większe kawałki

Kryminalna kolacja

donna-leonNie oszukujmy się – sezon ogórkowy trwa w najlepsze. Podobno… A co z ogórkami się robi? Ano się je, je. Z tej okazji postanowiliśmy przyrządzić dla was kryminalną kolację. Bez arszeniku i bez ogórków. Za to w towarzystwie znanych pisarzy i ich powieści. Oto letnia propozycja kolacji ze zbrodnią w tle…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lasagne z karczochami i szynką

8 okrągłych karczochów średniej wielkości
sok z połowy cytryny
łyżeczka soli
ząbek czosnku
8 łyżek oliwy z oliwek
szczypta siekanej natki
12 płatów lasagne
200 g gotowanej szynki, drobno posiekanej
100 g świeżo startego parmezanu
masło do smarowania formy
Sos beszamelowy:75 g masła
75 g mąki
750 ml gorącego mleka
szczypta soli
szczypta gałki muszkatołowej

Można weneckich kryminałów Donny Leon nie lubić, można uznawać je za nudne i nazbyt staroświeckie, ale jednego odmówić im się nie da: Leon tak wspaniale opisuje włoskie jedzenie, że same opisy mogłyby wzbudzić łaknienie. Bohaterem jej cyklu powieściowego Leon jest Guido Brunetti wenecki komisarz, człek o skroni siwej, z wykształcenia prawnik. Prywatnie miłośnik literatury starożytnej, oddany ojciec i mąż (to jedna z nielicznych postaci z powieści kryminalnych, która nie ma rozbitego życia osobistego, a żona wciąż go kocha nad życie, choć nigdy nie dogadują się w kwestii literatury) oraz dobrego jedzenia. Każdy kto czytał którąś z powieści Leon wie doskonale, iż Brunettiemu trudno dogodzić. Jego ukochane danie to lasagne z karczochami. Ale musi ono zawierać bardzo dużą ilość karczochów. Tylko wtedy Brunetti będzie ukontentowany. A zadowolony i najedzony komisarz zdolny jest rozwiązać najtrudniejszą zagadkę. Co łączy zanieczyszczanie wody w weneckich kanałach z „Piekłem” Dantego i śmiercią pewnego nocnego stróża? Rozsiądźcie się wygodnie w fotelu, wytrzymajcie z Brunettim kilka kęsów lasagne a na pewno się dowiecie. 

Donna Leon, Mętne szkło

Deser, angielska słodycz
wg Marthy Grimes

Muffinki marchewkowe

2 szklanki tartej marchewki
1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki oleju roślinnego
3 jajka
3/4 szklanki brązowego cukru
płaska łyżeczki soli
łyżeczka przyprawy do piernika lub 1 łyżeczka cynamonu, 1/2 łyżeczki imbiru, 1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
aromat waniliowy

Bodaj osiemdziesięcioletnia Martha Grimes to kolejny przykład amerykańskiej pisarki, która odniosła światowy sukces pisząc kryminały, których akcja toczy się poza Stanami Zjednoczonymi. Jej najpopularniejszym bohaterem jest inspektor Scotland Yardu Richard Jury, który rozwiązuje szereg zagadek na angielskiej prowincji wspomagany przez swojego przyjaciela Malrose Planta, ekscentrycznego arystokratę, który zrzekł się dobrowolnie swoich szlacheckich tytułów.  W trzecim tomie cyklu wraz z inspektorem Jury, trafiamy do miasteczka Littlebourne, gdzie znaleziono niezwykle brutalnie okaleczone zwłoki młodej kobiety. Niebawem nasz bohater odkrywa, iż w Littlebourne znajduje się także dość ekscentryczny lokal o nazwie „Magiczna Mufinka”, którego właścicielka serwuje słynne babeczki w różnych intrygujących konfiguracjach (jak choćby z bakłażanem). Hitem lokalu są muffinki z marchewką. Ciastko łączące w sobie słodycz z surowością marchwi? Zaskakująco dobre. Podobnie jak kryminały Grimes, pisarki, która niezwykle barwnie oddaje koloryt brytyjskiej prowincji, chociaż większość książek pisze w amerykańskim Santa Fe, w Nowym Meksyku. Miejscu, w którym Sam Peckinpah kręcił swoje westerny a mało, kto wie, co to stylowy angielski kryminał i ukochana przez Brytyjczyków muffinka.   

Martha Grimes Pod Anodynowym Naszyjnikiem

Drink na rozluźnienie

Gimlet
50 ml ginu
50 ml soku z limonki
Nic więcej

Nikt dokładnie nie wie skąd wzięła się nazwa tego drinka. Jedni historycy podają, że od nazwiska brytyjskiego admirała marynarki wojennej Thomas D. Gimletta,  który miał podawać go marynarzom, aby  ci pijąc go uzupełniali zawartość witaminy C (walka ze szkorbutem). Jeszcze inni wskazują na pewne narzędzie do robienia dziur w drewnie o nazwie gimlet, jako rzecz, z której zaczerpnięto inspirację. Jak było naprawdę zapewne nigdy się nie dowiemy, co jednak nie zmienia faktu, iż przepis na najlepszego gimeta znaleźć można w jednym z najlepszych „czarnych kryminałów” w historii gatunku w  „Długim pożegnaniu” Raymonda Chandlera. To tam bohater  nazywający się Terry Lomax, alkoholik i jedyny kumpel Philipa Marlowe’a, próbuje się zapić nim na śmierć. Znawcy biografii Chandlera twierdzą, że w „Długim pożegnaniu” tworząc postać Lomaxa tak naprawdę pisał o sobie i swoich życiowych problemach. A fakty są takie – Chandler był alkoholikiem, który kompletnie zatracał się w nałogu  a gimlet był jego ulubionym drinkiem. Jeśli zatem macie ochotę pod koniec kolacji na mocnego drinka, polecamy gimleta. Tylko lojalnie ostrzegam – gimlet choć wydaje się banalny, to drink którego smak łatwo zabić zaburzając (proste) proporcje składników. Może dlatego był to ulubiony napój Chandlera. O jego pisaniu także mówiono, że jest proste i łatwe do podrobienia. Tyle, że do dziś nikt nie potrafi pisać tak jak Chandler. I pić też.

Raymond Chandler, Długie pożegnanie

Jarzębiak – ilość według uznania i możliwości
wg Świetlickiego

Na koniec mały polski akcent. Skoro naszą kolację kończymy Raymondem Chandlerem, warto wspomnieć o jednym z najlepszych polskich autorów kryminałów – Marcinie Świetlickim. Chociaż w jego cyklu o mistrzu, je się mało. Za to dużo pije i spaceruje. Tak, więc jeśli przez przypadek jesteście w Krakowie, właśnie zjedliście pyszną kolację popitą mocnym gimletem i wciąż macie ochotę na kuchnie kryminalną zapraszamy do Zaułku Niewiernego Tomasza gdzie mieści się w Krakowie lokal Dym. Zamówcie jak mistrz podstarzały były gwiazdor filmów dla dzieci, który jako domorosły detektyw rozwiązuje sprawy kryminalne pijąc w knajpach,   lampkę stocka lub jarzębiaku i usiądźcie wygodnie w kącie. W półmroku małej knajpy przyglądać możecie się dziwnym ludzkim typom zgromadzonym przy stolikach. A siedzą tam i fotografowie i poeci i autorzy kryminałów. Sącząc swoje alkohole snują opowieści o lepszym świecie, w którym „Piekny Pies” był jeszcze na ulicy Świętego Jana, a mistrz  mógł spokojnie przesiadywać w swojej ulubionej knajpie Biuro. Tyle, że tego świata już nie ma.

Marcin Świetlicki, Dwanaście, Trzynaście, Jedenaście

Kategorie
większe kawałki

Dodaj komentarz