większe kawałki

Seria niefortunnych zdarzeń – sztuka przetrwania w wariackim świecie dorosłych

„Seria niefortunnych zdarzeń” –  książkowa, filmowa i ostatnio serialowa, mimo że sporo łączy ją z cyklem o Harrym Potterze, w istocie jest jego całkowitym przeciwieństwem. Co najlepiej widać na przykładzie produkcji Netflixa.

„Seria niefortunnych zdarzeń”, mimo jej ogromnej popularności szczególnie na Zachodzie, zawsze stała w cieniu cyklu J.K. Rowling. Świat czarodziejów był po prostu bardziej atrakcyjny fabularnie i formalnie przystępny, ale i tak fakt poczytności serii książek Lemony Snicketa (a w zasadzie Daniela Handlera, bo przecież Snicket to w rzeczywistości narrator i jedna z postaci tej opowieści) powinien niezmiernie cieszyć choćby z powodu samych jego literackich walorów. Handlerowi udało się bowiem coś w dzisiejszych czasach nie do pomyślenia – hojnie korzystając ze spuścizny światowej literatury  i to nie tylko tej dziecięcej, a przy tym używając prostego, przystępnego języka stworzył dzieło imponujące w swej intertekstualnej złożoności.

Składający się z ośmiu odcinków serial Netflksa jest ekranizacją czterech pierwszych powieści z liczącej trzynaście (ich liczba chyba nie mogła być inna) tomów serii. Od razu trzeba zaznaczyć, że w tych czterech pierwszych książkach nie są jeszcze tak mocno widoczne fabularne złożoności, świat tworzony przez Daniela Handlera nabierał tu dopiero rozpędu. Można przypuszczać, że dopiero kiedy przyjęta przez autora formuła wystarczająco okrzepła, dostrzegł on kryjący się w tej kreacji potencjał. I chyba dobrze, że już w pierwszym sezonie, stojący za serialem twórcy zdecydowali się na mocną rozbudowę świata i powiązań między bohaterami „Serii niefortunnych zdarzeń” – całość dzięki temu zrobiła się z miejsca bardziej atrakcyjna i intrygująca.

W książkach na tym etapie wszystko było proste. Trójka rodzeństwa Baudelaire – czternastoletnia Wioletka, dwunastoletni Klaus i malutkie Słoneczko w wyniku pożaru ich rezydencji zostało sierotami. Następnie, za sprawą zarządzającego ich majątkiem bankiera o nazwisko Poe, dzieci zostały oddane pod opiekę dalekiego krewnego, czyli hrabiego Olafa, którego głównym celem stało się przejęcie pozostawionego przez rodziców dzieci spadku. Problem w tym, że majątkiem będzie można dysponować w momencie, kiedy najstarsza z rodzeństwa Wioletka stanie się pełnoletnia. Hrabia Olaf będzie odtąd dokładał wszelkich starań, by przejąć tę spuściznę. Pod koniec „Przykrego początku”, czyli pierwszego tomu cyklu, na skutek swych machinacji zostaje prawnie pozbawiony opieki nad dzieciakami, ale bynajmniej nie zmusi go to do porzucenia swych niecnych planów. Tym samym, przez całą serię, kiedy to rodzeństwo Baudelaire będzie oddawane pod kuratelę coraz to nowych opiekunów, Olaf  stanie się dla dzieci dokonującym okrutnych czynów, wiecznym Nemezis .

Nie do pozazdroszczenia sierocy los i ciągła walka dziecięcych bohaterów z jego przeciwnościami  są najbardziej widocznym punktem wspólnym „Serii niefortunnych zdarzeń” i cyklu o Harrym Potterze, podobnie jak kosząca kolejnych bohaterów śmierć. A jednak to opowieści o dwóch całkowicie odmiennych światach – w przypadku serii Handlera oparej przede wszystkim na swojego rodzaju umowności i literackich grach. Formuła ta odczuwalna jest również w warunkach małego ekranu, na co z pewnością składa się wizja dalece odległego od naszej rzeczywistości świata (trochę jak z filmów Tima Burtona), który na dodatek jest trudny do osadzenia w czasie – mimo jego retro sztafażu, istnieją w nim także współczesne, technologiczne nowinki. Ta umowność podkreślać ma przede wszystkim uniwersalną wymowę „Serii niefortunnych zdarzeń”, dając odbiorcom wyraźny sygnał, że tego typu historie są zawsze aktualne.

Kluczem do zaakceptowania, szczególnie przez młodych odbiorców i książek, i serialu Netfliksa, jest rzecz jasna przerysowanie fabuły i zaludniających jej świat bohaterów. W przypadku dorosłych postaci  oznacza to nadmierne wyeksponowanie jakiejś pojedynczej cechy, co z reguły czyni z nich nadwrażliwców na granicy szaleństwa (jak obawiająca się wszystkiego i zafiksowana na punkcie gramatyki ciotka Józefina). Kontrastuje z tym opanowanie i rzeczowość rodzeństwa Baudelaire, rzecz jasna z wyjątkiem Słoneczka, które pełni tu raczej funkcję rozładowującego napięcie elementu (nierzadko w typie Deux ex machina) w relacjach tych dwóch, współistniejących ze sobą światów – wariackiego dorosłych i często ponurego do przesady dziecięcego.

Jak niełatwą w obróbce materią do przełożenia na język filmu jest twórczość Handlera było już wiadomo po ekranizacji z 2004 roku z Jimem Carreyem w roli Hrabiego Olafa. Wydawało się, że aktor jest najlepszym kandydatem do roli czarnego charakteru – szczególnie biorąc zamiłowanie Olafa do przebieranek i przybierania różnych tożsamości. A jednak, ostatecznie sportretowanie bohatera  w wykonaniu Carreya nie do końca wypaliło. Jego Olaf był za bardzo zwariowany, bo po prostu posiadał zbyt wiele cech kojarzonych bardziej z samym aktorem, niż odgrywaną przez niego postacią. Tymczasem książkowy – i jak sie okazało również serialowy hrabia Olaf w wykonaniu Neila Patricka Harrisa absolutnie nie jest typem zwariowanego bohatera- zresztą słowo to niesie ze sobą często pozytywne konotacje, nie do przyjęcia w tym przypadku. Olaf to rasowy złoczyńca, który w przeciwieństwie do rodzeństwa Baudelaire, w realiach umownego, przerysowanego świata czuje się jak ryba w wodzie, polegając w szczególności na swych zdolnościach manipulowania pozostałymi dorosłymi – dlatego też Olaf Neila Patricka Harrisa jest dużo bardziej przekonujący w swych działaniach.

W filmowej ekranizacji nie ułatwiła sprawy także fabularna dekompozycja, w której poszatkowano trzy pierwsze książki i zmieniono kolejność wydarzeń. Błędu tego nie popełniono przy pracy nas serialem Netflksa, w zamian dorzucając pełniejszy obraz świata, którego w czterech pierwszych częściach czytelnicy jeszcze w takim stopniu nie doświadczali, jak ma to miejsce na małym ekranie. Pojawia się tu bowiem wątek tajnego stowarzyszenia, którego członkami najwyraźniej byli rodzice Baudelaireów, ale także i wielu innych dorosłych bohaterów – najwyraźniej ma ono zasięg globalny, a poszczególne frakcje toczą ze sobą wojnę podjazdową. W wątek ten wpisuje się również postać narratora, w kapitalnym, stoickim chciałoby się powiedzieć wykonaniu Patricka Warburtona jako Lemony Snicketa. W serialowej opowieści, podobnie jak w książce ma on za zadanie po pierwsze przestrzec młodocianych odbiorców przed okropieństwami przekazywanej historii, po drugie, stopniowo budować pełny obraz tej złożonej, fabularnej układanki. Akurat udało się w tym wątku niezwykle pomysłowo wykorzystać możliwości filmowej narracji, która dodała głębi często paranoicznym, pełnym słownej ekwilibrystyki wynurzeniom Lemony Snicketa.

Czytelnicy serii Handlera często narzekali, że po finale pozostawił ich z wieloma pytaniami dotyczącymi fabularnych wydarzeń. Być może wychodząc odbiorcom naprzeciw, a być może po prostu dalej prowadząc nietypową na polu współczesnej literatury przeznaczonej dla młodych odbiorców grę, autor wydał kolejne książki należące do stworzonego przez siebie uniwersum, na czele z „Lemony Snicket: Nieautoryzowaną biografią”, czy „Listami do Beatrycze” (to z kolei bardzo ważna dla narratora, wzmiankowana także w serialu postać), w których odpowiedział na cześć nurtujących czytelników pytań. Co więcej. Handler brał tez czynny udział w netfliksowej adaptacji i po pierwszym sezonie można nawet uznać, że dał przyzwolenie na dokonanie pewnych zmian w przebiegi opowieści, które z pewnością nadały jej, pożądanej w nowej formie, narracyjnej płynności. A co najważniejsze, wcale nie uciekły od istotnych dla rozwoju historii kapitalnych, formalnych zabaw i nawiązań do dziecięcej klasyki.

To chyba największa wartość serialu Netfliksa i za to – właściwie za odwagę bycia w pewnym stopniu anachronicznym – należą sie twórcom największe brawa. Przyjęciem takiej formuły na pewno nie kupią wszystkich odbiorców, nie odniosą tak zawrotnego sukcesu jak filmowy cykl o Harry Potterze, ale z pewnością część widzów zachwycą tym zapatrzeniem w tradycję. Dodajmy – tradycję  i literacką, i filmową, co zaowocowało tym, że mogliśmy na ekranie zobaczyć fragmenty, w książce jedynie wzmiankowanego horroru „Śnieżne zombie”.

Co więcej, dzięki temu, że postanowiono trzymać się ducha książkowego pierwowzoru, w serialowej „Serii niefortunnych zdarzeń” czuć literackie wpływy dzieł Charlesa Dickensa, Rolanda Dahla, czy nawet Dantego. Brzmi to ciut poważnie, ale tak naprawdę więcej problemów mogą mieć tu dorośli widzowie, którzy oglądając  „Serię niefortunnych zdarzeń” mają prawo poczuć  się zdezorientowani, czy nawet zirytowani bądź znużeni formalnymi zabiegami i przesadnie literackimi dialogami. Jeśli zaś chodzi o dzieci, to bez obaw, one z taką formułą powinny poradzić sobie bez problemów – dokładnie tak, jak radzi sobie z przeciwnościami losu rodzeństwo Baudelaireów.

Bo nie chodzi tu przecież jedynie o przeciwności  losu, ale o właściwe poukładanie sobie w głowie klocków wyobraźni, co w efekcie pozwoli dzieciakom na oswojenie szaleństwa i adaptację do racjonalnego tylko z pozoru świata dorosłych. Dorosłych, którzy – no bo po prostu są dorosłymi ludźmi – już dawno poddali się, ulegli własnej wizji rzeczywistości, która uczyniła z nich połamanych życiowo, pędzących za wydumanymi mrzonkami wariatów. A dzieci, póki wciąż pozostają dziećmi, na coś takiego po prostu nie potrafią się zgodzić, nie potrafią przystać i dlatego to one, od zawsze są naszą ostatnią nadzieją na inną, lepszą przyszłość.  Nadzieją zazwyczaj płonną – bo taki, a nie inny jest przecież cykl życia – a jednak wciąż nieustającą. W czym dyskretnie i nienachalnie, spoza swych fabularnych i formalnych zawirowań, uświadamia nas „Seria niefortunnych zdarzeń”.

Kategorie
większe kawałki
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz