Dimension FIlms
większe kawałki

Grindhouse, czyli od Polańskiego do „Maczety”

Pod koniec marca Robert Rodriguez i Danny Trejo potwierdzili, iż jesienią tego roku ruszają z pracami nad „Maczetą w kosmosie” – trzecią odsłoną serii o nieugiętym agencie federalnym, którego ulubioną bronią jest tytułowa maczeta.

Trylogia  „Maczeta” to hołd Rodrigueza dla specyficznego gatunku filmowego jakim były popularne   w latach 60. i 70. ubiegłego wieku filmy exploitation – czyli tanie produkcje klasy „B”, w których dominował seks, potwory i przemoc.

Pierwsza część cyklu, czyli „Maczeta”, swój początek wzięła z filmu „Grindhouse”. Wspólnego projektu Roberta Rodrigueza i Quentina Tarantino. Zrealizowany w 2007 roku film składał się z dwóch opowieści: „Death Proof” i „Planet Terror”. Były one przedzielone trailerami nieistniejących filmów. Jednym z nich była właśnie „Maczeta”. Cały projekt był hołdem dla nieistniejących dziś kin grindhouse, gdzie wyświetlano rzędem dwa tanie filmy, a między nimi puszczano reklamy. W 2010 roku Robert Rodriguez wpuścił do kin kolejny wymyślony trailer „Maczety” z którego wynikało, że główny bohater będzie stał na czele rewolucji. Ów trailer został zrealizowany pod wpływem tequili i był pijackim żartem, który obrócił się przeciwko Rodriguezowi, którego film uznano za meksykański manifest polityczny. A nigdy nim nie był. „Maczeta” to tylko przykład współczesnego kina exploitation.

Odkąd ludzie wymyślili kamerę odtąd istnieje kino exploitation, czyli takie, które eksploatuje w wyraźny sposób jeden konkretny element filmu. Nie ważne czy to seks, potwory czy przemoc. Filmy które koncentrują się na którymś z tych zjawisk zawsze przyciągały do kin najwięcej osób – powtarzał wielokrotnie w wywiadach wybitny reżyser John Landis – twórca „Amerykańskiego wilkołaka w Londynie” i kultowych „Blues Brothers”. I doskonale wiedział o czym mówi, hołdując estetyce kina exploitation odniósł przecież gigantyczny spektakularny sukces.

Kiedy mówimy o rewolucji w kinie zazwyczaj przychodzą nam do głowy nazwiska twórców wybitnych takich jak Fellini, Polański, Godard czy Bunuel. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że ich filmy nigdy nie trafiłyby do szerokiej dystrybucji, gdyby nie tanie kino klasy „B”. To bowiem twórcy filmów o tak wdzięcznych tytułach jak „Eyeball” („Gałka oczna” – najbardziej oślepiający horror wszechczasów), „I Drink Your Blood” („Wypije twoją krew”) czy „Invasion of Bloody Farmers” (Inwazja krwiożerczych farmerów”) łamali obyczajowe tabu i przekonali zarówno właścicieli kin, jak i producentów, że widzowie pragną i potrzebują innego kina niż wygładzone i grzeczne hollywoodzkie produkcje.

A o takowe do połowy lat 60. ubiegłego wieku w oficjalnym obiegu (czytaj – realizowanym w wielkich studiach filmowych przy udziale kontraktowych aktorów) w Stanach Zjednoczonych było bardzo trudno. O moralność i pozytywny przekaz filmów dbał bowiem wprowadzony na początku lat 30. niezwykle restrykcyjny dla filmowców kodeks Haysa.  W dużym uproszczeniu – zabraniał niemal wszystkiego m.in. pokazywania nagości, zmysłowych tańców, porodów, związków mieszanych (białych i kolorowych), nawiązywania do nietypowych zachowań seksualnych np. homoseksualizmu, „instruowania”, jak dokonywać przestępstw itp. Czarny charakter zawsze musiał zostać ukarany a rodzina była świętością. Kodeks powstał, bowiem producenci (i obrońcy moralności) nie potrafili zapanować nad rozprzestrzeniającą się w kinie falą erotyzmu i przemocy.

 

 

Tak, już na początku XX wieku, choć mało kto zdaje sobie z tego sprawę, do kin trafiały filmy w których występowała nagość i wyrafinowana przemoc. Najlepszym tego przykładem są takie obrazy jak „Traffic in Souls” (1913) niemy film o młodocianych prostytutkach i handlu żywym towarem oraz głośny „Maniac” (1934) historia seksualnego zwyrodnialca, który na ekranie rozbierał niemal do naga kobiety.

Na początku kodeks próbowano oszukiwać w dość zabawne sposoby. Już pod koniec lat 30. powstaje cała masa pseudo instruktażowych filmów, których twórcy pokazując cudzołóstwo, zażywanie narkotyków czy picie alkoholu „teoretycznie” przestrzegali widza przed zgubnym wpływem igrania z życiem. Choć tak naprawdę chodziło o to, aby pokazać w kinie to co zakazane. Najlepszym przykładem na tego typu gry z cenzurą był film „Mom and Dad” (1945) najbardziej kasowy film 1945 roku i numer trzeci na liście najbardziej dochodowych filmów dekady. Co przyciągnęło ludzi do kin? Oczywiście jak przystało na film instruktażowy pokazujący mechanizm zakładania rodziny, naturalistyczne sceny seksu i porodu.

Jednak prawdziwa gra z kodeksem rozpoczęła się na dobre dekadę  później, wraz z pojawieniem się kina samochodowego i instytucji zwanej grindhouse, czyli podwójnych seansów podczas których wyświetlano okrutne (jak na tamte czasy) filmy grozy i akcji. Skąd ta nazwa? To akurat proste. Kiedy pod koniec lat 50. ubiegłego wieku w wyniku zmian rynkowych zaczęły umierać teatry rewiowe i bary ze striptizem (zwanych potocznie Bump n’ Grind lub grindhouse’ami, czyli „jebalniami”, stąd nazwa) ich właściciele zaczęli zamieniać swoje przybytki  w kina wyświetlające tanie w produkcji filmy najczęściej realizowane poza wielkimi studiami filmowymi (a co za tym idzie pozbawione wówczas regularnej, oficjalnej dystrybucji) dla niewymagającej publiczności. Te najsłynniejsze mieściły się na ulicy 42 w Nowym Jorku, słynnej ulicy uciech erotycznych (i nie tylko), która stosunkowo niedawno z jednej z najbardziej ekstrawaganckich (i niebezpiecznych) ulic zamieniła się w ulicę pełną gadżetów z filmów Disneya.

To właśnie do kin samochodowych i grindhousów trafiały tanie filmy, których twórcy w związku z faktem iż nie należeli do filmowych związków zawodowych mogli lekceważyć kodeks Haysa. Tym sposobem powstaje m.in. kosmiczny horror „The Blob” (1958) w którym debiutował późniejszy gwiazdor Steve McQueen (zapewniając sobie przy tym życiowy falstart finansowy, bowiem zdecydował się na małą gażę aktorską, zamiast pracować za procent od biletów, „Blob” zaś okazał się jednym z największych hitów kinowych tamtych lat). Młody Steve walczył w nim z gigantycznym budyniem z kosmosu, który zagrażał małemu amerykańskiemu miasteczku. W kinie dla zmotoryzowanych twarz buntownika pokazał także Marlon Brando, jako przestępca motocyklista w „Dzikim”, filmie uznanym za zbyt obrazoburczy, aby mogli oglądać go widzowie normalnych kin.

Wyświetlane w grindhousach i kinie dla zmotoryzowanych filmy łączyło jedno – były tanie i zupełnie inne od tego co pokazywano w Hollywood. Do tego stopnia odróżniały się od masowych produkcji, że do grindhouseów i kin samochodowych wrzucano każdy europejski film, który nie spełniał warunków zawartych w kodeksie. Tak do dystrybucji amerykańskiej trafiły m.in. „Wstręt” Polańskiego, „Do utraty tchu” Godarda a nawet „Pies Andaluzyjski” Bunuela.

W 1969 roku zrealizowany dla grindhouse’ów film o parze motocyklistów, którzy podróżują przez Amerykę, zostaje uznany za najważniejsze dzieło filmowe kontrkultury. Mowa oczywiście o „Swobodnym jeźdźcu” Dennisa Hoppera. Jego światowy sukces i niezwykła popularność były ostatecznym gwoździem do trumny kodeksu Haysa, który definitywnie przestał obowiązywać. Niestety wraz z jego końcem zaczęła się powolna agonia kina klasy „B”, które przestało być tanią alternatywą dla wysokobudżetowych produkcji.

Mimo to kinu exploitation – czyli tym tandetnym i pełnym okrucieństwa obrazom – nie można odmówić wpływu na rozwój kinematografii. Jednym z najważniejszych twórców, którzy stworzyli legendę grindhouse’ów, był sam Roger Corman, nagrodzony honorowym Oscarem hollywoodzki producent wszech czasów (do tej pory zrealizował prawie 400 tytułów), reżyser i odkrywca talentów. To on wypromował Bruce’a Derna, Roberta De Niro czy Petera Fondę. Wyłożył także pieniądze na „Boxcar Bertha” Martina Scorsese, film wyświetlany w 1972 roku w grindhouse’ach. Michael Powell, wybitny reżyser, twórca „Podglądacza” i mentor Scorsese, po obejrzeniu tego filmu miał powiedzieć – Marty, widzę że potrafisz kręcić, ale mógłbyś przestać krecić takie gówno? Mógł. Ale dzięki tej produkcji, zdobył pieniądze na  „Ulice nędzy”, film od którego zaczęła się spektakularna kariera Scorsese.

Ojciec współczesnego horroru, twórca „Koszmaru z ulicy Wiązów” i „Krzyku” Wes Craven swój pierwszy film – znakomity „Ostatni dom po lewej stronie” (1972) – również wyświetlał w tego typu kinach, podobnie jak John Carpenter („Atak na posterunek 13”, 1976). Z tym ostatnim wiąże się dość ciekawa anegdota. Otóż mimo iż w Stanach Zjednoczonych nie obowiązywał już kodeks Haysa, cenzura nakazała Carpenterowi usunąć z filmu sekwencję, w której bandyta zabija małą dziewczynkę na oczach jej ojca. Reżyser odmówił, a film zamiast do szerokiej dystrybucji trafił do taniego grindhouse’u. Dziś uznawany jest za film kultowy a owa sekwencja za łamiącą filmowe tabu śmierci. Tym sposobem listę wybitnych twórców, którzy przed laty związani byli z grindhouse’ami, można ciągnąć w nieskończoność, podobnie jak listę filmów, które dziś uznawane są za dzieła kultowe i przełomowe.

Wielkim dłużnikiem taniego kina jest Robert De Niro. Dziś uznawany za jednego z najwybitniejszych aktorów w historii karierę zaczynał w tandecie. W „Krwawej mamuśce” Rogera Cormana (1970) po raz pierwszy zagrał typowego dla jego późniejszego aktorstwa wyrazistego bandytę. Teraz historia zatoczyła krąg, a De Niro wrócił tam gdzie się narodził czyli do tanich filmów i „Maczety” Roberta Rodrigueza.  Kino także zatoczyło krąg. Sukces pierwszej „Piły” zrobionej poza wielkimi studiami, za minimalne pieniądze rozpoczął trwająca do dziś modę na tanie filmy zamieniane w mega hity. Tak było w przypadku „Paranormal Activity” i niemal każdego filmu grozy jaki dziś gości w kinach (w ostatnim tygodniu „Oculus”). Jak twierdzi Landis – dziś w dobie poprawności politycznej i zakazów picia, palenia itp. prawdziwych bezlitosnych twardzieli spotkać możemy tylko w kiczowatych filmach klasy „B”. Albo w kosmosie, gdzie wybiera się nieustraszony Maczeta.

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz