większe kawałki

George Clooney – Od przystojniaka do działacza społecznego

George Clooney przebył długą drogę od przystojnego pucybuta do milionera i gwiazdy filmowej. W przeciwieństwie do wielu kolegów po fachu postanowił jednak zrobić mądry użytek ze swojej pozycji. Teraz, kiedy jego „Suburbicon” wchodzi do kin, widać to szczególnie wyraźnie.

Hollywood dorobiło się w ostatnich latach generacji artystów, którzy zaczynali jako piękni chłopcy od seriali i komedii romantycznych, ale powyrastali z nich starzy wkurzeni. To ludzie świadomi siebie, udzielający się społecznie, grający w mocnych, zaangażowanych filmach. W gronie szczęściarzy, którzy wyskoczyli z coraz ciaśniejszej szuflady, zanim ta się zatrzasnęła, znajduje się między innymi George Clooney.

Los niejako skazał przyszłą gwiazdę „Ostrego Dyżuru” na bycie „ciachem” – choć w czasach, gdy zaczynał, raczej nie funkcjonowało to określenie. Z drugiej strony, można też domniemywać, gdzie powinniśmy upatrywać korzeni jego zaangażowania społecznego. Urodził się w Kentucky jako syn Nicka Clooneya i Niny Bruce. Ojciec był działaczem i prezenterem telewizyjnym prowadzącym „The Nick Clooney Show”, w którym chłopiec debiutował jako pięciolatek. Matka z dumą nosiła tytuł królowej piękności i pracowała jako radna miejska.

Mimo występu w programie ojca, początkowo nie zanosiło się, że Clooney wybierze karierę na ekranie. Był niezłym uczniem, dorabiał drobnymi pracami, w siódmej klasie zachorował i przez pewien czas borykał się z paraliżem połowy twarzy – co zresztą, jak twierdzi, pomogło mu nabrać dystansu do samego siebie. Marzyła mu się kariera baseballisty, ale choć szło mu przyzwoicie, nigdy nie osiągnął wystarczających wyników, by wstąpić do odpowiedniej drużyny.

Pierwszym krokiem w stronę aktorstwa był występ zaproponowany przez kuzyna, Miguela Ferrera, w 1982. Przez następne lata Clooney przewijał się w mniejszych lub większych rolach przez ekran – głównie w serialach – ale za przełom wszyscy zgodnie uznają jeden z najpopularniejszych seriali XX wieku – „Ostry Dyżur”. Gdy zaczął grać doktora Rossa, jego notowania poszybowały w górę jak szalone.

Kino rozrywkowe wyszło naprzeciw Clooneya z otwartymi ramionami, zwłaszcza, gdy zagrał w „Od zmierzchu do świtu” Rodrigueza w 1996. To właśnie ten reżyser do spółki z kolegą po fachu, Quentinem Tarantino, jako pierwsi dostrzegli pastiszowe zacięcie i duże pokłady dystansu u gwiazdora. Od tego czasu grywał w mniejszych lub większych kinowych hitach, miał na koncie coraz więcej kasowych sukcesów, z serią zapoczątkowaną przez „Ocean’s Eleven” na czele.

Z czasem jego ambicje zaczęły rosnąć, a już na początku lat ’90 zaczął pracować z braćmi Coen nad filmem, który niedługo wejdzie do kin jako „Suburbicon”. Dzięki przyjaźni z tym duetem reżyserskim zaczął ugruntowywać odmienny wizerunek – obdarzonego ironią aktora-inteligenta, zarówno wrażliwego, jak i zdolnego do śmiechu, także z samego siebie.

W tym miejscu musimy się jednak na chwilę zatrzymać. To nie tak, że życie Clooneya było usłane różami i samo dobro mu się przytrafiało. Przez całe lata cierpiał na bezsenność, a po wypadku na planie „Syriany” (2005), za którą zdobył Oscara za rolę drugoplanową, zmagał się z różnymi bólami, które zaczęły ustępować w wyniku długiej i męczącej rehabilitacji. Nie wszystkie role dobierał też szczególnie rozsądnie. Wystarczy przypomnieć spektakularną klapę „Batmana i Robina” (1997), za którego aktor i reszta obsady z reżyserem Joelem Schumacherem na czele przepraszała.

Takie i podobne potknięcia dają dość czasu do namysłu i przewartościowania priorytetów. Po 2000 roku zaczął powoli odklejać się od wizerunku przystojniaka od blockbusterów, choć oczywiście prasa brukowa nie odpuszczała i najeżdżała jego prywatność tak, jak i wszystkich innych gwiazd Hollywood. Paparazzi polują zresztą na Clooneya do dziś – szpiegują dronami czy naruszają granice wakacyjnej posesji w Europie.

Przez długi czas nie mógł też zagrzać miejsca u boku jednej kobiety. Wprawdzie związek małżeński zawarł tylko dwa razy, ale po drodze nie narzekał na brak powodzenia u płci pięknej. Z obecną żoną, Amal Alamuddin, stanął na ślubnym kobiercu we wrześniu 2014 roku i wygląda na to, że znalazł odpowiednią partnerkę – taką, która aktywnie wspiera dążenie Clooneya do uczynienia świata odrobinę lepszym miejscem. Aktor zaczął też spełniać się w całkiem nowej roli – ojca.

W międzyczasie zaczął wybierać coraz poważniejsze filmy, a przynajmniej tworzone z większą wrażliwością na zagadnienia społeczne i polityczne. Obok wspomnianej „Syriany”, był to chociażby biograficzny „Niebezpieczny umysł” (2002) dramat „Good Night and Good Luck” (2005),  hippisowski, pastiszowy „Człowiek, który gapił się na kozy” (2009), „Idy marcowe” (2011) czy „Zakładnik z Wall Street” (2016). Przybierały różną formę, ton i spotkały się z rozmaitym odbiorem („Zakładnik” dla przykładu nie zachwycił krytyków), ale doskonale pokazały, w którą stronę Clooney zmierza. Zaczął dobierać występy tak, by coś znaczyły i miały jakikolwiek wpływ na sytuację w kraju i na świecie, a przynajmniej na wrażliwość widzów.

Filmy to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Przełom nastąpił w 2006 roku, kiedy aktor wraz z ojcem zdecydował się polecieć w sam środek kotła, do Ndżameny w Czadzie. Ujrzeli biedę, okrucieństwo, uzbrojone dzieci i choroby, pokłosie jednej z wielu katastrof humanitarnych, a co gorsza raz znaleźli się pod ciężkim ostrzałem i ocaleli tylko dzięki interwencji marines. Masakra, którą ujrzał, była wstrząsem.

Od tego czasu wspierał starania o niepodległość Południowego Sudanu, także ogromnymi sumami pieniędzy. W końcu osiągnięto ten cel, jednak wydarzenia przybrały zły obrót (przez wiele miesięcy siedem z dziesięciu stanów było terenem działań zbrojnych), a problemy w regionie trwają do dziś – do starć i pogromów doszła też klęska głodu.

Clooney odniósł tu porażkę, ale nie zwykł się poddawać, dlatego dalej używa swoich wpływów, działa na arenie społeczno-politycznej i nadstawia karku. Często razem z żoną, która podjęła się na przykład wydostania z egipskiego więzienia dziennikarza Mohameda Fahmy czy, to juz w Malediwach, prezydenta Mohameda Nasheeda. Takie postępowanie sprawiło, że nawet ISIS skierowało groźby pod adresem słynnej pary – jeden ze współpracowników Amal został nawet zaatakowany.

Już tylko echa rozważań wyciągniętych ze stron plotkarskich świadczą o tym, że kiedyś George Clooney bazował na wizerunku przystojniaka. Teraz to zupełnie inny typ aktora. Nie zawsze wszystko mu się udaje, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym, ale na pewno nie jest to człowiek, który szybko składa broń. I najwyraźniej w ostatnich latach podjął kilka konkretnych decyzji. W wywiadach i wypowiedziach publicznych Clooney przyznaje, że zamierza skupić się na działalności filantropijnej i reżyserii. Nie byłby to pierwszy przykład artysty który dojrzał na przekór prasie i reputacji – ale ten na pewno można uznać za dość spektakularny. Tym bardziej szkoda, że niedawno ogłosił odejście od zawodu aktora.

Kategorie
większe kawałki
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Lektura jeszcze przed nami, ale jak ślicznie to wygląda. A i sama fabuła zapowiada się pysznie. Koniecznie sprawdźcie.

#komiks #czytam #czytambolubie #comics #comicbook #instacomics #instaread #comicstagram #comicsaddict #fanboy #ilovereading #comicnerd #design #favele #Mandioca
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry