większe kawałki

Thriller i Michael Jackson wracają do kin

Trzydzieści sześć lat po premierze „Thrillera” – najdroższego teledysku lat osiemdziesiątych, jego reżyser John Landis, właśnie stworzył wersję 3D swojego klipu.

Chłopak i dziewczyna jadą samochodem polną drogą. Jest pełnia, nagle kończy się paliwo. Postanawiają przejść ścieżką, znaleźć trochę benzyny. Po drodze zatrzymują się. On daje jej pierścionek, ona wyznaje miłość. Idylla, prawda? A jeśli chłopak zamieni się w upiornym świetle księżyca w bestię? Otóż wtedy nie mamy do czynienia z początkiem namiętnego romansu, lecz ze scenami otwierającymi „Thriller”, słynny klip Michaela Jacksona.
Na festiwalu filmowym w Wenecji John Landis, reżyser „Thrillera” pokazał publiczności wersję 3D teledysku (wciąż nie wiadomo jak będzie pokazywana poza festiwalem) oraz zrekonstruowaną wersję starego dokumentu „Making og Triller”, który na planie zrealizował Jerry Kramer.

Z tej okazji Landis udzielił wielu wywiadów w których sypał anegdotami – począwszy od tych o odbieraniu telefonu od piosenkarza o drugiej w nocy (bo Jackson pomylił strefy czasowe), przez opowieści o tym jak król popu bał się horrorów (i ich nigdy nie oglądał), po poważne przemyślenia o tym jaki wpływ ten klip odcisnął na kulturze masowej.
Bo 14-minutowy teledysk, w którym Jackson zmieniał się w wilkołaka i zombie był w roku 1983 (debiutował 2 grudnia) rzeczą bez precedensu. Nikt przed nimi na taki eksperyment w głównonurtowej, wysokobudżetowej kulturze masowej się nie odważył – muzyka pojawia się tu dopiero w piątej minucie projekcji i na dodatek jest przerywana sekwencjami aktorskimi.

W chwili powstania był to najdroższy teledysk w historii – kosztował 800 tys. dolarów, tyle mniej więcej co większość polskich filmów. Nic dziwnego, że „Thriller” zrewolucjonizował gatunek zwany na świecie music video i zmienił jego oblicze. Sprawił także, że płyta „Thriller” sprzedawała się jak szalona ustanawiając rekordy sprzedaży wszech czasów.
Oczywiście teledyski nie narodziły się wraz z MTV w 1981 r. Już w latach 30. w studiu Warner Bros powstawały animowane filmy, w których bohaterowie śpiewali piosenki z musicali. Miały one promować nadchodzące premiery – pełniły zatem taką samą funkcję, jak znane z MTV teledyski reklamujące premiery płyt i filmów. Dziś występują w nich znani wokaliści, ale w latach 30. tę funkcję pełnili Prosiaczek Porky i Kaczor Duffy.

Za ojca współczesnego teledysku (i ojca chrzestnego MTV) uchodzi Richard Lester, twórca „A Hard Day’s Night” i „Help!”, dwóch filmów z Beatlesami, które pod koniec lat 60. zmieniły oblicze kina muzycznego. Sceny, w których Beatlesi śpiewali piosenki i które pokazywano później samodzielnie, uważane są dziś za pierwsze profesjonalne klipy. W Ameryce naśladowała je grupa The Monkees podczas występów w telewizyjnym show. Richard Lester żartował – Poczęcia MTV nie pamiętam, ojcem się nie czuję, jednak faktycznie program The Monkees był bliski tego, co robiliśmy, ale nigdy tak bliski, żeby można było oskarżyć producentów o plagiat.

Od Beatlesów i Monkees modne stały się dowcipne filmy realizowane specjalnie do piosenek. The Kinks nakręcili „Dead End Street”, zabawną historię o trumnie, która w Wielkiej Brytanii wywołała skandal obyczajowy (lider Ray Davis wystąpił tam przebrany za staruszkę). Zakazano również emisji filmu zrealizowanego jako promocja „Unknown Soldier” The Doors. Antywojenny protest song muzycy zilustrowali bowiem krwawymi ujęciami z Wietnamu.

„Thriller” był tak naprawdę filmem krótkometrażowym, który bardziej niż na promocji koncentrował się na narracji. Filmowcy uświadomili sobie, że muzyczne wideo może być formą artystycznego wyrazu. Wtedy rozpoczęło się trwające do dziś współzawodnictwo wykonawców, kto będzie miał lepszy klip. A to przyspieszyło rozwój branży: efektowny teledysk zdobywał popularność i promował płytę, zaś dobrze zarabiający dzięki temu artysta nie oszczędzał pieniędzy na produkcję następnych. Z filmu promocyjnego teledysk stał się wyznacznikiem pozycji muzyka. Od „Thrillera” zaczął się zmieniać sposób realizacji teledysków – stały się nową formą wypowiedzi.

Bez szybkiego montażu, efektownych wielokrotnie powtarzanych zdjęć i zaskakujących ustawień kamery, które znamy z klipów, nie byłoby „Urodzonych morderców” Olivera Stone’a, „Przekrętu” Guya Ritchiego czy filmów tragicznie zmarłego Tony’ego Scotta. Zresztą Scott („Top Gun”), podobnie jak i David Fincher („Siedem”) czy Spike Jonze („Być jak John Malkovich”) jak nie rozpoczynali kariery, to sporą ich część poświęcili właśnie kręceniu teledysków.

Sam Jackson zaskoczony popularnością „Thrillera” całą swoją karierę próbował powtórzyć sukces klipu. W 1996 roku zaprosił do współpracy samego Stephena Kinga i razem z nim napisał scenariusz do długiego teledysko-filmu „Ghosts”. Opowiadał on historię pewnego zaszczutego i niesłusznie oskarżonego samotnika (Michael Jackson), któremu małomiasteczkowy tłum każde opuścić ich sąsiedztwo. Fabuła była tu szczątkowa i dość banalna. Ale jego twórca – Stan Winston, włożył sporo serca w to, by „Ghosts” wyglądało imponująco. Z kolei Trzynaście lat po zrealizowaniu „Thrillera” Jackson nakręcił wraz z Markiem Romankiem najdroższy teledysk w historii gatunku, „Scream” (7 mln dol.). Z tym, że tym razem się nie udało. Klip nie wypromował płyty i dziś mało kto o nim pamięta. Tuż przed śmiercią Jackson pracował nad specjalną choreografią, która miała nie tylko nawiązywać, ale i przedłużać fabułę z „Thrillera”. Ale nigdy jej nie ukończył.

A teledyski? Dziś sztuka teledysku wraz ze śmiercią MTV i innych stacji muzycznych przeniosła się do internetu. Ich siła rażenia nie zmalała (o czym świadczą skrzętnie liczone ilości wyświetleń), choć zmienił się sposób ich dystrybucji i promocji. Jedno nie ulega wątpliwości – gdyby nie Landis, Jackson i ich „Thriller” o czymś takim jak wybitne arcydzieła teledysku dziś byśmy nie mówili.

Kategorie
większe kawałki

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz