fot. TVP
wywiady

Iza Kuna: Boję się castingów

12 kwietnia w TVP 2 swoją premierę będzie miał długo wyczekiwany drugi sezon serialu „Krew z krwi”. Z tej okazji Iza Kuna opowiada nam o byciu etatową twardą babą polskiego kina, lęku przed castingami i tym czy napisze jeszcze kiedyś powieść. 

 

Dzika Banda: W „Krew z krwi” gra pani twardą kobietę, żonę przemytnika…

Iza Kuna: Ale do tego projektu przyciągnęła mnie nie tylko postać, ale ludzie, z którymi pracuję. Chciałam pracować z Agatą Kuleszą, z którą do tej pory nie spotkałam się w pracy, uwielbiam Łukasza Simlata, który grał w pierwszym sezonie mojego męża. Nie wspominając o wszystkich aktorach, którzy brali udział w projekcie. Przeczytałam scenariusz dwóch odcinków i poszłam na casting, chociaż nie cierpię tego robić.

Etatowa twarda babka polskiego kina boi się castingów?

Bo ja je przeżywam dwa tygodnie przed i po. Proszę mnie źle nie zrozumieć, uwielbiam swoją pracę – czasami nawet wydaje mi się, że bez wzajemności – ale jak mam do wyboru spokój lub nerwy to wybieram to pierwsze. W końcu za wszelką cenę nie muszę czegoś zagrać. Ale oczywiście muszę czasami chodzić na castingi, bo to część mojej pracy. Gdyby można się było przespać z reżyserem, byłoby łatwiej, mnie pozostały catingi… ( śmiech ) Na szczęście bardzo często na castingach otaczają mnie ludzie, których lubię i którzy znają mnie i moje możliwości. Pamiętam zdjęcia próbne do „Tanga z aniołem” Andrzeja Saramonowicza i Tomka Koneckiego, na których byłam tak zestresowana i przestraszona, że chyba tylko  to, że obaj mnie lubią sprawiło, że dostałam tę rolę. Maciej Żak, w którego „Supermarkecie” zagrałam znał moje wcześniejsze role. Tak więc wygląda to różnie, ale naprawdę zdjęcia próbne nie są moją najmocniejszą stroną.

Brak pewności siebie?

Raczej niechęć do udowadniania czegoś na siłę. Uwielbiam próby, próbować rolę mogę miesiącami, ale nie sprawdzam się w udowadnianiu wszystkim dookoła co potrafię.

Czyli te wszystkie twarde kobiety, które pani zagrała to przypadek a nie świadomy wybór?

Bardziej wynik tego, jakie otrzymuje propozycję i jak pracuje mi się z reżyserem, jak z nim buduję postać. Zimnej kalkulacji w tym nie ma. Po prostu tak wychodzi.

W takim razie pamięta pani film, w którym tak się pani sobie nie podobała, że chciała wyjść z premiery.

Mam taką swoją zasadę, że staram się oglądać film przed premierą, żeby ewentualnie nie dopuścić do takiej sytuacji, albo żeby być już przygotowaną na cios (śmiech). Może nie będę mówiła konkretnie, kiedy to się zdarzyło, ale owszem tak. Ale takie ryzyko wpisane jest w ten zawód. Nigdy nie wie się do końca czy coś się uda.  Tyle że ryzyko trzeba podejmować i grać dalej. Pewnie, że w paru projektach nie brałabym udziału, gdybym wiedziała, jak to wyszło , ale nie ma, co tego roztrząsać. Podkreślam jeszcze raz taka już specyfika naszego zawodu, nie ma się o co obrażać.

Bardzo wielu aktorów jest przekonana o swojej wielkości i nieomylności…

A ja tak nie mam, choć przyznam, że podziwiam  ludzi, którzy są absolutnie z siebie zadowoleni.   Nie potrafię się bezkrytycznie podziwiać, mam swoje lata i dystans, na który zapracowałam  sobie . Wiem, kiedy coś jest najzwyczajniej w świecie spieprzone, a kiedy coś jest naprawdę dobre. Przeczuwam, w każdym razie.

Powszechna opinia krążąca w Polsce o karierze aktorki brzmi: od serialu do sukcesu. Zgadza się z nią pani?

Kiedyś o karierze w teatrze mówiono, że zazwyczaj zaczynasz od halabardnika, potem wygłaszasz jedną kwestię, dwie, dostajesz drugoplanową rolę a na końcu upragnioną główną. Nigdy w teatrze tego nie przeżyłam. W filmie też się to nie sprawdziło. Bardzo długo byłam bez pracy jako aktorka i parałam się różnymi zajęciami nawet dziennikarstwem. Bardzo długo też wydawało mi się, że jakaś tam rola pomoże mi się odbić, że po niej nastąpi przełom. Ale nie następował. Wtedy pomyślałam, że moja miłość do aktorstwa, to miłość nieodwzajemniona, bo bardzo często walczyłam o jakieś role, bardzo chciałam w czymś zagrać, ale mi się nie udawało.  Tak wygląda miłość.

Pomogły pani seriale?

Niech nikt mnie źle nie zrozumie, bo nie chcę deprecjonować czyjejś pracy, ale gdybym miała grać tylko w serialach, ograniczać się do telenowel, to nie uprawiałbym tego zawodu. I nie chodzi mi tu o to, że to zła droga, czy sposób na zarabianie, a bardziej o ambicje i wewnętrzną chęć robienia czegoś swojego, innego. Na planie „Barw szczęścia” dawałam z siebie wszystko, grałam absolutnie profesjonalnie i poważnie. Ale poza nimi uwielbiam robić inne rzeczy, grać w takich projektach jak „Krew z krwi”, filmach,  czy grać w krótkich studenckich projektach. Zagrałam w kilkudziesięciu krótkometrażowych filmach studenckich , nie dlatego, że chciałam sobie coś udowodnić, ale po pierwsze chciałam być aktorką i grać, po drugie bardzo mi się to podobało, wreszcie teraz  chętnie gram, bo czuję, iż w taki sposób spłacam swój dług względem ludzi, którzy pozwalali mi być aktorką. A poza tym , kiedy pracuję z młodymi ludźmi, którzy dopiero uczą się planu, to automatycznie zaczynam się czuć tak jak oni. To strasznie przyjemne uczucie, tak zresetować pamięć , grać, zachowywać się tak jak chcesz, jak ci reżyser pozwala, to jest wolność, którą lubię.

A „Lejdis” było odskocznią dla kariery?

To był wielki hit, niezwykle popularny. Choć muszę przyznać, że to, co działo się wtedy w Polsce dookoła tego filmu powinno teoretycznie wywołać jeszcze większe zainteresowanie nami – w sensie dziewczynami, które w nim zagrały, a wcale tak nie było. Wydawało mi się, oczywiście po raz kolejny, że znowu coś się w moim życiu zmieni, ale się nie zmieniło.  Nie mówię tego z żalem – bynajmniej. Przyzwyczaiłam się, że tak właśnie układa się moja droga. Nic z niczego nie wynika. Już to lubię, na szczęście.

Poza talentem aktorskim okazało się, że jest pani całkiem sprawną pisarką. „Klara”, pani literacki debiut, to rzecz dowcipna…

Wszystko zaczęło się od tego, że jeden z portali internetowych zaproponował mi pisanie bloga. Chociaż z Internetem  jestem absolutnie na bakier, to postanowiłam spróbować, bo nie będę ukrywała od dawna piszę jakieś tam swoje rzeczy. Napisałam dwa pierwsze opowiadania w formie wypowiedzi na blogu , ale okazało się, że to nie moja bajka. Nie jestem osobą, która lubi opowiadać o sobie, wymyśliłam, więc postaci, a że musiało się to ukazywać, w co tygodniowych odstępach zaczęła się robić z tego historia. Nie myślałam o tym, żeby wydać   książkę czy traktować jako materiał na film. Tymczasem po roku zgłosiło się do mnie wydawnictwo. Ale wtedy propozycję odrzuciłam, bo pomyślałam, że za dużo dobrej literatury czytam, za dużo jest naprawdę dobrych pisarzy, żeby się miedzy nich pchać. Minęły dwa lata i znów  pojawiła się propozycja wydania książki. Tym razem mój mąż, który jest dramaturgiem i lekarzem, powiedział – Iza co ci szkodzi, po prostu spróbuj. Wróciłam do tych tekstów, przerobiłam je, część wyrzuciłam i tak powstała „Klara”.

Sprawnie napisana, niemal gotowy materiał na scenariusz.

Niektóre osoby zwracały mi uwagę na to, że jest to filmowa opowieść.  Ale przysięgam, tu działała bardziej podświadomość, niż chęć stworzenia scenariusza. Bo mówiąc szczerze  kiedyś sama chciałbym stanąć po drugiej strony kamery, nakręcić własny film. A wracając do „Klary” owszem filmowe propozycje się pojawiły.

W tym jedna od Wojtka Smarzowskiego, który się zachwycał pani książką i chce ją adaptować.

To jest człowiek, na którego mogę czekać z adaptacją nawet dwadzieścia lat, jeśli będzie trzeba. To takie moje wielkie marzenie. Póki co gram w jego nowym filmie.

A nową książkę pani napisze?

Nieprędko. Coś tam sobie piszę, ale potrzebuję jeszcze dużo czasu. Na pewno wydam, ale za jakieś kilka lat.

 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Komentarz
  • Papuga z USA
    7 grudnia 2015 at 03:21
    Skomentuj

    Mimo, że nie mam polskich idolek to Iza Kuna zawsze należała do moich ekranowych faworytek. Niestety muszę ze wstydem przyznać, że to był pierwszy z nią wywiad jaki przeczytałam… i trochę mnie zaskoczył.

    Myślałam, że to jednak dzięki Lejdis wypłynęła na szersze wody… Miło też wiedzieć o … Klarze.

  • Dodaj komentarz