fot. Tomasz Pluta
wywiady

Jakub Małecki – nie jestem ekshibicjonistą [wywiad]

Jego opowiadanie „Żaglowce i samoloty” ukazało się niedawno w bardzo dobrej antologii „Ojciec”. Wydał nową powieść „Rdza”. W zaledwie dwa lata z młodego obiecującego pisarza stał się nową literacką gwiazdą. Nam Jakub Małecki opowiada o tym dlaczego lubi pisać o życiu i zwyczajnych ludziach. Ile w jego powieściach jest elementów autobiograficznych i jak ważną rolę pełni w karierze wydawca.

Zastanawiałem się na ile trudno było ci usiąść do opowiadania o ojcu? W sensie – czy własne doświadczenia nie wpływały na tekst.

Tak zupełnie szczerze: nie była to dla mnie jakaś większa trudność. Nie piszę o własnych doświadczeniach, wymyślam swoje historie. Najczęściej opieram się wprawdzie na czymś, co usłyszałem, co widziałem, co sam przeżyłem, ale zwykle jest tylko jakiś impuls dający początek dziesiątkom albo setkom stron, na których opowiadam o rzeczach, które się nie wydarzyły. W opowiadaniu „Żaglowce i samoloty” z antologii „Ojciec” było podobnie. Ja sam jestem zupełnie inny niż mój bohater, mam też dużo fajniejszego tatę niż on.

Pytam, bo w każdej swojej książce coraz mocniej odsuwasz się od fantastyki z którą byłeś kojarzony, w stronę opowieści o ludziach. Podobno o wiele trudniej jednak pisze się o ludziach właśnie – prawda to?

O ludziach pisze się najtrudniej, ale z drugiej strony, tylko pisanie o ludziach ma moim zdaniem sens. Bo w sumie o czym innym pisać? Natomiast odnośnie tej fantastyki i niefantastyki, to ja naprawdę nie podjąłem tu żadnej świadomej decyzji, nie postanowiłem sobie nagle, że wcześniej pisałem tak, a teraz to zamierzam inaczej, bo wtedy krytycy dostrzegą i tak dalej. Mnie po prostu takie rzeczy teraz interesują. Jeśli w przyszłości zainteresuje mnie coś nadrealnego, napiszę powieść fantastyczną. Jeśli zbrodnia – napiszę kryminał. To nigdy nie jest wyrachowana decyzja, temat zazwyczaj sam mnie porywa.

Bywasz w swoich powieściach ekshibicjonistą?

Bywam, ale rzadko. Nie lubię pisania o sobie, moim zdaniem ciekawsza jest fikcja niż opowieści autobiograficzne. Być może dlatego, że, paradoksalnie, opowiadając historie zmyślone, mówimy o sobie i o życiu więcej niż relacjonując wydarzenia, na które często nie mieliśmy wpływu. Ja sam dużo czytam, uwielbiam czytać, ale pewnie jakieś 90% moich półek zajmują powieści.

A jak na przestrzeni lat zmieniło się to co czytasz? Kiedyś byłeś wielkim fanem Kinga i Rowling. A dziś?

To się ciągle jakoś tam zmienia, ale nadal czytam zarówno powieści z tej najwyższej półki, jak i literaturę popularną, nie stawiam tu żadnych wyraźnych granic. Zażeram się autorami takimi jak Richard Flanagan czy Michael Crummey, wielkie wrażenie robią na mnie te wielkie amerykańskie powieści typu „Wolność” czy „Niksy”, ale wciąż kocham również J.K. Rowling i dalej lubię Kinga. Ostatnio największe wrażenie zrobiła na mnie chyba książka „City” Alessandro Baricco, a z polskich „Oberki do końca świata” Wita Szostaka. Wspaniałe, niezwykłe książki.

„Rdza” i opowiadanie ze zbioru „Ojciec” to kolejne opowieści o rodzinie. Rodzina jest dla ciebie taką mikrowersją społeczeństwa?

Lubię po prostu pisać o związkach pomiędzy bliskimi sobie ludźmi, tak samo jak lubię o nich czytać. Takie tematy mnie fascynują: kolejne pokolenia, bliskość, wspólne obsesje i namiętności, przemijanie, strata czy stawanie się kimś najważniejszym na świecie dla osoby, która jeszcze rok wcześniej była nam obca. Oczywiście pisanie o rodzinie jest trudne, bo bardzo łatwo można popaść w banał, w patos, w oczywistości, ale właściwie nie mam nic przeciwko podejmowaniu się rzeczy trudnych.

Część krytyków zarzuca Ci, że powtarzasz w „Rdzy” siebie. Jak na te zarzuty reagujesz? A może wynika to z tego, że właśnie pisanie o ludziach, to pisanie o zamkniętym zbiorze cech i zachowań.

Wiesz, piszę o tym, co mnie interesuje, fascynuje, co mnie dotyka i czego się boję. Te rzeczy nie zmieniają się z roku na rok, czasami nie zmieniają się przez całe życie. Nie chcę się powtarzać i opowiadam różne historie, ale jeśli ktoś pisze w recenzji, że w moich ostatnich książkach panuje ten sam klimat, nastrój, że poruszana jest podobna tematyka, to ja się z tym właściwie zgadzam. Następna książka będzie zupełnie inna, ale nie dlatego, że próbuję coś w ten sposób udowodnić – po prostu taka historia siedzi mi teraz w głowie.

Jak myślisz do jakiego draństwa zdolny jest człowiek?

Do każdego. Historia ludzkości bardzo dobrze to pokazuje. Jeśli tylko istnieje jakaś okropność, którą można drugiej osobie wyrządzić, to prędzej czy później ktoś ją komuś wyrządzi.

To z innej strony – do czego twoim zdaniem człowiek jest w stanie się przyzwyczaić, przywyknąć. Twoi bohaterowie przechodzą małe piekło na ziemi.

To jest trudne pytanie, bo z jednej strony ludzie przyzwyczajają się do wszystkiego – jeńcy wojenni przywykający do niewyobrażalnych koszmarów i tak dalej – a z drugiej strony mamy samobójców, którzy w jednej chwili odbierają sobie wszystko, absolutnie wszystko, bo z czymś jednak nie mogli wytrzymać. Moi bohaterowie często rzeczywiście stają w obliczu problemów i sytuacji, które ich przerastają, bo wydaje mi się, że w takich chwilach najbardziej się odsłaniają, pokazują, kim są naprawdę. A ja chcę zobaczyć i pokazać, jacy naprawdę są.

Przez lata pisałeś i nie ukrywałeś w rozmowach, że frustrował cię wąski odbiór twoich powieści. Wszystko zmieniło się wraz z wydaniem „Dygotu”. Jak myślisz co się stało? Dlaczego akurat „Dygot” zaskoczył?

Bo ja wiem, czy się frustrowałem? Na pewno nie jest to przyjemne, ale chyba, nawiązując do Twojego poprzedniego pytania, zdążyłem już przywyknąć. A odnośnie sukcesu „Dygotu”, to nie mam pojęcia, naprawdę. Zastanawiałem się nad tym i w końcu doszedłem do wniosku, że być może to dlatego, że przed „Dygotem” napisałem powieść, która nie podobała mi się i nigdy jej nie opublikowałem. Kosztowała mnie wiele pracy i być może nauczyłem się przy niej tyle, że kolejną napisałem dużo lepszą, że wszystkich nią jakoś zaskoczyłem. Ale to trochę szukanie wyjaśnienia czegoś, na co być może nie ma wyjaśnienia. Być może rynek książki jest po prostu nieprzewidywalny i tyle.

Jak duży wpływ na autora i jego obecność na rynku ma wydawca?

Wydaje mi się, że ogromny. To, że bywam na targach książki, w telewizji, w radiu, to zasługa nie moja, ale wydawcy. Ja tylko piszę. Wszystko, co dzieje się dookoła, to zasługa ludzi z wydawnictwa. Przemka, Asi, Łukasza, Kamila, Michała, Pawła, Tomka i wielu innych, którym z tego miejsca bardzo, bardzo dziękuję.

Książka „Ojciec. Opowiadania” dostępna w księgarni online Newsweeka. 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz