Rankingi

Podsumowanie roku 2016: najlepsze książki

W żadnej innej kategorii nie było tak burzliwych obrad jak w przypadku książek. Oto więc prezentujemy dziesięć najciekawszych propozycji literackich, jakie ukazały się w 2016 roku.

„Fobia” Dawid Kain, Genius Creations

fobia

Kain nie wyrzeka się ani swoich korzeni, ani nie unika klasycznego dla siebie przenikania gatunków, ale głównym rdzeniem powieści czyni fantastykę naukową. Niby nic nowego w odniesieniu do poprzednich powieści autora, a jednak nigdy dotąd nie uczynił tego na tak wielką skalę. Niby już w debiutanckim „Prawym lewym złamanym” wybiegał w przyszłość i imponował futurystycznymi wizjami, tym razem jednak powędrował tam, gdzie chadzają najwięksi. [recenzja]

„Okrutny miecz” Milles Cameron

okrutny-miecz-kk-810x1291

Otrzymujemy tutaj wszystko co w tomie poprzednim, z tą różnicą, że tym razem rozpiętość konfliktu rzeczywiście imponuje, a wraz z pieczołowitością i dbałością o detale, które tak chwaliłem w „Czerwonym rycerzu” wprost zachwyca. Mamy tu jeszcze więcej bitew, jeszcze więcej dowodów na to, jak ogromną wiedzę historyczną posiada Cameron, jak perfekcyjnie przedstawia funkcjonowanie armii rycerzy, ich zachowanie na polu bitwy, ba, funkcjonowanie ich sprzętu. O ile intryga dorównuje pomysłom George R.R. Martina, a brutalność starć i opisów Joe’mu Abercrombiemu, to Cameron bije ich wszystkich doświadczeniem z zakresu wojskowości i rekonstrukcji historycznych. [recenzja]

„Nocny film” Marisha Pessl

nocny-film

Historia Pessl to mroczna podróż do krainy wyobraźni demonicznego reżysera, którego filmy były tak przerażające, że niektórzy sądzą, że były prawdziwe. Mamy tu więc i postacie sprawiające wrażenie sztucznych i papierowych, oraz takie, które zdają się być tylko statystami przemykającymi przez plan filmu, w którym gra McGarth. Bo czy rzeczywiście prowadzi on śledztwo, czy też jest prowadzony za rękę przez sztuczny świat, niczym bohaterowie „Zaginionej autostrady”? [recenzja]

„Zaklinacz” Donato Carrisi

Carrisi jest bezkompromisowy i wejście do jego świata oznacza zanurzenie się po uszy mrocznej sferze osobowości, stawienie czoła złu tak przerażającemu, że wręcz nierzeczywistemu, a przecież popełnionemu przez człowieka. Ile w nas jest zła? Gdzie przebiega granica między normalnością a szaleństwem? Pytania te uderzają w nas bardzo mocno, szczególnie w zestawieniu z faktem, że wszystkie opisane tutaj przypadki zostały oparte na prawdziwych zdarzeniach. Nie znaczy to, że mamy do czynienia z fabularyzacją prawdziwej zbrodni. Carrisi opierając się na swoich gruntownych badaniach i wykazując ogromną wiedzę z dziedziny psychologii i kryminalistyki, przedstawił historie prawdziwych seryjnych morderców, odpowiednio wplatając je w tę wstrząsającą historię. [recenzja]

„Mroczna materia” Blake Crouch

mroczna_materia

„Mroczna materia” to w istocie książka o emocjach, w której wielkie naukowe idee mieszają się z kameralną w swej istocie historią o tym, co naprawdę uważamy za najcenniejsze w życiu. Trzeba przy tym przyznać, że potencjał tkwiący w elemencie „science” Crouch wycisnął do maksimum i kiedy wydawać by się mogło, że mamy już pod nogami stały grunt, książka z właściwą sobie siłą tsunami wprowadza kolejne elementy kontrolowanego chaosu. Słowem, po prostu nie da się przewidzieć dokąd nas cała ta historia zaprowadzi, a ilość możliwych zakończeń w pewnym momencie rzeczywiście wydaje się nieskończona. [recenzja]

„Dom z liści” Mark Z. Danielewski

1-1

Powieści Danielewskiego nie da się ująć w słowach, formie, ryzach rozsądku. Przenikające się historie, plączące się wątki, rozbiegane czczionki, ich rozmaite ustawienie, natężenie, kolor (!), a nawet forma umieszczenia ich na poszczególnych stronach powoduje, że w pewnym momencie czytelnik sam zaczyna się gubić w tym absolutnie rewelacyjnym zapisie paranoi i stanów lękowych. To trudny i wymagający horror psychologiczny, który zaczyna się jak „Wilk stepowy” Hermana Hesse, by potem skręcić w rejony koszmarów Marishi Pessl i filmowej wyobraźni Cronneberga, krążyć wokół Miltona i Kafki, i by zaraz potem zawędrować tam, gdzie dotąd nie odważył się dotrzeć jeszcze żaden pisarz. Pytanie, ilu czytelników znajdzie w sobie odwagę (i wytrwałość), by również tam dotrzeć. [recenzja]

„Czasomierze” David Mitchell

czasomierze

Nasz świat jest tu odbity perfekcyjnie, rzeczywistość bohaterów niemal dotykalna, bliska, nawet ta jej część, w której autor sięga już w naszą odleglejszą przyszłość. Do tego obrazu Mitchell dorzuca prosty w zasadzie pomysł – czyli ów wątek fantastyczny – który można rozpatrywać na zasadzie alegorii do życia ludzkiego skonfrontowanego z ludzką wyobraźnią, dla której rzeczywistość to za mało. Musi być coś więcej, bo przecież  inaczej życie miałoby tak mało sensu. Coś więcej – nie znaczy od razu, że to musi być Bóg, Piekło, Niebo, czarodzieje, smoki i potwory. Chodzi raczej o coś w swej istocie nieprzewidywalnego, bo tego właśnie szuka David Mitchell, nie dzieląc literatury na mainstreamową i fantastyczną. Czegoś, w co z początku nie potrafilibyśmy, a nawet balibyśmy się uwierzyć, a potem… Ale o tym już lepiej przeczytajcie w książce. [recenzja]

„Lou Reed. Zapiski z podziemia” Sounes Howard

lou-reed

Żeby bowiem wiarygodnie pokazać skomplikowaną osobowość Reeda, Sounes pokazać musiał świat w jakim dorastał a potem tworzył. Mamy tu zatem sielską Amerykę sprzed ery rock’n’rolla. Rewolucję obyczajową, Fabrykę Andy Warhola i barwnie odmalowany świat artystycznego undergroundu. Brudne lata siedemdziesiąte, hedonizm kolejnej dekady i tak dalej. Dzięki temu opowieść o Reedzie z kolejnej zwykłej biografii zamienia się w kronikę kulturalnych przemian. Przemian, na które w ogromnym stopniu wpływ miał Lou Reed i jego neurotyczna, szalona natura. [recenzja]

„R.I.P.” Mariusz Czubaj

rip

W „R.I.P.” Czubaj zrobił coś niebywałego. Coś, co nie udało się ani twórcom „Sług Bożych”, ani duetowi autorskiemu stojącemu za „Belfrem”. A mianowicie w sakli jeden do jeden przeniósł amerykańskie gatunkowe schematy na polską prowincję. W „R.I.P.” mamy wszystko – od sekwencji z pustą knajpą, do której wchodzi obcy, przez rodzimego bonza w stylu Johna Chisuma, nasze femme fatale, po twardziela, który jako ostatni sprawiedliwy kończy z hukiem zastany porządek. [recenzja]

„Aorta” Bartosz Szczygielski

aorta

Szczygielski doskonale zna konwencję, doskonale porusza się między schematami, bawi się nimi, nicuje je i przepoczwarza, jednocześnie składając hołd gatunkowi. Przede wszystkim jawi się jednak jako doskonały obserwator ludzkich zachowań, badacz ludzkiej psychiki i… co jest największą rzadkością na polskim rynku kryminałów – doskonały literat. [recenzja]

Kategorie
Rankingi

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero