Bat in the sun
większe kawałki

Casey Jones, pierwowzór Kick-Assa

Na ekrany kin wchodzi właśnie reboot „Wojowniczych Żółwi Ninja” ale w filmie niestety nie pojawi się najbardziej charyzmatyczna i wyrazista postać tego uniwersum, ulubieniec fanów, Casey Jones. Ten twardy mściciel ukrywający się pod hokejową maską skutecznie kopał tyłki ulicznym zbirom ponad dwie dekady przed pojawieniem się Kick-Assa, Defendora, Crimson Bolta i innych. Kim jest?

Casey to tak naprawdę ksywka Arnolda Jonesa, chłopaka z Brooklynu, który jako nastolatek doświadczył wielu krzywd. Jego ojciec, właściciel sklepu, został zamordowany przez członków gangu Purple Dragons, matka i siostra uprowadzone, a on sam, pobity do nieprzytomności, co prawie przypłacił życiem. Po rekonwalescencji zamknął się w sobie, odciął od przyjaciół, a cały wolny czas spędzał na oglądaniu kiepskich seriali sensacyjnych jak „Drużyna A” czy „T.J. Hooker” (podobnie z resztą jak jego twórcy), wyświetlanych na trzech telewizorach jednocześnie. Odniesione obrażenia spowodowały zaburzenia psychiczne i emocjonalne co tłumaczyłoby agresywną postawę i nieprzewidywalne, gwałtowne zachowanie. Setki godzin spędzone przed szklanym ekranem jeszcze bardziej wydrążyły jego psychikę, gdyż pod wpływem oglądanych programów i czerpanych z nich wzorców postanowił na własną rękę oczyścić ulice Nowego Jorku z szumowin. Ubrany w biały podkoszulek, luźne spodnie, hokejową maskę i wyposażony w golfową, naramienną torbę wypełnioną kijami do krykieta, hokeja, beseballa, golfa i innymi, siał zamęt i spustoszenie wśród drobnych przestępców, krwawo i brutalnie wymierzając sprawiedliwość.

Kevin Eastman w jednym z wywiadów przyznał, że Casey Jones był parodią ulicznych mścicieli takich jak Batman i Daredevil, z zacięciem typowym dla Harry’ego Callahana. Owszem, posiadał tragiczną przeszłość, ale jego vendetta została wypowiedziana z zupełnie innych, całkiem prozaicznych powodów. Kompletnie nie patyczkował się też z przestępcami, z uśmiechem na twarzy łamał im kości, przestawiał nosy i katował do nieprzytomności. Okazało się też, że jest mistrzem w znikaniu, co przez lata swej działalności niejednokrotnie potwierdził, ani razu nie dając się złapać policji. Po raz pierwszy pojawił się w 1985 r. w zeszycie „Raphael: Teenage Mutant Ninja Turtle”, gdzie kilkukrotnie pojedynkował się z tytułowym żółwiem, a ostatecznie połączył z nim siły we wspólnej sprawie. Częścią żółwiej rodziny stał się w dziesiątym numerze pierwszej serii, gdy pomógł zmutowanym ninja odeprzeć atak Shreddera i klanu Stopy na mieszkanie April O’Neill, a jako nowe miejsce schronienia zaproponował farmę po swej zmarłej babci w Northampton. Wówczas w kolejnych numerach, między nim a programistką (tak, w odróżnieniu od serialu TV, w komiksie April była informatykiem) zaczęło kiełkować romantyczne uczucie, które w opowieści „Shades of Grey” (TMNT v.1 #48-49) zostało doszczętnie zdeptane z błotem. W wyniku przypadkowego uśmiercenia nastolatka, który napadł go podczas ulicznych treningów, Casey wpadł w depresję, zakończoną całkowitym rozpadem grupy. April wyjechała wówczas do San Francisco, żółwie wróciły do NY a Splinter samotnie pozostał na farmie. Z kolei Casey wyruszył w samotną podróż po Stanach w poszukiwaniu siebie.

Sens życia odnalazł w przydrożnym barze gdzie poznał ciężarną Gabrielle. Zakochani po jakimś czasie wzięli ślub, ale podczas porodu dziewczyna zmarła zostawiając mu w spadku córeczkę, której dał na imię Shadow. Odmieniony Casey wrócił do Nowego Jorku, a po dramatycznych wydarzeniach zwanych „City at War”, ponownie zszedł się z April, z którą wspólnie postanowili wychować przybraną córkę. Brutalny do tej pory pogromca zmienił się nie do poznania. Zaprzestał nocnych łowów na przestępców, a ujście swoim wzburzonym emocjom dawał podczas wspólnych wypadów z żółwiami. Z resztą było ich coraz mniej, gdyż z butnego zawadiaki przeistaczał się w przykładnego ojca i nauczyciela oraz romantycznego towarzysza, a później także czułego męża. Jak widać nawet najtwardszego twardziela, prędzej czy później, zmiękczy ojcostwo.

W dotychczasowych kinowych obrazach w rolę Casey Jonesa dwukrotnie wcielił się fenomenalny Elias Koteas i raz Chris Evans podkładający głos w animacji z 2007 r. Jego życiorys był tutaj znacznie ugładzony, a on sam był prezentowany jako zawodowy hokeista, który po kontuzji zrezygnował z obiecująco rozwijającej się kariery. Koteas świetnie zinterpretował rolę czyniąc z tej postaci sympatycznego, acz twardego gadatka i zawadiakę robiącego maślane oczy do April. Jednak najciekawszą produkcją jest fanowski film krótkometrażowy „Casey Jones” (w całości możecie go obejrzeć poniżej, zróbcie to koniecznie) autorstwa Polarisa Banksa (który świetnie wciela się też w tytułową rolę) będący jednocześnie genezą tego mściciela oraz prequelem do obrazu z 1990 r. Banks złożył cudowny hołd zarówno obrazowi Steve’a Barrona, Koteasowi jak i całej dekadzie lat 80., zawierając w tym zaledwie 30-minutowym filmie esencję postaci Casey Jonesa.

Wracając jednak do tematu. Co mają wspólnego Jones i Kick-Ass? Choć Mark Millar, twórca alter ego Dave’a Lizewskiego, nigdzie tego oficjalnie nie przyznał, to wspólne cechy obu bohaterów widać jak na dłoni, a co za tym idzie oczywistą inspirację. Oboje w wyniku znudzenia ruszają w miasto lać zbirów przebrani w kuriozalne, naprędce sklecone kostiumy; oboje mają nierówno pod sufitem i funkcjonują w rzeczywistościach pozbawionych superbohaterów. Oboje stracili też bliskich, ale to nie dramatyczne wydarzenia zainspirowały ich do bycia mścicielami; wreszcie oboje są niezwykle brutalni i nieprzewidywalni, co czyni z nich bardzo niebezpiecznych przeciwników. Podobieństwa te zauważył również młody reżyser, aktor, scenarzysta i producent w jednym, Aaron Schoenke, bardziej znany jako współzałożyciel studia Bat in the Sun Productions zajmującego się kręceniem niezależnych filmów krótkometrażowych bazujących na komiksach (wymienić wypadałoby chociaż „Patient J”, „City of Scars” czy „Seeds of Arkham”). W ramach bardzo popularnej serii „Super Power Beat Down” we wrześniu skonfrontuje obie postaci w pojedynku, o którego wyniku zadecydują fani z całego świata. Raczej nie ma wątpliwości, że bardziej doświadczony Casey Jones wyjdzie z tego starcia z podniesioną maską.

Czy Casey Jones powróci jeszcze na ekrany kin? O tym przekonamy się po sukcesie lub porażce nowych „Żółwi…”, które zadecydują o wielkoekranowym rozwoju tego uniwersum. Tymczasem pozostaje cieszyć się jego krótkometrażowymi występami i kolejnymi serialowymi oraz komiksowymi inkarnacjami.

Kategorie
większe kawałki
Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.

Dodaj komentarz