większe kawałki

Amityville i nawiedzone domy

Nawiedzone domy. Kino grozy je kocha. A już na pewno kocha jest James Wan. Twórca „Obecności” nie próbuje nawet ukrywać tego jak wielką miłością darzy opowieść o nawiedzonym domu „Amityville”. Dlatego też przed premierą „Obecności” postanowiliśmy przypomnieć o domu bez którego współczesna popkultura do tej pory nie straszyłaby nas domami, w których zdarzyło się coś złego… Oto opowieść o Ocean Avenue 112, lub jak wolicie – opowieść o tych wszystkich horrorach o nawiedzonych domach jakie powstały w ostatniej dekadzie. Nie ulega bowiem wątpliwości, że w XXI wieku to klątwa Amityville rządzi w kinach.

Wszystko zaczęło się pewnej nocy. W domu przy Ocean Avenue 112 w Amityville obudził się Roland, najstarszy syn mieszkających tam państwa DeFeo. Poszedł po strzelbę i w ciągu kilku minut zamordował rodziców oraz czwórkę rodzeństwa. Podczas procesu zeznał, że nakazały mu to zrobić głosy. Zabijając, czuł się jak Bóg. Trzynaście miesięcy później dom w Amityville kupili okazyjnie państwo Lutzowie. Miejsce okazało się nawiedzone, a jakaś obca, mroczna siła próbowała nakłonić seniora rodu, George’a Lutza, do zamordowania rodziny. Najpierw jednak przez kilkanaście nocy Lutzowie dręczeni byli przez złe siły, z kranów w ich domu miała płynąć krew, a w godzinę zabójstwa zatrzymywać się miały zegary.

To nie jest streszczenie marnego horroru, lecz opis zdarzeń, które wydarzyły się w Amityville. W połowie lat siedemdziesiątych spisał je Jay Anson. W Stanach Zjednoczonych przez trzy lata reportaż Ansona należał do czołówki najchętniej kupowanych horrorów. Na ekran, w atmosferze skandalu, który pomógł w promocji filmu, przeniósł ją w 1979 roku reżyser Stuart Rosenberg (twórca m.in. „Basenu topielców” z Paulem Newmanem).

Skandalu, bowiem morderca przyznał się, że opętanie wymyślił razem z adwokatem. Przedsiębiorcza rodzina Lutzów aferę z opętaniem, krwią i demonami wymyśliła, aby podbić cenę nieruchomości. I oczywiście zdobyć sławę, bo przecież sława to coś o czym skrycie marzy większość osób. Udało się. Zarówno książka, jak i jej ekranizacja odniosły spektakularny sukces, wpisując się na trwałe w cykl opowieści o nawiedzonych domach.

Film doczekał się aż ośmiu kontynuacji w latach osiemdziesiątych, remake’u zrealizowanego przez debiutanta Andrew Douglasa. Dochody z pierwszej ekranizacji wyniosły blisko 90 mln dol. – obraz znalazł się w czołówce najbardziej kasowych filmów grozy w historii kina. Natomiast sama opowieść o morderstwie w Amityville stała się częścią popkultury. I zarazem historią założycielską dla trwającej do tej pory mody na „horrory oparte na prawdziwych historiach”. Bezlitośnie przy tym obnażając mechanizm prawdy… Skoro pierwsza historia o nawiedzonym domu i opętaniu była zmyślona możecie domyśleć się na ile prawdziwe były pozostałe (z „Udręczonymi”, którzy rozpoczęli całą serię, „Nawiedzonym” i innymi).

„Amityville” to także typowy przykład opowieści pod hasłem „historia o nawiedzonym miejscu”. Chociaż od czasu pierwszej powieści grozy, „Zamku Otranto” Horace’a Walpole’a sprzed ponad dwustu lat, duchy zdążyły przenieść się ze starych zamczysk do domowych wnętrz zasady pozostały te same. Mamy miejsce owiane tajemnicą oraz kogoś, kto je odwiedza nieświadomy zagrożenia, stając oko w oko z duchem. Dlaczego banalna historia o jednym z wielu nawiedzonych domów odniosła taki sukces? Stephen King, król literackiego horroru, uważa, że doskonale trafiła w swój czas. Koniec lat 70. był bowiem w USA okresem kiepskiej koniunktury i historie rodzin, podobnie jak Lutzowie, zrujnowanych wskutek nieudanych inwestycji zdarzały się nagminnie. W eseju poświęconym „Amityville” King napisał, że to desperacja małżeństwa, które mimo lęku próbuje mieszkać w kupionym za ostatnie pieniądze nawiedzonym domu, przemówiła do wyobraźni odbiorców, nękanych brakiem pieniędzy.

Nowe „Amityville” czyli „Obecność” Jamesa Wana idealnie wpisuje się w tę teorię. Wszak w Stanach (i na całym świecie) rynek finansowy wciąż nie podniósł się po finansowym załamaniu, a rodzin, które są zmuszone mieszkać w znienawidzonych domach i mieszkaniach, bo nie stać ich na spłatę rat czy przeprowadzkę jest dziś jeszcze więcej niż w latach 70. Nie wierzycie? To ciekawe dlaczego „Obecność” okazała się takim hitem w Stanach (zarobiła w weekend dwa razy tyle ile kosztowała czyli 41 milionów!). Po prostu lubimy oglądać opowieści o tym jak inni mają gorzej, ale mimo to się nie poddają. Nawet nawiedzone domy mogą działać pokrzepiająco.

Kategorie
większe kawałki
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz