Rankingi

Potworne potomstwo

„Obcy. Ósmy pasażer Nostromo” wszedł do kin w 1979 roku i na zawsze przedefiniował kino grozy (w tym roku stuknęło mu równo 35 lat, o czym pisaliśmy tutaj). Udany mariaż tradycyjnego horroru z gatunku „potwór w zamczysku” oraz filmu s-f odniósł zarówno sukces artystyczny i finansowy. Wielu próbowało podczepić się pod jego popularność, oferując publiczności mniej lub bardziej ewidentne podróbki, których jakość i klimat znacznie odstają od oryginału. Przedstawiamy więc potworne potomstwo Obcego i bynajmniej nie chodzi nam o te małe skurczybyki, rzucające się z doskoku na pechowego astronautę.

 

Galaktyka Grozy (Galaxy of horrors) 1981r. Reżyseria: Bruce D. Clark, Scenariusz: Marc Siegler, Obsada: Edward Albert, Ray Walston, Robert Englund, Kraj: USA

„Galaktykę grozy” wyprodukował Roger Corman, tak zwany „król klasy B.” Jego niezależne studio New World Pictures dało światu dzieła tak znane jak „Dzieci Kukurydzy Fritza Kierscha z 1984, czy Pirania Joe Dantego z 1978 roku. Na ich tle „Galaxy…” wypada słabiutko. Dostajemy tandetne dekoracje, nieprzekonujące aktorstwo oraz fabułę, która łączy znany z pierwowzoru motyw ekspedycji ratunkowej z osobliwym mistycyzmem. W dużym skrócie: w odległej przyszłości Ziemianom przewodzi Pan, tajemnicza istota, miast głowy nosząca kulę pomidorowego blasku. Ów władca, zasłyszawszy o katastrofie na planecie Morganthus posyła tam osobiście dobraną ekspedycję. Dzielni astronauci przez kilkadziesiąt minut błądzą po wnętrzach, odtwarzających stylistykę „Obcego” w wersji niskobudżetowej. Mordować ich będą agresywne kable, samonaprowadzające shurikeny czy też, jak w przypadku pewnej atrakcyjnej blondynki – wielka larwa. Quasi-pornograficzna scena z larwą i kobitą w kisielu ściągnęła na Cormana nieprzyjemności ze strony cenzury; dystrybucję dzieła zablokowano w kilku krajach. Zakończenie filmu jest przewrotne co się zowie. Może wynagrodzić nudę seansu tym, którzy dotrwają do końca.

„Skażenie” (Contamination) 1980 r. Reżyseria: Luigi Cozzi (jako Lewis Coates). Obsada: Ian McCulloch, Louise Marleau, Marino Mase, Siegfried Rauch, Gisela Hahn, Carlo De Mejo, Carlo Monni. Kraj: Włochy

Spaghetti horror co się zowie. Fabuła to rozkoszny nonsens pod wezwaniem Dario Argento (reżyser był jednym z jego mniej obiecujących uczniów.) Do portu w Nowym Jorku wpływa statek-widmo pełen tajemniczych, pulsujących jaj (w tej roli zwykłe oliwki, przynajmniej na zbliżeniach.) Śledztwo, prowadzone przez ambitną komisarz wyjawia, iż źródłem ładunku jest plantacja w Ameryce Południowej. Jajeczka wydala tam jednooki Marsjanin, który lata temu opanował umysł pewnego kosmonauty.

Warto obejrzeć to dziwo – choćby dla przeuroczej sceny w slow motion, gdy rażeni wybuchem kwasu z Jaj Zagłady panowie mafiozi padają, rozbebeszeni. Dla przejaskrawionego aktorstwa z komicznie niedogranym dubbingiem. A także dlatego, iż ścieżkę dźwiękową z nieodmienną maestrią i werwą zapodaje grupa GOBLIN.

 

„Inseminoid” (Zapłodnienie) 1981 r. Reżyseria Norman J. Warren. Scenariusz: Nick Maley, Gloria Maley. Obsada: Robin Clarke, Jennifer Ashley, Stephanie Beacham, Victoria Tennant i inni. Kraj: Wielka Brytania.

Reżyser „Inseminoida” budżet miał wąski. Zrezygnował tedy z gwiezdnego sztafażu, umieszczając swych bohaterów dla odmiany pod ziemią (obcej planety, naturalnie.) Dostajemy więc grupkę międzyplanetarnych archeologów. Nie bardzo wiadomo, o co chodzi, poza tym, że pewna blondynka zostaje zgwałcona przez kosmitę. Zaiste, ciężki był los blondynek w kiepskich filmach. Zapłodniona diabelskim przemysłem, kobieta zmienia się w żądnego krwi potwora i kolejno ubija kolegów archeologów. Dostajemy wiele bezsensownych pogoni w wąskich skalnych korytarzach, drugie tyle wrzasku oraz liczne ujęcia atrakcyjnych kobiet w obcisłych podkoszulkach. Sam potwór wygląda jak ci mali, zieloni goście na okładkach książek z gatunku: „Porwali Mnie i Wsadzili Mi Sondę w Odbyt.” Ciekawostka: większość dekoracji to autentyczne wnętrza brytyjskich Chiselhurst Caves. Zapewne do dziś wieje w nich grozą.

Xtro 1983 r. Reżyseria: Harry Bromley Davenport. Obsada: Philip Sayer, Bernice Stegers, Danny Brainin, Maryam d’Abo. Kraj: Wielka Brytania.

Xtro to rzadkie antyarcydzieło: film tak dziwaczny i niezborny, że aż fascynujący w swej ułomności. Przyjrzyjmy się tylko fabule. Mały chłopiec wciąż śni koszmary, w których jego nieobecnego tatę porywa UFO. Tymczasem matka dzieciaka ułożyła sobie życie z pewnym fotografem. Względny spokój narusza niespodziewany powrót męża marnotrawnego, który nie jest już tym, kim był, gdy zniknął. Chłopiec jest zachwycony, konkubent się boczy, zaś kobiecina nie może dojść do ładu ze swymi emocjami. A potem następują Liczne Okropności.

Reżyser „Xtro” za diabła nie mógł zdecydować, czy chce zrobić epatujący ohydztwami film gore, czy psychologiczne kino grozy. Postawił na oba konie i zabawnie rozjechały mu się nogi. Dostajemy ostro trącące „Obcym” sceny typu: upiorny poród czy zakokoniona, pokryta śluzem kobieta znosząca tajemnicze jaja. Ale też – nijak nie wyjaśnionego fabularnie karła-klauna. Oraz lasującą mózg scenę morderstwa na staruszce, którego sprawcą jest…powiększony do ludzkich rozmiarów zabawkowy żołnierz. Mimo to film ogląda się zaskakująco dobrze. Bolesna psychologia, leżąca u podstaw tej bezsensownej historyjki roztacza mimo wszystko swój ponury cień. Zdjęcia są udane, zaś efekty specjalne jak na tamte czasy – przekonująco obrzydliwe. Warto zauważyć, iż z dzieła wypączkowały liczne sequele. Komuś się ta jazda na kwasach musiała spodobać.

Predator (1987) Reżyseria: John Mc Tiernan. Obsada: Arnold Schwarzenegger, Carl Weathers, Jesse Ventura i inni. Kraj: USA (jakżeby inaczej?)

Kto nie widział „Predatora”? Absolutny klasyk, a przy tym dzieło zwięzłe i genialne w swej prostocie. Jak pięść miażdząca nos. Przypomnijmy pokrótce: grupa niemożebnie przybydlonych komandosów zostaje zrzucona z misją ratunkową w głąb dżungli. Panowie wojacy spodziewali się starcia z południowoamerykańską partyzantką, ale na drodze staje im coś bez porównania gorszego.

Nie trzeba międzygwiezdnej próżni, by wdrożyć nastrój klaustrofobicznej izolacji. Tym razem Zło przez wielkie zet przybyło do nas. I w jakże efektownym wcieleniu! Kultową scenę, gdy wytaśtany w błocie Arnold walczy z kosmicznym drapieżcą wszyscy znamy mniej więcej na pamięć.

„Predator” to kino naładowane testosteronem po dziurki w nosie – a zarazem piękny pomnik nieugiętości ludzkiego (no dobrze, Arnoldziego) ducha. Oraz najbardziej udane z serii dzieł inspirowanych „Obcym.” Zapoczątkowało własny ogon kontynuacji i spin-offów. Drogi dwóch najbardziej zabójczych mieszkańców Kosmosu nieraz się przetną.

Lewiatan (Leviathan) 1989r. Reżyseria: Bruce D. Clark, George P. Cosmatos, Scenariusz: David Webb Peoples, Obsada: Peter Weller, Richard Crenna, Hector Elizondo, Kraj: USA

Solidnie, rzemieślnicze kino, czerpiące tyleż z „Obcego”, co z „The Thing.” Tym razem zamiast kosmosu czy puszczy mamy podmorską stację wydobywczą. Akcja rozkręca się niespiesznie, dając nam czas, byśmy poznali głównych bohaterów. Nasi nurkowie pod wodzą Wellera – facet wygląda na nieco zbyt delikatnego, by przebywać długo pod wodą – natrafia na wrak rosyjskiej jednostki o złowieszczej nazwie Lewiatan.

Niesubordynacja najgłupszego członka załogi poskutkuje śmiertelnymi efektami. Zawarta w pozostawionej przez Ruskich wódce tajemnicza forma życia zabija, a następnie mutuje ciała swoich ofiar. Dostajemy całkiem niezłe efekty specjalne, wzorowo wytrzymane tempo i fajną kreację Wellera, który w starciu z żądnym krwi nekromorfem ujawnia pokłady męstwa. Bez tego filmu nie byłoby gry „Dead Space.” To dostateczny powód, by darzyć go sympatią.

 

„Event Horizon” (Ukryty wymiar) (1997 r.)Scenariusz: Philip Eisner Obsada: Laurence Fishburne, Sam Neill, Kathleen Quinlan, Joely Richardson, Jason Isaacs i inni. Kraj: USA

Ekipa ratunkowa odnajduje statek o wdzięcznej nazwie Horyzont Zdarzeń, który zaginął 7 lat wcześniej w okolicach Neptuna. Wydaje się, że krypa jest kompletnie pusta. Jednak naszych ratowników, zwiedzających czujnie bebechy olbrzymiego statku zaczynają nękać wątpliwości. Robi się dziwniej i dziwniej, a potem Samowi Neilowi ostatecznie puszczają nerwy.

Paul. W. S. Anderson (ilu inicjalów potrzebuje ten facet do szczęścia?) znany jest z tego, że często gęsto poświęca spoistość fabuły na rzecz wspaniałych wizualiów. W przypadku „Event Horizon” są one tak wypieszczone, że warto obejrzeć film wyłącznie dla nich. Wnętrza statku (ze szczególnym uwzględnieniem komory z napędem antygrawitacyjnym) zerżnięto żywcem, a radośnie do gry „Dead Space”. Stary jak świat motyw „nauka nie powinna przekraczać pewnych granic” nie każdego przekona, podobnie, jak motyw piekielny. Niemniej, porządne aktorstwo (zwłaszcza w wykonaniu Fishburne’a) i sprawna operatorka stawiają ten film na nogi. Coś w sam raz na beztroski wieczór z piwem i domowym popcornem.

Pandorum (2009 r.) Reżyseria: Christian Allvart Scenariusz: travis Milloy obsada: Dennis Quaid, Ben Foster, Cam Gigandet i inni. Produkcja: Niemcy, USA

„Pandorum” wyprodukował wspomniany wcześniej Paul Inicjał Anderson. Ten film ma ambicje. Pokrętnie opowiadana historia myli trop nie raz i trzeba wytężonej uwagi, by załapać, co właściwie się dzieje i dlaczego. W wielkim skrócie: Młody człowiek (świetny Ben Foster) budzi się z hibernacji. Czeka go warta na podróżującym przez gwiazdy statku osiedleńczym „Elizjum”. Ludzie zatruli i do cna wyeksploatowali swą planetę, stąd potrzeba podróży do gwiazd. Ku zgrozie młodzieńca, statek wygląda na opuszczony (i zapuszczony) od lat. Wespół z osiwiałym w bojach oficerem gwiezdnej floty (Dennis Quaid) młody będzie próbował dociec, co właściwie się wydarzyło. Kim są blade, morderczo usposobione istoty, czające się w zakamarkach statku? Dlaczego z sufitu kapie woda? Jak długo już trwa ten lot do nowego, lepszego świata – i jaki będzie jego kres? Na wszystkie te pytania film udziela odpowiedzi zwodniczych. Dodajmy szczyptę lekkostrawnej psychologii, znakomitą oprawę wizualną i dźwiękową – i mamy kawał rozrywkowego kina z zaskakującym zakończeniem. A to rzecz w długiej tradycji filmów inspirowanych „Obcym” nieczęsta.

Kategorie
Rankingi
Nina Wum

Nina Wum – niedoszła absolwentka teatrologii. Recenzuje książki dla wydawnictw, czasem tłumaczy. Kocha kulturę tzw. masową miłością namiętną i nierozsądną. Czyta, słucha, łupie w gry, ogląda, przetwarza – niekoniecznie w tej kolejności.

Dodaj komentarz