wywiady

Alex Marwood – jakie książki kupują kobiety? [wywiad]

Jest laureatką nagrody Edgara i jedną z najpopularniejszych brytyjskich pisarek. Z Alex Marwood rozmawiamy o kryzysie czytelnictwa, tym co czytają kobiety i dlaczego mężczyźni wolą krótkie książki.

Dzika Banda: Co jest dla ciebie ważniejsze w kryminale – intryga czy postaci?

Alex Marwood: To mnie zastrzeliłeś! Zaczynam pisanie najczęściej od czegoś jeszcze innego – próby znalezienia sytuacji w jakiej mają znaleźć się bohaterowie. Momentu od którego można zacząć zadawać sobie pytanie – co byś zrobił na ich miejscu. I w poszukiwaniu takiej sytuacji najczęściej inspiracji szukam w rzeczywistości i tym co przydarzyło się prawdziwym ludziom. Postaci z kolei są siłą napędową intrygi. Nie da się prowadzić mocnej, wciągającej intrygi w sytuacji kiedy nie masz dobrych postaci. Cała powieść, choćby nie wiem jak dobrze wymyślona, rozpadnie się na milion drobnych kawałków, jeśli intrygi nie będą spinały dobrze napisane postaci. Postaci, które stają przed bardzo konkretnym dylematem, podejmują decyzję – najczęściej złą – a od niej zaczyna się tzw. Efekt kuli śnieżnej, czyli problemy nawarstwiają się, nawarstwiają i nawarstwiają, prowadząc do nieuniknionej tragedii.

Czy tragedii da się uniknąć?

W kryminale czy w życiu?

Szukasz inspiracji w życiu, więc powiedzmy – czy postaci, zdarzenia które cię zainspirowały mogły zachować się czy też mieć inny przebieg?

To zawsze sprowadza się do decyzji. W przypadku większości spraw kryminalnych, które przeglądam czy nimi się interesuje, z perspektywy czasu widać, że gdyby ktoś zachował się inaczej, nie kłamał, nie próbował iść na skróty, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. Ale w chwili stresogennej podejmujemy decyzje, które często nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem.

„Najmroczniejszy sekret” twoja powieść, która właśnie została wydana w Polsce, jest mocno inspirowana sprawą zaginięcia Madeleine McCann. Ta sprawa, choć minęło od niej dziesięć lat, wciąż nie schodzi z pierwszych stron gazet. Co jest niezwykłe, bo żyjemy w świecie, w którym tragedia żyje w mediach maksymalnie tydzień.

Tak. Ale to wszystko wynika z faktu, że rodzice Madeleine, tragedię jaką było zaginięcie ich córki zamienili w medialny show, na którym zbudowali coś na kształt własnej medialnej kariery. Czy ty sobie wyobrażasz – matka Madeleine została okrzyknięta „Matką Roku” w brytyjskich mediach. Matką roku – kobieta, która jest podejrzana o zamordowanie własnego dziecka? Która jeśli tego nie zrobiła, to w najlepszym wypadku wykazała się skrajną nieodpowiedzialnością, doprowadzając do zaginięcia dziecka? To jest jakiś horror. I jest to tak skrajnie cyniczne, że aż ciarki przechodzą. Ale oni doskonale wiedzieli jak rozegrać tragedię tak, aby czerpać z niej korzyści. I myślę, że dlatego ta sprawa wciąż jest tak niezwykle aktualna. Bo rodzice okazali się cynicznymi istotami, a współczesne media uwielbiają żerować na takich indywiduach.  

Czy twoje powieści to jeszcze kryminały?

W Stanach nazywają je – psychologicznymi thrillerami.

No właśnie. Czy w ogóle możemy dziś jeszcze mówić o czystym gatunkowo kryminale?

Jeśli spojrzysz na to co się sprzedaje i na modne powieści – nie. Moje powieści, powieści Lisy Gardner, Pauli Hawkins, trudno nazwać kryminałem sensu stricte. Dorobiono do nich nowe nazwy – domestic noir, domestic thriller, ale tak naprawdę to tylko nowsze szaty, dla czegoś co już na rynku istnieje od dekad. Bo przecież bądźmy szczerzy, jako autorka nie wymyślam niczego nowego. Podobne powieści pisały dekady temu Patricia Highsmith, Daphne du Maurier, czy moja ukochana, ukrywająca się pod pseudonimem Barbra Vine, Ruth Randell. One wszystkie odniosły wielkie literackie sukcesy, publikowały bestsellery, ale…

Nie było wtedy mody na pisanie gatunkowych powieści psychologicznych…

Otóż to. Dziś mamy trend. I mamy inne czasy. Inny dostęp do informacji, inny jej obieg. Ten rodzaj literatury kobiety piszą – podkreślam kobiety, w psychologicznych thrillerach, czy jak tam je zwał, od zawsze dominowały kobiety, od kurcze, lat 30. ubiegłego wieku, ale dopiero teraz, krytycy i czytelnicy zauważyli, że układa się to w pewien wzór i stworzono z tego modę.

Masz teorię – dlaczego?

Mam teorię dlaczego kobiety piszą ten rodzaj literatury. Otóż większość z nich, włączając to mnie – wyrasta z literatury nazwijmy to romantycznej. Pisałyśmy chick-litowe komedia romantyczne, powieści, gdzie bohaterki mierzyły się z życiem i problemami. Tyle, że taką literaturę tworzy się do określonego wieku. Im więcej masz doświadczeń życiowych, im jesteś starsza, tym mniej pociągające wydaje się być pisanie beztroskich komedii z happy endem. Pisanie powoli ewoluuje w coś mocniejszego, mroczniejszego.

Tak dla przykładu było z Paulą Hawkins, która pisała romanse pod pseudonimem.

Dokładnie. Tak samo było ze mną. Z tym, że ja pisałam romanse, pod własnym nazwiskiem. Kiedy zaczęłam pisać mroczne opowieści o zbrodni przybrałam pseudonim – dla psychicznego komfortu, swojego i czytelników. Ale wracając do mojej teorii – w skrócie można sprowadzić ją do stwierdzenia, że kobiety dojrzewają do zbrodni (śmiech).

Jak myślisz – dlaczego mężczyźni nie piszą takich powieści? I tu od razu skreślmy z listy Thomasa Harrisa – jego psychologiczne thrillery to jednak zupełnie inny rodzaj opowieści.

Tak – zupełnie inny. Widzisz sama się zastanawiam – dlaczego brakuje w tym konkretnym gatunku, czy też podgatunku, mężczyzn. I nie znajduję łatwej odpowiedzi. Bo to nie tak, że tylko kobiety potrafią zagłębić się w meandry psychiki bohaterów. Nic z tych rzeczy. Mężczyźni piszą o psychice postaci, równie wprawnie, jeśli nie lepiej. Moim zdaniem może to poniekąd wynikać z uwarunkowania rynkowego – przez dekady mężczyźni pisali powieści hard boild, w uproszeniu powiedzmy, mocniej skoncentrowane na fabule i dynamice akcji, niż postaciach i tak już zostało. Rynek wymaga od nich mocnych powieści, ale z inaczej rozłożonymi akcentami. Co jest dość zabawne – bo kiedy rozmawiam z zaprzyjaźnionymi pisarzami, to wyznają oni często, że mieliby ochotę pisać także takie powieści, ale jakoś albo nikt ich nie chce, albo – tu tajne – piszą ale pod pseudonimami i się nie przyznają.

Wstydliwa sprawa?

Nie. Chyba nie. Choć kto tam ich wie. (śmiech)

A nie wydaje ci się, że fenomen thrillerów psychologicznych pisanych przez kobiety w jakiś sposób łączy się z faktem, że to kobiety są dziś najaktywniejszą grupą kupującą książki?

W punkt! Prawdą jest także – i nie jest to żaden bolesny stereotyp, a fakt potwierdzony wnikliwymi badaniami – że kobiety czytają powieści napisane przez wszystkich. Dla kobiety czytelniczki nie gra roli czy czyta powieść noir, horror czy romans. Mężczyźni czytają tylko powieści napisane dla mężczyzn.

Kobiety są bardziej otwarte?

Tak. I czytają więcej niż mężczyźni. Są jeszcze jedne ciekawe badania dotyczące czytelnictwa z których wynika, że kobiety częściej kupują powieści grube, obszerne i pięknie wydane. Mężczyźni zaś kupują powieści krótkie, zawarte i nie interesuje ich sposób wydania. To wynika z faktu, że kobieta podchodzi do zakupu, jak do inwestycji – wydaje pieniądze i chce aby były one wydane dobrze. Mężczyzna kupuje książki, które nie zabiorą mu zbyt wiele czasu. Dodajmy oczywiście, że badania te nie dotyczą osób, które czytają przez cały czas. Chodzi o decyzje zakupowe ludzi, którzy kupują maksymalnie trzy książki w roku, najczęściej na wakacje, albo na święta. A teraz jeśli uda ci się napisać powieść, która trafi do grupy przypadkowych czytelników – możesz spokojnie rzucić pracę, bo właśnie zostałeś autorem bestsellera. (śmiech)

W Polsce mamy dramatyczną sytuację czytelniczą. Ponad sześćdziesiąt procent społeczeństwa nie czyta.

W Wielkiej Brytanii nie jest lepiej, a pamiętaj – mówimy o języku, który dominuje na świecie! Wiesz że osoba, która jest tzw. czytelnikiem to osoba która kupuje w roku pięć książek?  U nas także procent osób, które w roku nie dotykają książki sięga siedemdziesięciu. Potem masz ten promil, który czyta więcej niż pięć a reszta to czytelnicy o których wspominałam – wakacyjni, przypadkowi, jak tam chcesz ich nazwać.

Z czego to wynika?

Wyniki badań czytelnictwa pogarszają się od momentu, gdy internet stał się masowy. To raz. Dwa – nie poprawia tej sytuacji popularność portali społecznościowych. Ludzie tracą zdolność koncentracji. Są coraz bardziej rozproszeni, nieuważni. Co najgorsze – ludzie stają się z powodu własnego nieoczytania dumni. Potrafią bez grama wstydu chwalić się tym, że nie znają pisarzy, nie widzą o jakich powieściach mowa w społecznych debatach itp. Ignorancja z czegoś wstydliwego, staje się powodem do dumy. A to jest przerażające.

Ale to nie dotyczy tylko książek. Wydaje mi się, że ten trend – bycia zadowolonym z własnej niewiedzy rozpościera się na wszystko – od kultury, na polityce kończąc.

Oczywiście. Czego efektem są wszystkie awantury polityczne jakie przetaczają się przez Europę i Wielką Brytanię. Czego efektem jest Brexit. To wszystko wynika z faktu iż powoli wmawia się nam, że niewiedza jest błogosławieństwem.

Manipulacja?

Tak – jesteśmy społeczeństwem, którym coraz łatwiej manipulować, bo sami sobie stworzyliśmy najlepsze narzędzia do manipulacji – czyli zaczynając od współczesnych mediów, na kulcie technologicznym kończąc.

Rozwiń to proszę.

Kult technologiczny? Ależ proszę bardzo. Piszę nową powieść, w której fabuła dotyczy kultów. Robiąc reaserch dotarłam do badań, które przeprowadzono na użytkownikach sprzętu z firmy Apple. I teraz wyobraź sobie coś takiego – każdy z nich na wzmiankę na temat sprzętu, reaguje dokładnie tak samo jak osoba wierząca na wzmiankę o Chrystusie. Przebadano procesy jakie zachodzą w mózgach wielbicieli Apple i okazuje się że są one tożsame z procesami zachodzącymi w sytuacji gdy rozmawiamy o wierze. Więc tak – zupełnie uprawnione jest mówienie dziś, że żyjemy w czasach gdy technologia zaczyna nosić znamiona religijności.  

Przerażające?

Myślę, że prostu tak samo cyniczne, jak cyniczne były mainpulacje dookoła sprawy McCann. Takie mamy czasy – cyniczne, okrutne a co najgorsze zupełnie nieliczące się z jednostką.

Kategorie
wywiady
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz