wywiady

Bruno Heller – mini wywiad

 Kim jest Czerwony John, czyli Anglik w Hollywood. Bruno Heller twórca Mentalisty i Rzymu o fenomenie swoich seriali.

Robert Ziębiński: Jesteś Brytyjczykiem, który zrobił popularny amerykański serial, czyli „Mentalistę” (trzeci sezon ukaże się u nas na DVD).  Powiedz, łatwo było ci się odnaleźć w Ameryce?

 

Bruno Heller: Z aklimatyzacją w Stanach nie miałem problemu. Gorzej było z pracą – mój styl pisania to ten, który pokazałem w „Rzymie”, czyli czysta angielszczyzna. Gdy producent przeczytał scenariusz powiedział – gratulacje Bruno, świetna archaizacja językowa. Jaka archaizacja? Zwykły angielski! Gdy napisałem tym samym językiem scenariusz pilota „Mentalisty” dostałem ochrzan, za używanie jakiegoś martwego  języka i kazano mi go uwspółcześniać. A to był po prostu angielski. Myślę, że dziś różnica między Wielką Brytanią, a Stanami Zjednoczonymi jest taka jak między Polską a Rosją. Ty jako Polak dogadasz się z Rosjaninem, bo wasz język ma podobne korzenie, podobne słowa, itp. Różnica jest taka, że ty jako Polak zrozumiesz Rosjanina a Rosjanin nie będzie chciał przyznać się do tego, że rozumie ciebie. Powód takiego zachowania jest dość moim zdaniem oczywisty – Rosja to była potęga, Polska mały kraj ościenny. Giganci nie chcą porozumiewać się z maluczkimi, bo w ich mniemaniu to maluczcy powinni rozumieć ich. I tak rozumują w Stanach. Wielka Brytania od lat nie jest już potęgą, a Stany były – czy też są – potęgą i dlatego to Stany narzucają swój tok myślenia, akcent  itp.

 

Dlaczego bohaterem „Mentalisty” postanowiłeś uczynić właśnie mentalistę? Nie jest to najpopularniejszy zawód świata.

 

Gdziekolwiek jesteś czy w Los Angeles, Londynie czy w Warszawie, spacerując ulicami natykasz się na ulotki reklamujące usługi a to medium, a to astrologiczne, wróżby itp. Oczywiście większość ludzi zajmujących się, powiedzmy, kontaktami ze światem nadprzyrodzonym, nie potrafi przewidzieć przyszłości, nie czyta jej z kart tarota itp., ale jednak dzięki niezwykłemu zmysłowi obserwacji potrafi w dziewięćdziesięciu procentach powiedzieć nam to, co chcemy usłyszeć. Ci najlepsi po prostu patrzą na człowieka, na to jak się rusza, mówi i wiedzą, co mają mu powiedzieć. Idea serialu była prosta – weźmy najlepszego na świecie mentalistę, który oszukuje swoich klientów wmawiając im, że utrzymuje kontakty ze zmarłymi, niech przez swoje kłamstwa straci to, na czym mu najbardziej zależało i zobaczmy, co będzie się z nim dalej działo.

Tak narodził się Patrick Jane…

 

Genialny mentalista, człowiek, który czyta z ludzi jak z książek. Konstruując postać Patricka nie chcieliśmy iść na łatwiznę, dlatego im dłużej trwa serial tym bardziej ta postać staje się wieloznaczna, dziwna, pokręcona.

„Mentalista” to serial bardzo retro, oglądając go odniosłem wrażenie, że inspirowałeś się starym dobrym „Colombo”.

 

Masz absolutną rację. Założenie „Mentalisty” było takie – zróbmy serial, który przypomni czar dawnych seriali detektywistycznych. Bohater plus grupa wspierających go policjantów, co odcinek rozwiązuje jakąś zagadkę kryminalną. Chcieliśmy uniknąć wszelkich wizualnych fajerwerków, jakimi naszpikowane są współczesne seriale kryminalne i stworzyć coś w klimacie lat 70.

Jak wygląda w Stanach proces powstawania serialu. Masz pomysł, wyrazistego bohatera, co dalej?

 

Jeśli określone studio telewizyjne po przeczytaniu scenariusza daje ci zielone światło, czyli zgodę na produkcję reszta wygląda mniej więcej tak samo jak w Hollywood.

Czy każdy może dostać się ze swoim scenariuszem do telewizyjnych producentów czy trzeba mieć znajomości?

 

Trzeba mieć co sprzedać. Amerykańskie stacje telewizyjne zarówno te bezpłatne jak płatne są teraz głodne nowych seriali. Jeśli masz pomysł na tyle nośny, że przebijesz się z nim przez tabuny innych scenarzystów, jest szansa, że trafisz w końcu do producenta, który zainwestuje w twój pomysł pieniądze. W przeciwieństwie do Hollywood, telewizja potrzebuje dużo świeżej krwi, by samej pozostać świeżą. A wracając do tematu. Gdy już masz zielone światło, tak naprawdę połowa sukcesu to odnalezienie aktora, który nie dość, że udźwignie rolę to jeszcze przekona do siebie telewidzów. W dużej mierze sukces serialu opiera się na dobrze dobranej obsadzie. Gdy zobaczyłem na castingu Simona Bakera (odtwórca głównej roli w „Mentaliście”) wiedziałem: to Patrick Jane. Miał charyzmę, żar i ten błysk w oku, który sprawia, że tak naprawdę chcesz dać mu się oszukać. Po odnalezieniu głównego bohatera reszta roboty jest już stosunkowo łatwa. Warto dodać, że zazwyczaj podczas castingów nie ma się napisanego scenariusza wszystkich odcinków, a jedynie treatment serii i odcinek pilotowy. Reszta powstaje pisana specjalnie już pod określonego aktora.

A potem premiera, pierwsza emisja i wyniki oglądalności.

 

Oczekiwanie na wyniki oglądalności tak dla pomysłodawcy serialu, jak i dla całej pracującej przy nim ekipy to chyba najbardziej stresujący dzień w roku. Nie, przepraszam jeden z dwóch najbardziej stresujących dni w roku – ten drugi to chwila, w której producenci zatwierdzają lub nie kolejny sezon (śmiech). A mówiąc poważnie – telewizja przypomina odrobinę giełdę. Jednego dnia serial ma kilkumilionową oglądalność, tydzień później spada na dno rankingów. Kręcąc serial nigdy nie wiesz czy sezon dotrwa do końca, czy też nagle szefostwo wstrzyma jego produkcję. W dzisiejszych czasach wyprodukowanie serialu pochłania mniej więcej tyle pieniędzy co średniobudżetowy film kinowy, różnica między nimi jest jedna, ale dość zasadnicza – film premierę ma raz, serial co tydzień. Czy film przyniesie zyski czy nie, wiadomo mniej więcej po tygodniu wyświetlania go w kinach, z serialem nie jest to tak oczywiste. Czasami produkcje telewizyjne są ściągane z anteny zaraz po wyemitowaniu pilota, czasami w trakcie trwania, a czasami po zakończeniu sezonu. Dlatego często seriale urywają się w dziwnych i niespodziewanych momentach.

Telewizji opłaca się zaprzestać produkcji w trakcie trwania sezonu?

 

Nawet jeśli muszą zapłacić odszkodowanie za zerwanie umów i tak bardziej opłaca im się to, niż pompowanie milionów w coś, czego nikt nie ogląda, a oni nie zarabiają na reklamach.

„Mentalista” okazał się przebojem i bardzo szybko zatwierdzono jego drugi sezon…

 

Jak tylko o tym się dowiedziałem od razu poczułem się bardzo zmęczony (śmiech). A mówiąc już zupełnie poważnie zatwierdzenie serialu na następny sezon daje ci pewność, że nie tylko ty, jako jego pomysłodawca i scenarzysta, ale cała ekipa macie pracę na następny rok, co obecnie w Stanach, w których autentycznie szaleje kryzys jest informacją istotną. Poza tym daje też ono kopniaka do większego kombinowania nad postaciami i fabułą. W moim założeniu „Mentalista” powinien trwać pięć sezonów. Po piątym sezonie zazwyczaj wyczerpują się pomysły a postacie tracą swoją świeżość i energię.

Kluczowym wątkiem w twoim serialu są poszukiwania Red Johna (w polskim tłumaczeniu Czerwony John) seryjnego mordercy, który zabił żonę i córkę Patricka. Wiesz kim on jest? Masz wymyśloną postać czy Red John jest raczej ideą, niedoszlifowanym pomysłem?

 

Wiem, kim jest Red John. Nie mogę oczywiście ci tego zdradzić, ale to postać z krwi i kości. Wymyślanie „Mentalisty” zacząłem właśnie od stworzenia Patricka i jego głównego wroga. Tak, więc nie bój się, serial nie dryfuje ku nieznanym lądom. Jego konstrukcja jest bardzo przemyślana a zły, bardzo, ale to bardzo konkretny. Lubię mówić o Red Johnie, że jest z nim jak ze śmiercią – na pewno kiedyś nastąpi. Czy odkrycie tożsamości seryjnego mordercy będzie równać się ze śmiercią Patricka nie powiem, ale myślę, że będzie ciekawie. Co jeszcze mogę dodać… Może John już się w serialu pojawił a może nie… (śmiech).

A poleciłbyś nam jakiś serial? Może coś na czym się wychowałeś?

 

Jestem jeden serial który uwielbiam. Nie sądzę żeby był dostępny w Polsce, ale można go kupić bez problemu przez Internet. Rzecz nazywa się „Boys from the Blackstuff” to serial BBC zrealizowany w latach 80. Opowiadał o bezrobotnych w Liverpoolu i powiem ci, że to była i do tej pory niezwykle mocna rzecz.  I aktualna, bo mimo upływu czasu ten serial nic nie traci ze celności społecznych obserwacji.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz