Warner Bros
większe kawałki

Zabójcza broń – legenda z przypadku ma trzydzieści lat

Trzydzieści lat temu swoją premierę miała „Zabójcza broń” – film, który stał się legendą kina sensacyjnego, otworzył nowy rozdział w gatunku i dał kinu jeden z najbardziej elektryzujących filmowych duetów: Mela Gibsona  Danny Glovera. No i zmieniła na zawsze kanon filmów bożonarodzeniowych.

Tego sukcesu nie spodziewał się nikt. Więcej – gdy trio Richard Donner, Mel Gibson i Danny Glover przystępowali do pracy nad „Zabójczą bronią” film miał być zupełnie inną historią. Zamkniętą. Bez możliwości kontynuacji. Ot kolejnym sensacyjnym obrazem, który przeleci przez kina w latach 80. A stało się inaczej.

To że na planie „Zabójczej broni” dzieje się coś dziwnego i niespotykanego pierwszy zauważył reżyser, Richard Donner. Podczas zdjęć do filmu miał pięćdziesiąt sześć lat i markę wytrawnego rzemieślnika, który kina nie zmienia, ale ma niezwykłe wyczucie gatunku. To on dał nam m.in.  „Omena”, pierwszego „Supermana” czy „Goonies”. W Hollywood pracował od 1960 roku. Weteran. I stary wyjadacz. Który pierwszy raz zaufał własnemu instynktowi. Ponoć wyglądało to tak. Kręcąc scenę na strzelnicy, gdy Riggs (Mel Gibson) i Murtaugh (Danny Glover) popychają do przodu śledztwo, popisując się przy tym umiejętnościami strzeleckimi, Donner miał wstać, pójść do biura i kazać asystentce pilnie wydzwonić autora scenariusza, Shane’a Blacka. Reżyser obserwując chemię jaka powstała między bohaterami uznał, że „Zabójcza broń” musi skończyć się inaczej. W oryginalnym scenariuszu w ostatniej scenie Riggs ginął zastrzelony przez podstępnego Pana Joshue. Donner kazał przepisać finał, bo poczuł, że na jego oczach właśnie narodził się nowy cykl filmowy. Miał rację. Do 1998 roku powstaną kolejne trzy części, które w sumie zarobią miliard dolarów. Seria doczeka się własnego serialu telewizyjnego i stanie się jedną z najczęściej cytowanych i parodiowanych serii sensacyjnych (od kina czyli „Strzelając śmiechem”, przez seriale m.in. „Jak poznałem waszą matkę”, „Supernatural”, po komików Jon LaJolie).  Duet Martin Riggs i Roger Murtaugh zaś stanie się legendą kina akcji. I kina w ogóle.

Mel Gibson czeka na swoje martini

Pytany po latach przez dziennikarza, bo najmilej wspomina z planu „Zabójczej broni” Mel Gibson odpowiadał, że kolejkę martini. Donner bowiem wprowadził ponoć na planie filmu zwyczaj, że po zakończeniu zdjęć cała ekipa zamiast do domów udawała się do baru na martini na koszt Warner Bros. Nie wiadomo jak wielkie rachunki płacił za ekipę producent ale jedno jest pewne – opłaciło się. Kumpelska atmosfera z baru udzieliła się na planie. A wcale tak być nie musiało. Zwłaszcza, że w pierwszej części spotkali się zupełnie obcy sobie ludzie.

Opromieniony sukcesem trylogii „Mad Max” trzydziestoletni Mel Gibson był wschodzącą supergwiazdą. Starszy o dziesięć lat Danny Glover dzięki rolom w „Silverado” i „Kolorze purpury” uchodził za jednego z najciekawszych aktorów dramatycznych. Gary Busey, czyli Pan Joshua – był hollywoodzkim enfant terrible, zaś Shane Black młodym, obiecującym scenarzystą, który ponoć miał w głowie pomysł na to, jak zmienić kino sensacyjne. Pod czujnym okiem Donnera ta dziwaczna menażeria zamieniała się w coś, co Gibson w wywiadach określał mianem – pieprzonej patologicznej rodziny, w której każdy mówi do siebie spierdalaj, ale tak naprawdę nie potrafi długo wytrzymać rozłąki.

A zatem chemia i pokręcona rodzinna atmosfera na planie to jeden z elementów, który zbudował sukces serii. Ale to nie wszystko. „Zabójcza broń” nie udałaby się i nie stała tak ważna, gdyby chodziło tylko o to, że ekipa świetnie się bawiła. Tak naprawdę sukces tego filmu to przede wszystkim niebywałe reżyserskie wyczucie Donnera, który świetnie połączył swoje rzemieślnicze doświadczenie z młodą energią Blacka, Gibsona i całej reszty.

Bo przecież przed „Zabójczą bronią” istniały już filmy sensacyjne oparte na motywie przyjaźni dwóch początkowo nieznoszących się policjantów. Na tym motywie swój wielki sukces zbudował w „48 godzinach” (1982) Walter Hill, ogrywano go w serialach (choćby „Starsky i Hutch” z 1977 roku) a za prekursora gatunku uznaje się Akirę Kurosawę i jego „Zbłąkanego psa” (1947). Siła „Zabójczej broni” tkwić miała zatem nie tyle w konflikcie charakterów, a umiejętnym i niespotykanym do tej pory połączeniu elementów slapsticku (ukochane przez Donnera odwołania do klasyków slapsticku The Three Stooges), klasycznego noir (mało kto dziś pamięta, ale słynna fraza „jestem na to za stary” pochodzi z powieści Raymonda Chandlera „Tajemnica jeziora” gdzie pojawia się w kontekście szeryfa, który jest za stary, aby zmieniać pracę) z kinem akcji wyrastającym z lęków społecznych lat 80. Kokaina i heroina stały się plagą, nad którą nikt nie panuje, policja nie radzi sobie z pomocą weteranom z Wietnamu, a władzę w dzielnicach Los Angeles przejmują młodzieżowe gangi. Donner wrzucił do swojego filmu każdy z tych motywów, ale wprowadził je w tak subtelny sposób, że żaden nie dominuje nad całością filmu. Filmu, który idealnie równoważy w sobie mrok lat 80. z kiczem, dowcip z dramatem, a akcję z powolną konstrukcją postaci.

Dziś to zapewne nie do pomyślenia, ale w „Zabójczej broni” samo wprowadzenie widzów w świat bohaterów trwa blisko trzydzieści pięć minut. Dopiero gdy poznajemy wszystkie postaci dramatu, znamy ich relacje, kończy się akt pierwszy. Filmów akcji tak już się nie pisze. Nie kręci. Powolne budowanie postaci zastąpiły szybkie wybuchy. Dlatego też zapewne najlepsze filmy sensacyjne XXI wieku, to te, których twórcy odrobili lekcje kina gatunkowego i szanują „Zabójczą broń” By wymienić tylko „Uprowadzoną: czy „Johna Wicka”.

Bruce Willis kontra Boże Narodzenie

Kiedy 6 marca 1987 roku „Zabójcza broń” trafiła do kin, Ameryka oszalała. Tani, jak na tamte czasy (piętnaście milionów) film, zarabia ponad sto, a producenci filmowi wstrzymują wszystkie swoje produkcje. Duet Riggs i Murtaugh sprawia, że era twardzieli okutanych w AK 47, którzy w pojedynkę wykańczają armię powoli odchodzi w zapomnienie. Joel Silver, który wyłożył pieniądze na „Zabójczą broń” postanawia powtórzyć jej sukces, tyle że zamiast duetu, dać kino dwóch gliniarzy w jednym. Ruszają zdjęcia do „Szklanej pułapki”. Główną rolę otrzymuje Bruce Willis. Ten sam, którego kandydaturę na Riggsa odrzucił Richard Donner. Obaj panowie równe dwadzieścia lat później spotkają się na planie „16 przecznic” – ostatniego wielkiego filmu Bruce’a Willisa i ostatniego filmu Donnera.

Na fali popularności „Zabójczej broni” powstaje „Tango i Cash”, „Czarny deszcz”, „Zasadzka”, „Czerwona gorączka”, „Ostatni skaut” czy „Agenci”. Nikomu jednak nie udaje się stworzyć takiej pary jak Martin Riggs i Roger Murtaugh. Dlaczego? Brak chemii? Czy raczej brak wyczucia z jakim skomponowano filmowo „Zabójczą broń”. Idealnego połączenia elementów, które zdają się do siebie nie pasować.

No i nie zapominajmy o jednym – przekornym wykorzystaniu świąt Bożego Narodzenia. Gdy na samym początku projekcji pojawia się plansza Warner Bros w tle słuchać wielki przebój Bobby Helms „Jingle Bell Rock”. Jedna z najbardziej radosnych i znanych piosenek świątecznych towarzyszy nam przez całe otwierające napisy, a gdy wybrzmiewa jej ostatni akord… Obserwujemy jak pewna piękna, naga prostytutka popełnia samobójstwo. Z tej sceny wyrasta bezpośrednio całe oparte na zabawnych kontrastach kino Quentina Tarntino i ona tak naprawdę zaczyna postmodernistyczną zabawę w zaskakiwanie widzów kuriozalnymi konstrukcjami. A wszystko to zrobiła ekipa pod wodzą faceta, który kręcił poczciwe czarno-białe telewizyjne westerny.

 

 

 

 

 

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz