Rankingi

Pięć zapomnianych filmów fantastycznych

Niebawem do kin wchodzi nowy „Łowca androidów”. Z tej okazji przypominamy filmy fantastyczne, o których świat zapomniał. A szkoda, bo w swojej kiczowatości często ocierały się o geniusz, którego nie uświadamiali sobie nawet ich twórcy.

Radioactive Dreams, reż. Albert Pyun

Było ich dwóch. Nastoletni chłopcy, którzy dorastali w atomowym schronie. Odcięci od świata uczyli się życia z powieści detektywistycznych. Zaś jedyną muzyką jaką znali był stary, dobry swing. Teraz mając po trzydzieści lat, chłopcy opuszczają schron. Jeden z nich nazywa się Phihllip Chandler, drugi Marlowe Hammer. Poza schronem odkryją świat pełen mutantów, zbrodniarzy i fatalnych kobiet. Brzmi kuriozalnie? I dobrze – bo takowe jest. Film Alberta Pyuna (ten sam, który nakręci „Cyborga”, „Nemezis” i masę tanich, dziś kultowych filmów klasy „C”) to absolutnie porąbana mieszanka kryminału noir, komedii i science fiction. W role zagubionych, dorosłych chłopców wcielają się tu John „Christine” Stockwell i Micheal „American Ninja” Dudikoff. Towarzyszy im zaś plejada gwiazd kina klasy „B”. Owszem jest to dziwadło. Ale niebywale urocze.  

Cafe Flesh, reż. Rinse Dream

Połączenie pornografii i… postaapokaliptycznej fantastyki. W świecie po zagładzie 99 procent ludzi jest negatywnie seksualna – każda próba zbliżenia kończy się dla nich wybuchem agresji. Pozostały procent jest pozytywny. Kiedy pozytywni zostają zmuszeni do uprawiania seksu na oczach negatywnych… rodzi się dziwny związek między pozytywnym mężczyzną a kobietą, która zaczyna wątpić w swoje negatywne nastawienie… „Cafe Flesh” to bezsprzecznie kuriozum. Film pornograficzny, który wpisuje w fabułę apokaliptyczną wizję świata. Ale w tym połączeniu jest metoda. A całość, mimo ewidentnej proweniencji, jest ciekawym spojrzeniem na opowieść o końcu ludzkości. I nawet ładnie wygląda tu ten świat po zagładzie (nie tylko on).

Decoder, reż. Muscha

Film legenda. Jeden z pierwszych cyberpunkowych filmów w historii i zarazem dzieło niesłusznie dziś zapomniane. „Decoder” powstał w oparciu o teksty Williama S. Burroughsa i jest szaloną wizją świata przyszłości, w którym muzyka jest w stanie wzniecić społeczną rewolucję i masowe zamieszki. W tle przewijają się tu gwiazdy muzycznego podziemia z Genesis P-Orridgem na czele, całość zaś pulsuje anarchistycznym rytmem i wciąga. W 1984 roku, podczas wizyty Ronalda Reagana w Berlinie, protestujący anarchiści puszczali w tle muzykę z „Decodera”. W finale protesty zamieniły się w zamieszki, a ujęcia z nich trafiły do filmu.

Galaxina, reż. William Sachs

Wszechświat. Rok 3008. Piękna i seksowna androidka  Galaxina, kosmiczna policja plus obcy. „Galaxina” była campową odpowiedzą na gigantyczne sukcesy „Gwiezdnych wojen”, „Obcego” czy „Star Trek”. Mamy tu zatem seksowne, lateksowe kostiumy, piękną Dorothy Stratten i kilku przystojnych panów. Całość fabuły to absolutnie wtórna kalka najbardziej wyświechtanych fantastycznych motywów, ale podanych z tak dużą dozą autoironii i dystansu, że oglądanie „Galaxiny” bawi. Niestety film nie doczekał się planowanych kontynuacji. Dorothy Stratten kilka tygodni po premierze została zamordowana przez swojego zazdrosnego męża.

Terrorvision, reż. Ted Nicolaou

W chwili premiery „Terrorvision” zostało zmasakrowane przez krytyków do tego stopnia, że film trafił raptem do kilku kin. Ale… no właśnie, rzeczywistość bywa przewrotna. Kilka lat później, kiczowata opowieść o kosmicznym potworze, który poprzez telewizję dokonuje niecnej inwazji na Ziemię, okazała się proroczą, sarkastyczną wizją tego jak telewizja i talkshows przejmą władzę nad umysłami widzów. Oczywiście „Terrorvision” nie jest filmem o zacięciu socjologicznym. To czysty filmowy camp, przegięty tak mocno, że chwilami przekracza granice dobrego smaku. Ale mimo wszystko w tym szaleństwie tkwi metoda. A opowieść o zwichrowanej rodzinie dzielącej swój czas na krzyczenie, oglądanie kablówki i seks grupowy – bawi. I przeraża swoją aktualnością.  

Kategorie
Rankingi
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz