Cartoon Network
większe kawałki

Pora na przygodę – Bajka postapokaliptyczna

„Pora na przygodę” („Adventure Time”) to wybitny serial animowany, który podbił serca nie tylko dzieciaków, ale i widzów dorosłych. Do tej drugiej grupy zalicza się również Gaja Grzegorzewska, która dzieli się swoimi przemyśleniami na jego temat.

 

Animowany serial wykreowany przez Pendeltona Warda, animatora i scenarzystę, pracującego dla Cartoon Network, to na pierwszy rzut oka typowa produkcja stworzona z myślą o dzieciach. Oglądamy kolorowy świat, zamieszkały przez słodkie stworki, dziwne ludziki, królewny i zwierzątka. Gdy jednak zatrzymamy film i przyjrzymy się pojedynczym kadrom, chociażby z czołówki, i temu co znajduje się w tle, łatwo zauważymy, że mamy tu do czynienia z czymś o wiele bardziej skomplikowanym i niepokojącym.

Widzimy ruiny domów, wraki samochodów w wysokiej trawie, czaszki, rozbite telewizory, wbite w ziemię pociski rakietowe. Za granicami słodkiego królestwa rozciągają się opustoszałe, ponure, niezbadane tereny. Ziemie pokryte lodem i bezkresne morza. Skaliste i pustynne obszary, na których znajdują się pozornie nieczynne od dawna fabryki. Można też natknąć się na głębokie leje, w których czai się coś groźnego. Pod powierzchnią ziemi znajdują się pancerne bunkry, ciągną się w nieskończoność korytarze, jaskinie i lochy. Kanały zamieszkują dziwne istoty, a podwodne rzeki prowadzą do mrocznych i strasznych miejsc.

Gdzieś już widzieliśmy takie krajobrazy, prawda? W „Mad Maxach”, „Wodnym Świecie”, „Tank Girl”, „Ucieczce z Nowego Yorku”, „Blade Runnerze”, „Drodze”, „Jestem legendą”, „Dystrykt 9”, „28 dni później”, „Ocalonych”, „Walking dead”… W tych wszystkich postapokaliptycznych filmach i serialach, z całą pewnością skierowanych do dorosłego widza.

Kreskówki dla dzieci zwykle wymuszają na widzu akceptację zastanej rzeczywistości jak dogmatu. Świat przedstawiony wygląda tak, bo tak. Nie ma miejsca na pytanie, dlaczego właśnie tak i dociekanie, skąd się wzięły te kolorowe ludziki i gadające zwierzęta.

„Pora na przygodę” to bajka, która nie ogranicza się do pokazania dziwnego, kolorowego świata. Jej twórcy wychodzą poza ten schemat. W kolejnych sezonach powoli odsłaniają historię krainy Ooo. Odpowiedź na pytanie, dlaczego ta rzeczywistość wygląda właśnie tak, jest zdecydowanie ponura. A im więcej wiemy, tym mniej ten serial wydaje się bajką a coraz bardziej postapokaliptyczną dystopią.

Bohaterowie

Głównymi bohaterami są ludzki chłopiec Finn i jego magiczny, gadający pies Jake. Finn najprawdopodobniej jest jedynym przedstawicielem swojego gatunku. Nie zna swojego pochodzenia. Jako dziecko został znaleziony w lesie przez rodziców Jake’a. Serial rozpoczyna się w momencie, gdy Finn ma dwanaście lat, a Jake czternaście (28 liczone w latach magicznych psów). Chłopaki mieszkają razem w domku na drzewie i przeżywają przeróżne przygody.

W zwykłych bajkach bohaterowie rzadko dorastają. Tkwią w tym samym bliżej nieokreślonym dziecięcym wieku. Finn natomiast dorasta i dojrzewa. Zyskuje też coraz większą samoświadomość.  Jest naszym przewodnikiem po tym dziwnym świecie i z początku ma wiedzę niewiele większą niż my. Powoli jednak odkrywa prawdę o sobie, swoim pochodzeniu i otaczającej rzeczywistości.

Zarówno główni bohaterowie jak i ci drugoplanowi mają skomplikowane osobowości. Posiadają różne słabości i rysy na charakterach, które czynią ich bardzo ludzkimi, nawet jeśli ludzi przypominają w minimalnym stopniu. Serial przypomina o podstawowych wartościach takich jak przyjaźń, miłość, rodzina, obrona słabszych, szukanie własnej drogi w życiu. Finn często stawiany jest przed trudnym dylematem moralnym i przeważnie wychodzi z tych prób zwycięsko.  Całe szczęście nauce płynącej z odcinka nie towarzyszy, jak to ma często miejsce w bajkach, irytujący dydaktyczny smrodek.

W krainie Ooo mieszkają różne dziwne stworzenia, takie jak słodyczanie, wampiry, jednorożki, ogniowi ludzie. Można tu też spotkać przerażające kreatury – demony, potwory, duchy i stwory przypominające zombie.

Większość postaci to różnego rodzaju humanoidy – istoty przypominające ludzi. Niektóre przypominają ofiary nieudanych eksperymentów naukowych, wygląd innych może być efektem promieniowania radioaktywnego, albo skażenia środowiska. Jeszcze inne to być może ludzie, którzy w wyniku ewolucji przystosowali się do nowych warunków. Ich ciała uległy mutacji, wytwarzając na przykład skrzela.

Transgresyjna bajka

Oglądając ten serial do niczego lepiej się nie przywiązywać. Bo może się na przykład okazać, że bohater pozytywny wcale nie jest taki super, a zły może nie jest zły, tylko pogubiony i nieszczęśliwy. Autorzy wyjaśniają pewne kwestie, ale zaraz stawiają przed widzami kolejne pytania. I to z tych najtrudniejszych, dotyczących człowieczeństwa, wolnej woli, drogi którą podąża ludzkość, granic poznania, etyki. Niektóre zdarzenia bardzo daleko wykraczają poza to, do czego przyzwyczaiły nas kreskówki dla dzieci. Pojawiają się sceny, które balansują na granicy horroru i ocierają się o prawdziwą makabrę.

Twórcy od samego początku każą nam też wątpić w świat przedstawiony. Prezentują wiele alternatywnych wersji rzeczywistości. Trudno czasami powiedzieć, co jest przeszłością, co przyszłością, co równoległym światem, co snem, a co wędrówką w czyjąś podświadomość. Przypomina to układnie puzzli, którym brak pudełka ze zdjęciem stanowiącym wzór.

Teorie   

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z czasami tysiąc lat po wojnie nuklearnej. Artefakty, które wciąż można odnaleźć w krainie Ooo sugerują, że wojna musiała mieć miejsce w czasach, współczesnych widzowi. Technologia w Ooo jest bardziej zaawansowana niż nasza, ale bohaterowie korzystają też ze znalezionych reliktów przeszłości, które traktują jako swego rodzaju ciekawostki. Grają w gry video, oglądają kasety VHS, kupują napoje w starych automatach, rozmawiają przez oldschoolowe telefony komórkowe, naprawiają znaleziony samochód.

W serialu pojawia się termin Wielka Wojna Grzybów (najprawdopodobniej jej nazwa nawiązuje do atomowego grzyba). W kilku ujęciach kuli ziemskiej, widzianej z kosmosu, da się zauważyć, że brakuje jej sporego fragmentu, co może być rezultatem wybuchów atomowych. W retrospekcjach pojawiają się wspomnienia osób, pamiętających wojnę. W jednym z najlepszych i najbardziej klimatycznych odcinków naukowiec Simon i kilkuletnia wampirzyca Marcelina wędrują przez zniszczony, powojenny świat. Poza nimi, jedynymi żywymi (?) istotami zdają się być odrażające i niebezpieczne stwory, przypominające zombie.

Być może efektem wojny atomowej (a nie czarów, jak uważa część bohaterów), była katastrofa naturalna, w wyniku której cała ziemia pokryła się na długi czas lodem. Zlodowacenie nadal obejmuje część krainy Ooo.

Najbardziej ponura teoria dotycząca serialu sugeruje jednak, że wszystko co oglądamy na ekranie, to wizje, halucynacje i sny, pozostającego pod wpływem leków chłopca, pogrążonego w śpiączce.

Zagadka

Pora na przygodę to serial który należy oglądać z podobną uwagą z jaką ogląda się kryminały i thrillery. Wiele pozornie nieistotnych drobiazgów ma ogromne znaczenie. Widzom zaczynającym swą przygodę z „Porą na przygodę” podpowiadam, że warto zwracać uwagę na takie elementy jak: tło i znajdujące się tam przedwojenne pozostałości, tajemniczy ślimak pojawiający się w każdym odcinku, zdjęcia, które posiadają w domach bohaterowie, przewijające się przez cały serial dziwne motywy dotyczące ręki Finna. Warto też dokładniej przyjrzeć się odcinkom, które prezentują jakiś inny wariant świata, czyli wszystkim tym ze snami, podświadomością, innymi wymiarami, reinkarnacją, retrospekcjami, kosmosem, alternatywnymi odpowiednikami bohaterów.

Nie należę do wielbicieli filmów animowanych, ale w tym zakochałam się od razu. Ostrzegam, że odcinki różnią się poziomem i niekiedy można odnieść wrażenie, że są skierowane do kompletnie innych grup wiekowych. Niektóre są dziecinne, wesołe i zabawne. Inne są poważne, filozoficzne i egzystencjalne. A jeszcze inne ocierają się o horror i ponure Science Fiction. Nie każdy widz zaakceptuje taką animację i formę i nie każdy kupi to drugie dno serialu. Do obejrzenia zachęcam przede wszystkim wielbicieli SF i dziwacznych, zwariowanych produkcji.

Kategorie
większe kawałki
Gaja Grzegorzewska

Autorka kryminałów z Krakowa.
Twórczość:
Cykl o prywatnej detektyw, Julii Dobrowolskiej: Żniwiarz, Noc z czwartku na niedzielę, Orchidea (wspólnie z Marcinem Świetlickim i Irkiem Grinem), Topielica (Nagroda Wielkiego Kalibru w 2011 roku), Grób.

Cykl o Profesorze: Betonowy Pałac.

Absolwentka VIII Liceum Ogólnokształcącego w Krakowie i filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim

Oceniaj na: http://lubimyczytac.pl/autor/19720/gaja-grzegorzewska

2 komentarze
  • kelen
    20 marca 2015 at 11:08
    Skomentuj

    Bardzo fajny wpis. Podoba mi się, jak zwraca się uwagę na te małe szczegóły (mające późnej dużo znaczenie) i fakt, jak bardzo w serialu ma znaczenie ewolucja postaci i że żadna z nich nie jest typowo czarno-biała.

    Miałbym jednak parę uwag, którymi chciałbym się podzielić.

    Przede wszystkim, rozumiem, że przyjęło się to w mowie potocznej lata temu, ale wciąż jest to niepoprawny termin względem kreskówek – bajka. Na początku myślałem, że słowo w tytule odnosi się w kontekście „opowieści”, ale później widzę, że było robione zamiennie z serial animowany/kreskówka (chyba, że faktycznie sam to źle interpretuje, wtedy z kolei przepraszam z góry). Wiem, czepiam się, ale będę zawsze na to zwracał uwagę 😉

    Uwaga odnośnie teorii związanych ze śpiączką… Nie wiem, czy warta wspominania, ponieważ jest to wkoło powtarzana rzecz przy każdej, możliwej produkcji – nieważne, czy serialu animowanym, filmie, grze i tak dalej. To klisza, od której wszyscy chcą żyć jak najdalej i twórcy seriali wielokrotnie musieli grzecznie tłumaczyć, że nie, to nie jest śpiączka, to nie jest sen, i tak dalej 😉

    Co do zdania dotyczącego nie bycia wielbicielem filmów animowanych – ze swojej strony gorąco polecam autorce zerknięcie na serial „Steven Universe”. To produkcja Cartoon Network, którą stworzyła Rebecca Sugar, osoba pracująca wcześniej przez wiele sezonów przy „Adventure Time” i odeszła właśnie w celu realizacji swojego pomysłu. Kreskówka ma do zaoferowania m. in. podobne cechy, które w tekście zostały wymienione jako pozytywy. I moim zdaniem – zdecydowanie dużo więcej. Warto zerknąć co najmniej na pierwszą połowę sezonu pierwszego.

  • Dodaj komentarz