większe kawałki

Indiana Jones – archeolog wszech czasów

12 czerwca Indiana Jones skończy trzydzieści dwa lata. Chociaż tak naprawdę to bohaterski archeolog w tym roku kończy czterdziestkę. Bo jego historia sięga roku 1973 kiedy to młody George Lucas… A zresztą po co pisać o tym w leadzie… Z okazji rocznicy premiery ‘Poszukiwaczy zaginionej arki” i czterdziestki Indy’ego przypominamy o najwspanialszym archeologu wszech czasów. Postaci która sprawiła, że miliony młodych ludzi zafascynowało się grzebaniem w piachu i kamieniach licząc na wielkie przygody i splendor.

Rzecz miała miejsce w 1973 roku. To wtedy młody George Lucas rozpoczął w domu pisanie scenariusza do filmu „Przygody Indiany Smitha”. Co prawda nie miał pojęcia do końca, na czym miałby on polegać, ale wiedział jedno – inspirując się serialami telewizyjnymi i słuchowiskami radiowymi z lat 30. i 40. powieściami H. Ridera Haggarda (twórcy Alana Quatermaina) i biografiami znanych podróżników pragnął stworzyć postać będącą nowym Jamesem Bondem. Gdy Lucas utknął w tworzeniu intrygi w martwym punkcie, pomocną dłoń wyciągnął doń kolega-reżyser Philip Kaufaman. To on zasugerował Lucasowi, że Smith powinien szukać Arki Przymierza. Co prawda Kaufman miał niewielkie pojęcie, czym owa Arka była, ale zainteresował się tematem po tym, jak opowieściami o niej raczył go dentysta. Prace nad nowym bohaterem ruszyły z powrotem pełną parą.

Niestety, w trakcie przygotowań do filmu Kaufman dostał propozycję nie do odrzucenia od Clinta Eastwooda (praca nad westernem „Wyjęty spod prawa Jose Wales”), a Smith po raz kolejny wylądował na półce. Przeleżał na niej blisko cztery lata. W 1977 roku oszołomiony sukcesem „Gwiezdnych Wojen” Lucas ucieka od sławy na Maui, jego ulubioną hawajską wyspę. Tam na jednej z plaż spotyka swojego przyjaciela, również reżysera, który na Maui ukrył się po sukcesie swego ostatniego filmu. Tym panem był Steven Spielberg a filmem, który odniósł wielki sukces, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”.

Budując wspólnie zamki z piasku Lucas opowiada Spielbergowi o pomyśle na przygody Indiany Smitha. Twórca „Szczęk” oniemiał z zachwytu. Od kilku lat próbował przekonać szefów Universalu, aby pozwolili mu zrealizować nowe przygody Jamesa Bonda, ale jego prośby nie odnosiły skutku. – Zróbmy postać lepszą od Bonda, – miał mówić wtedy na plaży – Bonda bez gadżetów i techniki, prawdziwego łowcę przygód. Jedyne, co Spielbergowi się nie podobało w tym pomyśle, to nazwisko bohatera. Wtedy ponoć Lucas rzucił: – Nazwijmy go Jones, a imię Indiana musi zostać, bo tak nazywał się mój ukochany pies (rasy alaskan malamute).

Co zabawne, Spielberg, spec od rodzinnego kina rozrywkowego, chciał, aby Indiana Jones był alkoholikiem wzorowanym na postaciach granych przez Humphreya Bogata. Pomysł jednak upadł, po tym jak Lucas uświadomił koledze konsekwencje, jakie płyną ze stworzenia takiego bohatera (zawyżenie kategorii wiekowej). Tak narodził się uczelniany Casanova, łamacz serc studentek i nieustraszony archeolog, doktor Henry „Indiana” Jones.

Warto dodać, że na początku Harrison Ford wcale nie był brany pod uwagę jako odtwórca roli tytułowej. Lucas obawiał się, że obsadzając Forda w czwartym z rzędu filmie (po „American Graffiti”, „Gwiezdnych Wojnach” i „Imperium kontratakuje”) uczyni z niego kogoś na kształt własnego Roberta DeNiro (który uznawany był wówczas za aktora Martina Scorsese, bowiem grał w każdym jego filmie). Casting na rolę Indiany trwał dość długo i niemal wygrał go nieznany wówczas nikomu Tom Selleck. Niestety, miał on już podpisany kontrakt z telewizją CBS na główną rolę w serialu „Magnum”, a rola Jonesa w efekcie przypadła… Fordowi.

Gdy w 1981 roku odbyła się premiera „Poszukiwaczy zaginionej arki”, świat dostał bzika na punkcie Jonesa i jego szalonych przygód. Film zarobił na świecie 384 miliony dolarów i był nominowany do Oscara w dziewięciu kategoriach (w tym za najlepszy film). Ostatecznie zgarnia tylko cztery statuetki (za montaż, scenografię, efekty i dźwięk), ale to nie przeszkadza mu zapoczątkować jednej z najbardziej kasowych serii filmowych w historii kina. Dziś cztery części przygód Indiany Jonesa („Poszukiwacze zaginionej arki” 1981, „Świątynia Zagłady” 1984, „Ostatnia krucjata” 1989 i ostatnie póki co „Królestwo Kryształowej Czaszki” 2008) zarobiły w sumie ponad dwa miliardy dolarów i są otoczone kultem na całym świecie.

Na fali popularności niezwykłego archeologa powstał serial telewizyjny „Przygody młodego Indiany Jonesa” (1992-1996), szesnaście gier komputerowych oraz niezliczona ilość komiksów i książkowych adaptacji i kontynuacji przygód Jonesa. Bez Indiany nie byłoby także tak kultowych postaci jak Lara Croft, czy bohatera gry „Prince of Persia” – w końcu ich twórcy w każdym z wywiadów podkreślają jak wielki wpływ miał na nich Indiana.
W dodatku nic nie wskazuje, aby kult Indiany Jonesa miał się zakończyć.

Od dłuższego czasu krąży plotka o tym, że przygotowywana jest piąta część cyklu, a Spielberg kilka razy publicznie mówił, że planuje stworzenie nowej serii, której bohaterem byłby cudownie odnaleziony w „Królestwie…” syn Indy’ego. Czy projekt się powiedzie, przekonamy się za trzy lata. A póki, co cieszmy się starymi przygodami Jonesa, który z równie wielkim wdziękiem tłucze po gębach hitlerowców („Ostatnia krucjata”), jak uwodzi piękne piosenkarki („Świątynia Zagłady”).

Kategorie
większe kawałki

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz