Digitallife
większe kawałki

Ralph Baer – ojciec gier komputerowych

Kilka dni temu gry komputerowe zostały osierocone. 6 grudnia odszedł Ralph H. Baer, wynalazca, którego pomysły dały życie wirtualnej rozrywce i który  sam mógłby stać się bohaterem dramatycznej przygodówki.

Jak na człowieka, który przyszedł na świat w najcięższym możliwym momencie XX wieku, Baer zachował zmysł zabawy. Urodził się w Niemczech, w Kolonii, w 1922 roku. Jego dzieciństwo przypadło więc na czas, kiedy kraj podnosił się po ciężkim łomocie z ostatniej wojny i powoli staczał się w szaleństwo nazizmu. Jako Żyd, musiał uciekać przed zbrodniarzami, którzy właśnie rozkręcali spiralę szaleństwa i pogromów. Zrobił to praktycznie w przededniu nocy kryształowej, choć już wcześniej napotkał trudności – został wyrzucony ze szkoły ze względu na pochodzenie.

Wylądował w Stanach Zjednoczonych, kraju uznawanym za ojczyznę pop-kultury. Jak się później okazało, znalazł się we właściwym miejscu i czasie. Może nie od razu znalazł się w mitycznym „amerykańskim śnie”, ale poradził sobie i szybko znalazł pracę w fabryce. W międzyczasie odbył korespondencyjny kurs technika radiowego, dzięki któremu przerzucił się na własną działalność i zajął naprawą sprzętu RTV.

Choć uciekł przed pewną śmiercią z rąk nazistów, to nie uniknął widma wojny. Wstąpił do armii amerykańskiej i prowadził działania wywiadowcze, między innymi we Francji. Dzielni Chłopcy Wuja Sama skorzystali ze znajomości, jaką Baer posiadał w zakresie niemieckiego uzbrojenia. To musiało jednak być coś więcej niż zwykłe zainteresowanie, bowiem po wojnie przywiózł do Stanów bogatą kolekcję  arsenału ważącego 18 ton.

Wojna się skończyła, Baer wrócił do rzeczywistości i już parę lat później dołożył kolejną cegiełkę do swojego wykształcenia: ukończył studia inżynierii telewizyjnej. W latach ’50 pracował w różnych firmach, między innymi Loral, której próbował sprzedać projekt prostej gry, który wspomógłby rozreklamowanie odbiorników TV. Oprócz tego konstruował radary do okrętów podwodnych i telewizory.

Z pewną pogardą odnosił się do programów puszczanych na poszczególnych stacjach. Uznawał je za ogłupiające i otępiające. Już od 1951 roku chodziła mu po głowie idea zrobienia z telewizora narzędzia przeznaczonego do interaktywnej rozrywki. Wyszedł z założenia, że ogromne komputery, które stały w instytutach naukowych, powinny także dostarczać rozrywkę szaremu Smithowi. Był trochę jak Prometeusz, który planował podłożyć ogień w miejscu, gdzie dziś wygrzewają się wszyscy twórcy gier. Ograniczała go jednak technologia.

Swoje pomysły zaczął realizować na poważnie w latach ‘60. Opracował wtedy metodę wyświetlania gier na odbiornikach telewizyjnych.  Zagrał w prototyp swego dzieła w maju 1967, a już rok później zaprezentował światu Brown Box, pierwszą konsolę w historii. Urządzenie umożliwiało zabawę w kilka uproszczonych dyscyplin sportu i prostą strzelankę. W epoce „GTA V” takie możliwości wywołują co najwyżej rozkoszne rozczulenie, ale wtedy robiły wrażenie. Już wcześniej pojawiały się gry wideo, ale do uruchomienia wymagały komputera zajmującego cały pokój. Baer postanowił udomowić technikę, okiełznać giganta i zapakować go do małego pudełka. Przyczynił się przy okazji do postępu w badaniach nad miniaturyzacją sprzętu elektronicznego.

Podjęta przez Magnavox pierwsza próba wypchnięcia maszynki na rynek zakończyła się fiaskiem. Firma poległa na marnej kampanii marketingowej. Nie pomógł nawet Frank Sinatra. Mimo wszystko sprzedało się dość egzemplarzy, by pradziadek PlayStation, Wii i X-Boxa został zapamiętany.

Prawdziwym hitem okazał się patent, z którym Baer przyszedł do koncernu Coleco. Ich konsola borykała się z problemami, na które inżynier znalazł rozwiązania. Urządzenie sprzedało się w ponad milionie egzemplarzy. I choć Atari ze swoim „Pongiem” przebiło popularność maszynek Baera wielokrotnie, to jednak właśnie on mógł się cieszyć tytułem „ojca gier”. Historia go nie zapomniała.

Po tym sukcesie założył własną firmę, dostarczał pomysłów wielkim koncernom. Człowiek, który widział, jak buduje się piekło na ziemi, nie spoczął na laurach i dalej dostarczał światu kolejnych zabawek. Opracował między innymi „Simona”, elektroniczną grę pamięciową, którą wielu uznaje za ikonę zabawek lat ’80.

Baer miał też ogromny wpływ na rozwój technologii, którymi posługiwaliśmy się jeszcze całkiem niedawno, a które tylko nieznacznie ewoluowały w porównaniu z pierwowzorem. Wspierał grupy naukowców Sanders, które pracowały nad różnego rodzaju symulacjami.

Za kadencji Busha Juniora został uhonorowany medalem za pionierski wkład w rozwój gier wideo. Choć w latach ’90 przestał mieć czynny wpływ na świat wirtualnej rozrywki, to jednak z uwagą mu się przyglądał. Kilka lat temu podzielił się z mediami rozgoryczeniem, jakie wywołał w nim obecny obraz gier. Z jednej strony był zachwycony faktem, że to, co zapoczątkował rozrosło się do tak gigantycznych rozmiarów. Musiał też być pod wrażeniem współczesnej technologii. Z drugiej strony nie możemy się mu dziwić, że nie pochwala kierunku, który obrała branża. Nowoczesne gry pełne są brutalności, co kłóciło się z pojęciem lekkiej i niezobowiązującej zabawy, wyznawanym przez Baera. Należy zrozumieć człowieka urodzonego w czasach wziętych w nawias dwóch wojen. Tamta rzeczywistość dostarczyła światu krwi i przemocy w ilościach hurtowych. Nic dziwnego, że „ojciec gier” chciał zaoferować ludzkości coś innego, bardziej pozytywnego.

Tak to jednak bywa, że dziecko wybiera inny kierunek, niż zaplanował dla niego rodzic. W tym wypadku nie zapomniało jednak o zasługach człowieka, który dał mu życie.

Kategorie
większe kawałki
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz