większe kawałki

Philip Roth i mężczyźni, którzy mogą

Jutro do kin trafi „Amerykańska sielanka” – nieudana ekranizacja prozy Philipa Rotha. Wybitny pisarz nie zawsze ma szczęście do kina (ostatnio koszmarne „Upokorzenie”), ale zdarzają się filmy oparte na jego prozie, które choć daleko im do powieści, nie są tylko nieudanymi, filmowymi wpadkami. Jak choćby „Elegia” Isabel Coixet czy „Piętno” Roberta Bentona.

ELEGIA reż. Isabel Coixet

Na pierwszy rzut oka David Kapesh wygląda na faceta w czepku urodzonego. Choć ma sześćdziesiąt lat wciąż oglądają się za nim młode kobiety. Jest wykładowcą na prestiżowym uniwersytecie, prowadzi program kulturalny w telewizji. Zna się na sztuce, literaturze. Otacza go krąg równie jak on inteligentnych, cenionych  i znanych postaci. Z takiego obrazka wyłonić może się tylko jeden wizerunek – człowieka spełnionego, zadowolonego z życia. Dodajmy jeszcze  pewnego siebie i przebiegłego.

Bo David świadomy tego jak działa na kobiety wymyślił dość intrygujący sposób na uwodzenie swoich studentek. Otóż od chwili powieszenia na uczelnianej tablicy ogłoszeń numeru telefonu pod który dzwoniąc można zgłaszać przypadki molestowania seksualnego, nasz bohater w trakcie trwania roku akademickiego nie zbliża się na krok do młodych kobiet. Z daleka za to obserwuje, przygląda się a gdy tylko kończą się sesje i egzaminy, organizuje u siebie w wielką imprezę, na której podrywa upatrzone ofiary. Jedną z nich będzie młodziutka, śliczna i lekko zagubiona Consuela.

Tak zaczyna się „Elegia”  film Isabel Coixet, którego scenariusz został oparty na mikropowieści Philipa Rotha „Konające zwierze”. Książka zamykała Rothowską „trylogię piersi” w skład której wchodziły także „Pierś” (1972) – opowieść o tym jak zafascynowany kobiecym biustem wykładowca  David Kapesh pewnego dnia zamienia się w  gigantyczną pierś  i „Dyplom z pożądania” (1977) pokazujący uczelniane i wczesnomałżeńskie życie erotyczne Kapesha.

Czymś naturalnym byłoby zatem odczytanie „Elegii”  przez pryzmat powieśc  Rotha. Naturalnym ale też niepotrzebnym. Bo film Coixet świadomie funkcjonuje w zupełnym  oderwaniu od świata znanego z dzieł wybitnego pisarza. „Elegia” to subtelna opowieść o Davidzie Kepeshu, samotnym z wyboru mężczyźnie (bardzo dobry sir  Ben Kingsley), który seks traktuje jako rodzaj specyficznej dyscypliny sportowej. Razem z kolegą opowiadają sobie o kolejnych podbojach, bawią się tak ciałami jak i uczuciami młodych kobiet. Romans z Consuelą (paradująca dużo w negliżu Penelope Cruz) miał być kolejnym zwykłym, zwierzęcym podbojem. Coś od początku poszło jednak nie tak.

Hiszpanka Isabel Coixet już w świetnym „Życiem ukrytym w słowach” (2005) udowodniła, że potrafi subtelnie pokazywać skomplikowane relacje międzyludzkie, trudność w komunikacji, wyrażaniu uczuć. „Elegia” kontunuuje podjęte wcześniej wątki, tyle że tu reżyserka koncentruje się głównie na postaci mężczyzny.  I jaki jest jej David Kapesh?

Pamiętacie jak na lekcjach polskiego przy przerabianiu opowiadania Hemingway’a „Stary człowiek i morze” wszyscy chłopcy przekręcali tytuł na „Stary człowiek i może”. Owszem żart dość pretensjonalny, ale przywołujemy go tu ponieważ fraza ta dość trafnie oddaje specyfikę postaci Davida.

Oto stary człowiek, który (w sensie potencji) może. Jest świetnym kochankiem przez co imponuje niedoświadczonej seksualnie Consueli. Wprowadza ją w świat rozkoszy jaką może dać dojrzały, świadomy ciała kobiety mężczyzna. Tyle że David  poza seksualną sprawnością nic więcej dać Consueli nie potrafi. To mężczyzna który nie może kochać. Dlaczego? Bo jest samotnym egocentrykiem, który nie potrafi dopuścić do siebie innych.

Jego prywatne życie jest swoistą twierdzą w której odgrodził się od świata. Boi się uczuć, bo boi się odrzucenia. Odstawia sceny zazdrości, ale nie mają one zbyt wielkiego znaczenia, bo i tak nie prowadzą  do niczego konstruktywnego. Za to do perfekcji opanował sztukę kłamania, oszukiwania i unikania uczuć. Dopiero gdy utraci Consuelę zrozumie co tak naprawdę dla niego znaczyła, tyle, że wtedy wypełnienie  pustego po niej miejsca okaże się niemożliwe.

Oczywiście Coixet pokazując postać samotnego, zagubionego w życiu i uczuciach mężczyzny prochu nie wymyśla. Ale też nie próbuje. Za to w niezwykle spokojny i chłodny sposób ogrywa ten klasyczny motyw. A pomaga jej w tym sir Ben Kingsley, który swoją wyważoną kreacją świetnie pokazuje rozterki wewnętrzne Davida. I to dzięki tej roli „Elegia” zamiast być kolejnym filmem o toksycznych związkach (tu stary nauczyciel i młoda studentka)  stała się filmem celnie portretującym męską niedojrzałość. Dlatego też  zupełnie śmiało można porównać obraz Coixet do „Pięciu łatwych utworów” (1970) arcydzieła Boba Rafelsona,  „Okruchów życia” (1970) Claude Sauteta  czy „Intymności” (2000) Patrice’a Chereau.

Każdy z tych filmów choć są przecież zupełnie od siebie różne, pokazuje mężczyzn na rozstaju życiowych dróg i ich niezdolność do podejmowania trafnych decyzji.  Bohater filmu Rafelsona, Robert Dupea (brawurowy Jack Nicholson) geniusz pianistyczny zamiast poświęcić życie muzyce, ucieka z domu i pracuje na platformach wiertniczych. Gdy spotka kobietę, która pokocha go i będzie próbowała zrozumieć, ten zamiast przyjąć jej miłość odrzuci ją i skończy życie jako samotny, zgorzkniały człowiek.

W filmie Sauteta bohater grany przez Michela Piccoli dopiero w obliczu śmierci będzie próbował podjąć  życiowe decyzje (zostać z żoną czy kochanką), zaś w „Intymności” Jay, który uciekł od żony i dzieci  wiedzie nędzy żywot samotnego szefa baru. Dopiero gdy zacznie romans tajemniczą Claire zrozumie sens swojego życia. Za późno jednak by cokolwiek w nim zmienić.

Każdy z tych filmów zaczynając od „Elegii” na „Okruchach życia” kończąc pokazuje, facetów jako wieczne dzieci, które nie mogąc się zdecydować co w życiu wybrać, próbują (zgodnie ze starym przysłowiem) równocześnie trzymać za ogon kilka srok. Tyle że taki wybór (a raczej jego brak) zawsze kończy się tragedią. I to nie mężczyzn, którzy egoistyczno-masochistyczny sposób pławią się w swojej samotności i bólu, a związanych z nimi kobiet. Bo to one odrzucone, zapomniane muszą na nowo układać sobie życie. A nie będzie ono łatwe.  Byli partnerzy poza wspomnieniami miłosnych uniesień, zostawili w nich tylko blizny, które goją się długo i boleśnie.

PIĘTNO reż. Robert Benton

Skomplikowana i oskarżycielska proza Philipa Rotha pod batutą mistrza prostych historii Roberta Bentona zyskuje wymiar klasycznej opowieści. W latach 60. młody scenarzysta Robert Benton skryptem “Bonnie i Clyde” przyczynił się do filmowej rewolucji. Reżyser Robert Benton rewolucji unika jak ognia. Jego filmy są staroświeckie w sposób zamierzony. Kameralne, spokojne opowieści zdobywają uznanie tak w oczach krytyków, jak i widzów, by wspomnieć tylko “Sprawę Kramerów”, “Miejsca w sercu” czy  “Naiwniaczkę”.

O czym jest “Piętno”? Historia profesora Colemana Silka (Anthony Hopkins), usuniętego z uczelni za przypadkową odzywkę, w której dopatrzono się rasizmu – co 20 minut robi fikołka, zostawiając widza z szeroko otwartymi ustami; wszak wielowątkowość i wolty narracyjne to charakterystyczna cecha powieści Rotha. Jest tu zakazana miłość starzejącego się profesora i młodszej od niego o 30 lat sprzątaczki Fauni Farley (Nicole Kidman), miłości skazanej przez otoczenie na zagładę, co tylko mocniej scala kochanków. Jest pisarz Nathan Zuckerman (Gary Sinise) przeżywający kryzys twórczy, ulubiona postać Rotha, pojawiająca się w wielu jego powieściach, często uważana za alter ego pisarza. Jest wreszcie zaborczy były mąż Fauni, weteran wojenny (Ed Harris w jednej ze swoich najlepszych ról).

Każdy z bohaterów “Piętna” kryje w sobie tajemnicę, stara się ukryć przed światem chorą duszę. Silk w młodości wyparł się własnej matki w imię kariery i życia pozbawionego rasowego piętna. Przeznaczenia nie da się oszukać i choć Coleman zawsze starał się być dla innych przykładem, musi odpokutować grzech. Zuckerman, wybitny pisarz, który prawie dostał nagrodę Nobla, chowa się przed życiem, byłą żoną i odpowiedzialnością. Uciekł, by siedzieć przed telewizorem i trwonić czas na wspomnienia swojej wielkości. Wreszcie Faunia: za młodu molestowana seksualnie przez ojczyma, uciekła z bogatego domu i została prostytutką. Jej zaniedbanie sprawiło, że w pożarze zginęły jej dzieci, czego nigdy nie wybaczył jej mąż Lester, weteran wojny wietnamskiej, skory do przemocy wrak człowieka. W czterech postaciach Benton kumuluje ostatnie 50 lat amerykańskiej historii. Jest rasizm, wojna, molestowanie nieletnich i wreszcie romans osoby publicznej ze sprzątaczką (stażystką, jeśli ktoś woli). I jest to jedna z możliwych interpretacji filmu. W tragedii bohaterów reżyser zawiera wzloty i upadki Ameryki.

Jednak nie należy zapominać, że filmy Bentona to przede wszystkim opowieści o człowieku. A kim są bohaterowie “Piętna”? Ludźmi, którzy wyparli się miłości, uważając, że na nią nie zasługują. Faunia Farley zabrania Colemanowi zakochiwać się w sobie. Krzyczy, że nie jest godna, a on się nią tylko bawi. Tak naprawdę to tylko obronna poza; Faunia zbyt wiele razy została zraniona, doświadczenie nauczyło ją ostrożności, a przede wszystkim pozbawiło pewności siebie. Podobnie stało się z Zuckermanem, który po długiej chorobie i rozwodzie stracił motywację do życia. Te dwie postacie zostają zbawione przez wolę i radość życia Colemana Silka. Oddając im część siebie, Silk powoli odważa się stanąć twarzą w twarz z demonami własnej przeszłości. Odmieniając Faunię i Nathana, przywraca im wiarę w siebie i przyszłość, płacąc za to najwyższą cenę.

Nie jest “Piętno” filmem erotycznym – jak napisano na plakatach. To jeden z nielicznych współczesnych filmów o miłości wymagającej wyrzeczeń i poświęceń. Fascynacja erotyczna Silka Faunią jest ostatnim drgnieniem serca starzejącego się grzesznika. On wie, że musi ponieść karę za swoje zakłamane życie, wybawienie Fauni i Nathana jest jego odkupieniem. Wracając ich kalekie dusze światu, przyznaje się do swoich kłamstw, których naprawić już się nie da. Reżyser pozbawił prozę Rotha oskarżycielskiego tonu, nadając jej kształt prostej, klasycznie bentonowskiej opowiastki. Nie, nie jest “Piętno” arcydziełem kinematografii, jest uchwyconym w kadrze kawałkiem życia.

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz