Universal
Rankingi

Resident Evil: film po filmie, czyli krótki przegląd kinowych ekranizacji

Zombie trzymają się w popkulturze nad wyraz silnie, co jakiś czas zaskakując widzów odmiennym podejściem do mocno już wyczerpanej tematyki. W tym tygodniu pulę zgarnia jednak rzecz, która nie kombinuje, a więc kultowy „Resident Evil”, znany również pod tytułem „Biohazard” – najpierw mieliśmy premierę rewelacyjnie jak dotąd ocenianej siódmej już części growej franczyzy, by dziś do kin wkroczyła szósta i prawdopodobnie ostatnia odsłona jej ekranizacji.

Biorąc się za ekranizację „Resident Evil” Paul W.S. Anderson miał w dłoniach nomen-omen, samograj. Seria elektronicznych pozycji pod tym samym tytułem, to w końcu jedna z żywych legend gier komputerowych . Przepis na sukces wydawał się więc prosty – wystarczyło skorzystać z materiału źródłowego, relatywnie niewiele w nim zmieniając – ale czy twórca „Mortal Kombat” i „Ukrytego Wymiaru” podołał zadaniu? Poniżej krótkie omówienie piątki jego filmowych przygód z zombie i całkowicie subiektywne ich miejsca w rankingu całości.

Resident Evil (2002)

Budżet: 40 milionów $

Światowy box office: 102 miliony $

Pomimo piętnastu lat na karku, pierwsza część filmowych „Residentów” wciąż zdaje się krzyczeć widzom w twarze, że siła tkwi w prostocie. Inspirowana elementami głównie z pierwszej odsłony gry fabuła wprowadzała całkowicie nową postać uniwersum – Alice, która wraz z partnerem budzi się pozbawiona pamięci w cokolwiek wytwornym, acz opuszczonym domu. Niewiele taśmy filmowej później okazuje się, że ów przybytek to ledwie przykrywka dla „Ula”, sekretnego laboratorium prowadzącej niecne biotechnologiczne eksperymenty korporacji Umbrella. Laboratorium w którym, należałoby dodać, wszystko poszło źle, a lokalna populacja została przeobrażona w żądne krwi żywe trupy. Co by o nim nie pisać, pierwszemu filmowi zdecydowanie najbliżej z całej serii do atmosfery horroru znanej z elektronicznego pierwowzoru. Jeśli dodać do tego niezłe wykonanie, dobrze dobraną obsadę (Michelle Rodriguez!) i prostą, lecz nie prostacką fabułę, można śmiało powiedzieć, że mimo raczej poszlakowych nawiązań do oryginału, całość w kategorii niezobowiązujących filmów na wieczór oglądało się całkiem przyjemnie.

Ocena: 60%

Miejsce w rankingu: 1.

Resident Evil: Apokalipsa (2004)

Budżet: 45 milionów $

Światowy box office: 129 milionów $

Po dramatycznych wydarzeniach z części pierwszej, nieopatrzne odpieczętowanie podziemnego laboratorium doprowadza do dalszej ekspansji śmiercionośnego wirusa – tym razem areną walk z hordami wściekłych zombie staje się pobliskie miasto Raccoon, a w całe zamieszanie wplątana zostaje córka prezydenta USA. Jeśli pierwszą część serii można było określić mianem horroru z elementami akcji, tak druga wykazywała objawy podążania w kierunku o odwróconych proporcjach. Słowem, dużo strzelanin i dynamicznych pościgów, zdecydowanie mniej strachu. Niewątpliwy smaczek dla fanów gier w postaci pojawienia się obok powracającej Alice również kultowych Jill Valentine i Carlosa Olivery, nieco reperował zawód oczekujących większej dawki napięcia, a końcowy twist mimo, że do najbardziej oryginalnych nie należał, efektywnie budował podwaliny pod dalszą, zdecydowanie bardziej nastawioną na niekończącą się akcję ekspansję serii.

Ocena: 50%

Miejsce w rankingu: 3.

Resident Evil: Zagłada (2007)

Budżet: 45 milionów $

Światowy box office: 148 milionów $

Wirusa T nie udało się opanować i wkrótce cały świat pogrąża się w odmętach chaosu. Poszukując ocalałych niedobitków ludzkości, Alice sprzymierza się z podróżującym po spalonych słońcem piaskach Nevady, dowodzonym przez Claire Redfield (Ali Larter) i Carlosa Oliverę konwojem, by razem podjąć podróż ku Alasce, prawdopodobnie ostatniemu nieskażonemu epidemią obszarowi na Ziemi. Tyle, że wciąż prowadząca swe eksperymenty korporacja Umbrella jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa… Podejmujący wątki tam, gdzie zakończyła je druga odsłona i zgodzie z wytyczonym przez nią szlakiem szlakiem trzeci film Paula W.S. Andersona, to już zdecydowanie rzecz koncentrująca się bardziej niż na wymianach ognia, niż wzbudzaniu rzeczywistego strachu. Mimo tego – funkcjonująca na tym poziomie naprawdę nieźle. Na atrakcyjność całości niewątpliwie składa się całkowicie odmieniony setting, ekranowa chemia między postaciami i efektowne sceny potyczek z nieumarłymi. Do tego, by fabularnie mogła nas czymkolwiek zaskoczyć, trzeciej części „Resident Evil” daleko, duch elektronicznego oryginału (przynajmniej jeśli weźmiemy pod uwagę pierwsze z dokonań CAPCOMu) ulatuje bezpowrotnie, ale pozostając szczerą w tym, czym w założeniu miała być, zapewnia zdecydowanie udane półtorej godziny wysokooktanowej rozrywki.

Ocena: 55%

Miejsce w rankingu: 2.

Resident Evil: Afterlife (2010)

Budżet: 60 milionów $

Światowy box office: 296 milionów $

Alice kontynuuje rozpoczętą w poprzednich filmach krucjatę przeciwko korporacji Umbrella, przy okazji na dogasających zgliszczach ludzkości poszukując Arkadii – według tajemniczej transmisji radiowej, być może ostatniej bezpiecznej przystani homo sapiens. Tylko czy takie miejsce może jeszcze istnieć? Po niewątpliwie udanych trzech odsłonach „Residentów”, inspirowany w dużej mierze piątą częścią gry, „Afterlife” to już zdecydowana obniżka formy. Największa wina w tym absurdalnie wręcz przewidywalnego, wprowadzającego masę nieistotnych bohaterów i zwyczajnie nudnego scenariusza, który potrafi położyć na łopatki nawet docelowo emocjonalną scenę ponownego spotkania się, rozdzielonego w niepewnych czasach rodzeństwa. Technicznie również różowo nie jest- cóż z tego, że akcji znajdziemy tu nawet więcej niż w „Zagładzie”, skoro jakość wykonania bitewnych sekwencji momentami poraża wręcz sztucznością? W takim wypadku, nawet wprowadzenie dystansujących film od jakichkolwiek znamion poważnego kina delikatnych elementów komediowych, całości nie jest w stanie uratować, a „Afterlife” pozostaje tym samym najsłabszą (choć paradoksalnie, również najbardziej dochodową) jak do tej pory częścią filmowej sagi Andersona.

Ocena: 35%

Miejsce w rankingu: 5.

Resident Evil: Retrybucja (2012)

Budżet: 65 milionów $

Światowy box office: 240 milionów $

Jeżeli taki film jak „Resident Evil” rozpoczyna się od cokolwiek statycznego wprowadzenia w którym widzowi tłumaczone są meandry fabuły, znaczy, że ktoś najprawdopodobniej pokpił sprawę na poziomie ciągu przyczynowo-skutkowego scenariusza. I rzeczywiście, pierwsze minuty z piątą odsłoną przygód Alice wywołują spore uczucie zagubienia, kiedy nasza bohaterka ni stąd ni z owąd budzi się w sielankowej, podmiejskiej scenerii u boku kochającego męża (tu nie kto inny jak pan Olivera) i córki. Jak się tu znalazła? Czy to, co ma przed oczyma jest prawdą, czy ledwie ułudą? Jeśli w tym momencie zaczynacie spodziewać się fabularnego twistu, macie całkowitą rację, bowiem wszystko wyjaśni się dosłownie kilkanaście minut później, kiedy nadciągną hordy wygłodniałych truposzy, a świat znów okaże się areną walk o przetrwanie rodzaju ludzkiego. „Retrybucja” to właśnie tego typu kino – wszystko jest tu łatwe i szybkie do przyswojenia, nawet jeśli w rzeczywistości logika wydarzeń dawno pognała w pole, a absurd goni kolejny absurd. Jest też głośno, dynamicznie i efektownie aż do przesady, a momentami nawet i zabawnie, choć w przeciwieństwie do poprzedniej odsłony nie aż tak przerażająco nudno – zatem w sam raz na weekendowe odmóżdżenie, jak to na kino spod gwiazdy „guilty pleasure” przystało.

Ocena: 40%

Miejsce w rankingu: 4.

Serię filmowych ekranizacji „Resident Evil” można kochać za absolutnie przegięte sekwencje akcji i scenariusz, albo nienawidzić za całkowite odejście od stricte horrorowych klimatów tak uwielbianych przez fanów elektronicznej wersji kultowej zombie apokalipsy. Jak na tle poprzednich filmów wypadnie zamykający historię Alice „Ostatni rozdział”? Szansę na to, by przekonać się na własne oczy, będziemy mieć już dziś.

Kategorie
Rankingi
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero