Tomasz Urbanek / East News
wywiady

Borys Lankosz: Miłość podszyta strachem

Uff, kamień z serca, dziękuję, że umożliwił mi pan ten coming-out – mówi nam Borys Lankosz. Twórca „Rewersu” opowiada Dzikiej Bandzie o  swoim najnowszym filmie „Ziarno prawdy”, czytaniu książek, hejterach w sieci i filmach o Zagładzie.

 

Dzika Banda: Czyta pan, panie Borysie to co piszą o panu w internecie?

Borys Lankosz: Drogi panie Robercie, a pan, czy pan czyta komentarze swoich artykułów lub wydarzeń kulturalnych, które pan firmuje?

 

Jak odpowiem nie, to zarzuci mi pan kłamstwo.

No właśnie, czyta pan. Dlatego pana pytanie wydaje mi się niepokojąco anachroniczne. Wszyscy dziś żyjemy również w przestrzeni wirtualnej, a kto twierdzi inaczej, albo wyjechał z zasięgu, albo mija się z prawdą.

 

Mnie rzucił się w oczy jeden komentarz kogoś z Filmwebu, w którym wytykano, panu iż w USA nie wyszła panu kariera, więc nakręcił pan „Ziarno prawdy” z najbardziej rozpoznawalnym polskim aktorem w USA, na podstawie tłumaczonego na angielski bestsellera, żeby tym razem wbić się z jego pomocą w amerykański rynek.

To chyba pytanie do autora komentarza, nie do mnie. Mamy to szczęście, że żyjemy w wolnym, demokratycznym miejscu na świecie i każdy może głosić swoje poglądy. Przy okazji, dziś, kiedy rozmawiamy, najbardziej rozpoznawalną na Zachodzie osobą uprawiającą sztukę aktorską jest Agata Kulesza. Jeśli dotrze pan do autora komentarza i okaże się on wybitnym strategiem promocji kina polskiego za granicą, proszę się nie wahać i poznać nas ze sobą. Dobrych PR-owców nigdy za wielu.

 

 

A czy nie jest w Polsce tak, że jak tylko człowieku ciekawy i zdolny wychylisz nos poza granicę, zaczniesz coś robić, to zamiast być chwalonym dostajesz kopniaka, takiego kontrolnego, żeby pamiętać że masz się nie wychylać.

 

Nie jest to moje doświadczenie, choć Pańska diagnoza głęboko mnie zasmuciła. Jest w “Ziarnie prawdy” monolog o słowie “żółć” wygłaszany przez postać profilera Klejnockiego, granego przez Jacka Poniedziałka. Szczególnie polecam go pańskiej uwadze.

 

Ależ znam ten monolog bardzo dobrze. Czy przywołując go zgadza się pan, że żółć ułatwia funkcjonowanie w społeczeństwie naszym? Pan zauważy nie uogólniam, nie mówię „każdemu”…

Zdaniem profilera Klejnockiego, którego stworzył Zygmunt Miłoszewski, autor adaptowanej przeze mnie powieści, “żółć” jest najbardziej polskim słowem, bo nie tylko składa się jedynie ze znaków diakrytycznych istniejących tylko w polszczyźnie, ale też w symboliczny sposób stanowi o naturze naszej wspólnoty.

 

A wracając do „Ziarna prawdy”. Mylę się czy też „Ziarno prawdy” to tak naprawdę pańskie być albo nie być. Założyłeś pan Studio Rewers, to wasz pierwszy film, jego sukces lub porażka będzie zapewne wróżbą na przyszłość.

“Być albo nie być” to nie Miłoszewski, jak pan doskonale wie, a Szekspir.

 

Miłoszewski marzy o tym by być Szekspirem, skojarzenie słuszne zatem.

Tego o Miłoszewskim nie wiem. Może to skojarzenie przyszło panu do głowy, bo debiutowałem niedawno w teatrze?

 

Bardzo dobrze pan zadebiutował! Tylko chwalić!

A we wróżby nie wierzę, nie ma o nich ani słowa w kodeksie, cytując polskiego klasyka.

 

To inaczej. Co pana interesuje w kinie, jako producenta?

Jako producent przestaję być jedynie “człowiekiem do wynajęcia”, mam większą kontrole nad swoją karierą. Studio Rewers nie zostało stworzone tylko do produkowania moich filmów, ruszamy z innymi produkcjami. Bardzo mnie to cieszy.

 

Boi się pan premiery?

Tylko głupcy niczego się nie boją. Wypuszczam dziecko w świat. Pan sam jest rodzicem, może pan sobie wyobrazić jakie to uczucie.

 

A przy pracy nad filmem czego się pan obawiał najbardziej?

Pan się boi, kiedy pan wychodzi do pracy?

 

Nie wychodzę z domu do pracy proszę pana. Za to boję się z psem wychodzić, ale muszę.

Moją pracą jest reżyserowanie filmów, dziwne byłoby gdybym się bał własnej pracy. To byłby raczej przypadek do leczenia, nieprawdaż?

 

Tylko głupcy niczego się nie boją – zacytuję pana…

Niczego owszem, ale jak kocham swoją pracę. Miłość podszyta strachem nie byłaby prawdziwą miłością.

 

 

Zarówno powieść Zygmunta, jak film to kryminał, ale z drugim dnem, bo rozlicza Polskę i Polaków z naszego antysemityzmu.  Temat wciąż kontrowersyjny i wciąż wywołujący gorące dyskusje. Nie boisz się pan, że możesz skończyć jak Maciej Stuhr po „Pokołosiu”? Zostać zlinczowanym przez tych, którzy „zawsze” mają rację?

Nie znam nikogo kto zawsze ma rację. Antysemityzm nie jest tematem dyskusyjnym. Pogarda dla drugiego człowieka ze względu na jego wyznanie, kolor czy płeć to wyłącznie powód do wstydu. I nie lubię określenia “skończysz jak”, ma w sobie rodzaj groźby, a mnie agresja jest obca.

 

Inaczej zatem, żeby nie grozić – dlaczego Polacy są tak zacietrzewieni w swoim stosunku do kwestii żydowskich?

Strach i agresja biorą się z niewiedzy, ale Pańskie pytanie jest bardzo tendencyjne. Jacy “Polacy”? Dane, liczby. Ośrodek Badania Opinii Publicznej nie uogólniałby takich opinii, brzmi to jak “jeden naród, jedna partia, jeden wódz” – przeświadczenie, że 40 milionów Polaków ma takie same poglądy w jakiejś sprawie jest, delikatnie mówiąc, nadużyciem.

 

A wystarczy panu te kilka milionów, które są policzalne, bo podpisują się w sieci pod komentarzami? Te kilka milionów, które zamieniły w piekło życie pana Macieja. OBOP nie musi tego liczyć. Niech pan wreszcie popatrzy ma komentarze na choćby Onecie pod informacjami o „Ziarnie prawdy”. Pana zdaniem za tę falę agresji i nienawiści odpowiada jeden nudzący się w sieci licealista?

Och, gdyby licealistom chciało się tyle pisać! Pokolenie literatów by nam wyrosło. Eseje, powieści, epopeje nawet stałyby się naszym największym towarem eksportowym! Obawiam się jednak, że się rozmarzyłem. Prawda jest taka, że większość tak zwanych hejterów nie czyta tego, co hejtuje. Zadałem sobie kiedyś trud i przeanalizowałem nienawistne komentarze internetowe pewnego portalu – spora część z nich nie była nawet pod adresem bohaterów tekstu, tylko sobie a muzom.

 

Tematyka żydowska, zmagania się z antysemityzmem to temat obecny w twórczości niemal od początku.

Pewna wybitna autorka filmu o Zagładzie na takie pytanie odpowiedziała innym pytaniem: dlaczego nikt nie pyta reżyserów komedii romantycznych dlaczego zrobili kolejną komedię romantyczną? Autorów filmów o Zagładzie zawsze się pyta dlaczego robią o tym filmy, zauważył pan?

 

To akurat proste. Bo nikogo nie interesuje dlaczego, ktoś kręci komedie romantyczne. Filmy o Zagładzie już tak. Romantyczna komedia nie wywołuje zamieszania. Chyba, że jest to komedia o Zagładzie – patrz pan „Życie jest piękne”.

Takiej argumentacji nie rozumiem. Miłość jest bardzo ważna w życiu człowieka. panie Robercie, miłość napędza świat. Dlaczego my ciągle o tej nienawiści. pan to bardziej wkurzony niż prokurator Szacki chyba jest. A ja, łagodny, romantyczny – co nie wyklucza refleksji nad złem tego świata.

 

Oj z tym Szackim, to pan przesadza, ale dziękuję, bo to jak poprowadził pan Roberta Więckiewicza bardzo mi się podoba. Żywa, wkurzająca wściekłość. A wracając do pana filmów – który był najtrudniejszy?

Każdy film jest ważny, każdy na swój sposób trudny. Najtrudniejszy jest ten, który właśnie się robi, bo reżyser poświęca całą swoją energię by go stworzyć. To tak jakby pan pytał ojca, które ze swoich dzieci najbardziej lubi.

 

Teraz to pan uogólnia. Są książki, teksty, które piszą się same, są takie, które zadręczają i nie dają spać.

Nic nie pisze się samo, może jedynie sprawiać takie wrażenie. Na to wrażenie autor uzyskał zapewne potem, krwią i łzami. Ważne jest by każdy następny film był trudniejszy, żeby się rozwijać, stawiać sobie nowe wyzwania. “Ziarno prawdy” wydało mi się filmem trudniejszym realizacyjnie niż “Rewers”, mój następny projekt “Ciemno, prawie noc”, którego scenariusz właśnie skończyłem będzie jeszcze trudniejsze w realizacji.

 

Pana film to także dowód na to, że kino gatunkowe może i powinno dotykać tematów ważnych. Jak sądzisz pan dlaczego w Polsce przez całe dekady, kino wzbraniało się łączenia rozrywki z tematami poważnymi?

Całe dekady? “Psy” Pasikowskiego były kinem gatunkowym na bardzo ważny temat, a to było niecałe 25 lat temu. “Gatunkowe”, “popularne” to znów anachroniczne pojęcia. Poważna humanistyka od dawna ich unika.

 

Dziękować Bogu, żem człowiekiem niepoważnym.

Niedawno czytałem ciekawą dyskusję o tzw. kulturze środka w dwutygodnik.com. Zgadzam się z opinią profesora  Andrzeja Ledera, który twierdzi, że “kultura środka”, czyli to, co pan nazywa połączeniem rozrywki z powagą wychwytuje najsilniejsze nurty zbiorowej nieświadomości. Może nasza polska zbiorowa nieświadomość nie pragnęła takiego połączenia przez jakiś czas.

 

„Kultura środka” jak pan profesor ładnie nazywa popkulturę karmi się społeczeństwem. Nie istnieje bez społeczeństwa, a społeczeństwo bez niej. Już przywołany przez pana Szekspir doskonale zdawał sobie z tego sprawę. A pan zdaje sobie z tego sprawę?

Oj panie Robercie, chyba jasne, że nie istnieje. Ja sobie z tego zdaję sprawę, przed Szekspirem zdawali sobie z tego sprawę, autorzy malowideł w jaskiniach zdawali sobie z tego sprawę.

 

„Psy” wbrew pozorom nie pociągnęły za sobą lawiny dobrych filmów gatunkowych ale i zaangażowanych.

Każda transformacja pociąga za sobą ofiary. Odnalezienie się polskiego kina w sytuacji rynkowej zajęło trochę czasu. Na szczęście tę mroczną dekadę mamy za sobą.

 

„Rewers” który był komedią to także rzecz dość nietypowa – komedia o stalinizmie to niebezpieczny pomysł. Od czego Pana  zdaniem zależy powodzenie takiego połączenia.

“Nobody knows anything”,  to cytat ze wspomnień Williama Goldmana o pracy w przemyśle filmowym. Trzeba się z tym pogodzić. Nie ma przepisu na powodzenie. Trzeba być uczciwym wobec swoich widzów.

 

A wobec siebie?

Nie wyobrażam sobie inaczej.

 

 „Ziarno” dzieli pięć lat. Czym dla Pana Borysie różniła się praca nad tymi filmami? Lub inaczej – kim był Borys Lankosz, który brał się za „Rewers” a kim jest teraz?

Jestem dorosłym facetem. W moim wieku pięć lat to nie tak wiele, a pan pyta mnie jak nastolatka, który dostał dowód osobisty.

 

A mnie się wydawało, że w życiu pięć lat to sporo. W trzy lata pewien cieśla zmienił historię świata. A schodząc do rzeczy bardziej przyziemnych: można się rozwieść, ożenić, zapić, przestać pić. Można też w wyjątkowych przypadkach z dzieciaka zamienić się w końcu w faceta. Ale to tylko moje zdanie. Pan widać inaczej do rozwoju podchodzi.

Jak pan będzie w moim wieku… A z tym cieślą, obaj wiemy, że 500 lat zajęło wprowadzenie jego myśli jako obowiązującej w Europie.

 

Powtarzacie panowie z Miłoszewskim w wywiadach, że to pańska żona nakłoniła pana do przeczytania „Ziarna…”. W takim razie pan pewnie miał pan jakiś inny plan na przyszłość, zanim powieść rzeczonego wpadła panu w ręce?

Może to niepopularne, co powiem, ale (uwaga dla osób bardzo wrażliwych)… u nas w domu czyta się książki bez przymusu. Nikt nikogo nie musi do tego nakłaniać. Uff, kamień z serca, dziękuję, że umożliwił mi pan ten coming-out. Czytamy, rozmawiamy, polecamy sobie lektury. Taki nietypowy model.

 

Szanowny pan nie raczył odpowiedzieć. Poza tym w kraju, w którym tyle narzeka się na niski poziom czytelnictwa tak,  jest to model nietypowy.

Pracowałem nad inną powieści – zamówiono u mnie adaptację “New World Monkeys” Nancy Mauro. Bardzo ciekawa rzecz, nietłumaczona na polski. Oddałem scenariusz, został przyjęty. Producent wciąż pracuje nad budżetem. Może kiedyś to wróci, może nie.

 

Co jest dla pana najważniejsze w kryminale?

Chyba to, co dla każdego: kto zabił.

 

To może pan powie na koniec jeśli może, kto zabił w „Ziarnie…”?

Znam kilku spojlerowych mistrzów wśród obserwatorów polskiego kina. Zdaje się mają swoje fanpage na fejsbuku, tam proszę szukać odpowiedzi na pana pytanie. A jeśli wolą się Państwo pobawić dwie godziny, zanim się Państwo dowiedzą, zapraszam od 30 stycznia do kin.

 

 

 

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz