większe kawałki

Czas Apokalipsy nastanie na komputerach

Możliwe, że najważniejszym growym newsem, jaki dziś przeczytacie będzie fakt, że Francis Ford Coppola rusza właśnie z kampanią kickstarterową, by na ekran komputerów przenieść „Czas apokalipsy”. Brzmi jak totalny odjazd, ale rodzi też pewne obawy.

Tak naprawdę gry video mają już swoją autonomiczną opowieść czerpiącą z „Jądra Ciemności”. Swoją wyprawę. Właśnie taką historię, gdzie wyrzutek odbywa podróż na samo dno piekła stworzonego ludzką ręką.

Nie. Wzrok Was nie zwodzi. Człowiek, który dał nam „Ojca chrzestnego”, „Draculę” i właśnie „Czas Apokalipsy”, adaptację opowiadaniu Conrada – zamierza z grubej rury uderzyć w rynek gier komputerowych. Chce przenieść ten ostatni film – i zamierza zrobić to po swojemu, w zgodzie z artystyczną wizją oryginału. Coppola nie zamierza współpracować z wielkimi wydawcami, którzy siedzą zapatrzeni w słupki sprzedaży. Zamiast tego ogłosił kampanię na Kickstarterze i skrzyknął ekipę wariatów, którzy robili przy takich perełkach jak „Wiedźmin”, „Gears of War”, „Fallout New Vegas” czy „Pillars of Eternity„. Powiem wprost. Ta wiadomość może zajarać jak zapałka rzucona na skład dynamitu. A jednak entuzjazm walczy z wątpliwością. Czy naprawdę potrzebujemy adaptacji dzieła kompletnego, skończonego?

Na początek parę słów na obronę projektu. Gra zapowiada się cholernie ambitnie. Coppola nie chce uczynić z „Czasu apokalipsy” kolejnej marketingowej zapchajdziury na miarę produkcji, które wychodzą przy premierach co większych kinowych blockbusterów – ani też kolejnego komercyjnego shootera, rywalizującego z Call of Duty. Nie. Coppola pragnie mieszanki survival-horroru i RPG oferującego poziom imersji godny „Wiedźminów” czy „New Vegas” właśnie. Śmiałe słowa, ale jak pokazują kolejne dzieła, np. „Deus Ex” – czasem dają się zrealizować ze znakomitym skutkiem. Tyle, że wymagają naprawdę dużego budżetu, więc załoga reżysera musi iść na Kickstarterze po rekord. W sumie – mają wszystko, by to osiągnąć. Znane nazwiska, wielką markę i pomysł na grę.

Przyjdzie nam wskoczyć w buty Willarda, zapolować na Kurtza i doświadczyć po drodze całej grozy i potworności, jakimi porażał Wietnam w trakcie wojny. Dotrzemy do samego Jądra Ciemności i zmierzymy się z tym, co tkwi w nas samych. Gra „Czas Apokalipsy” ma nam zapewnić wiele ciężkich wyborów moralnych i decyzji do podnięcia, które według zapewnień reżysera, sprawią, że nie zagramy w grę o Wietnamie – my będziemy w Wietnamie. A granie Willardem odczujemy jak życie w drugiej skórze. Bowiem ten Willard ma być naszym Willardem tak bardzo, jak tylko się da. Znając reżysera i jeśli pozwoli mu budżet – dostaniemy romantyczną, hipnotyzującę grę, absolutny odlot. Gra ma wyjść w 2020, a w czterdziestą rocznicę premiery filmu, w 2019, pojawi się we wczesnym dostępie.

Trzeba przyznać, że przemysł gier niezwykle rzadko porywa się na adaptację podobnego kalibru dzieł. Nawet próba przeniesienia „Ojca Chrzestnego” skończyła się dosyć przyjemnym, lecz w gruncie rzeczy średnio udanym klonem „GTA” i „Mafii”. Jeśli już, to w drodze do walki o własną tożsamość, twórcy gier wypuszczają bardziej autonomiczne historie wagi ciężkiej – na przykład „Planescape: Torment” czy wspomniany „Deus Ex”. Do niedawna przemysł miał trochę za dużo do udowodnienia, by cały czas bazować na pomysłach starszych mediów (nawet jeśli same idee, przemyślenia wciąż czerpie z filozofii i literatury – to jednak przerabia je na nową modłę).

Co więcej, ludzie kina i przemysłu gier video coraz śmielej współpracują. Nie tak dawno Hideo Kojima ogłosił, że pracuje nad nową grą wraz Guillermo Del Toro. Dwóch szalonych wizjonerów próbowało wcześniej wkrzesić „Silent Hill”, ale po intrygującym zwiastunie-demie musieli zrezygnować – Kojima wyleciał z hukiem z Konami zaraz po tym, jak w pośpiechu zakończył prace nad „Metal Gear Solid V”. No cóż, japońska firma nie słynęła ostatnio z najmądrzejszych decyzji. Natomiast ojciec Solida Snake’a spadł na cztery łapy i wraz z Del Toro zaprezentował światu zwiastun enigmatycznego „Death Stranding”. To kolejny znak, że gry i filmy mogą współistnieć i napędzać się do tworzenia wielkich, szalonych wizji.

To skąd te wątpliwości?

Po pierwsze, nie wiemy, jak ostatecznie przebiegnie współpraca Japończyka z Del Toro ani jak Coppola odnajdzie się w specyficznym gatunku. Po drugie inny gigant kina, Steven Spielberg, już próbował swoich sił w starciu z nowym medium – i ponosił porażkę za porażką. „E.T.” uznawano za jedną z najgorszy gier wszech-czasów – a nośniki z niesprzedaną kopią gry zakopano gdzieś na pustyni. Kolejne produkcje, w których maczał palce, zmarły śmiercią naturalną. No, ale może któryś z nowych mariaży kinowo-growych przełamie tę złą passę.

Druga sprawa jest chyba istotniejsza. Tak naprawdę gry video mają już swoją autonomiczną opowieść czerpiącą z „Jądra Ciemności”. Swoją wyprawę. Właśnie taką historię, gdzie wyrzutek odbywa podróż na samo dno piekła stworzonego ludzką ręką – ręką szaleńca gnanego wizją naprawy ludzkości na swoją modłę. Jak na ironię jest to ambitna, nastawiona na opowieść gra łącząca survival horror, elementy RPG – ale też shooter. Zwie się „Bioshock” i jest jednym z najważniejszych tytułów ostatnich lat.

Dlatego też odczuwam lekkie obawy. Ale i tak sprawdzę, zagram. A może nawet dołożę cegiełkę do Kickstartera. Czy gra jest potrzebna i odmieni oblicze przemysłu? Raczej nie. Ale to jeszcze nie znaczy, że nie może stać się czymś wyjątkowym.

Kategorie
większe kawałki
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz