Rankingi

Pedro Almodovar: The best of sex *

* Tylko dla dorosłych

Jak już pisaliśmy, „Przelotni kochankowie” to nudy na pudy. Tu nawet tzw. momenty działają usypiająco. A przecież w „tych sprawach” Almodovar nieraz potrafił ostro pojechać po łóżkowej bandzie (choć trzeba przyznać, że zawsze chodziło mu o coś więcej niż tylko o pokazanie gołej d…). Oto ranking najlepszych sekscesów z jego filmów. Kolejność ma znaczenie.

1. Filmik „Malejący kochanek” wpleciony w akcję „Porozmawiaj z nią” (2001). To czarnobiała miniatura stylizowana na kino nieme. Jego bohaterem jest mężczyzna, który po wypiciu dietetycznej mikstury, wynalezionej zresztą przez jego kochankę, zmniejszył się do wymiarów kciuka. Film pokazuje – i to z detalami – jak dręczony miłosnym niespełnieniem człowieczek wędruje po nagim ciele ukochanej kobiety, by ostatecznie w akcie desperacji wczołgać się tam, gdzie dotąd bywała, jakby to ujął Stanisław Przybyszewski, tylko najbardziej chutliwa cząstka jego jestestwa. Nagość, jako się rzekło, pokazana jest tutaj bez ogródek, ale nawet mowy tu nie ma o jakiejkolwiek obsceniczności. To najprawdziwszy krótki film o miłości.

2. Scena ze „Zwiąż mnie” (1989). Ta, kiedy Marina (Victoria Abril) się kąpie, a z drugiego końca wanny zmierza ku niej mały plastikowy płetwonurek na baterie, który wyraźnie kieruje się w stronę jej, by tym razem posłużyć się nomenklaturą geograficzną, jej intymnego trójkąta bermudzkiego. Gdy zabawka dobija do przystani, na twarzy kobiety widać wyraźnie malującą się rozkosz. Jakby Marina miała za sobą sto lat samotności. Można powiedzieć, że Almodovar poprzez nagie ciało swojej bohaterki pokazuje nagą prawdę o człowieku. Tyle że nie robi tego w trybie hieratycznym, lecz żartobliwym. W tym samym filmie znacząca jest też scena miłosna między Mariną a Rickym czyli Antonio Banderasem. On jest cały poobijany, bo dostał wycisk od dilerów narkotyków, sam zresztą przyznaje otwarcie, że „boli go wszystko oprócz fiuta”. Kiedy więc kocha się z Mariną, to nie wiadomo, czy krzyczy z bólu czy z rozkoszy. No ale z miłością tak już jest.

3. Sekwencja gwałtu z „Kiki” (1993). Niby naturalistyczna i odrażająca, a przecież przezabawna. No bo jak tu się nie śmiać, patrząc jak niewyżyty przygłup, który uciekł właśnie z więzienia, stara się na (dosłownie) tytułowej bohaterce pobić swój życiowy wynik w liczbie orgazmów (chwali się: „Mój rekord to cztery bez wyjmowania”), a Kika najpierw grzecznie mu się przedstawia, potem napomina go, że źle robi, a w końcu proponuje leżącemu na niej typowi pomoc w rozwiązaniu jego egzystencjalnych problemów. Każda z przywołanych wyżej scen, mimo swojej mniejszej lub większej drastyczności, jest na swój sposób absurdalnie komiczna. Budzi śmiech, który poniekąd unieważnia wszystkie zarzuty o pornografię, jakie nieraz kierowano pod adresem Almodovara. W jednym z wywiadów reżyser tłumaczył: „W hiszpańskiej kulturze jesteśmy przyzwyczajeni śmiać się z tego, czego najbardziej się boimy”. Zupełnie jak u nas? Chyba jednak nie….

4. Prolog z „Matadora” (1986). Splatają się tutaj niczym w warkoczu torreadora dwa równoległe wątki. W jednym mistrz corridy wykłada zasady (filozofię?) walki z bykiem . To właściwie drobiazgowy instruktaż zabijania zwierzęcia na arenie. Jego swoistą ilustrację stanowi wątek drugi. To akt miłosny, gdzie rolę matadora pełni kobieta. To ona wybiera kochanka, którym przez jakiś czas bawi się na swoich warunkach, a potem u samego szczytu ekstazy, „dobrym pchnięciem” szpilki od włosów w szyję mężczyzny (byka?) kończy tę „dobrą walkę”. Mroczny przedmiot pożądania w lustrzanym odbiciu? Tak, a przy okazji lapidarny portret hiszpańskiej duszy.

5. Scena miłosna z „Drżącego ciała” (1997). Zupełnie, rzec można, bezinteresowna. Czyli bez podtekstów. Bo tu nie tyle erotyka jest ważna, ile estetyka. Z offu wybrzmiewa sentymentalna piosenka („Snem niespełnionym jesteśmy, co szuka swej nocy), a nagie ciała kochanków zdają się być spełnieniem jej słów. Są jak „dwie łzy”. To w twórczości Almodovara z pewnością jeden z najpiękniejszych tzw. momentów.

Kategorie
Rankingi

Dodaj komentarz