większe kawałki

Superbohaterowie a dzieci artystów

Celebryci to ludzie z zupełnie innego świata. Podróżują po świecie prywatnymi odrzutowcami, wożą się najdroższymi autami, obskakują wszystkie lanserskie imprezy i bez umiaru korzystają ze wszelkich uroków życia. Może fakt, że gwiazdy tak bardzo oderwane są od normalnego życia, sprawia że często nadają swoim dzieciom przedziwne imiona?

Jedni nazywają swych potomków od miejsca poczęcia (syn Davida i Victorii Beckhamów, Brooklyn; córka właściciela sieci hoteli Richarda Hiltona, Paris), inni od swojego hobby (syn Johna Travolty, który jest zapalonym pilotem nosi imię Jett), a jeszcze inni prześcigają się w co bardziej kuriozalnych wymysłach, powstających podczas spontanicznej chwili. Wystarczy wspomnieć Pilota Inspektora, syna gwiazdy serialu „Mam na imię Earl”, Jasona Lee, który nadał mu imię na cześć jednego z utworów kapeli Grandaddy; Moxie Crimefighter, córkę komika i iluzjonisty Penna Jillete’a, który wraz z żoną postanowił zrobić to dla zwykłej zgrywy; czy też Denima i Dizela, synów Toni Braxton, którzy są chodzącymi reklamami dwóch popularnych marek (swoja drogą, ciekawe czy otrzymują z tego tytułu jakieś tantiemy). Przykładów można mnożyć bez końca (no to jeszcze kilka: syn Roberta Rodrigueza, Rocket; córki Franka Zappy, Moon Unit i Diva Thin Muffin; córka Bryana Adamsa, Mirabella Bunny; córka Roba Morrowa, Tu [jej imię i nazwisko można wymawiać Tomorrow]; syn Michaela Jacksona, Prince Michael II; syn Sylwestra Stallone, Sage Moonblood; itd., itp.), ale skupimy się tylko na kilku, które mają związek z komiksami.

Nie od dziś wiadomo, że Nicholas Cage ma fioła na punkcie opowieści obrazkowych. Aby odciąć się od rodzinnych więzów, nazwisko Coppola zmienił na cześć swojego ulubionego bohatera z Marvela, Luke’a Cage’a, a  na plecach wytatuował Ghost Ridera, w którego dwukrotnie wcielił się w filmowych adaptacjach. Jednak jego największą pasją jest Superman. W połowie lat 90. o mało nie zagrał tej postaci w tworzonym przez Tima Burtona „Superman Lives”, który ostatecznie został anulowany w preprodukcji; do niego też należał jeden z około stu świetnie zachowanych egzemplarzy „Action Comics #1”, który w 2011 r. sprzedał za kwotę 2,16 mln USD. Miłość do tego superbohatera skoncentrował w osobie syna, któremu nadał osobliwe imię Kal-el, które jest kryptońskim imieniem Clarka Kenta. Zastanowić by się można, dlaczego nie nazwał go Luke, dzięki czemu w prosty sposób ponownie uhonorowałby bohatera z Marvela.

Kevin Smith to geek jakich mało. Posiada własny sklep z komiksami, kręci i produkuje niezłe filmy, a także pisze scenariusze dla Marvela, DC i innych wydawców. To on napisał pierwsze wersje scenariusza do „Superman Lives” i co ciekawe, zanim do projektu dołączył Tim Burton, do tytułowej  roli namaścił Bena Afflecka, który teraz z kolei gra Batmana w „Superman v Batman: Down of Justice”. I to właśnie Mroczny Rycerz jest jego konikiem. Sam napisał kilka interesujących opowieści z tym bohaterem, a obecnie pełni rolę maskotki Zacka Snydera, która wypuszcza w eter nowe plotki związane z sequelem „Człowieka ze stali”. Nie mogło więc być inaczej, ażeby córka Smitha nie odziedziczyła imienia po jednej z postaci z uniwersum Batmana, czyli Harley Quinn. Co jednak ciekawe, pomysł aby ją tak nazwać nie wyszedł od Smitha, a od jego żony, Jen, która zauroczona tym imieniem po przeczytaniu jednego z komiksów pisanych przez Kevina, jeszcze przed ślubem zasugerowała  aby tak właśnie nazwać córkę.

Z kolei „Spider-Man” to ulubiony komiks Roberta Kirkmana. Tak, tak, człowiek, który dał nam komiksowe, książkowe i serialowe „Żywe trupy” oraz „Niezwyciężonego” najbardziej emocjonuje się przygodami Człowieka Pająka, czemu nie raz dawał wyraz w korespondencji z czytelnikami na ostatnich stronach „Invincible”. Na bieżąco śledzi większość serii z nim związanych, ale za wzór stawia „Ultimate Spider-Mana” Briana Michaela Bendisa, który bardzo uwspółcześnił tę postać i dostosował do bardziej wymagających czytelników. Tak więc syn Kirkmana otrzymał imiona Peter Parker, na cześć bohatera, który przyciągnął go do komiksu jako takiego.

Gdy wpiszemy w Google nazwę Destry, jedyna zbieżność jaka się pojawi to słowo „destroy” (niszczyć), co czyni najmłodszą córkę Stevena Spielberga dzieckiem o najfajniejszym imieniu na świecie. Sławny reżyser nie zdradził jednak genezy tego imienia, ale fani „G.I. Joe” doszukują się tutaj inspiracji w osobie Destro, producenta broni będącego na usługach terrorystycznej organizacji Cobra. Czy twórca „E.T” i „Szczęk” może być miłośnikiem przygód Prawdziwych Amerykańskich Bohaterów, nie wiadomo, ale tematyka niektórych jego filmów („Szeregowiec Ryan”, „Kompania braci”) może zdradzać ukryte zamiłowanie.

W ostatniej dekadzie wzrost popularności filmów tworzonych na podstawie komiksów sprawił, że imiona będące alter-ego superherosów zyskują na atrakcyjności i przestają być domeną tylko gwiazd. Na wielu forach komiksowych można spotkać fanów nazywających swe dzieci Bruce Wayne, Oliver Queen, Logan, Lex Luthor, Emma Frost, itd., ale czy zbyt liberalne podejście urzędów do tego tematu nie sprawi, że za jakiś czas pojawią się Kick-Assy, Green Lanterny, Batmany (w Singapurze żyje mężczyzna o imieniu Batman bin Suparman, co oznacza dosłownie Batman syn Supermana), Wolveriny, Spawny i inne dziwaczne? W Polsce mamy swoich Tytusów, Romków i Tomków, a w ostatniej dekadzie w Warszawie zarejestrowano nawet jednego Thorgala i teraz już tylko musimy poczekać na naszych Geraltów z Rivii, Benków Dampców, Blerów, Kajków i Kokoszów.

Kategorie
większe kawałki
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz