Director Christopher Nolan works on the set of the latest Batman film, "The Dark Knight Rises" on Wall Street in New York on Sunday Nov. 6, 2011. (AP Photo/Darla Khazei)
większe kawałki

Christopher Nolan – dziecię noir na straży popkultury

Dobra passa Christophera Nolana trwa już od dawna. To taki Midas srebrnego ekranu. Czego się nie dotknie, zamienia się w komercyjny sukces. Krytycy uznają każdy jego film za co najmniej dobry już od czasu „Memento”. Na szczyt popularności wzbił się jednak na skrzydłach nietoperza i podtrzymuje niesłabnące zainteresowanie do dziś. Niedługo do kin wejdzie widowisko science-fiction – „Interstellar”. Przyjrzyjmy się reżyserowi, który ożywił mit Batmana i wyciągnął go z grobu usypanego przez produkcje Joela Schumachera. A w przerwie popełnił kilka świetnych pozycji z pogranicza kryminału i thrillera.

Na specyficzną wyobraźnię Nolana składa się miks kultury Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Pochodził z mieszanej rodziny, wychował się praktycznie na trasie Londyn-Chicago. W międzyczasie wyprzedził modę panującą obecnie wśród geekowskichyoutuberów – pożyczył od ojca kamerę 8mm i zaczął kręcić filmiki z udziałem swoich zabawek. Działo się to w okolicach 1980 roku. Już jako jedenastolatek wiedział, co będzie robić w życiu. Pod tym kątem wybrał zresztą uczelnię – zaczął studiować Literaturę Angielską na Uniwersytecie Londyńskim. Uczelnia dawała możliwość złapania odpowiednich kontaktów w branży filmowej.

W czasie nauki zrealizował kilka porządnych krótkometrażówek, m. in.”Tarantellę”. Dowodzą one, że ze swoim talentem i wyobraźnią mógł tworzyć kolejne szalone, awangardowe twory, które zadowoliłyby krytyków i wąską grupę odbiorców kiszącą się w sosie własnego snobizmu. Wybrał jednak inną drogę. Postanowił dołożyć swoje trzy grosze do popkultury i tchnąć nowe życie w niektóre gatunki.

Czy to „Memento”, „Prestiż”, „Bezsenność” czy „Incepcja” – stanowią pewne wyzwanie dla widza. Stawiają niewygodne pytania, podważają wiarygodność i racje bohaterów, pokazują w dwuznacznych moralnie sytuacjach, a konfrontacje z głównym problemem nie zawsze przynoszą pozytywne rozstrzygnięcie czy choćby oczyszczenie. W najgorszym razie – jak w przypadku „Incepcji” okazują się złożonym rebusem, atrakcyjną wizualnie zagadką skierowaną do widza.

Przede wszystkim jednak każdy z wymienionych tytułów idzie śladami „Zbrodni i kary” – w unikalny sposób ożywia podstawowe gatunki, bez których popkultura nie przetrwałaby tak długo. Najczęściej filmy Nolana odwołują się do kryminału i thrillera w rozmaitych wariacjach. Najbardziej, choć też nieprzesadnie, oddaliła się „Incepcja”, która po obdarciu ze wszystkich ozdobników i zawijasów psychologicznych okazuje się po prostu dynamicznym heistmovie (ang. „film ostatniego skoku”).Na wyjątek od reguły zapowiada się nadchodzące „Interstellar”. Tak czy inaczej – to zawsze pełne napięcia historie, w których istotną rolę odgrywa tajemnica, zaskoczenie, niepewność i silne emocje.

Nolan to jednak przede wszystkim dziecko poetyki noir. Choć z klasycznych rekwizytów w stylu prochowca korzysta stosunkowo rzadko, to jednak cała filmografia reżysera stanowi ukłon w stronę konwencji. Jego bohaterowie zawsze mają do odkrycia jakąś tajemnicę, czy to we śnie, podczas bezsennej nocy czy na jawie. Pośród postaci, o których kręcił, nieprzypadkowo znajduje się najsłynniejszy detektyw świata – Batman. Wszyscy oni to zacięci, zgorzkniali twardziele z problemami, pogubieni jak dzieci we mgle. Skąpani w mroku miasta.

 Dopóki nie złapią tropu.

Nie potrafią przeskoczyć własnych słabości, a kiedy już do tego dochodzi – okupują to strasznymi ofiarami. Gnają za czymś, co nie zawsze nawet rozumieją, dają się ponieść rywalizacji, która prowadzi do tragedii. Są ludźmi naznaczonymi nutą tragizmu, nieobcą samemu reżyserowi, który też nie raz zmagał się ze swoimi demonami – nałogami.

Także miasto spełnia założenia postawione przez noir. Jest bohaterem na równi z aktorami. Często zepsutym, przesiąkniętym zbrodnią, ale żyjącym własnym życiem. Nie tylko stanowi rozbudowane tło, wypełnione umoczonymi postaciami pobocznymi, ale też kształtuje bohaterów i posiada własne tajemnice. Tak jak Gotham w Trylogii Mrocznego Rycerza. Tak jak mieścina z „Bezsenności” czy „Memento”. Nolan poświęca dużo miejsca, by pokazać, gdzie i w jakich warunkach żyją, z czym zmagają się na co dzień jego postaci.

Nolan uzbrojony w erudycję wyniesioną z prestiżowej uczelni jeszcze bardziej podkręca swoje filmy i czerpie pełnymi garściami z mitologii. Przerabianie mitu Batmana i stawianie mu pomnika to jedno. W „Incepcji” reżyser bawi się odwołaniami do kultury greckiej. Mamy Ariadne, labirynt, głównego bohatera, który stanowi odpowiednik Odysa i Perseusza skupiony w jednej osobie, a jak się uprzeć, to możemy też wskazać, kto w tej historii bawi się w Minotaura.

Przez większość jego filmów przebija zamiłowanie do bezwzględnego realizmu i szczegółu. Poświęca temu uwagę do tego stopnia, że potrafił zamknąć się z braćmi w kanciapie i majstrować przy niektórych gadżetach. Nadzorował np. prace nad Tumblerem z „Batman Begins” i zadbał o ogólny realizm wyposażenia. Fascynację technologią z różnych epok, zmyślnymi i niesamowitymi wynalazkami widać też wyraźnie w „Prestiżu”, opowieści o starciu dwóch iluzjonistów. Ta postawa przekłada się też na atrakcyjność wizualną, osiągniętą między innymi dzięki starannym efektom specjalnym. Nolan unika bowiem CGI bardziej niż ognia piekielnego. Pamiętacie scenę z przewrotem ciężarówki w „Mrocznym Rycerzu”? Wszystko to osiągnięto dzięki ładunkom pneumatycznym, dziesiątkom prób na makietach i poświęceniu jednego osiemnastokołowego potwora. By podciągnąć wiarygodność „Interstellar”, reżyser skorzystał z konsultacji fizyków.

Twórca „Memento” wykorzystuje swoją wiedzę także po to, by przemycić kilka mniej lub bardziej celnych komentarzy społecznych. Co ciekawe, wykorzystuje w tym celu głównie ekranizacje przygód Batmana (nawet jeśli kilku pomysłów fani nie mogą mu darować…). Dywagacje o strachu, granicy szaleństwa, starciu porządku i chaosu (co niekoniecznie oznacza u Nolana to samo co Dobro i Zło) czy nawet konfrontacje kilku różnych, niedoskonałych porządków. Bo czymże jest ostatnia część trylogii, „Mroczny Rycerz Powstaje”, jeśli nie krytyką mechanizmów rządzących rewolucją, każdą rewolucją, pokazaniu jej hipokryzji i pozornej skuteczności. Oraz tego, że za przewrotem często stoją zewnętrzne siły, czerpiące zysk z chaosu.

Jednak nawet tutaj, w epickiej opowieści o starciu różnych idei, znaczącą rolę odgrywa poetyka noir. Ilekroć mówimy i myślimy o „Mrocznym Rycerzu”, staje nam przed oczami przestępca w fioletowym garniturze, z kiepskim makijażem na twarzy i staroświecką spluwą w ręku, idący w stronę Batmana. Napędzają go siły, których nie rozumie, sieje chaos, przemyka w cieniu, pomiędzy innymi gangsterami, niczym łotr z czarnego kryminału. I nie wiadomo kto jest straszniejszy, bardziej szalony – przestępca czy obrońca?

Zobaczymy, czy wszystkie te elementy, mariaż popkultury z intelektualizmem, widowiska i zaangażowania, wszystkie fascynacje Nolana – zagrają w „Interstellar”.

Kategorie
większe kawałki
Hubert Sosnowski

Miłośnik popkultury pod każdą postacią – literacką, muzyczną, filmową, komiksową, grową, serialową. Publikował w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach”, „Playboyu” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy. Człowiek sympatyczny, acz nękają go napady wyjątkowo czarnego humoru.

Dodaj komentarz