większe kawałki

Transformers i wojny na zabawki

 

 

Fisher Price, Wizards of the Coast, Parker i parę innych rozpoznawalnych marek należy do zaledwie dwóch korporacji, których chińskie fabryki pełną parą produkują „Monopol”, lalki Barbie, figurki G.I. Joe, Transformery czy samochodziki Matchbox. Historia rywalizacji Mattel i Hasbro to także historia amerykańskiego przemysłu zabawkarskiego.



 

 

Dzisiaj nawet wysokobudżetowy blockbuster może być jedynie trybikiem monumentalnej machiny marketingowej. Marvel zastanawia się nad zamknięciem komiksowej serii z Fantastyczną Czwórką, aby tylko nie napędzić Foxowi ludu do kin na planowany przez konkurencję film, a kierownictwo Hasbro zapewne dziękuje niebiosom za Michaela Baya. Kiedy sprzedaż zabawek zaprojektowanych z myślą o chłopcach systematycznie spada – nawet o kilkanaście procent każdego roku – i młodzież chętniej sięga po gry wideo niż plastikowe figurki, amerykański reżyser z lubością serwuje kolejne rozbuchane spektakle, przyciągające przed ekran potencjalną klientelę; dorzućmy do tego jeszcze znakomicie radzący sobie w box-office dyptyk „G.I. Joe”. Hasbro wychowuje następne pokolenie skłonne naciągnąć rodzica na drogą zabawkę. Rywale z Mattel nie zasypiają jednak gruszek w popiele, planując, przy współpracy z dużymi hollywoodzkimi wytwórniami, odświeżenie filmowej serii z He-Manem oraz realizację pełnometrażowych filmów aktorskich na licencji lalek Monster High i resoraków Hot Wheels. Nie jest to pierwsze starcie gigantów, a na pewno nie ostatnie.

 

 

Hasbro pojawiło się na rynku jeszcze w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Firma z siedzibą na Rhode Island produkowała wówczas artykuły szkolne i biurowe oraz zajmowała się sprzedażą tekstyliów. Pierwsze zabawki – plastelina i dziecięce fartuszki lekarskie – wyjechały z fabryki braci Hassenfeldów już po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny. Dekadę później, dzięki wynalezionej przez George’a Lernera zabawce Mr. Potato Head (czyli rozsławionemu przez „Toy Story” Panu Bulwie), Hasbro zaliczyło pierwszy ogromny sukces. Tymczasem na drugim wybrzeżu rosła im konkurencja. Założone w 1945 roku przez Harolda Matsona i Elliota Handlera Mattel zarobiło małą fortunę na produkcji dziecięcego ukulele, a kilkanaście lat później, po wprowadzeniu na rynek lalki Barbie zostawiło w tyle inne firmy zabawkarskie, bijąc rekordy sprzedaży. Hasbro rzuciło się do kontrataku. Efektem burzy mózgów była „lalka dla chłopców”, czyli seria „G. I. Joe”, która z miejsca sprzedawała się jak świeże bułeczki. Zyski z figurek stanowiły dwie trzecie całego przychodu firmy. Pech chciał, że opinia publiczna wyrażała się coraz krytyczniej o przeciągającym się konflikcie wietnamskim, co rzutowało na sprzedaż plastikowych żołnierzy; marka musiała przejść rebranding i chłopcy z oddziału G.I. Joe stali się poszukiwaczami przygód. I choć ten kryzys udało się zażegnać, rosnące koszta produkcji zmusiły Hasbro do zaprzestania produkcji popularnych figurek w 1975 roku. Mattel łatwo nie oddawało pola. Barbie nadal kosiła dla firmy miliony, a wprowadzone na rynek pod koniec lat sześćdziesiątych samochodziki z serii Hot Wheels okazały się natychmiastowym hitem, podobnie jak pierwsza afroamerykańska lalka Christie. Rozrastająca się korporacja chciała sięgnąć po inne segmenty rynku, lecz na początku lat osiemdziesiątych, próbując podbić świat elektronicznej rozrywki grami własnej produkcji, odniosła sromotną porażkę i znalazła się na krawędzi bankructwa. Potrzebująca natychmiastowego, nowego przeboju firma znalazła ratunek w postaci „He-Mana”; liczba zamówień na zabawki z serii przekroczyła nawet zapotrzebowanie na coraz to nowe modele Barbie. Tymczasem Hasbro z sukcesem ożywiło G. I. Joe (jako grupę antyterrorystyczną) i zaprezentowało dwie nowe linie zabawek: Transformers dla chłopców i My Little Pony dla dziewczynek, stając się największą firmą tego typu na świecie.

 

 

Mattel postawiło na pewniaki i doinwestowało znane marki, które przez lata przynosiły im zysk – strategia okazała się opłacalna. Na początku lat dziewięćdziesiątych firma przejęła produkującą zabawki dla młodszych dzieci Fisher Price, wysuwając się na lidera rynku; pozycji tej nie oddała po dziś dzień. Za to Hasbro wykupiło produkujące gry planszowe Parker Brothers oraz słynące choćby z figurek na licencji „Gwiezdnych wojen” Kenner Products, zaś pod koniec dekady pod swoje skrzydła wzięło Wizards of the Coast. Mattel w 1996 roku próbowało wykupić Hasbro za sumę pięciu i pół miliarda dolarów, lecz konkurent nawet nie chciał o tym słyszeć. Od tej pory trwająca już pół wieku rywalizacja jest chyba jeszcze bardziej zacięta.

 

 

Obie firmy  pozamykały swoje fabryki w Stanach Zjednoczonych, przenosząc produkcję do Azji, głównie Chin. Dzisiaj i Mattel, i Hasbro, nie radzą sobie tak dobrze, jak chciałoby tego kierownictwo, zaliczając konsekwentne spadki wyników sprzedaży lub nie osiągając założonych zysków. Niewykluczone, że ostateczna bitwa obu gigantów rozegra się na ekranach kin.

 

Kategorie
większe kawałki
Bartek Czartoryski

Bartosz Czartoryski. Samozwańczy spec od popkultury, krytyk filmowy, tłumacz literatury; prowadzi fanpage Kill All Movies.

Dodaj komentarz