większe kawałki

Park Jurajski – ten przeklęty marketing

W kinach po dwudziestu latach przerwy znów możemy obejrzeć „Park Jurajski” film, który nie tylko zmienił historię efektów specjalnych, ale na zawsze odmienił sposób promocji i odbioru kina.

„Park Jurajski” na zawsze będzie kojarzył mi się chorobą. Otóż, kiedy dwadzieścia lat temu ten film trafiał do naszych kin, nie mogłem pójść na niego do kina wraz z moją licealną klasą, bo leżałem w łóżku z gorączką. Fakt, że po dwudziestu latach wciąż o tym pamiętam, świadczy tylko o tym jak wielkim wydarzeniem była premiera filmu Spielberga. O „Parku Jurajskim” słyszeli wszyscy. Każdy chciał zobaczyć jak ojciec Indiany Jonesa ożywił dinozaury, a kolejki do kin były imponujące.

Powszechnie uznaje się, że szum dookoła filmu Spielberga spowodowały niezwykłe jak na tamten czas efekty specjalne, które intrygowały i przyciągały do kin tłumy, co prawdą nie jest. Owszem efekty w „Parku…” zapierały dech w piersiach, ale to nie one stanowiły o sukcesie filmu. A raczej były tylko częścią wielkiej machiny o nazwie „Park Jurajski”.

Film Spielberga kosztował około 60 milionów dolarów, z czego ponad połowę pochłonęły efekty. Mało kto zwrócił jednak uwagę na drobny acz niezwykle istotny szczegół. Drugie 65 milionów dolarów pochłonęła gigantyczna kampania reklamowa. Tak – rewolucyjność „Parku…” to nie efekty a promocja, jakiej do tej pory w kinie nie było. Marketing dookoła tego filmu na zawsze zmienił sposób promocji kina, ustanawiając nowe kanony docierania do widzów.

Owszem przed premierą „Parku…” pojawiały się filmy, które promowano na wielu rynkach równocześnie („Terminator 2” i serie komiksów oraz gier), ale to dopiero „Park Jurajski” zalał sobą cały rozrywkowy rynek. Film Spielberga był dosłownie wszędzie. Począwszy od komiksów, gier, nowelizacji scenariusza dla najmłodszych (nikt nie zważał na to, iż sam film był adaptacja powieści) po gadżety i figurki dinozaurów sprzedawane w fast foodach. Tak spektakularnej i wszechobecnej kampanii nie miał do tej pory żaden film. Do 65 milionów dolarów wydanych na promocję w chwili premiery warto dodać jeszcze 110 milionów jakie pochłonął „Jurassic Park: The Ride”, czyli park rozrywki.

Promując swój film Spielberg nie tylko zapoczątkował trwająca do dziś modę na gadżety i figurki dodawane do posiłków (zwłaszcza w McDonaldach), ale też dał był prekursorem kampanii promocyjnych opartych na dezinformacji. W końcu to „Park Jurajski” promowano fragmentami filmu, które nie znalazły się w finalnym dziele i wykorzystywano muzykę, która nie pojawiła się na ścieżce dźwiękowej. Ponieważ na rynku była już powieść Michaela Crichtona (wydana w 1990 roku), Spielberg nie mógł ukrywać przed widzami fabuły, ale za to mógł pokazywać w kinach mikro fragmenty filmu, w których widać było – a w zasadzie nie było – dinozaury (ostatnio powtórzył ten sam zabieg marketingowy Michael Bay przy promocji swoich „Transformers”).

To właśnie promocyjne zamieszanie dookoła filmu (które miało międzynarodowy zasięg, bo sam pamiętam koszulki z logo „Parku Jurajskiego”, które trafiły do sprzedaży przed premierą filmu) opłaciło się i to bardzo. „Park…” zarobił blisko miliard dolarów stając się najlepiej zarabiającym filmem roku (i numerem 19 na liście najlepiej zarabiających filmów wszech czasów) i doczekał dwóch kontynuacji (a trzecia w drodze).

Jeśli więc kiedykolwiek będziecie zmęczeni wszechobecną promocją, gadżetami i stworkami wyskakującymi z kubka z colą nie wkurzajcie się na speców od marketingu a Stevena Spielberga, bo to on obmyślając kampanię „Parku…” stworzył potwora, jakim jest współczesny marketing filmowy.

(Żeby było zabawniej na kampanii „Parku…” Spielberg i jego firma zarobili na czysto 250 milionów dolarów…)

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz