wywiady

James Rollins – Oddział Sigma Force znajdzie się w Polsce już w niedalekiej przyszłości [wywiad]

Z wykształcenia weterynarz, z pochodzenia Polak. Jak żaden inny pisarz potrafi mistrzowsko wplatać wątki naukowe i historyczne w sensacyjną akcję, by zafundować niesamowitą przygodę zarówno swoim bohaterom, jak i czytelnikom. Do polskich księgarń właśnie trafia „Labirynt kości”, dwunasta część popularnego cyklu o agentach z jednostki Sigma Force.

Wiem, że właśnie skończyłeś pracę nad nową, wyczekiwaną przez fanów powieścią z cyklu Sigma Force, zatytułowaną „Siódma plaga” („Seventh Plague”). Zanim do niej przejdziemy, chciałbym wrócić do wcześniejszej książki, „Labiryntu kości”, który właśnie ukazuje się w Polsce. O czym jest ta historia?

Opowieść rozpoczyna się, gdy siostry bliźniaczki, obie pracujące jako genetyczki, ale na dwóch różnych kontynentach, zostają nagle zaatakowane. Jedna zostaje napadnięta na wykopaliskach w Chorwacji, druga – uprowadzona z ośrodka badawczego ssaków naczelnych w pobliżu Atlanty. Do akcji wkracza zespół dochodzeniowy Sigma Force. Agenci wpadają na trop spisku chińskiego rządu, mającego na celu stworzenie genetycznie zmodyfikowanych ludzkich hybryd. To oczywiście dopiero początek. Poza wartką akcją przygodową, skacząca z kontynentu na kontynent, mamy tu sporo naukowych rozważań o korzeniach ludzkiej inteligencji oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytania, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Moją ulubionym bohaterem jest Joe Kowalski. Jak wpadłeś na pomysł tej postaci? Czy to delikatny ukłon w stronę bohaterów z lat 80., chęć wprowadzenia elementu komediowego, czy może po prostu chodziło o stworzenie przeciwieństwa do pozostałych, niemal kryształowych postaci? To świetny facet – twardziel, niepozbawiony humoru, ale też z nutką dramatyzmu…

Kowalski pojawił się po raz pierwszy w wydanej poza serią powieści „Lodowa pułapka” jako postać drugoplanowa. Był elementem humorystycznym, ale bardzo go polubiłem, więc zdecydowałem się wcielić go do jednostki Sigma Force. Poza tym wiedziałem, że ten gburowaty zuchwalec kryje w sobie wnętrze, które warto będzie stopniowo odsłaniać w kolejnych tomach serii. Widzieliśmy już różne oblicza Joe’go, ale to w „Labiryncie kości” ujawnia się pełnia jego osobowości.

Wypytuję Cię o Kowalskiego, ponieważ w „Labiryncie kości” to właśnie on staje się centralną postacią książki. Czyżbyś spełniał w ten sposób oczekiwania fanów?

Rzeczywiście, przez lata uzbierało mi się sporo pytań od czytelników chcących koniecznie poznać przeszłość Kowalskiego. Dlatego w „Labiryncie kości” (i po raz pierwszy w ogóle) część narracji prowadzona jest z jego punktu widzenia. Chciałem umieścić czytelników – na dobre i na złe – w głowie tego bohatera. Mam nadzieję, że rezultat tego zabiegu, i lekki chaos, który wywołałem, jest dla nich satysfakcjonujący

Skoro już jesteśmy przy Joem, nie sposób nie wspomnieć o twoim oryginalnym nazwisku. Czajkowski to jeden z najznakomitszych rosyjskich kompozytorów, na pewno znasz jego muzykę. Czy wiesz coś na temat swoich wschodnioeuropejskich korzeni.

Oczywiście, znam utwory Czajkowskiego, niestety nie jesteśmy spokrewnieni. Zarówno moja matka, jak i ojciec mają polskie korzenie, a mój brat brat właśnie zakończył trzyletni kontrakt w ambasadzie Stanów Zjednoczonych w Warszawie.

Polacy uwielbiają wertować swoje drzewo genealogiczne w poszukiwaniu więzów krwi ze sławnymi ludźmi, nie będę Cię już męczył o Twoje pochodzenie, ale zdradź mi, czy jest szansa, że przemierzając ziemski glob, Sigma Force zawita do Polski? W naszej historii znalazłoby się sporo interesujących faktów, które mogłyby cię zainspirować.

Pewnie się ucieszysz, bo jest spora szansa, że oddział Sigma Force znajdzie się w Polsce już w niedalekiej przyszłości. Długo szukałem idealnej historii, która byłaby dobrym pretekstem do osadzenia tu akcji, i wreszcie, kilka miesięcy temu, niespodziewanie się na nią natknąłem. Ostrzegam: spodziewajcie się niezłego zamieszania.

W „Labiryncie kości” skupiłeś się na badaniach antropologicznych, szczególnie na teorii wielkiego skoku i hybrydowego wigoru. Dlaczego te teorie wydały Ci się szczególnie interesujące?

Bardzo lubię wprowadzać do swoich przygodowo-sensacyjnych książek ważne zagadnienia naukowe. Szczególnie te, które odnoszą się do pochodzenia i ewolucji człowieka. Przez jakieś dwieście tysięcy lat mózg człowieka miał mniej więcej tę samą wielkość i kształt, aż nagle z grubsza jakieś pięćdziesiąt tysięcy lat temu, nastąpiła eksplozja ludzkiej pomysłowości i zdolności artystycznych, rozkwitła cywilizacja. Temu momentowi w czasie, który jest zaskoczeniem zarówno dla antropologów, jak i genetyków, nadano nazwę „Wielkiego Skoku”. Dlaczego ludzka inteligencja wykonała nagle tak ogromny krok naprzód? Najbardziej przekonująca teoria mówi, że w tym czasie człowiek pierwotny zaczął migrować z Afryki na inne kontynenty, stanął przed nowymi wyzwaniami, a to stymulowało jego mózg do rozwoju i zmuszało do szukania innowacji. A może chodzi o coś więcej? Może podczas jego wędrówki zdarzyło się coś, co zmieniło w jakiś sposób jego DNA? Taką opcję rozważam w swojej powieści, korzystając oczywiście z najświeższych odkryć naukowych w dziedzinie historii ludzkiego gatunku. Moje konkluzje są oszałamiające.

Niektóre sceny, szczególnie finałowe, przypominają mi doskonały film z Matthew Broderickiem, „Projekt X”. Mam oczywiście na myśli klimat, emocje, stopień dramatyzmu… Rodzaj przyjaźni, która nawiązuje się pomiędzy człowiekiem i małpą. Czy właściwie rozpoznałem Twoją inspirację? Darzysz sentymentem lata 80.?

Jestem dzieckiem lat 80. i oczywiście bardzo podobał mi się Projekt X”, ale w tym przypadku najbardziej zależało mi na pokazaniu „ludzkich” cech małp człekokształtnych. A ponieważ jestem weterynarzem, lubię wplatać zwierzęta w fabułę opowiadanych przeze mnie historii. Baako daje czytelnikowi możliwość poznania inteligencji naczelnych, porównania jej i skontrastowania z inteligencją ludzką. Robiąc research do tej książki, zdałem sobie sprawę, że więcej cech nas łączy, niż dzieli.

Pozwól, że znów nawiążę do kina. Musze cię spytać o „Planetę małp”. Nie tyko o oryginalną wersję z 1968 roku. Co sądzisz o najnowszym filmie, „Ewolucja planety małp”?

Jestem wielkim fanem tej kinowej serii. Połączenie genialnej animacji komputerowej i talentu Andy’ego Serkisa, którego obsadzono w głównej roli, pozwala w naprawdę oszałamiający sposób opowiedzieć tę historię o „ludzkich” małpach. Miałem wielką przyjemność poznać Andy’ego Serkisana Comiconie w San Diego – z niezwykłą skromnością mówił o swoim występie, a według mnie jest to oscarowa rola.

Kiedy w takim razie możemy się spodziewać filmu na podstawie serii Sigma Force?

Mam nadzieję, że wkrótce. Wytwórnia Lionsgate wstępnie zadeklarowała chęć zekranizowania całego cyklu, gotowy jest już scenariusz pierwszej części (na podstawie powieści „Labirynt kości”) – napisał go scenarzysta, który ma na koncie nominację do nagrody Emmy. Film ma w tej chwili status „w przygotowaniu” i lada moment powinien trafić do produkcji.

[quote align=’right’] Piszę dwie książki rocznie. Jedną z cyklu Sigma Force, drugą z innego cyklu lub całkiem spoza serii. Przywykłem, że tę drugą część roku poświęcam na pisanie czegoś nowego – powieści fantasy, thrillera, książek dla młodych czytelników, ma realizowanie projektów literackich we współpracy z innymi autorami. Taka różnorodność pozwala mi zachować świeżość, rozwinąć skrzydła, a przede wszystkim pozwala wciąż doskonale bawić się pisaniem.

Porozmawiajmy o twojej najnowszej książce. Gdzie tym razem zawędruje oddział Sigma Force? Jakich zagadek z przeszłości i przyszłości możemy się spodziewać?

Historia rozpoczyna się, gdy archeolog – który dwa lata wcześniej wraz z całą ekipą badawczą zaginął bez śladu na pustyni w Egipcie – nagle pojawia się i umiera w małej wiosce. Niezwykłe jest to, że jego ciało jest już częściowo zmumifikowane, jakby ktoś jeszcze za życia zmusił go do poddania się temu bolesnemu i makabrycznemu rytuałowi. Niestety, z pustyni nie powrócił sam. Przyniósł ze sobą zarazki dżumy, jednej z dziesięciu straszliwych plag, które w biblijnej przeszłości Mojżesz zesłał na Egipt. Choroba zaczyna się rozprzestrzeniać, oczywiście zadaniem oddziału Sigma jest powstrzymanie tej plagi i następnych. Tak rozpoczyna się kolejna globalna przygoda – szaleńczy pościg po świecie od Afryki aż do koła podbiegunowego. Chyba jeszcze nigdy moi bohaterowie nie mieli tak wielu niesamowitych przygód.

To już dwunasta część cyklu Sigma Force. Czy kiedy pisałeś pierwszą, sądziłeś, że będzie ich aż tyle?

Nie miałem pojęcia. Oddział Sigma pojawił się po raz pierwszy w powieści „Burza piaskowa”, ale dopiero po jej ukończeniu pomyślałem, że ta grupa bohaterów zasługuje na odrębną serię. Wcześniej wzbraniałem się przed pisaniem więcej niż jednej książki z tymi samym bohaterem, bo bardzo trudno jest trzymać czytelnika w napięciu, jeśli kolejne powieści łączy ta sama postać. Czytelnicy nie będą się aż tak emocjonować jego losami, jeśli wiedzą z góry, że ma powrócić w kolejnej części. Ale kiedy bohater jest zbiorowy, nikt nie może czuć się bezpiecznie. Każdy może zginąć, bo do Sigmy zawsze można zwerbować nowych agentów, nikt nie jest niezastąpiony. Poza tym, nie mogłem odmówić sobie przyjemności poświęcenia więcej niż jednej książki tej niezwykłej zbieraninie naukowców przedzierzgniętych w zbrojny oddział armii.

Wiem, że to trudne pytanie, ale muszę je zadać: Jaka będzie przyszłość tej serii? Nie masz czasem ochoty powiedzieć: To koniec! Napisałem ostatnią część, teraz pora na coś nowego?

Piszę dwie książki rocznie. Jedną z cyklu Sigma Force, drugą z innego cyklu lub całkiem spoza serii. Przywykłem, że tę drugą część roku poświęcam na pisanie czegoś nowego – powieści fantasy, thrillera, książek dla młodych czytelników, ma realizowanie projektów literackich we współpracy z innymi autorami. Taka różnorodność pozwala mi zachować świeżość, rozwinąć skrzydła, a przede wszystkim pozwala wciąż doskonale bawić się pisaniem.

Wyraźnie widać, że świetnie się czujesz w różnych gatunkach, w samym cyklu Sigma Force też często przekraczasz literackie granice (mam na myśli choćby „Oko Boga”). Myślę, że mógłbyś napisać świetną powieść science fiction…

Moja pierwsza książka, „Podziemny labirynt”, jest właściwie powieścią science fiction. Pojawia sie w niej niezwykła rasa torbaczy porozumiewających się telepatycznie i żyjących pod Antarktydą. Wydawca poinformował mnie jednak, że powieść musi zaklasyfikować jako thriller, ponieważ co prawda przekracza ona gatunkowe granice w kierunku SF-u, ale akcja dzieje się współcześnie, a nie wykracza w przyszłość. To by było jak dotąd na tyle, jeśli chodzi o pisanie science fiction, ale rzeczywiście, lubię w swoich opowieściach zaglądać za horyzont i pokazywać czytelnikom, dokąd już w nieodległej przyszłości może nas wszystkich zaprowadzić nauka.

Zawsze byłem ciekaw, jak współpracuje się z Rebeccą Cantrell? To pewnie spora frajda pisać te niesamowite, fantastyczne historie wraz z nią?

Świetnie nam się pracowało, szczególnie że dla nas obojga był to pierwszy projekt realizowany we współpracy z innym pisarzem. Musieliśmy wypracować całkiem nowy sposób pisania i komunikowania się. W każdy poniedziałek urządzaliśmy sobie z Rebeccą pięcio-, sześciogodzinną konferencję przez Skype’a. Omawialiśmy materiał, który już był gotowy, i planowaliśmy, co będzie się działo dalej. Ustalaliśmy to „komisyjnie” i po prostu musiałem do tego przywyknąć. Po raz pierwszy byłem jednocześnie sędzią, ławą przysięgłych i katem dla tego, co wyszło spod mojego pióra. Wspólne pisanie to mozolna praca nad tekstem, poruszanie się w nim do przodu i znów do tyłu, by wreszcie osiągnąć zadowalający obie strony nieskazitelny rezultat. Chętnie podzielę się z tobą historią, którą Rebecca opowiedziała mi, gdy skończyliśmy pisać naszą pierwszą wspólną książkę. Czytała ukończoną już powieść na głos swojemu mężowi, gdy w pewnym momencie przerwał jej i spytał, kto jest autorem akapitu, który właśnie przeczytała, a ona nie mogła sobie już przypomnieć, kto go napisał. Wtedy zdała sobie sprawę, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty.

Trzecia część Zakonu Sangwinistów „Blood Infernal” ukaże się w Polsce dopiero w 2017 roku. Co znajdziemy w tej książce, a przede wszystkim, czy to rzeczywiście będzie koniec historii, którą zaplanowaliście z Rebeccą jako trylogię?

Trzecia książka z tego cyklu skupia się na Adamie i Ewie i prawdziwej lokalizacji biblijnego Edenu. To piękna epicka opowieść, idealnie wieńcząca trylogię. I choć ta ostatnia książka doprowadza wszystkie wątki do satysfakcjonującego i oczywiście zaskakującego końca, Rebecca i ja mamy wstępny szkic, na którym możemy oprzeć dalszy ciąg tej historii. Bardzo chcemy pracować nad kontynuacją, ale chyba damy naszym bohaterom jeszcze chwilę wytchnienia, zanim po raz kolejny staną do walki z siłami chaosu!

Bardzo dziękuję za twoje odpowiedzi i czas, który mi poświęciłeś. Pozdrowienia od polskich czytelników!

 

Kategorie
wywiady
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.
Komentarz
  • Gabriela Śiewak
    9 sierpnia 2017 at 17:12
    Skomentuj

    Kiedy ukaże się „Siódma plaga” w Polsce??

  • Dodaj komentarz