fot. Dominika Węcławek
wywiady

Jacek Świdziński: Na tropach Zdarzeń [wywiad]

Jacek Świdziński to scenarzysta i rysownik związany z grupą Maszin – ekipą twórców młodego pokolenia, którzy zdążyli nie tylko wypracować swoją markę na polskiej scenie komiksowej, ale też ukształtować odrębny język komunikacji literacko – wizualnej. O swoich komiksach myślą niesztampowo, a ich wystawy zawsze wykraczają poza sztampowe prezentacje plansz z kadrami. Sam Jacek Świdziński jest autorem obdarzonym niesamowita erudycja I poczuciem humoru. Jego komiks “A niech Cię, Tesla!” został uznany za jeden z najlepszych albumów 2013 roku, za “Zdarzenie.1908” wydane w 2014 roku Jacek Świdziński  otrzymał Nagrodę Literacką im. Henryka Sienkiewicza przyznaną mu za najlepszą powieść popową.

 

Jakie obszary popkultury ukształtowały cię w dzieciństwie?

Ukształtował mnie chaos. Pochłaniałem wszystko, od filmów takich jak “Generał” Bustera Keatona oraz “Siedmiu samurajów” Akiry Kurosawy, po komiksy ze Spider-Manem z serii Maximum Carnage. Podglądałem też swoich rodziców, którzy są artystami. W tamtym okresie inspirowali się polską szkołą plakatu – Tomaszewskim, Krajewskim, Dudzińskim – proste, szybkie obrazki. Jako dziecko byłem zachwycony tym, że moi rodzice tak właśnie rysują, a oni tym, w jaki sposób ja bazgrałem – to były obustronne inspiracje, które działały na mnie bardzo dopingująco.

Zagram stereotypami – jest pokaźna grupa Polaków kojarzących rodzimy komiks z dopracowanymi, realistycznymi obrazami z Thorgala,  albo z kolorowym, kreskówkowym Tytusem. Ty czerpiesz z innej tradycji polskiego komiksu, prawda?

Tak, ale zacznijmy od tego, że oczywiście Rosiński i Chmielewski to JEST polski komiks, wczesne zeszyty “Tytusa, Romka i A’Tomka” są mi bardzo bliskie, ale komiksy Butenki, Tomaszewskiego, Mrożka – to ten nurt, który wydaje mi się najbardziej polski. Ta koślawość, zgrzebność, kombinowanie z niepełnością postaci stanowiące o ich esencji – to cechy polskich komiksów.

Masz inne powody, by wykorzystywać ten styl. Lubisz zostawiać czytelnikom przestrzeń do interpretacji?

Lubię, ale mam poczucie, że wciąż pozostawiam jej za mało. To mnie nawet uwiera, bo fabuły są tak skonstruowane, by wszystko się domykało i wyjaśniało. Przestało mi to odpowiadać, tym bardziej, że “Zdarzenie.1908” z założenia miało być komiksem o interpretacji, a ostatecznie wszystko się zazębia aż za bardzo. W moim nowym komiksie nie będzie tylu dopowiedzeń. Będzie więc dużo pokracznych bohaterów, którzy pokracznie mówią ale wreszcie i sama fabuła będzie pokraczna.  W “Zdarzeniu…” wszystkie sceny za wyjątkiem jednej- tej z tygrysem – wnoszą coś do fabuły, pchają całość do przodu. Ta scena jest absurdalna, buduje klimat, ale jako jedyna mogłaby wylecieć z komiksu nie psując konstrukcji. I dlatego bardzo ją lubię.

Kiedy czyta się komiksy takie jak “Zdarzenie. 1908”, czy “A niech cię, Tesla!” nie sposób nie zauważyć skrajnego minimalizmu wizualnego. Trudno jest stworzyć tak wielu wyjątkowych bohaterów przeżywających przygody w tak barwnym świecie za pomocą tak niewielu kresek?

Nie, dość łatwo. Wydaje mi się też, że dużą rolę odgrywają tu twoje własne odczucia  wynikające z lektury komiksu. Im więcej zostawiam przestrzeni, tym bardziej jest wypełniana przez wyobraźnię czytelników. Rzeczywiście – zanim zacząłem rysować komiks, a nawet zanim jeszcze doprecyzowałem  wszystkie wątki fabularne, to rozpisałem sobie to, jakie postaci chciałbym mieć w swojej opowieści i jak powinny się zachowywać. Kilku bohaterów wypadło z moich opowieści, na przykład w “Zdarzeniu.1908” miał się znaleźć jeszcze Bronisław Malinowski, ale dla mnie ważne też było, by każda z postaci miała jakąś rolę do odegrania – a dla Malinowskiego tej roli zabrakło.

I bez niego udało ci się zebrać całkiem niezłą ekipę, bo jest i Tołstoj, Dzierżyński, mały carewicz, jest Dersu Uzała – i znów zadziwia mnie z jaką łatwością każdego portretujesz.

Właściwie to starałem się uchwycić jak najpełniej nasze wyobrażenia o każdym z tych bohaterów. Caryca jest żoną z depresją, z jednej strony straumatyzowaną, a z drugiej poszukującą – tak jest opisywana przez historyków- dlatego w komiksie jest taka wycofana.  Monika Małkowska napisała w recenzji, że to “Pałuba trzymająca kulkę”  i bardzo mi się ta charakterystyka carycy podoba. Rasputin bywa interpretowany jako postać demoniczna…

…Czai się tylko, by wyciągnąć sztylet…

…Miał przypominać Wolverine`a. Nawet w pewnym momencie robi “SNIKT”.

…Tylko, że po rosyjsku. Podoba mi się to, że onomatopeje zapisane są cyrylicą.

Rzecz dzieje się w Rosji, więc i odgłosy są po rosyjsku. Pamiętam też, jak szkicowałem swojego Dersu. Musiał mieć kij rozcapierzony, jak w filmie i “wór wielkości Dersu” , bo tak mi się kojarzyło, że i łowca i wór mają wyglądać identycznie. To, jakie są moje postaci w komiksie wynikało właściwie z analizy tego kim one są dla nas, dzisiaj…

Ulepiłeś te swoje pałuby, kulki i wory z rozcapierzonymi kijami ze zbioru skojarzeń i stereotypów?

Tak, ale ważne było też to, jaką rolę odegrają w mojej fabule.

Feliks Dzierżyński z twojego komiksu na przykład nie jest wcale krwawym Feliksem, tylko raczej łajzą, którą po prostu “wyfrunięto” z cytadeli. Caryca trzyma kciuki za to, by wrócił tam bezpiecznie i powrócił do pisania…

Właściwie to relacja Dzierżyńskiego i carycy  była dla mnie szalenie ważna. W komiksie pojawia się postać Nataszy Bestużewy, bohaterki z kart “Tajemniczej wyprawy Tomka”. To komunistka, która została zesłana na Syberię przez cara jeszcze przed rewolucją, bo brała udział w protestach. W moim komiksie jest scena, w której Natasza mówi “garstka mała, lecz silna ideą swą skupi masy wokół siebie…”, a Dzierżyński nieco skonsternowany odpowiada: “przekażę te informacje partii”, tymczasem to oczywiście tekst jego dzieła, które napisał w więzieniu.

Język, jakim posługują się twoje postaci jest dość specyficzny – zbierasz cudze frazy i dziwne zwroty?

Czasami tak mam, że gdy coś ciekawego usłyszę, to nie tyle notuję, co przechowuję w głowie. Cały czas sobie powtarzam różne zwroty i po jakimś czasie dociera do mnie ich absurd. Czasem to są moje słowa wypowiedziane w towarzystwie, czasem słowa innych wypowiedziane do mnie, niekiedy  zdania zasłyszane na ulicy… Z “Teslą” było tak, że w momencie, gdy byłem mocno zablokowany, musiałem sobie pochodzić po straganach, pojeździć pociągiem, posłuchać ludzi i dopiero język innych ludzi odblokował w mojej wyobraźni cały pomysł na to, jak miały przeplatać się kolejne wątki w tamtej fabule. Sam język jest bardzo ważny. Kiedy rozmawiamy z bratem o komiksach, mawia, że to medium najbliższe jest dramatowi. To logiczny wniosek, wreszcie są to głównie dialogi, a zamiast didaskaliów – obrazki.  Wolę patrzeć na komiks jak na poezję. Chodzi mi o prostą, formalną sprawę: zapis słowny jest poddany obróbce wizualnej. To jedyna definicja poezji. Wiersz to granie między słowem, a wersem. To samo wydarza się w komiksach. Z tego samego powodu – możliwości gry słowem i czasem – komiks stał się idealnym medium do tego, by oddawać charakter słowa mówionego. Między jedną kwestią, a druga możemy wstawić trzy obrazki i dać znać czytelnikowi, że oto mija czas, a postać milczy, albo gra ciałem. Komiks to słowo żywe, nie wymaga didaskaliów. Jeszcze dodatkowa kwestia –  moje postaci są pokraczne, sztuczne i syntetyczne. Język moich postaci też jest pokraczny, nie do końca mówiony. Wszystko tu jest grą. Przerysowaniem.

Idea opowieści reinterpretującej wydarzenia z przeszłości, w której pojawiają się postaci historyczne  i literackie z konkretnej epoki, przełomu XIX i XX wieku jest domeną retrofuturyzmu znanego także jako steampunk…

Słyszałem nawet o tym, że Tesla jest jedną z najważniejszych postaci…

Oczywiście, Nikola Tesla to ikoniczna postać dla tego nurtu. Czy pomysł na “Zdarzenie” i “Teslę” wynika z twoich fascynacji steampunkiem?

Ja generalnie lubię bardzo dużo różnych rzeczy, ale nie jestem na bieżąco z taką literaturą. Pamiętam, że nawet w twoich publikacjach Tesla jest wymieniany jako bohater, który  jest wykorzystywany przez współczesnych twórców popkultury. Ja do niedawna nie spotykałem go aż tak często, choć oczywiście sam odwołuję się do filmu “Prestiż” Nolana, podobnie jak tam i u mnie pojawia się u mnie maszyna do teleportacji. Właściwie to niesamowita historia, bo po zrobieniu researchu i skonstruowaniu fabuły doszedłem do wniosku, że muszę użyć takiej maszyny, a potem obejrzałem “Prestiż” i okazało się, że mam moją maszynę, wiem już jak ją narysować!

Wspominasz o researchu. Postronny czytelnik może nie mieć świadomości, ale ja czuję, że za takimi komiksami jak “Zdarzenie.1908” kryje się potężny zbiór informacji, do których musiałeś dotrzeć,  a następnie zgrabnie wszystko zsyntetyzować. Słusznie podejrzewam?

To prawda, zebrałem bardzo dużo materiałów i długo też nosiłem w sobie całą historię. Pierwszy zarys miałem już na studiach, a przecież skończyłem je już kilka lat temu.  Wszystko zaczęło się od pracy, którą pisałem na zakończenie roku. Moja pani profesor była człowiekiem niesamowicie otwartym, więc uznałem, że mogę opracować temat teorii spiskowych związanych z meteorytem tunguskim. Wtedy zrobiłem duży research, przeczytałem wszystkie publikacje na ten temat, jakie tylko były wydane w języku polskim. Nie mogłem oczywiście uniknąć tematu teorii spiskowych – wybuch, Tesla, przełom wieków, to wszystko się napędzało wzajemnie w tym przypadku. Nie wiem, czy wiesz, ale nawet kotły, które pojawiają się w moim komiksie nie zostały zmyślone przeze mnie. Jedna z teorii dotyczących rzekomych kotłów na Syberii, mówi, że to system obronny wybudowany przez kosmitów. Ten system chroni nas przed kataklizmami i uaktywnia się w sytuacjach kryzysowych, na przykład, gdy do naszej planety zbliża się wielka kometa. Promienie wystrzelone z kotłów uderzyły w kometę, ona wybuchła nad ziemia i dlatego zdarzenie tunguskie z 1908 roku  pozostawiło takie, a nie inne ślady. Kotły oczywiście po wszystkim ukryły się pod ziemią.

Wreszcie teorie spiskowe są formą interpretacji, czy wręcz nadinterpretacji zdarzeń

Dokładnie. Mnie w nich interesuje warstwa formalna i kulturowa. Te historie są idealne. Wszystkie mówią prawdę pod tym względem, że wszystko w nich do siebie pasuje. Gdy wokół jakiegoś wydarzenia historycznego narastają teorie spiskowe, łatwo zauważyć, że w nich się wszystko zgadza, nawet aż za bardzo. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu można je sfalsyfikować.

Śledzisz współczesne teorie spiskowe? Zaglądasz do tabloidów, by sprawdzić co w trawie piszczy?

Kiedyś chciałem, ale okazało się, że nie jestem w stanie tego robić, bo za dużo się dzieje (śmiech).  Czasami te teorie mnie bawią, czasami fascynują. Nabudowują grubą warstwę narracji na pustce. Tworzenie ton teorii, które mają opisać ten świat, tak, by wszystko do siebie pasowało, to jest niesamowita praca.

Nie sądzisz, że teorie spiskowe to dla wielu promyk nadziei w tym chaotycznym świecie?

Tak, to taka sztuka ludowa, która wynika z ludzkich potrzeb, ja to bardzo szanuję, tym sie inspiruję, nie wyszydzam.

A co robisz, kiedy nie zapełniasz i nie korektorujesz kartek?

Właściwie to głównie to robię, choć od jakiegoś czasu mam tez stałą pracę.

Wywodzisz się ze specyficznego środowiska komiksowego – z grupy Maszin – odnoszę wrażenie, że to, co charakteryzuje wszystkich twórców w tej grupie to interaktywna forma waszych dzieł. Albumy takie jak “Przygody Nikogo” autorstwa Mikołaja Tkacza, czy “Warszawa” Michała Rzecznika, wymagają od czytelników mocnego wejścia w ten  narysowany świat…

To dość paradoksalne, nie wiem tez jak inni, ale ja osiągam ten efekt zaangażowania przez to, że jestem dość chłodny w swoich opowieściach. Na początku moje komiksy są żywe, a potem siadam z korektorem i usuwam zbędne elementy. Często tez łapię się na tym, że nie myślę o swoim odbiorcy.

Chamstwo! Dostajesz popową nagrodę i nie myślisz o odbiorcy?!

Moje komiksy mogą być popowe w treści i formie, ale pracuję nad nimi odcinając się od otoczenia. “Zdarzenie.1908” ma formę powieści awanturniczej, są kolejne rozdziały, a jedno zdarzenie prowadzi do następnego. Zanim jednak nie doprowadzę akcji do finału nikomu nie mogę pokazywać pojedynczych plansz, czy dłuższych fragmentów, bo nie będą miały sensu.

Czy o konstrukcji tych opowieści myślisz w literacki sposób?

Różnie to bywa, w przypadku komiksowych szortów trzeba myśleć trochę inaczej. One w prostej linii wywodzą się od rewolucji jaka zaszła w prasie, kiedy pojawiły się możliwości techniczne pozwalające na druk obrazków. Kiedy ryzuj komiks, który ma się zawrzeć na jednej planszy, to wiem, że nie mogę opowiedzieć zbyt dużo, więc bawię się formą wizualną…

Skoro o zabawach formą wizualną wspominasz, to wrócę na chwile do działań grupy Maszin. Wasze pomysły na wystawy też nie są sztampowe, pamiętam choćby  głowę Mikołaja Tkacza, czyli sferę, której wnętrze wyklejone było komiksami – każdy mógł tam zajrzeć. Każda kolejna wasza ekspozycja była taką przestrzenną grą komiksową formą – raczej niespotykaną dotychczas…

Mam taką definicję sztuki współczesnej, że jest to tworzenie znaczącej przestrzeni – tylko tyle. Każda wystawa to przestrzeń – o tym trzeba myśleć. Druga sprawa jest taka, że komiks różni się od kina tym, że jest montażem kadrów w przestrzeni, a nie w czasie. W tym miejscu można pogodzić ze sobą ideę sztuki współczesnej i komiksu, by zagrać tymi motywami.Zawsze myślimy o konkretnym miejscu, w którym będzie się odbywała wystawa.

Dobrze, jesteś pierwszym laureatem nagrody POP!Festiwalu, co zrobisz z wygraną?  To spora suma, może wreszcie kupisz kredki, żeby te komiksy były takie bardziej kolorowe….no, chyba, że nagroda będzie w talonach na audiobooki?

(śmiech) A to akurat byłoby dobre. Kiedyś rysując komiksy słuchałem muzyki, ale niestety dość szybko mnie to znudziło., najpewniej dlatego, ze nie wykazywałem kreatywności w szukaniu. To był moment, w którym “przesiadłem się” na audiobooki. To mój sposób na to, by rysować długie komiksy. Oczywiście pisanie scenariusza wymaga pracy w ciszy, ale ciągnąc tuszem szkice umarłbym z nudów, gdyby nie audiobooki. Pracując nad komiksem przesłuchałem dwa tomy “Czarodziejskiej góry” Tomasza Mana, muszę powiedzieć, że jest genialny do słuchania.Oczywiście czasem traciłem koncentrację, ale wydaje mi się, że odpowiadało to atmosferze samego sanatorium w Davos.

Kategorie
wywiady

Dziennikarka kulturalna, wydawca, scenarzystka komiksowa zamieszkała w Warszawie. Z wykształcenia filozof. Zajmuje się głównie dziennikarstwem muzycznym, parentingowym i podróżniczym. Współpracowała m.in. z pismami Ślizg, Loop, Życie Warszawy, Machina, Przekrój, Zeszyty Komiksowe, Kartki czy National Geographic Traveler; pisała także dla portali internetowych, m.in. Interia.pl, t-mobile-music.pl oraz Foch.pl. Redaktorka naczelna satyrycznego pisma parentingowego Bachor oraz czasopisma muzycznego M/I. Na stałe pracuje w Monotype Records. W 2010 była jurorką konkursu komiksowego na MFKiG w Łodzi

Dodaj komentarz