większe kawałki

Miasteczka z seriali #2 – Kochane kłopoty

W pierwszej części opowieści o podróżach do miejsc, których nie ma, pisałam o swoim marzeniu nr 1 – spędzić tydzień w Twin Peaks (czytajcie TU); zjeść ciacho z wiśniami i patrzeć na gęstniejącą nad wodospadem mgłę. Teraz przyznam się do marzenia o wycieczce do miejsca tak kontrastowego w stosunku do Twin Peaks, jak kontrastowe bywają moje nastroje (a jestem humorzasta że hej!).

 

No więc moim nr 2 na liście podróży filmowych jest… Stars Hollow, słodka mieścina w której mieszka słodka Rory Gilmore i jej zajebista mama Lorelai. Skąd taka destynacja? Uważam, że równowaga jest najważniejsza w życiu, po dawce emocji jaką zafundowałoby mi Twin Peaks, chciałabym pozbyć sie ciar chodzących po plecach i wygrzać w słońcu na ławeczce w centrum urokliwego Stars Hollow.

Pamiętacie duży skwer, przy którym często zatrzymywali się bohaterowie serialu „Gilmore Girls” (Kochane kłopoty – tfu, kto to tłumaczył jak rany)? Chciałabym posiedzieć tam z przyjaciółką, tą, która ma małe dziecko. Mogłybyśmy bawić się z małą na trawie i gadać o swoich sprawach, byłoby fajnie.

Chętnie zrobiłabym zakupy w sklepiku nieopodal, dzwoniąc dzwonkiem zawieszonym przy drzwiach, oczywiście wpadałabym do kawiarn Luka na kawę i babeczkę, a po babeczce wsiadałabym na rower i krążyła po uliczkach zaglądając w okna (nie mogłabym się powstrzymać).

Nie miałabym nic przeciwko temu, by kupić dom, w którym mieszkała Rory i Lorelai i wyskakiwać tam na weekendy. Nie mówiąc już o świętach Bożego Narodzenia. Odcinki, w których Stars Hollow szykowało się na Gwizadkę rozwalają mnie emocjonalnie – roztkliwiam się, głupio uśmiecham i jest mi radośnie. Jeśli to kiczowate, trudno, kupuję ten kicz w całości. Świateka, dzwoneczki, renifery – poproszę.

Niestety Stars Hollow… nie ma. Dokładnie tak, jak nie ma miasteczka Twin Peaks. I podobnie jak w przypadku miasteczka Twin Peaks można znaleźć coś, co po części je zastąpi. Uff.  

Większość scen była kręcona w Washington Depot, miasteczku w stanie Connecticut. Pod kilkoma względami jest bardzo podobne do filmowego odpowiednika, jego mieszkańcy przeważnie prowadzą małe lokalne biznesy, udzielają się w różnych stowarzyszeniach i mają wpływ na codzienne życie miasteczka. I podobnie jak w serialu czasem dzieją się tam rzeczy, które wstrząsają miejscową społecznością… Uwierzycie, że na początku lat 90. posiadłość mieli tam Rolling Stonesi? Pisał o tym nawet The New York Times i zamieścił wywiady z poruszonymi mieszkańcami, nie przygotowanymi na sąsiadów prowadzących tak odmienny styl życia, żeby nie powiedzieć źle się prowadzących. W miasteczku zapanowała panika podszyta ekscytacją… Najwyraźniej miasteczko przeżyło najazd rockmenów, bo serial o pannach Gilmore kręcono po roku 2000.

Nadal stoi charakterystyczny ratusz, jest centralnie położony skwer, bar podoby do lokalu Luka (niestety pierwowzór baru Luka znajduje się w Kanadzie – serial kręcony był w wyjątkowo wielu loklizacjach), o nazwie Martha’s Bar. Niestety nie ma nigdzie altany, będącej świadkiem niejednego spotkania serialowych bohaterów. Ale jeśli jakiegoś elementu filmowej scenerii nie znajdziecie w Washington Depot, poszukajcie w jakimkolwiek innym miasteczku Nowej Anglii – według fanów „Gilmore Girls” wszystkie miejscowości tego regionu przypominją Stars Hollow. Pytanie, czy w każdym barze kawę serwuje Luk?

ps. Peryferyjna część Washington Dupot „zagrała” w drugiej części serii „Piątku 13”, więc jej sielankowy charakter jest złudny…

Kategorie
większe kawałki

Dodaj komentarz