wywiady

Graham Masterton – gdybym został na tej samej drodze co Stephen King, byłbym dziś tak bogaty jak on [wywiad]

Z Grahamem Mastertonem, autorem wielu horrorów i kryminalnego cyklu o Katie Maguire, rozmawiamy o ksiązkach elektronicznych, Stephenie Kingu i trudach pisania powieści historycznych.

Zacznijmy od Twojej nowej książki, to szósty tom opowiadający o Katie Maquire. Czy to Twoja ulubiona bohaterka ze wszystkich stworzonych przez Ciebie postaci kobiecych?

O, tak, lubię Katie Maquire. No i jest to postać, która przyniosła wielki sukces…

No właśnie, to jest moje pytanie… Bądź szczery. To szósta część, bo tak lubisz Katie Maquire, czy chodzi o podatki?

O co? A podatki! (śmiech) No tak, oba powody są prawdziwe. Kiedy wyszła pierwsza część czułem, że to coś nowego. Mieliśmy nowe kontakty w Irlandii,  moje książki, w ogóle książki nie sprzedawały się tak dobrze, jak w latach 90-tych. To było tuż przed ogromną erą Kindle. Trudno było wyżyć na stopie, do której przywykliśmy z żoną. Więc przenieśliśmy się do Irlandii, by zobaczyć, czy nam się spodoba i spodobało się. To fascynujące miejsce do życia. I po prostu pewnego dnia, pomyślałem o kryminale… Wcześniej nieraz myślałem, że chciałbym napisać kryminał, bo rynek kryminałów jest o wiele większy niż rynek horrorów. Fani horrorów są bardzo oddani, bardzo mnie wspierają, ale sprzedaje się o wiele więcej kryminałów niż horrorów. Więc piszę teraz więcej kryminałów, bo przecież robię to, by się utrzymać.

W porządku. A dlaczego Irlandia?

To znaczy?

Jesteś Szkotem.

Nie jestem typowym Szkotem, mój ojciec był. A Irlandia? No cóż, mieszkałem tam przez jakiś czas. Cork jest bardzo, bardzo ciekawym miejscem, bardzo fascynującym, zupełnie odmiennym od innych, które znam. Jest na przykład kompletnie odmienny od Dublina… Dublin jest taki światowy, wyrafinowany, sposób w jaki mówią jest bardzo prosty, to w sumie typowy angielski, natomiast Cork… To po prostu tygiel rozmaitych slangów, rozmaitych sposóbów mówienia… Nie widziałem tego nigdzie indziej, dlatego uznałem to za wyjątkowe i postanowiłem tam umiejscowić akcję. Zawsze lubiłem robić coś, czego nikt wcześniej nie próbował. Tak było przecież już z „Manitou”, gdzie napisałem o demonach prawowitych Amerykanów, ale przecież nie mogę pisać w kółko o tym samym. Dlatego wykorzystałem Cork tworząc postać Katie Maquire i dalej już poszło.

No właśnie, wspomniałeś o tym wcześniej… Coraz więcej ludzi po prostu nie czyta książek, a przynajmniej nie te tradycyjne. Wybierają e-booki, audiobooki…

Myślę, że nie jest tak źle. Ludzie ciągle lubią książki w formie fizycznej, ich dotyk, zapach… Ale to co się dzieje to też dużo dobrego. Kiedy pierwsza „Katie Maquire” ukazała się w Anglii, to była moja pierwsza książka na Kindle. I sprzedawała się niewiarygodnie. Dziesiątki tysięcy kopi, potem setki. Taka książka jest znacznie tańsza dla nabywcy, ale również autor dostaje znacznie większe wynagrodzenie od każdego egzemplarza, także to naprawdę świetnie funkcjonuje i zapewnia o wiele, wiele większą ilość odbiorców.

Więc nie obawiasz się, że papierowe książki wkrótce odejdą do lamusa?

Nie, zresztą, to powoli zaczyna się wyrównywać, najpierw książki elektroniczne sprzedawały się lepiej, teraz znów lepiej sprzedają się papierowe. Myślę, że jest też tak, że czasem niektórzy ludzie, jeśli spodobała im się książka elektroniczna, to kupią sobie wersję, którą będą mogli postawić na półce….

Problem potem, gdzie postawić te wszystkie półki…

Powinieneś zobaczyć mój garaż. Nie mam czasu zaaranżować swojej biblioteki, mam tam ponad osiem tysięcy książek, bo wiesz, za każdym razem, kiedy gdzieś wydają moją książkę dają mi tuzin egzemplarzy, a robię to od ponad czterdziestu lat, więc… Uzbierało się mnóstwo książek. (śmiech)

Teraz to garaż? Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem był to wielki pokój w domu.

Tak, teraz to już garaż.

W porządku, mówisz, że kryminały i thrillery lepiej się sprzedają, czyli nie zamierzasz wracać do horrorów?

Nie, zamierzam, właśnie to robię. Oczywiście każda książka zabiera dużo czasu, wymyśliłem też inną bohaterkę, Beatrice Scarlet, o której książka również była wydana w Polsce – „Szkarłatna wdowa”.

Tak, chciałem o to zapytać później, ale wyprzedzasz pytanie… To również jest kryminał, ale osadzony w realiach historycznych...

Tak, to historyczny kryminał, ale wróćmy do twojego poprzedniego pytania. To zawsze jest kwestia czasu, szczególnie trudna jeśli chodzi o cykle. Tak było z Jimem Rookiem, tak było z Wojownikami Nocy, z wielką chęcią napisałbym coś innego, ale mam zobowiązania na dziesięć części Katie Maquire, właśnie pracuję nad dziewiątą, nie, skończyłem dziewiątą, wkrótce będzie opublikowana ósma, a dziewiąta ukaże się w Anglii przed świętami. Ja tymczasem jestem w środku drugiej części „Szkarłatnej wdowy”, muszę ją oddać do środy.

Zaraz, trzymam w ręku szósty tom „Katie Maquire”, a ty mi mówisz, że właśnie skończyłeś dziewiąty?

Muszę go skończyć, do grudnia. To moja świąteczna wyprzedaż (śmiech)

Jestem pod wrażeniem, zawsze wiedziałem, że piszesz bardzo szybko…

Nie wydaje mi się, żebym pisał szybko. Ja po prostu piszę codziennie, każdego dnia, siedem dni w tygodniu…

To twoja praca.

Tak, to moja praca. Robię to, by żyć. Jest to więc kwestia czasu. Bardzo chciałbym napisać znów horror, właśnie zacząłem coś robić, zaraz po tym jak ukończyłem ostatnią Katie Maquire – pomyślałem sobie wtedy: teraz mam czas, by napisać horror, więc go zacząłem i trochę już napisałem, kiedy odezwał się mój wydawca i powiedział: czy ty wiesz, że musisz oddać kolejną część Scarlet do połowy maja? Pomyślałem, o Boże… Więc na razie żadnego horroru. Jestem w połowie, jak tylko uda mi się wywiązać ze zobowiązań wrócę do niego. Jest to kompletnie nowa powieść, bardzo odważna, bardzo, bardzo straszna, bardzo krwawa, pełna makabrycznych historii. Myślę, że skończę ją w lipcu, będzie więc dostępna w przyszłe lato. 

W jakim gatunku czujesz się najlepiej? Może się wydawać, że to horror – tam stworzyłeś swoje najsłynniejsze serie: Manitou, Jim Rook… ale w twoim dorobku jest mnóstwo thrillerów, kryminałów, czy cenionych przez wielu powieści historycznych – „Imprerium”, „Droga żelazna”… Właśnie – znakomita książka, sam ją uwielbiam!

Nie wiem skąd to się wzięło. Kiedyś pewien sprzedawca spytał mnie dlaczego właśnie horrory… Odpowiedziałem,  że ja po prostu piszę książki, wymyślam historię i ją opisuję. Zacząłem w jeden sposób, ale spróbowałem czegoś innego i z punktu widzenia kariery, to był błąd. Zobacz, Stephen King i ja zaczynaliśmy mniej więcej w tym samym czasie. „Miasteczko Salem” i „Manitou” ukazały się niemal w tym samym momencie. Stephen King zaczął pisać jeden horror za drugim zbierając wokół siebie ogromną horrorową publiczność, a ja kiedy napisałem „Dżina” i „Zemstę Manitou”, chciałem spróbować czegoś innego. Wziąłem się za ogromną historyczną powieść o wielkiej amerykańskiej rodzinie milionerów, czyli „Dynastię”. (nie mylić z serialem o tym samym tytule – przyp. Ł.R.) Sprzedawała się bardzo dobrze, ale od razu straciłem część moich horrorowych odbiorców, po prostu zniknęli. Zajęło mi kolejne trzy, czy cztery lata, zanim wróciłem na dobre do horrorów i napisałem „Tengu”, o japońskich demonach…

 Ale nie uważasz chyba takiego odejścia za wielką pomyłkę…

Nie (z wahaniem), nie osobiście, nie jako spełniającego się pisarza. Ale na pewno dla publiczności, na pewno gdybym został na tej samej drodze, na której został Stephen King, byłbym dziś tak bogaty jak on (śmiech). A nie jestem (śmiech).

Ale jak sam zauważyłeś, spełniłeś się jako pisarz. Próbowałeś różnych gatunków – poradników, horrorów, powieści historycznych, thrillerów, kryminałów…

Wiesz, moje książki są po prostu o ludziach. O ludziach uwikłanych w dramatyczne, tragiczne sytuacje. To jest właśnie to co robię, wzięło się to z czasów kiedy byłem bardzo młodym dziennikarzem. Pierwszego dnia, w 1970, zostałem wysłany by przeprowadzić wywiad z pewną zwyczajną kobietą. To było strasznie nudne. Słuchałem tych jej opowieści, słuchałem. I już miałem wychodzić, kiedy ona nagle powiedziała – „on mnie bije”. Spytałem: „co?” A ona powtórzyła – „on mnie bije”. Wtedy usiedliśmy jeszcze raz w jej salonie i przez kolejne półtorej godziny opowiadała mi, jak jej mąż się zachowywał, kiedy coś mu się nie podobało, jak rzucał jedzeniem… Ale ona wcześniej nie mogła powiedzieć o tym nikomu. Jej siostry mówiły: „odejdź od niego”, ale nie mogła odejść, bo nie miała po prostu dokąd pójść. Liczyła pewnie, że ja mogę coś zrobić, ale nie mogłem – mogłem tylko słuchać. Kiedy wyszedłem z tego wywiadu to był dla mnie początek, w ten sposób zacząłem pisać powieści – to ludzie są ich sednem. Jeśli porozmawiam z nimi, opowiedzą mi wszystko. Jako współczujący obcy wyciągnę z nich wszystko. I tak robią. Tak przecież było, kiedy pracowałem dla magazynów erotycznych, rozmawiałem po prostu z dziewczynami. Nie tylko pytałem o to dlaczego pozują do takich magazynów, dlaczego zdecydowały się wziąć udział w zdjęciach, ale rozmawiałem też o nich, o ich chłopakach, o  reakcjach na ich decyzję na pojawienie się w tego typu magazynie. I naprawdę starałem się zrozumieć, jak większość z nich funkcjonuje, dlaczego to robią. Ale nigdy tego nie pojąłem (śmiech). Możesz to sobie wyobrazić, jak to jest mieć dziecko i…? Nie mogłem. Nie, mężczyzna nie jest w stanie tego pojąć. Ale właśnie to wszystko doprowadziło mnie do tego, że tak bardzo przykładałem się przy tworzeniu postaci Katie Maquire, próbowałem jak najlepiej odzwierciedlić, jak kobiety myślą.

I chyba ci się udało. To jedna z najlepszych  twoich kobiecych postaci.

Och, lubię też bardzo Beatrice Scarlet. Ona jest z osiemnastego wieku, jest bardziej posłuszna (śmiech)

A Bonnie Winter?

O, o niej też zamierzałem wspomnieć. Tę książkę zamierzałem napisać pod kobiecym pseudonimem, napisać ją w ogóle jako kobieta. Przeczytałem w gazecie o kobiecie sprzątającej miejsca zbrodni, bo przecież policja tego nie robi. Na potrzeby książki stworzyłem firmę zajmującą się porządkami i starałem się opisać, jak radzi sobie ze stresem, z tym napięciem, z jakim wiąże się sprzątanie po krwawych, brutalnych morderstwach, a przy tym w domu męczy się z okropnym mężem i snobistycznym synem, egocentrycznym nastolatkiem… To pozwoliło mi wyprowadzić fabułę i stworzyć bardzo wiarygodną bohaterkę. Książka sprzedała się bardzo dobrze, myślę, że to w jakiś sposób sprawiło, że zacząłem myśleć o tworzeniu powieści z kobietami, jako głównymi bohaterkami.

Czego możemy spodziewać się u Katie?

Wiesz, nie robię tego często, ale coś ci zdradzę. Tak zdradzę ci coś, co będzie w nowej książce. Jest w niej bardzo dużo o walkach psów. Odbywa się ich bardzo dużo w Irlandii i są one bardzo okrutne. Psy przechodzą straszliwe szkolenie, ich masa musi wzrosnąć, mięśnie zostać wzmocnione… Mastify, potężne psy dostają do rozerwania osobniki mniejszych ras, tylko po to, żeby trenować. W rzeczy samej jest to straszliwie okrutne, ale napisałem o tym książkę. Ostatnim razem kiedy byłem w Cork wystąpiłem w telewizji, poznałem tam kobietę-psycholog. Nazywa się Sabina Brennan, jest bardzo znanym psychologiem, okazało się, że ma cztery odratowane psy, prosto ze schroniska, ocalone przed eutanazją. Polubiliśmy się, ona i ja. Ma piękne zielone oczy (śmiech) Powiedziałem jej to – musiałbyś zobaczyć zmieszanego psychologa (śmiech). Porozmawialiśmy o walkach psów, o ich okrucieństwie i o tym, że Irlandia powinna się tego wstydzić. Zaproponowałem, żebyśmy wystąpili w telewizji i w radiu i powiedzieli, że jeśli ktokolwiek wie, że gdzieś odbywają się takie walki, lub zobaczy okrucieństwo wobec psów, niech zgłosi to na policję, żebyśmy to potępili publicznie. Pomysł bardzo jej się spodobał, w końcu ma cztery własne psy, które ocaliła od śmierci. Zanim ruszyliśmy z realizacją pomysłu, zwróciłem się do swojego przyjaciela, emerytowanego policjanta, który pomaga mi czasem, spytałem go po prostu – co o tym myśli, o tym i o walkach psów. Odpowiedział mi: „nawet tego, kurwa, nie ruszaj! Ludzie, którzy kontrolują te walki należą do najbardziej niebezpiecznych gangów w Irlandii. Ty mieszkasz w Anglii, przyjeżdżasz tu czasami, ale oni po prostu pojadą za tobą. Poza tym Sabina mieszka w Dublinie… To są ludzie, którzy zarabiają z jednej walki psów więcej niż z napadu na bank! Oni nie wahają się przed niczym”. Musiałem więc zadzwonić do Sabiny i powiedzieć: „wybacz, ale chodzi tu o bezpieczeństwo”, jej bezpieczeństwo. To taki kontekst, który wyjaśnia obecną sytuację. Takich historii jest więcej, jak na przykład z IRA, wciąż przecież istnieje IRA, niektórzy ludzie związani z nią mieszkają w Cork, znam kilku z nich… W Irlandii dochodzi do tak wielu przestępstw, na różnym tle, nawet opisując fakty mógłbym pisać wiecznie kryminały.

Więc myślisz, że będziesz pisał książki wiecznie? Nie myślisz o emeryturze?

Nie wiem, póki sprzedaż idzie, to piszę, jak nie będzie szła, kto wie?

Ale nie masz poczucia, że zrobiłeś już wszystko? Nie nachodzą cię myśli – jestem zmęczony, napisałem ponad setkę książek, mam dość, idę na ryby.

Nie, nie (śmiech) Myślę, że napiszę więcej rzeczy historycznych, ale w książkach opisujących rzeczywistość osiemnastowieczną każde słowo musi być stanowcze, przemyślane. Jak na przykład bohaterka, która przyjeżdża do Londynu w 1730 roku będzie narzekać na smród, jaki panuje na ulicach. Kierowca powozu powie jej, że niech się cieszy, że to nie jest lato. Przecież w tamtych czasach odór z rynku, gdzie zabijano i patroszono zwierzęta, gdzie nieczystości spływały ulicami był odrażający. Powoźnik powie jej, że latem powinna nosić klamerkę na nosie… I nie, nie powie, bo czy w 1730 roku były klamerki? Nie było! Zostały wynalezione w Massachusetts w 1830 roku. Zaraz znalazłby się jakiś historyk, który wytknąłby mi palcem, że nie, nie – w tych czasach nie było klamerek! Przy pracy nad książkami historycznymi trzeba bardzo uważać.

Kategorie
wywiady
Łukasz Radecki

Pisarz, nauczyciel, muzyk, redaktor, publicysta. Autor i współautor ponad dziesięciu zbiorów opowiadań m.in. "Kraina bez powrotu: Opowieści Niesamowite" (2009), "Lek na lęk" (2011), cyklu „Bóg Horror Ojczyzna” (2013), "Pradawne zło" (2014), "Horror klasy B" (2015), oraz powieści "Miasteczko" (2015), "Zombie.pl" (2016), "Nienasycony" (2017). Muzyk zespołów Acrybia, Damage Case i Wilcy. Stale pisze dla Horror Online, Grabarza Polskiego i Dzikiej Bandy. Szczęśliwy mąż, ojciec trójki dzieci.
Komentarz
  • Michał
    27 czerwca 2017 at 12:14
    Skomentuj

    Dla tego ja narazie mam stopa z Graham Masterton i czekam z wielką tęsknotą na horror . I kupiłem Szkarłatną Wdowę tam trochę jest jednak z horroru więc nawet . Ale mam mega niedosyt i czekam myślę że w końcu się doczekam

  • Dodaj komentarz