowiem na ogromne rzesze ludzkie. Tylko tyle, albo aż tyle.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz