Showtime
większe kawałki

Rodzina Borgiów – popkulturowi ojcowie wszystkich szefów

Na CBS Europa znów możemy oglądać poczynania „Rodziny Borgiów”, która była stawiana za wzór dla organizacji opacznie pojmujących literę prawa. To jednak nie jedyne źródło popkulturowego wizerunku „pierwszej mafii”.

Zacznijmy jednak właśnie od serialu, bo to tę wizję najlepiej pamiętamy.

Wyobraźcie sobie pajęczynę utkaną z intryg. Spora jej część pręży się pod ciężarem złota, tu i tam nitki ociekają krwią. Na splotach siedzą omotani ludzie. Niektórych przekupiono, innych zastraszono, część po prostu dała się przekonać. Bliżej środka dumnie stoją członkowie rodziny i przyjaciele, potężni i zuchwali. W samym centrum, na tronie Piotrowym siedzi samotny, zasępiony człowiek. Imię jego Rodrigo Borgia.

Z biegiem lat, za pomocą intryg, przekupstwa i zdobywania popleczników dochrapał się pozycji kardynała. Względnie bezkrwawo, za pomocą paru kłamstw i symonii (kupczenia stanowiskami) udało mu się wywalczyć tron Piotrowy. Zabawa zaczęła się w momencie, gdy trzeba było obronić pozycję. Kiedy siadasz na szczycie, sępy zaczynają krążyć i czekają na upadek. O tak, wtedy popłynęła krew. I trucizna. A za nimi podążyło morze kłamstw.

Po drodze Rodrigo swatał swoje dzieci z możnymi, którzy akurat byli potrzebni, zdobywał nowe kochanki… Gdzieś w trakcie uprawiania zaplątanej polityki dynastycznej, Borgia owinął sobie wokół palca króla Francji. I to nawet mimo tego, że jeszcze chwilę wcześniej monarcha szarżował w stronę Rzymu na czele wielu tysięcy żołnierzy. To tylko przykład, jak kardynał potrafił obrócić ostrze wymierzone pod żebro, by zamiast jego poraniło wszystkich wokół.

Przerw pomiędzy intrygami bynajmniej nie poświęcał na modlitwy. Na papieskim dworze intryga mieszała się z rozpustą. Rodrigo Borgia celibat uznał bowiem za martwy przepis, w czym wtórowała mu większości kleru.

Stosunek Rodrigo Borgii do własnych dzieci to znakomity przykład sprzeczności, jakie targały tym człowiekiem. Z jednej strony sterował ich życiem – wychowywał pod konkretne stanowiska, niezbyt liczył się z ich pragnieniami i dążeniami. Z drugiej strony często widać było, jak zimny pragmatyzm bije się o lepsze z miłością do potomstwa. I czasem nawet ta miłość wygrywała. Mimo, że w oczach Kościoła był to grzech, nigdy się ich nie wyrzekł i zaprowadził na wysokie stanowiska.

A trzeba przyznać, że dzieci, przynajmniej po części, się kardynałowi udały. O ile jego „mały żołnierz”, Juan Borgia, wyrósł na niezbyt kompetentnego dowódcę i hulakę (i dosyć marnie skończył), o tyle Cezar okazał się zręcznym i bezwzględnym politykiem oraz żołnierzem. Wiernie trwał przy papieżu i spełniał każde jego polecenie. Wraz z zaprzyjaźnionym asasynem rzucali krwawy cień na uliczki Rzymu. Przynajmniej na te, po których stąpali wrogowie Borgiów. Córka, Lukrecja, odziedziczyła inteligencję po rodzicu, jednak umiała ją ukryć za wdziękiem uśmiechniętego podlotka. Dzięki tym talentom ocaliła skórę całej rodzinie przynajmniej raz.

Nie zgromadziłby wokół siebie takiego zastępu popleczników, ani nie zaskarbił lojalności rodziny, gdyby nie przyświecał mu konkretny cel, gdyby nie był pewny tego, co robi. Przy tym wszystkim przestrzega jakiegoś elementarnego bandyckiego kodeksu, niczym Don Vito Corleone. I wierzy. Szczerze wierzy w Boga. W duszy Rodrigo znalazło się też miejsce także dla ambicjonalnie pojmowanego dobra rodziny. Lepiej tak niż w ogóle.

„Rodzina Borgiów” w luźnym stopniu nawiązuje do książki Mario Puzo „The Family”. Choć serial pozmieniał fakty w stosunku do powieści (zmarginalizowano rolę niektórych bohaterów, parę postaci pokazano w zupełnie innym świetle), to jednak zachował jej ducha, jako opowieści o proto-mafii, w której główny bohater jest oddany zarówno Bogu, jak i ziemskim uciechom, a jego priorytetem pozostaje odbudowanie potęgi Watykanu i zapewnienie dobrobytu rodzinie. Dzięki tej mieszaninie zepsucia, wiary, bezwzględności i oddania popkultura okrzyknęła Rodrigo Borgię protoplastą „Ojca Chrzestnego”.

Trochę inaczej prezentuje całą scenerię europejski serial „Prawdziwa historia rodu Borgiów”. Tutaj wszystko rozgrywa się na zimno, bez hiszpańskiej namiętności, którą udało się uchwycić twórcom z Ameryki. Dzięki temu serial zyskuje na odmienności i staje się równie intrygujący, choć bardziej czuć tu ducha „House of Cards”.

Z zupełnie innej strony pokazano Borgiów w bestsellerowej serii „Assasin’s Creed”. Ród Aleksandra VI odgrywał znaczącą rolę w drugiej części i spin-offie „Brotherhood”. Scenarzyści odpuścili niejasne subtelności i osadzili rodzinę w samym centrum teorii spiskowej. Nie tylko brużdżą głównym bohaterom przez obie gry, ale są też elementem większej układanki, należą bowiem do zakonu Templariuszy, którzy w uniwersum Asasynów są wcieleniem najgorszego zła. Borgiowie stanowią przy tym potęgę samą w sobie, jednak nigdy nie mają dość władzy. Wszelka troska o rodzinę, to tylko gra pozorów, a zasłony opadają w kryzysowych sytuacjach. Pragnęli niemal boskiej potęgi i przez pewien czas zmierzali we właściwym kierunku – zdobyli odpowiednie artefakty, usunęli ludzi stanowiących przeszkody… Ta zachłanność najpierw zaprowadziła ich na szczyt, a potem pod ostrza skrytobójców. Nie można im jednak odmówić uroku ani charyzmy, przez co stali się godnymi schwartzcharakterami. Do tego stopnia, że Rodrigo Borgia dostał zaszczytną rangę finałowego bossa w „Assasin’s Creed 2”.

Za papieską rodzinę wzięli się też twórcy komiksów, scenarzysta Alejandro Jodorowsky i rysownik Milo Manara. Niestety, poszli po linii najmniejszego oporu. Opisali Borgiów w bardzo jednowymiarowy sposób – jako zgraję rozpuszczonych, przekupnych ludzi, którzy nawet nie kryją się ze swoim zepsuciem i rozpustą. Są jak modelowi villaini z kina klasy B czy co pośledniejszych komiksów Marvela. Niszczą i zabijają bo mogą, a kiedy coś staje im na drodze, nawet nie bawią się w dyplomację. Przykładowo – z Cezara Borgii, którego przedstawiano bardzo różnie, ale zawsze jako charyzmatycznego przywódcę, zrobiono tutaj zachłannego głupca, który odegra miłość na pokaz, byle tylko dostać upragnioną zabawkę.  Zresztą, cały Rzym w ujęciu Jodorowsky’ego jest taki. Green Goblin (przeciwnik Spider-Mana) znalazłby w Borgiach idealną rodzinę… gdyby komiks powstał w latach 60′ ubiegłego wieku. Trzeba jednak przyznać, że Jodorowsky’emu udało się uchwycić temperament i lisi spryt Rodrigo. Dzięki temu można odnaleźć pewną przyjemność w obserwowaniu go w akcji. Brakuje tylko Adama Westa, przerzucającego się harcerskimi żarcikami, jako bohatera, który wybawi świat od Borgiów.

Popkultura znalazła tej rodzinie konkretny przedział, po którym mogą się poruszać. W najlepszym razie są romantycznymi anty-bohaterami, targanymi namiętnościami i zmuszanymi do sięgania po drastyczne środki, by przetrwać. W najgorszym – stają się czystym złem, źródłem zepsucia i przeciwnikami dla „tych dobrych”. Oczywiście to serial stacji CBS w dalszym ciągu najsilniej kształtuje wizerunek Borgiów, a kardynał Rodrigo jeszcze długo będzie utożsamiany ze złowrogo zaciętą twarzą Jeremy’ego Ironsa.

 

Epilog, czyli jak było naprawdę:

Z rodziną Borgiów jest trochę tak jak z piratami. Krążą o nich różne niestworzone legendy, na czele z tą o związkach kazirodczych, jakie miały ponoć mieć miejsce w rodzinie Borgiów. Takie przegięcia możemy spokojnie włożyć między bajki, choć licznych romansów Rodrigo raczej sam się nie wypierał. A prawda wygląda mniej więcej tak, że był po prostu zręcznym i bezwzględnym politykiem, który korzystał ze wszelkich dostępnych mu środków, by wzmocnić za jednym zamachem pozycję i władzę świecką Kościoła – oraz zapewnić potęgę swojej rodzinie. Oczywiście, wzbudzał przy tym kontrowersje i skrajne reakcje, ale który z wielkich tego świata nie spotkał się z czymś podobnym? Rodrigo Borgia to po prostu kolejne dziecko swoich czasów.

Kategorie
większe kawałki

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który raz nie może usiedzieć w miejscu, a kiedy indziej zaszywa się w swojej pieczarze. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wyżywanie się na macie, jak i wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, a czasem nawet i w otchłań studiów. Opublikował parę tekstów tu i tam, w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach" oraz w portalach internetowych. Od 2014 regularnie publikuje w Dzikiej Bandzie.

Dodaj komentarz