FOX
Rankingi

Seriale medyczne – czyli szpitale, w których chcielibyśmy się leczyć [ranking]

Na kanale FOX uwielbiani przez telewidzów chirurdzy z Seattle przeprowadzają kolejną „operację”. Długo oczekiwana premiera 13. sezonu serialu to dobra okazja by wyłonić dziesięć seriali medycznych, które rządziły  i dalej rządzą wyobraźnią widzów

Doktor Kildare (1961-1966)

Przebój lat 60 ubiegłego wieku. Kildare to taka ujmująca staroświeckim urokiem historia od zera do bohatera w wydaniu medycznym. Mamy tu więc stażystę Kildare’a raczkującego w zawodzie, uczącego się szacunku do fachu i pacjentów, a jednym z motorów napędowych serialu jest relacja uczeń-mistrz ze starszym lekarzem, Leonardem Gillespie, autorytetem, o którego szacunek zabiega główny bohater. To właśnie ten serial posłużył za trampolinę popularności Richardowi Chamberlainowi, który wystąpił potem w takich produkcjach jak „Kopalnie Króla Salomona” czy „Shogun”.

General Hospital – Szpital Miejski (1963)

„Moda na sukces” pośród seriali medycznych, jeden z najdłuższych tasiemców w historii – a już na pewno rekordzista na niwie medycznej. Leci nieprzerwanie od lat sześćdziesiątych, wychował już dobre kilka pokoleń widzów i pękło mu już trzynaście tysięcy odcinków. Można psioczyć na mydlaną operę, można mówić, że to nieoryginalne, ale nic nie zmieni faktu, że to właśnie ten serial pokazał telewizji jak ogromny potencjał tkwi w opowieściach o szpitalach.

 

MASH (1970 kino i 1972-1983 – TV)

Rozwinięcie myśli zapoczątkowanej przez film kinowy, gdzie jedną z głównych ról zagrał Donald Sutherland (stały bywalec ówczesnego kina wojennego). Co w tym serialu było wyjątkowego? Absolutnie wszystko. Scenariusz, bohaterowie, celny, bawiący do łez humor (choć do dziś nie mogę przeżyć śmiechu z puszki, tak psuje ten serial…), który po chwili okazywał się niezwykle gorzki – wszak historia opowiadała o bardzo konkretnym szpitalu – placówce polowej w ogarniętej wojną Korei. To opowieść o najbardziej niezapomnianym śmiechu przez łzy, o próbach odreagowania horroru, w który wpakowali się zwykli śmiertelnicy. Historia trafiała w niesamowicie czuły punkt, zwłaszcza, że Ameryka lizała rany po kolejnym konflikcie.

Wszystkie stworzenia duże i małe (1974 kino i 1978 – 1990 TV)

Lekarz nie musi zajmować się tylko ludźmi. Brytyjski weterynarz James Herriot sprawił, że masa młodych odbiorców zapragnęła jak on… leczyć zwierzęta. Pierwszy tom jego wspomnień ukazał się w 1970 roku z miejsca podbijając serca brytyjskich czytelników. Na reakcję filmowych producentów nie trzeba było długo czekać. W 1974 roku powstała pierwsza kinowa adaptacja „Wszystkich stworzeń…” (z Anthonym Hopkinsem wcielającym się w postać szefa Herriota), a cztery lata później BBC wystartowało z kultowym serialem, który bił rekordy popularności także w Polsce.

Szpital na peryferiach (1977-1981)

Socjalistyczna odpowiedź na „General Hospital”. Perypetie doktora Sowy i doktora Sztrosmajera uwodziły widzów w całym bloku wschodnim. Z perspektywy czasu „Szpital…” broni się przede wszystkim czeskim poczuciem humoru i swoistym luzem.
ER – Ostry Dyżur (1994-2009)

Ten serial narobił rozgłosu, nawet u nas. Był mocnym wejściem w medyczny świat tytułowego ostrego dyżuru i nie cackał się z widzem, jak dawniejsze produkcje. Pokazywał zespół lekarzy z całym dobrodziejstwem inwentarza, często trudnymi problemami (pacjenci też mieli swoje za uszami). Przede wszystkim jednak nie oszczędzał widzom mocnych scen i dosyć makabrycznych widoków – a więc codzienność załogi ostrego dyżuru. Pomógł też w umocnieniu pozycji wschodzącej gwiazdy, George’a Clooneya i co ciekawe – mocno ewoluował w trakcie tych kilku sezonów. Załapał się bowiem na czas serialowej rewolucji zapoczątkowanej m.in przez „Rodzinę Soprano”.

Na dobre i na złe (1999)

Raz utopia na temat polskich szpitali, kiedy indziej suma wszystkich nieszczęść i… okej, bądźmy szczerzy. Z zagranicznymi produkcjami „Na dobre i na złe” nie wytrzymuje porównania, często staczało się w stronę mdławej telenoweli, ale istnieją dwa „ale”. Po pierwsze, na polskim rynku nie ma drugiego równie długo utrzymującego się serialu, przez który przewinęła się plejada naprawdę dobrych aktorów, zarówno w rolach pierwszo-, jak i drugoplanowych. Druga sprawa to fakt, że parę sezonów miało naprawdę przyzwoitych scenarzystów, którzy wyrwali się ze szponów łzawej sztampy rodem z seriali Ilony Łepkowskiej i dostarczali porządne, dobrze ograne historie.

Scrubs – Hoży Doktorzy (2001-2010)

Scrubbsi opowiadali o zabawnych pyskatych lekarzach, zanim House uczynił to naprawdę cool i przy okazji rzucali rękawicę dominującemu na rynku „Ostremu Dyżurowi”, reklamując się jako „dwa razy śmieszniejszy i dwa razy krótszy” serial. Przez produkcję przewinęło się sporo gwiazd na występach gościnnych (Michael J. Fox, dla przykładu), serial wypromował też kilka kawałków nagranych na potrzebę poszczególnych odcinków. A poza tym był dowcipną opowieścią, nieunikającą trudnych tematów, których nie unikniemy, gdy myślimy o wydarzeniach rozgrywanych w szpitalnych murach.

Dr House (2004-2012)

Fenomen telewizyjny sprzed ponad dziesięciu lat (pamiętam, jakby to było wczoraj). Moje pierwsze skojarzenie – co koleś o twarzy zaciętej jak Clint Eastwood robi w szpitalu, a nie na polowaniu na bandziorów? A potem okazało się, że to świetny serial medyczny przenoszący wzorzec Sherlocka Holmesa na niwę medyczną. Gregory House (Hugh Laurie) uwodził widzów urokiem psykatego, piekielnie inteligentnego socjopaty, który poradzi sobie niemal z każdą jednostką chorobową, nie bacząc na koszta. Moda na House’a trwała długo, obrodziła naśladowcami (także serialowymi, np. „Siostra Jackie”) oraz licznymi odniesieniami, gadżetami i książkami interpretującymi mądrości wymyślonego lekarza.

Grey’s Anatomy – Chirurdzy (2005)

Kolejny szpitalny fenomen, który wypełnił pustkę w nieutulonych sercach widzów po „Ostrym Dyżurze”. Serial z aptekarską precyzją miesza dramat i sytuacyjną, niewymuszoną komedię, a wszystko działa bardzo sprawnie dzięki angażującym i przejmującym losom bohaterów, z którymi łatwo się związać emocjonalnie. Jak silna jest to więź, niech zaświadczy fakt, że serial leci do dziś, a widzowie wciąż chcą go oglądać po trzynastu sezonach.

 

Kategorie
Rankingi
Hubert Sosnowski

Miłośnik popkultury pod każdą postacią – literacką, muzyczną, filmową, komiksową, grową, serialową. Publikował w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach”, „Playboyu” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy. Człowiek sympatyczny, acz nękają go napady wyjątkowo czarnego humoru.

Dodaj komentarz