większe kawałki

Philip Marlowe – uczciwy detektyw chadzający nędznymi uliczkami

Wyobraźmy sobie rzeczywistość, w której skorumpowany policjant dogaduje się z gangsterem, włodarze miasta mają powiązania z nieuczciwymi biznesmenami, a delikatna blondynka lub zmysłowa brunetka z takim samym spokojem maluje paznokcie na czerwono z jakim  naciska spust swojego eleganckiego pistoleciku. Jest to świat, w którym w najlepszym wypadku wszystko nie jest tym, czym się wydaje, a w najgorszym: stajesz się ofiarą współzależności władzy i przestępców lub zmysłowego spojrzenia spod długich kobiecych rzęs.

Wiedz, że w takim świecie w obu przypadkach przepadłeś. O ile jeszcze żyjesz, zastanawiasz się, co zrobić. Pójście na policję to raczej zły pomysł. I wtedy pojawia się on, prywatny detektyw z papierosem w kąciku ust i własnym kodeksem moralnym, w którym mimo wszystko na wysokim miejscu figuruje uczciwość. Czy mu zaufasz? Na to pytanie odpowiedz sobie sam.

Na pewno postać prywatnego detektywa idealnie wpasowywała się w historie kryminalne tworzone dla czasopisma „Czarna Maska”, którego pierwszy numer ukazał się w Stanach Zjednoczonych w 1920 roku. Historie traktowały o zepsutej Ameryce tamtych czasów i prywatny detektyw idealnie się nadawał do tego, aby choć przez chwilę przywrócić właściwy porządek. Poza tym, co oczywiste, był dla ówczesnego czytelnika w swoich działaniach bardziej wiarygodny niż skorumpowany policjant.

Narodziny Marlowe’a, czyli nadzieja dla świata

Dlaczego o „Czarnej Masce” w ogóle wspominam? To właśnie w niej swoje pierwsze literackie kroki stawiał Raymond Chandler. Mimo że w pierwszych opowiadaniach Marlowe nie występuje, to okres „Czarnej Maski” z pewnością nie pozostał bez znaczenia dla dalszej kariery literackiej, stylu jego autora, jak i kreacji Marlowe’a w późniejszej twórczości Chandlera. Wiele z tych opowiadań bowiem miało swoje reperkusje w dojrzałych powieściach twórcy czarnego kryminału.

Tom Hiney w książce „Raymond Chandler, Biografia”[1] zauważa na przykład, że szkielet fabularny „Głębokiego snu” to suma najlepszych rzeczy, jakie Chandler napisał dla „Czarnej Maski” właśnie. W tej powieści po raz pierwszy pojawia się również pełnokrwisty Marlowe. Dobrze ubrany, adekwatnie do rodzaju wizyty, którą składa, od razu daje się także poznać jako koneser kobiecych wdzięków, na które nie pozostaje zwykle obojętny i wie, jak je należycie docenić. Nawet jeśli niewiasta jest jedynie wizerunkiem na wspaniałym witrażu willi, gdzie umówił się na spotkanie z klientem. Zanim jednak dotrze do niego, ojca dwóch młodych, sprawiających kłopoty wychowawcze córek, będzie miał starcie z jedną z nich. Marlowe wychodzi z tej potyczki rozbawiony, bezlitośnie drwiąc z zabiegów młodszej Sternwoodówny. Bo i humor ma cyniczny, nie stroniący od ironii, która z jednej strony wplątuje go w kłopoty, innym razem jest jak maska twardziela pomagająca mu przetrwać w zepsutym świecie.

Co wiemy o jego życiu prywatnym? Tak na dobrą sprawę wcale go nie ma, bo co to za życie, kiedy wracasz wieczorem z biura do domu i twoją jedyną rozrywką jest partyjka szachów z samym sobą, szklaneczka alkoholu i obserwowanie smugi dymu z papierosa, głównie camela, choć zdarza mu się także palić papierosy innych marek. Wszelkie przygody miłosne to efekt jego pracy, bo nie raz się zdarza, że do biura wchodzi atrakcyjna klientka, która ma mu do zaoferowania nie tylko zlecenie, ale również po bliższym poznaniu i swoje wdzięki. Czasem ma to opłakany skutek. Niestety, atrakcyjne klientki w pakiecie z wymalowanymi na czerwono ustami nie mają na twarzy dodatkowo wypisanego słowa: „uważaj!”.

Wróćmy jednak do Marlowe’a. Właściwie w tym miejscu można zapytać czym tak naprawdę różni się Marlowe od poprzednich kreacji detektywów? I nie mam tu na myśli detektywów pokroju Sherlocka Holmesa, bo tu raczej sprawa jest oczywista. Trzeba bowiem pamiętać, że Philip Marlowe nie jest pierwszym detektywem, który nad dedukcję w zaciszu swojego pokoju przedkłada wypad w teren, którym jest oczywiście przestrzeń miejska.

Kiedy Chandler zaczął współpracę z „Czarną Maską” jej niekwestionowaną gwiazdą był już Dashiell Hammett, twórca postaci Sama Spade’a. Autor ten niewątpliwie wywarł wpływ na twórczość Chandlera, ale ten poszedł nieco dalej. Kreując Philipa Marlowe’a, Chandler połączył w tej postaci nie tylko konwencjonalne cechy papkowego detektywa, lecz obdarzył go również własnymi cechami charakteru, stąd Marlowe, mimo że jest kreacją literacką, jest też człowiekiem z krwi i kości, człowiekiem, który niewątpliwie potrafi zdobyć sympatię czytelnika. Ma też w sobie coś, co sprawia, że i gangsterzy powierzają mu swoje sprawy. Tak dzieje się w drugiej powieści z Marlowe’em, czyli w „Żegnaj, laleczko”, gdzie o pomoc prosi go Myszka Malloy, recydywista wypuszczony z więzienia. Detektyw ma za zadanie odnaleźć dla niego ukochaną Velmę. To powieść nie tylko z zagmatwaną intrygą, lecz także z… utratami świadomości, które Chandler znał z własnego doświadczenia alkoholowego, i którymi jak widać obdarzył również swojego bohatera.

Kolejna powieść jest natomiast o pewnej zaginionej monecie i jej tytuł, jak czytamy w książce „Mówi Chandler”[2] przysporzył autorowi trochę kłopotów. Pierwsze propozycje brzmiały: „Tajemnica zagubionego dublonu”, „Tajemnica skradzionej monety”, „Tajemnica rzadkiej monety”. Mowa oczywiście o „Wysokim oknie”, bo taki tytuł ostatecznie został przez Chandlera nadany i idealnie pasował do jego myśli na temat tytułów książkowych, które powinny być neutralne i nic z góry nie ujawniać. Zaginionej monety szuka Marlowe, wkraczając ponownie w wyższe sfery i obnażając ciemne strony bogaczy, co, dodając na marginesie, jest też jedną z istotnych cech czarnego kryminału.

Tajemnicę w tytule mamy w kolejnej odsłonie historii Marlowe’a, czyli w „Tajemnicy jeziora”, choć to raczej specyfika polskiego tłumaczenia, bo w oryginale tytuł brzmi nieco inaczej. „Siostrzyczka” to natomiast powieść o tytule, który początkowo był roboczy, ale ostatecznie przylgnął na stałe, co Chandler uzasadnił w ten sposób: „Tytuł jest może niezbyt dobry, ale najlepszy, jaki mogę wymyślić bez nadmiernego wysiłku”[3].

Pozwoliłam sobie na szybkie wymienienie poprzednich tytułów z Philipem Marlowe’em, aby teraz nieco więcej powiedzieć o najważniejszej powieści Chandlera i uznawanej za jego najlepszą, czyli o „Długim pożegnaniu”. „(…) napisałem tę powieść tak, jak chciałem, bo teraz już mogę sobie na to pozwolić. Nie interesowało mnie, czy zagadka jest dość przejrzysta, ale interesowali mnie ludzie, interesował mnie ten dziwny, skomplikowany świat, w którym żyjemy, interesowało mnie, dlaczego człowiek, który usiłuje być uczciwy, wygląda w końcu jak ktoś czułostkowy albo po prostu głupi”[4], napisze potem w jednym z listów Chandler o „Długim pożegnaniu”. To powieść chyba najbardziej pesymistyczna, ale też pisana w trudnym dla autora okresie, tj. w trakcie choroby ukochanej żony.

Nie odbiło się to również bez echa na kreacji Marlowe’a. Staje się mniej twardy, bardziej ufny, jeśli chodzi o ludzi (pomaga bezinteresownie Lennoxowi, o którym nic nie wie, poza tym, że leży pijany w rynsztoku). W dodatku bezmiar beznadziei, który zaczyna go otaczać, sprawia, że detektyw po prostu gorzknieje.

Potem mamy „Playback” powieść napisaną już po śmierci żony, a poprzedzoną licznymi alkoholowymi libacjami. Był to okres w życiu Chandlera naznaczony zarówno rozpaczą, jak ciągłymi zabawami, a także czas, w którym pisarz… gotów był oświadczyć się każdej kobiecie, która okazała mu choć odrobinę sympatii i ciepłych uczuć. Było w tym coś gorzko-śmiesznego i przeniknęło w nieco zmodyfikowanej formie do „Playbacku”. Marlowe, jakby nie wymagał już od życia zbyt wiele, romansuje z każdą kobietą, która skłonna byłaby mu okazać jakieś względy. Choć trzeba dodać, że  na horyzoncie pojawia się również Linda Loring niosąc tym samym iskrę nadziei rozjaśniającą ten ponury świat.

I w ten sposób doszliśmy do ostatniej powieści Chandlera, czyli do „Tajemnicy Poodle Springs”, powieści niedokończonej, przynajmniej przez autora „Głębokiego snu”, ale o tym będzie dalej. W „Tajemnicy…” Linda zostaje żoną Marlowe’a, ale: „(…) nie sądzę jednak, żeby to małżeństwo miało trwać długo”[5]. Ponadto: „Zawsze widzę go na bezludnej ulicy, samotnego w swoim mieszkaniu, głowiącego się nad jakąś sprawą, ale nie znającego nigdy ostatecznej porażki…”[6]. I właśnie w tych zdaniach mieści się kwintesencja postaci Philipa Marlowe’a.

Srebrny ekran upomina się o Marlowe’a

Celem powyższego akapitu było między innymi pokazanie Philipa Marlowe’a od tej bardziej ludzkiej strony. Ale obraz byłby nie pełny gdybym ograniczyła się jedynie do jego literackiej biografii.

Byłoby to nie fair w stosunku do Humphreya Bogarta, który zarówno w życiu jak i na ekranie utożsamiał postać Marlowe’a niemal pod każdym względem. Pierwsze kadry ekranizacji „Głębokiego snu” w reżyserii Howarda Hawksa to również narodziny filmowego Marlowe’a, który od tamtego momentu będzie kojarzony właśnie z Bogartem. Nikt z ówczesnych aktorów nie nadawał się lepiej do tej roli. Wprawdzie dwa lata wcześniej miała miejsce premiera ekranizacji „Żegnaj, laleczko”, ale tak na dobrą sprawę Marlowe grany dopiero przez Bogarta ożył, stał się charakterystyczny i zapisał się w historii kina.

Uśmiech gotowy rozbroić niemal każdą damę fatalną, połączony z ironią i cynizmem gotowy z kolei  doprowadzić do wybuchu agresji najbardziej spokojnego gangstera, to jedna z cech firmowych Bogartowskiego Marlowe’a. Należy również dodać, że niemal wszystkie powieści Chandlera, wyjąwszy „Playback” i niedokończoną „Tajemnicę Poodle Springs”, zostały zekranizowane, a świadczy to tylko o atrakcyjności Chandlerowskiego bohatera.

Bardzo długie pożegnanie

Niewiele brakowało, a powieść „Długie pożegnanie” stałaby się ostatnią książką Raymonda Chandlera i tym samym zakończyłaby losy Philipa Malrowe’a. Tymczasem sam autor pewnie nie zdawał sobie sprawy, że tytuł jego najlepszej powieści w przyszłości może posłużyć jako określenie zjawiska charakteryzującego to, co stało się z jego twórczością. Bo jak inaczej określić fakt, że motywy, którymi się posługiwał, styl, który wypracował, wciąż są powielane przez naśladowców i wielbicieli jego twórczości.

Długie, bardzo długie to pożegnanie, którego wciąż nowe akapity dopisują kolejni twórcy. „Tajemnicę Poodle Springs” ukończył Robert B. Parker, ten sam, który napisał również „Wielkie marzenie”, kontynuację „Głębokiego snu”. Ostatnio ukazała się „Czarnooka blondynka” Benjamina Blacka (pseudonim Johna Banville’a), powieść z Marlowe’em, którą czyta się tak, jakby pisał ją sam Chandler, a i znawcy tematu znajdą tam liczne nawiązania do oryginalnych przygód detektywa z Los Angeles.

Szereg twórców naśladujących styl Chandlera jest tak długi, że nie ma już tu na niego miejsca, ale jeśli sięgniemy po jakąkolwiek mroczną powieść spod znaku czarnego kryminału, to możemy być pewni, że i w niej jest obecny literacki duch Chandlera. I prawdopodobnie zawsze będzie, bo tam gdzie są nędzne uliczki, tam musi nimi chadzać również uczciwy detektyw, który będzie sprawiał, że nieznośny świat będzie się stawał choć odrobinę lepszy i znośny. 

[1] T. Hiney, Raymond Chandler. Biografia, przeł. Z. Gieniewski, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2000.

[2] R. Chandler, Mówi Chandler, przeł. E. Budrewicz, „Czytelnik”, Warszawa 1983.

[3] Jw., s. 264.

[4] Jw., s. 285,

[5] Jw., s. 306.

[6] Jw.

Kategorie
większe kawałki
Ewelina Dyda

Ewelina Dyda – pisarka i recenzentka. Autorka „Złej waluty”, pierwszej części tarnobrzeskiego cyklu noir, która ukazała się w 2017 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B.
Ukończyła filologię polską ze specjalizacją krytycznoliteracką. Publikowała w kwartalniku literackim „Wyspa“ i we „Frazie“. Współpracowała z Portalem Kryminalnym, Booklips i Literatkami. Obecnie prowadzi blog na temat literatury (poczytajnia.wordpress.com). Mieszka w Tarnobrzegu.

2 komentarze
  • Zavias
    12 października 2017 at 12:18
    Skomentuj

    Pani Ewelino,zamówiłem sobie dzieło „Zła Waluta” i faktycznie zapłaciłem za ten czytnik tytułową walutą! Początek super,miejsce akcji spoko,tytułowy bohater (trochę niechlujny aczkolwiek nie przywiązujący do tego większej wagi dedektyw wodzirej o złamanym sercu) też ok. W miarę rozwoju akcji to wszystko staje się zbyt przewidywalne i wplątane wątki (rola Mareczka czy też „Araba”, który z góry był winny jak i również pana,który namiętnie siorbał piwsko) nie były w stanie zbić mnie z tropu. Czytało się to ciężko (jak to się mówi: płace i wymagam ;-)) a końcówka sprawiła,że byłem po prostu smutny po czym stwierdziłem,że „dawno nie czytałem tak słabej książki”. Zabrakło polotu,ikry i przysłowiowego „jaja”. Wątek NOIR jako czarny kryminał wplątany do dzisiejszej sytuacji z uchodzcami na plus.
    Co do biografii Raymonda Chandlera to można by ją śmiało umieścić na terapiach odwykowych jako dzieło pożądane. Do momentu, w którym nie umarła mu jego piękna,urocza żona to facet trzymał fason ale potem czyli gdzieś od połowy książki jest już tylko gorzej. Co do Humphreya Bogarta to był tam poruszony ciekawy temat „czarnej dziury”, który wspominam do dzisiaj. Otóż znany aktor podczas tzw. ciągów alkoholowych wpadał w „czarna dziurę” i tylko nieliczni wiedzieli,że wyląduje pod tym samym stolikiem w tym samym lokalu.
    Także bez urazy proszę i co złego to nie ja 🙂 Liczę,że następna Pani powieść będzie „ciut” lepsza 😉

  • Danielissimus
    11 listopada 2017 at 20:09
    Skomentuj

    Niestety nie odrobiła Pani lekcji. „Tajemnicę Poodle Springs” zekranizowano. Film telewizyjny z 1998 r. z James’em Caan’em w roli Marlow’a, pod tytułem „Poodle Springs”

  • Dodaj komentarz

    REKLAMA
    Instagram
    • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
    • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
    • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero