Joost Vandebrug
większe kawałki

Jamie T. – wóda, koks, kelnerki i Londyn w tle

Dekadę temu ukazał się debiutancki album Jamie T. „Panic Prevention”. Płyta, po której wówczas dwudziestojednoletniego muzyka, brytyjskie media okrzyknęły skarbem narodowym. I sumieniem. Bo Jamie T. wyśpiewał Brytyjczykom w twarz niewygodną prawdę o młodych Londyńczykach.

 

Ilekroć słucham Jamiego T. przypomina mi się taka scenka. To była późna jesień. Ciepły wieczór gdzieś w okolicach Bethnal Green. Londyńska druga strefa. Mniej turystów, więcej zwykłych mieszkańców. Tłum ludzi wracających z pracy. Przy okolicznych barach z kurczakami i kebabami tłumy. Ktoś pali papierosy, ktoś inny jara blanta. Czekam na kumpla, a ten się spóźnia. Zmienił mieszkanie i mam wpaść na piwo, włóczenie się po lokalnych barach. Spóźnia się już pół godziny, więc uznaję, że szybciej będzie jak dojdę do niego. Najwyżej spotkamy się w połowie drogi. Zwłaszcza, że ta ma być krótka. Raptem dwa przystanki. Żeby nie pomylić kierunku podchodzę do ekipy chłopków siedzących przy kamienicy. Pytam, w którą stronę iść na ulicę [teraz nie pamiętam nazwy]. Chłopaki przez sekundę patrzą dość dziwnie, ale potem mówią, że w lewo i potem cały czas prosto. Dziękuję i ruszam. Dopiero wtedy zauważam, że przechodnie także patrzą na mnie w dość osobliwy sposób. Powoli dociera do mnie fakt, że dookoła ekipy, którą pytałem od drogę, było dziwnie pusto. Obracam się w ich stronę. Faktycznie – jest ich może ośmiu. Chodnik jest pełen, ale dookoła nich pusto. Jakby byli wyspą, którą omija ludzka rzeka. Chłopaki machają na dowiedzenia. W tej chwili za ramię łapie mnie mój spóźniony kumpel. Jest zielony z przerażenia. – Powiedz, że z nimi kurwa nie gadałeś! – Gadałem – odpowiadam zgodnie z prawdą. – Nie było cię, więc zapytałem o drogę. – Człowieku wszedłeś centralnie w środek najgroźniejszego młodocianego gangu w okolicy. I jeszcze kurwa zapytałeś ich o drogę! Aha. Teraz rozumiem, dlaczego wszyscy chłopaków omijali.

Będąc obcym, w obcym mieście łatwo o takie wtopy. Niektóre kończą się pozytywnie. Inne w najlepszym układzie ze złamaną szczęką, w najgorszym… wiemy jak. A teraz, dlaczego słuchając Jamiego T. zawsze przypominam sobie tę anegdotę? To akurat proste – bo „Panic Prevention” to nic innego jak wycieczka właśnie do takiego Londynu. Nazwijmy go z braku lepszego określenia –, klasy „B”. Londynu tanich przekręciarzy i drobnych bandytów. Londynu sfrustrowanych kelnerek, pijanych licealistów i bójek w barach. A wreszcie Londynu porzuconych w metrach gazet, tanich frytek, kurczaków i kebabów. Po blichtrze West Endu śladu to nie znajdziecie. Za to zawodzące po pijaku dziewczyny, wracające z imprez, na których ktoś dosypał im coś do drinków – owszem.

Nie sztuką jednak jest opisać patologię. To robi, co drugi muzyk (czy artysta w ogóle). Problem pojawia się w chwili, gdy należy wymyślić sposób, który sprawi, że opowieść zacznie żyć własnym życiem. Stanie się głosem oryginalnym, a nie, kolejnym, powielonym. I Jamie T. taki sposób znalazł.

W 2007 roku Amy Winehouse zostaje gwiazdą. Zespół Kaiser Chiefs razem z Arctic Monkeys zostają okrzyknięci nową nadzieją brytyjskiego rocka. Klaxons zaś mają zmienić świat i stać się nowym Blur. Tego samego roku powoli zaczyna dogorywać kariera hip hopowego niegrzecznego chłopca, Mike’a Skinnera. Jego The Streets powiela swoje muzyczne patenty, niegdyś świeże teksty, zaczynają ciążyć w stronę banału. Prasa i fani pokładają za to ogromne nadzieje w Lily Allen – młodej bezczelnej wokalistce, która raptem kilka miesięcy wcześniej wydała przebojowy album „Alright, Still”.

Kiedy w końcu Jamie T. wyda swój debiut te ostatnie nazwiska będą często pojawiały się w tekstach omawiających krążek. Skinner – bo łączyła ich tematyka, Allen – bo przyjaźń.  Lily zresztą pojawi się gościnnie w jednej z piosenek, które finalnie nie trafią na album, ale na stronę „B” singla.

A zatem czy „Panic Prevention” było powtórką z The Streets? Nic z tych rzeczy. Choć obaj dorastali na obrzeżach wielkich metropolii (Skinner w West Heath w Birmingham, Jamie w londyńskim Wembley), obaj mieli podobne doświadczenia z patologicznym środowiskiem, to Jamiego T. (naprawdę Treays) nigdy nie interesowało dosadne kronikarstwo upadku. Wartością dodaną dla niego było eklektyczne podejście do muzyki i naszpikowanie swoich tekstów taką ogromną dozą ironii i zjadliwości, jak to tylko możliwe. Czy można kpić z upadku? Tak. Jeśli wie się jak to zrobić. „Panic Prevention” to, zatem zapis staczającego się w alkoholizm pokolenia, ale niepozbawiony jednak dystansu i zdrowej ironii.  Dzięki czemu takie „If You Got the Money” zamiast być kalką „Dry Your Eyes” zamienia się w zjadliwą kpinę tak z maczo zapędów młodych samców, jak pseudo buntowniczej natury młodych samic. A wszystko to przyprawione skocznym i radosnym bujaniem, które zamienia z gruntu przygnebiającą piosenkę w radosny imprezowy hit.

Takich przykładów na płycie jest więcej. Wycieczka do świata szemranych gangsterów opatrzona została chwytliwą linią melodyczną, od której trudno się uwolnić („Back in the Game”). Opowieść o zamkniętym kręgu przemocy i alkoholizmu snuta jest tu w rytm naiwnych melodii i dźwięków casio („So Lonely Was The Ballad”), pijacka droga linią metra snuta w rytm hip hopu, który nagle zamienia się w przejmującą balladę („Northen Line”). Nie można zapomnieć o chyba najważniejszej piosence z płyty – „Sheila” . Pełna gier słownych, cytująca Johna Betjemana opowieść o ojcu opłakującym śmierć córki przypomina chwilami muzyczną wersję „Porachunków” Guy’a Ritchie. Z tą różnicą, że tu w puencie śmiech zamienia się w płacz.

To swoje tekstowe (i muzyczne) rozdrganie i umiejętność żonglowania nastrojem i klimatem Jamie tłumaczył w wywiadach, tym, że muzyka stała się jego formą terapii. Lekarstwem na stany lekowe, które dręczą go od dzieciństwa. Nie potrafił poradzić sobie z nimi psychiatra, nie poradziły sobie leki. Aż w końcu wziął sprawy w swoje ręce – obśmiał chorobę, świat, w którym przyszło mu żyć, stosując przy tym narrację wynikająca z jego przypadłości – czyli od euforii po przerażenie w pięć sekund.

Ale „Panic Prevention” to nie tylko zapis walki z chorobą, opis pokolenia i staczających się Brytyjczyków. To także kronika świata, którego dziś nie ma. W 2007 roku wprowadzono w Wielkiej Brytanii całkowity zakaz palenia w pubach i klubach. Rok później w Londynie wprowadzono zakaz spożywania alkoholu w metrach i autobusach. „Panic Prevention” to opowieść o Londynie, który był pijany dwadzieścia cztery godziny na dobę. W którym nocne przejażdżki metrem zamieniały się w imprezę z wódą, koksem i seksem na siedzeniach. Tego świata już nie ma. Jest inny. Pozornie bezpieczniejszy. Ale w nim również alkoholizm jest chorobą społeczną, z którą nieumiejętnie walczy władza, kelnerkom wciąż najłatwiej imponować kasą, a gangi mają się dobrze. O tym świecie Jamie T. śpiewa na kolejnych płytach. Owszem lepszych i dojrzalszych od debiutu (zwłaszcza „Kings & Queens” i „Trick”), ale też pozbawionych tej gówniarskiej energii, która napędza ten bezczelny i szczery do bólu album.

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz