większe kawałki

Salem – ojczyzna czarownic (I)

Wiedźmy panoszą się w popkulturze od dawna. W USA przeżywają właśnie telewizyjny renesans. Przy okazji premiery serialu stacji WGN opowiadającego o procesach czarownic w Salem i realizacji podobnego projektu przez HBO wyszło też na to, że wracają do korzeni. Ale dlaczego wszystkie drogi prowadzą pop-czarownice z powrotem do Salem?

 

Emitowane właśnie „Salem” (polska premiera na kanale FOX już w czerwcu), w którym palce maczali weteran uniwersum startrekowego Brannon Braga i weteran horroru klasy „dalsze literki alfabetu” Adam Simon (klasyki takie jak „Martwy mózg” i „Carnosaur” coś wam mówią?) z autentyczną historią nawiązuje kontakt dosyć niezobowiązujący. W zamian wzbogaca panteon elektryzujących serialowych wiedźm o Mary Sibley, zagraną przez Janet Montgomery. Czym będzie produkcja HBO, firmowana przez Jenji Kohan („Trawka”, „Orange is the New Black”), na tym etapie ciężko powiedzieć. Rokowania różne, Kohan obiecuje głębokie spojrzenie na życie w kolonialnym Salem, ale też seksownych i okrutnych dwudziestoparoletnich purytanów… Chociaż nietrudno przewidzieć, że popisy czarownic w wykonaniu akurat tej stacji będą obficie przyozdobione juchą i piersią młodą. Wracając do tematu, ten ruch wokół XVII-wiecznych entuzjastek czarnej magii każe wnioskować, że jest to teraz gorący temat. Aż się prosi o kiepski żarcik o stosach, ale w Salem popleczników Szatana wieszano, jak nakazywała anglosaska tradycja.

 

No właśnie, a powszechnie uważa się, że to właśnie w ogniu te panie ginęły. Popkulturowy mit narosły wokół procesu z 1692 roku przyćmił już historyczną prawdę o jedynym tak szeroko zakrojonym polowaniu na wiedźmy w dziejach USA. Ale dlaczego gdy ktoś zapyta o czarownice i ich prześladowania, nawet po tej stronie Atlantyku prędzej usłyszy odpowiedź dotyczącą Salem niż europejskich przypadków o znacznie większej skali? Chłodne porównywanie „wyników” bezmyślnego wybijania niewinnych to nie najlepsza droga, ale jeżeli spojrzymy na bilans Salem – 20 egzekucji, 2 powieszenia… opętanych czarną magią psów, 5 do 13 osób zmarłych w więzieniu i ogół około 150 podejrzanych – daleko amerykańskiej histerii do absurdalnego rozmachu polowań w Niemczech czasów wojen religijnych; do ponurej brutalności XVII-wiecznej szwedzkiej odsłony zjawiska; a także do starań hiszpańskiej Inkwizycji lub brytyjskiego wypleniania wiedźm.

 

 

Nie umniejszając znaczenia wydarzeń w Salem, na takim tle wyglądają one jak lokalny epizod zaćmienia rozsądku, który nie zmienił się w totalną masakrę. Czemu więc popkultura poświęca mu atencję wykraczającą poza taką, którą zwykle rezerwowałaby dla smutnego splotu tajemniczej choroby dzieci, zeznań fantazjujących nieletnich, paniki podszytej sąsiedzkimi konfliktami toczącymi kilka osad (mało kto pamięta, że były wtedy dwa Salem – farmerska wioska i kupieckie miasto – a okoliczne miejscowości, jak choćby Andover, odegrały równie istotną rolę) oraz nadgorliwości kalwińskich ministrów i oficjeli, połączonej z niewybaczalną naiwnością? Na pewno unikalność tego polowania na czarownice w dziejach USA gra dużą rolę, nie da się też ukryć, że dobrze udokumentowany proces zapewnia twórcom gotową galerię zróżnicowanych postaci; zarówno po stronie ofiar (będąca punktem zapalnym niewolnica Tituba, niespodziewanie oskarżone szacowne purytanki w typie Elizabeth Proctor czy Rebecci Nurse, walczący z dowodami opartymi na wizjach oskarżycieli John Proctor, stracony duchowny George Burroughs), jak i katów (Cotton Mather – duchowy ojciec Nowej Anglii, zaślepiony chorobą córki minister Samuel Parris, nieugięci sędziowie typu Johna Hathorne’a, kluczowa „wykrywaczka wiedźm” – małoletnia Abigail Williams). Jednak to chyba nie wyczerpuje zagadnienia. Chciałoby się złośliwie powiedzieć, że kulturowe oddziaływanie Salem wynika z faktu, że dramat rozegrał się w kraju Wujka Sama, a dominacja amerykańskiej popkultury w XX i XXI wieku wbiła nam go skutecznie w świadomość. Lecz czy nie jest to wniosek płytki jak groby tamtych „czcicielek Szatana”?

 

Pod pewnymi względami Salem można postrzegać jako grzech pierworodny Ameryki – mroczną stronę epoki, gdy bogobojni koloniści tworzyli fundamenty narodu w niebezpiecznej krainie na północnowschodnim skraju kontynentu. I właśnie w takiej formie zaistniało w popkulturze, stanowiąc znaczący komponent klimatu Nowej Anglii, który wpłynął na amerykańską literaturę gotycką, tzw. American Gothic. To ten podgatunek prozy, obok książek historycznych, wprowadził grozę Salem w świat fikcji. Co ciekawe, fundamenty położył nie kto inny, jak minister Cotton Mather, znany z roli, jaką odegrał w procesach czarownic – a także jeden z prekursorów literatury amerykańskiej, o bogatej bibliografii składającej się z kazań, pamiętników i teologiczno-historycznych opracowań. Jeszcze przed Salem, w 1688, ów wpływowy bostoński duchowny uczestniczył w badaniach nad sprawą „zaczarowania” trójki dzieci rodziny Goodwin przez ich opiekunkę Ann Glover, która skończyła się straceniem kobiety. Wydarzenia te opisał w pracy „Remarkable Providences”, która bywa uznawana za możliwą inspirację histerii w Salem. W trakcie procesu pojawił się na egzekucji wielebnego Burroughsa, na kanwie której stworzył potem publikację „The Wonders of Invisible World”, w której bronił stosowania „dowodów widmowych” (uznawania wizji osób prześladowanych przez czarownice za realne dowody), podając też, że Burroughs mógł być głową konspiracji wiedźm liczącej ponad sto osób. Popkultura wystawiła ministrowi niską notę za ten haniebny współudział (choć istnieją przesłanki, że sam Mather go później mocno żałował), przedstawiając go zazwyczaj jako niebezpiecznego fanatyka – praktyka podszczypywania postaci w fantastyce grozy sięga aż „Legendy o Sleepy Hollow”, w której Washington Irving uczynił tchórzliwego i przesądnego Ichaboda Crane’a wielkim fanem prac Mathera o czarnoksięstwie. Niemniej twórczość Cottona, zwłaszcza szósta księga jego opus magnum, „Magnalia Christi Americana” – z jego barwnymi opowieściami o działaniu opatrzności, niewidzialnego świata istniejącego obok rzeczywistości i nań wpływającego, wojny dobrych chrześcijan Nowej Anglii z rozpanoszonym w Ameryce złem w postaci czarownic, istot demonicznych i Indian – wywarła wielki wpływ na późniejszy literacki gotyk. Szeroką pracę, „America’s Gothic Fiction: The Legacy of Magnalia Christi Americana”, napisała o tym naukowiec Dorothy Z. Baker z uniwersytetu Ohio, a krótkie formy Mathera pojawiają się m.in. w przekrojowych antologiach amerykańskiego gotyku, jak niedawno wznowione (w 2012) opracowanie wydawnictwa Blackwell, „American Gothic: An Anthology from Salem Witchcraft to H. P. Lovecraft”.

 

 

Jednak to inny, późniejszy pisarz został zapamiętany jako ten, który wprowadził Salem w krąg stricte gotyckich fabuł – Nathaniel Hawthorne, autor „Szkarłatnej litery”, arcydzieła tego nurtu. Już w tej powieści pojawia się postać autentycznej bostońskiej wiedźmy, ale z procesami z 1692 tego rodowitego mieszkańca Salem łączyła szczególna więź. Jego prapradziadem był John Hathorne, jedyny sędzia uczestniczący w procesach (a zarazem główny przesłuchujący), który nigdy nie przyznał się do błędu i nie wyraził skruchy za swój udział. Wina przodka tak dręczyła wybitnego pisarza, że dodał sobie literkę „w” do nazwiska, by uniknąć skojarzeń z sądem nad czarownicami. Hawthorne poświęcił spuściźnie histerii w Salem spory fragment swego dorobku, z czego największą estymą darzy się „Dom o Siedmiu Szczytach” z 1851 roku. W tej powieści bogatej w nawiązania do różnych epizodów z historii miasteczka (tytułowy dom stoi tam do dziś jako muzeum), zamożny pułkownik Pyncheon wchodzi w spór o ziemię pod budowę posiadłości z Matthew Maulem, który niebawem ginie skazany na śmierć za czarnoksięstwo wcześniej rzucając klątwę na wrogi mu ród. Domostwo, które staje na przeklętym gruncie, wzniesione zresztą ręką syna skazańca, przynosi śmierć Pyncheonowi już podczas świętowania zakończenia budowy, a w czasach współczesnych Hawthorne’owi potomkowie pułkownika muszą stawić czoła dziejom swej wypełnionej duchami siedziby. Po Hawthornie wielu innych amerykańskich pisarzy (i nie tylko, co pokazuje przykład Elizabeth Gaskell, brytyjskiej autorki, która w 1859 roku opublikowała nawiązującą i do angielskich polowań na czarownice, i do Salem książkę „Lois the Witch”) lubujących się w mroczno-romantycznej estetyce wyzyskiwało spuściznę Salem – jedni sięgali do niej bezpośrednio, inni pośrednio, odnosząc się do związanej z legendą miejscowości otoczki. Do tych drugich możemy zaliczyć nawet Edgara Allana Poe. W sławnej noweli „Czarny kot” pojawiają się aluzje do zwierzęcych chowańców wiedźm – a to sąd w Salem wylansował ten motyw na jankeskiej ziemi (tak, ponownie, wieszanie psów) – i przemian ich samych w zwierzęta (żona oszalałego bohatera wspomina o dawnym przesądzie głoszącym, że wszystkie czarne koty to czarownice w „przebraniu”).

 

Ostatnim etapem gotyckiej ewolucji Salem było wprowadzenie wiedźm w jednoznacznie ponadnaturalną grozę przy założeniu, że niektóre ofiary rzeczywiście mogły służyć potężniejszym siłom… tym zdecydowanie przedwiecznym. Howard Philips Lovecraft był zarówno wielkim entuzjastą „Domu…” Hawthorne’a, jak i starego Salem, które zwiedził dokładnie w 1923 roku i wracał tam kilkukrotnie. Miasteczko posłużyło prawdopodobnie za wzór mrocznego Arkham. Ikoniczny dom w Salem, należący do jednego z sędziów procesu 1692 roku Johna Corwina (i będący jedynym budynkiem w mieście pamiętającym te wydarzenia), doczekał się natomiast odzwierciedlenia jako miejsce akcji opowiadania „Sny w domu wiedźmy”, mocno zakorzenionego w historii czarownic z Massachusetts. Lovecraft sięgnął też do procesu, czyniąc nawiedzającą tytułową rezydencję istotę, Keziah Mason, kobietą więzioną podczas procesu w Salem, która jednak uciekła, zostawiając po sobie niezwykły, wymykający się prawom geometrii wzór na ścianie – jego zagadki nie potrafił zgłębić nawet wielki Cotton Mather. I nic dziwnego, sprytna wiedźma skorzystała z zapewnionych jej przez ciemne moce forów w kwestii znajomości nauk ścisłych i zwiała w przestrzenie, które dopiero na początku XX wieku otworzyli dla ludzkości Einstein czy Minkowski. Zameldowanie się w alternatywnych wymiarach nie przeszkodziło jej jednak dręczyć pewnego studenta poprzez nasyłanie nań szczurowatego chowańca i sugerowanie, że w Noc Walpurgii fajnie jest przelać dziecięcą krew. Drugim opowiadaniem Lovecrafta związanym z wydarzeniami 1692 był „Model Pickmana”. Pickman, malarz z niespotykanym zacięciem do wylewania koszmarów na płótno, pochodził w prostej linii od czarownicy powieszonej w Salem, a te panie trzymały sztamę z zębatymi przyjemniaczkami zwanymi ghulami. Zabawy Lovecrafta z legendą Salem niewątpliwie otworzyły wiedźmom drzwi do domeny pulpu – dzięki kontynuatorom takim jak wysoko ceniący oba wyżej wymienione teksty Fritz Leiber, który sam wsławił się prekursorską dla współczesnego horroru książką o czarujących dosłownie kobietach „Mąż czarownicy” z 1943, będącą podstawą kilku filmów (m.in. nie mniej kultowego „Night of the Eagle” z 1962, rozpowszechnianego pod tytułem „Płoń, wiedźmo, płoń” dlatego, że próbowano się podczepić pod popularniejszy tekst innego mistrza pulpowej weird fiction, Abrahama Merrita), a przez to do szeroko pojętej fantastyki.

 

 

(CIĄG DALSZY NASTĄPI)

Kategorie
większe kawałki

Dodaj komentarz