źródło: Dark Horse Comics
większe kawałki

Usagi Yojimbo – Gdyby Kurosawa reżyserował dla Disneya

W tym roku mijają trzydzieści trzy lata, odkąd Usagi Yojimbo po raz pierwszy pojawił się na kartach komiksu (a równe trzydzieści od publikacji pierwszego wydania albumowego). Przez ten czas został obsypany licznymi nagrodami i uzyskał status jednej z najlepszych graficznych serii autorskich.

Stan Sakai – syn amerykańskiego żołnierza stacjonującego w Kyoto oraz japonki wywodzącej się z rodu średniowiecznych samurajów, urodzony w 1953 r. na Hawajach – już od najmłodszych lat fascynował się filmami samurajskimi, które często oglądał w starym kinie położonym niedaleko domu. Duże znaczenie dla jego późniejszej kariery miało też dziedzictwo matki, która zaszczepiała w nim pasję do japońskiej kultury, pielęgnowała rodowe tradycje i przekazywała całą wiedzę o przodkach. Drugą jego miłością, w żadnym stopniu nie akceptowalną przez rodziców, były komiksy, które zdeterminowały go do podjęcia decyzji o swojej przyszłości. Po przeprowadzce w 1977 r. do Kalifornii rozpoczął studia w Art Center College of Design i dorabiał jako ilustrator książek i magazynów. W branży komiksowej zadebiutował jako liternik serii „Groo The Wanderer” Sergio Aragonesa i to w tym kierunku rozwijał swe umiejętności (wklejał teksty m.in. do niedzielnych wydań Spider-Mana na prośbę Stana Lee). Dopiero w 1984 r. przyszedł czas na pełnoprawny debiut i szybką wspinaczkę po szczeblach kariery.

Pierwszy epizod o Usagim Yojimbo (jap. Królik Przyboczny) zadebiutował w listopadzie w antologii Albedo Antrophomorphics. Nim otrzymał własną zeszytową serię, przez trzy lata w postaci luźno powiązanych ze sobą krótkich opowiastek, pojawiał się na łamach Albedo oraz innej antologii, Critters. Stan Sakai  pierwotnie wymyślił Usagiego jako bohatera supportującego w przygodach Nilsona Groundthumpera, antropomorficznego zwierzaka, przeżywającego przygody w średniowiecznej Europie. Jednak to  przypadkowo narysowany królik ze związanymi uszami okazał się na tyle plastyczny, że w ostateczności całe swoje siły poświęcił właśnie jemu. Dzięki temu na karty opowieści mógł przelać całą miłość do japońskiego kina, kultury, sztuki, legend i historii.

Początkowe przygody z udziałem długouchego samuraja przeszły bez echa, aż do czasu, gdy dzięki „Teenage Mutant Ninja Turtles” Eastmana i Lairda wybuchła olbrzymia moda na czarno-białe opowieści o antropomorficznych zwierzakach posiadających wprawę w sztukach walki. W tym czasie powstały niezliczone, kuriozalne plagiaty próbujące uszczknąć nieco z tego sukcesu. Jednak tytuły te znikały równie szybko jak się pojawiały, a w ostateczności na polu bitwy pozostały tylko żółwie i królik, które jako jedyne broniły się zarówno pod względem rysunków jak i historii. Nie da się jednak ukryć, że to właśnie Żółwie Ninja rozpędziły popularność Usagiego, która z każdym kolejnym rokiem już tylko rosła.

źródło: IDW Publishing / Dark Horse Comics

Kurosawa i Musashi w jednym

Inspiracją do stworzenia „Usagiego Yojimbo” był przede wszystkim film Akiry Kursowany pt. „Straż Przyboczna” (jap. Yojimbo), opowiadający o roninie – samuraju bez pana – wędrującym przez kraj w poszukiwaniu przygód, zarobku i kandydatów do pojedynku. Sakai właśnie stąd zaczerpnął ogólny pomysł na swojego bohatera, a niezwykły hołd tej opowieści oddał w tomie pt. „Miasto zwane piekłem”, gdzie Usagi umiejętnie prowadzi rozgrywkę pomiędzy dwoma wrogimi gangami. Największą jednak inspiracją była postać Miyamoto Musashi’ego, najlepszego szermierza w historii Japonii, który swój pierwszy śmiertelny pojedynek stoczył w wieku trzynastu lat, a przez całe życie nie przegrał ani jednej walki. To po nim Usagi otrzymał imię Miyamoto oraz niezwykłą technikę walki dwoma mieczami (jap. nitō-ryū), będącą szczytem umiejętności szermierczych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Również inne walory tego sławnego wojownika Sakai przekazał swojej postaci, m.in. część filozofii i postawy życiowej, sposoby na zdominowanie przeciwnika w walce – zawartych w „Księdze pięciu kręgów”, a także drobne fragmenty z życiorysu. Usagi to dumny, niezłomny szermierz, zawsze skory do pomocy uciśnionym, o bystrym i przenikliwym umyśle – wzór cnót rycerskich honorowego kodeksu bushidō, swą postawą inspirujący nie tylko niższe kasty społeczeństwa ale także doświadczonych i zasłużonych wojowników.

Na opowieść o nim składa się wiele krótkich epizodów oraz większych, rozbudowanych historii. Pomimo tego typu przyjętej formy, tworzą one niezwykle spójną całość, a mimo to każdy tom można czytać jako autonomiczny, samodzielny byt. Akcja przygód Usagiego została osadzona w rozpoczynającej się dopiero epoce Edo, zapoczątkowanej końcem wyniszczającej wojny domowej, w wyniku której władzę w Japonii przejęli shoguni z rodu Tokugawa. Początek XVII wieku to czas rozwoju rzemiosła, handlu i rozbudowy miast, ale też okres chaosu, w którym niedobitki rozbitych armii i roninowie włóczą się po kraju w poszukiwaniu zajęcia. Usagi jest właśnie takim roninem, który w wyniku konfliktu z klanem Hikiji, zakończonego bitwą na równinie Adachi, w zdradzieckich okolicznościach traci swego Pana, przywódcę rodu Mifune. Od tego czasu samotnie wędruje po wyspach chwytając się przeróżnych zleceń.

Historia, mity i popkultura

Sakai mocno zakorzenił tło wydarzeń w realiach historycznych odnosząc się nie tylko do udokumentowanych faktów ale także wiernie odwzorowując wszystkie elementy tamtych czasów. Przeglądając karty wybranego tomu „Usagiego” możemy mieć pewność, że każdy sandał, środek transportu, architektura budowli, ogrodów, krój strojów, design przedmiotów codziennego użytku, itd.  znajdzie odzwierciedlenie w rzeczywistości. Na tym jednak lekcja historii się nie kończy. Liczne postacie poboczne, które tytułowy bohater spotyka podczas swej wędrówki mają swe korzenie w realiach. Warto wspomnieć chociażby o Tome Ame, spersonifikowanej kocicy, której pierwowzorem była XII-wieczna kobieta-samuraj Tomoe Gozen, charakteryzująca się nie tylko urodą ale odwagą i siłą; bądź Gennosuke Murakami, nosorożec będący łowcą głów bazujący na Gennosuke Muso, wybitnym fechtmistrzu, który podobno jako jedyny pokonał Musahi’ego.

źródło: Comicvine

Autor pomysły czerpie również z japońskiej popkultury wplatając do opowieści przeróżne postacie jak np. wieprza Zato-Ino, będącego wiernym odwzorowaniem niewidomego szermierza o niezwykłych umiejętnościach, Zatoichiego – bohatera serii popularnych filmów; Yagiego, antropomorficznego capa, zabójcę do wynajęcia podróżującego z synem Gorogoro, będących czytelnym nawiązaniem do komiksu „Samotny wilk i szczenię”; przezabawną Godzyllę, której rodowód jest aż nazbyt klarowny; czy też Pana Mifune, daimyō nazwanego na cześć aktora Toshiro Mifune.

Nieobce mu są również mity, legendy i tzw. kaidan czyli opowieści grozy. Świat Usagiego zasiedlają liczne Yokai (mityczne stworzenia-potwory) jak Kappy, diabły Oni, Nunekubi (demony potrafiące oddzielać głowy od ciał), Kitsune (demoniczne lisy) i wiele innych przerażających, podstępnych bądź udręczonych istot, których trzeba się pozbyć albo im pomóc. Jednak najbardziej charakterystycznym elementem tego przebogatego uniwersum są wszechobecne diplodokopodobne jaszczurki, zwane tokage, pełniące zarówno role zabawnych pupilów jak i natrętnych szkodników gęsto wypełniających drugi i trzeci plan we wszystkich opowieściach. Nie raz miały duży wpływ na los Usagiego, a jeden z nich przez jakiś czas był nawet wiernym towarzyszem długouchego ronina.

Wszystkie te elementy składają się na wierny i wyjątkowy obraz feudalnej Japonii okresu Edo, z tą jednak różnicą, że bohaterami są zantropomorfizowane zwierzęta. Stan Sakai doskonale łączy je z opowieścią o własnym bohaterze, umiejętnie balansując pomiędzy ilością podawanych faktów historycznych a wartką akcją i fantastyką. Każdy epizod jest wypełniony wiedzą, ukrytymi znaczeniami i brawurowymi pojedynkami oraz zakończony niesztampowym morałem, zachowując przy tym lekki, nienużący ton. Ze względu na łączenie tradycji bajek zwierzęcych wymyślonych przez Ezopa – a rozwiniętych w animacjach pokroju Kaczora Donalda czy Myszki Mickey – z atmosferą opowieści samurajskich, bardzo często „Usagiego Yojimbo” nazywa się krzyżówką Kurosawy z Disneyem. I faktycznie, pod zwierzęcą postacią swych bohaterów, Stan Sakai nie tylko przekazuje wiedzę i dostarcza rozrywki, ale przemyca także gorzkie prawdy i głębokie mądrości na temat ludzkich zachowań.

Na naszym rynku ukazał się właśnie najnowszy tom, ukazujący pełen przekrój przez przytoczoną charakterystykę opowieści. Udowadnia też, że „Usagi Yojimbo” to od ponad trzydziestu lat niezmiennie trzymający najwyższy poziom tytuł, który zdecydowanie zasłużył na wszystkie przyznane mu nagrody (m.in. cztery Eisnery, Harvey, Haxtur, Ursa Major), nominacje (ponad dwadzieścia) oraz międzynarodową popularność. Zasługa w tym nie tylko kunsztu autora do opowiadania wciągających historii ale także umiejętności graficznych. Styl Sakai’ego jest przejrzysty i nieskomplikowany, ale też bardzo mocno przemawiający do wyobraźni. Dzięki kilku prostym kreskom potrafi oddać całe spektrum emocji, a także wiernie zilustrować najdrobniejsze elementy świata przedstawionego. Z kolei drugi i trzeci plan aż kipią od szczegółów i ukrytych smaczków.

Pod każdym względem, z obecnie wydawanych na polskim rynku komiksów, nie ma żadnego, który mógłby się równać z tą niezwykle dopracowaną serią. Za nami już trzydzieści jeden tomów z przygodami Usagiego (oraz jeden z jego potomkiem – „Usagi w kosmosie” i dwie powieści graficzne), a przed nami zapewne drugie tyle. Autor już dawno zapowiedział, że o długouchym będzie opowiadał na tyle, na ile starczy mu sił. Dla dobra czytelników, oby trwało to jak najdłużej.

Usagi Yojimbo #31: Piekielne malowidło w sprzedaży dostępny od 25 października 2017 r.

Kategorie
większe kawałki
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz