wywiady

Jeremy Renner – pracujący gwiazdor

 

Od premiery „Hurt Lockera” Jeremy Renner wyrósł na nową gwiazdę Hollywood. Był dwukrotnie nominowany do Oscara (za „Hurt Lockera” i „Miasto złodziei”), pojawił się w przebojowych „Avengers”, „Dziedzictwie Bourne’a” i „Mission Impossible: Ghost Protocol”. Tylko Dzikiej Bandzie w kilku słowach opowiada o dolach i niedolach gwiazdora kina akcji.

 

Dzika Banda: Gwiazdor kina akcji, który prowadzi własną firmę remontową, to rzecz niespotykana we współczesnym Hollywood.

Jeremy Renner: Firmę prowadziłem zanim ze swoim kumplem, zacząłem grać w filmach. Wtedy próbowaliśmy się przebić do Hollywood, grywaliśmy w teatrze, ale to remonty były moim źródłem głównego dochodu. Za swoją obecną sytuację zawsze będę wdzięczny i nie mam zamiaru narzekać, ale wiesz nauczyłem się w życiu jednego – zawsze mieć wyjście awaryjne. Remonty to coś na czym się znam bardzo dobrze i na co zawsze będzie rynek. Zapewniały mi pieniądze na życie i nie mam zamiaru z tego rezygnować, tylko dlatego że teraz zarabiam więcej. Ale oczywiście już nie siedzę w biurze i nie jeżdżę na roboty.

 

Grasz głównie w filmach akcji – powiedz – czy to równie wyczerpujące co praca fizyczna przy remontach?

I to jak. Raz nadciągnąłem sobie kark, kiedy indziej wybiłem bark – kino akcji to trudny kawałek chleba. Jakoś nie chce mi się wierzyć w te wszystkie zabawne opowieści o tym jak to ludzie „bawią się” na planie. W prawdziwych fizycznych obrażeniach nie ma niczego zabawnego.

 

To brzmi poważnie, a przecież non stop na wydaniach DVD z filmami w komentarzach słyszymy jak to ekipa tego czy innego filmu świetnie się bawiła.

No, bo jak nagrywasz komentarz pół roku po nakręceniu filmu to masz to tego wszystkiego większy dystans. Ale prawda jest taka, że nie było nic zabawnego w tym, że na planie „Avengersów” tak skrewiłem naciągając cięciwę w łuku, że prawie urwałem sobie rękę. To raczej głupie było.

 

Od czasu „Hurt Lockera” i Miasta złodziei” grasz samych twardzieli i niemal superbohaterów. Może to głupie pytanie, ale masz jakiegoś własnego bohatera? Kogoś na kim się wzorujesz?

Oczywiście – to mój ojciec.

 

Ojciec?

Tak i to nie żart. Mój ojciec to kawał sukinsyna i wciąż mamy pewne nieuregulowane zaszłości między sobą, ale poza tym to twardy facet, który wpoił mi wszystkie życiowe zasady jakimi się kieruję. Więc tak, prawdziwym twardzielem dla mnie jest mój ojciec.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz