Rankingi

Oscary 2017 – film po filmie [ranking]

Nocą z niedzieli na poniedziałek już wszystko będzie jasne, dowiemy się kto zgarnie najważniejszego Oscara. Zanim stanie się jasne, oto przewodnik po wszystkich nominowanych obrazach w kategorii najlepszy film.

Aż do piekła

Obejrzany już jakiś czas temu, ale wciąż  pozostający w pamięci  głównie za sprawą teksańskiego akcentu Jeffa Bridgesa, dobrej roli Chrisa Pine’a i ponurej, westernowej z ducha historii o napadach na banki, rozgrywanej niby we współczesnych realiach, ale przywodzącej na myśl przede wszystkim klasyczne obrazy z historii Dzikiego Zachodu. Western nie umarł, mitologia trwa, zmieniają się jedynie dekoracje w tym na poły bezlitosnym dla swych bohaterów, na poły chwytającym za serce spektaklu. Czy to film bliski ideału? Z tym bym polemizował – natomiast bliska ideału z pewnością była muzyka Cave’a i Ellisa.

ocena-75

 

Nowy Początek

Jaka piękna fantastyka! Owszem, opowiadanie Teda Chianga jest jeszcze lepsze niż film, ale sam fakt porwania się twórców na wydawałoby się mało atrakcyjny filmowo temat (czyli lingwistyczne kwestie w porozumiewaniu się z przybyszami z kosmosu) wzbudza szczery podziw. Okazało się że można zrobić wizualnie olśniewającą fantastykę bez strzelanin, pogoni, one-linerów i schematycznego scenariusza. Najwięcej wspólnego „Nowy Początek” ma z „Kontaktem” Zemeckisa (nakręconym na podstawie powieści Carla Sagana). Znowu kobieca bohaterka, znowu jej osobiste przeżycia stają się kluczowe dla fabuły, znowu kosmos wewnętrzny jest tak samo ważny, jak ten wysoko, wokół nas. Piękna, mądra historia, w jakiś sposób poszerzająca nasze widzenie świata, poszerzająca możliwości fabularno-interpretacyje samego gatunku, no i ostatecznie udowadniająca, ze Denis Villeneuve to jedno z najgorętszych, reżyserskich nazwisk XXI wieku.

ocena-80

Przełęcz Ocalonych

Wspaniały powrót Mela Gibsona do reżyserii i w jakimś sensie manifest postawy jednostki wobec reszty świata. Manifest przewrotny, bo przywołujący prawdziwą historię skrajnego pacyfisty, człowieka  brzydzącego się przemocą, który w wojnie jak najbardziej chce brać udział. Postawa nieracjonalna? Ależ skąd, Desmond Doss pragnie iść na wojnę aby pomagać ludziom, służyć jako członek korpusu medycznego, bo przecież na wojnie rany i śmierć są nieuniknione. A to, że przy okazji odmawia noszenia karabinu – to dopiero jest dla innych szokujące i  niezrozumiałe, istotniejsze nawet niż prosta chęć niesienia pomocy.

Andrew Garfileld, poważny kandydat do Oscara za główną rolę idealnie przedstawia tu dylematy i samotność bohatera, a przede wszystkim wytrwałą wiarę w słuszność  własnych przekonań, które prowadzą do niespodziewanego przez nikogo, męstwa na polu walki. Wojenne męstwo, jak się okazuje może mieć różne oblicza, co Mel Gibson w niezwykły sposób udowadnia w obrazie, mogącym uchodzić za wzorzec filmu antywojennego.

ocena-80

Ukryte Działania

Hollywood kocha takie historie. A jeszcze po zeszłorocznej aferze z brakiem nominacji dla czarnoskórych artystów, mamy film idealnie pasujący jako forma zadośćuczynienia. A nawet więcej, bo przecież raz – opowiada o dyskryminacji kobiet, dwa – kobiet czarnoskórych.

Historia jest mało znana powszechnie, a przy tym odpowiednio przygotowana pod hollywoodzkie standardy. Opowiada o pracujących dla NASA na początku lat sześćdziesiątych czarnoskórych matematyczkach, z biegiem fabuły coraz mocniej partycypujących w programie wystrzelenia pierwszych  Amerykanów w Kosmos. Ale nie to jest tam najważniejsze – „Ukryte Działania” skupiają sie bowiem na przełamywaniu kolejnych, społecznych barier w drodze czarnoskórych obywateli Ameryki (ale też ogólniej – bo i samych kobiet) do równego traktowania. A najbardziej istotnym jest fakt, ze skupiają się na psychologicznej formie ostracyzmu, nie epatując w ogóle obrazami  fizycznej przemocy. I być może, tym samym przemawiają do naszej wyobraźni znacznie mocniej, pozwalając wczuć się w rolę dotkniętych ostracyzmem bohaterek. A przy tym – głównie za sprawą świetnie rozpisanych ról trójki czarnoskórych bohaterek –  „Ukryte działania” niosą dużo pozytywnych odczuć, skupiając się nie jedynie na dotykającym ich dramacie. Pokrzepiające kino. Po prostu.

ocena-70

Lion. Droga do domu

Prawdziwa historia, która stanowi idealny materiał na wyciskacz łez, ale dzięki swej formalnej stronie  wcale takim się nie okazuje, choć łez trudno tu nie uronić. Jest w tym filmie formalna surowość i posępność, objawiana w ścieżce dźwiękowej i samych zdjęciach, które bardzo dobrze obrazują bezlitosność przewrotnego losu. Opowieść o zaginionym, lądującym w wyniku feralnego przypadku tysiące kilometrów od domu indyjskim małym chłopcu, przez pierwszą część jest fascynującą odyseją, która nabiera innego rytmu i wymiaru, kiedy bohater jest już człowiekiem dorosłym. Adoptowany przez australijskie małżeństwo, wydawałoby się psychicznie odporny i oddzielony grubą kreską od przeszłości, wciąż cierpi wewnętrznie, wciąż pamięta, wciąż nie może się odnaleźć.

Czy akurat Dev Patel wiarygodnie przedstawia tę udrękę? Śmiem twierdzić, że lepiej wypadł tu młodziutki aktor w roli małego Saroo, miotanego przez los, choć wcale nie bezradnego, znajdującego w końcu bezpieczną przystań – do pełnej w niej adaptacji, do pogodzenia sią z przeszłością przeszkodą staje się zwykła, ludzka  pamięć. A zatem film o nieustannym poszukiwaniu,  o pragnieniu dopełnienia swego losu, o nadziei i enigmatycznym przez cały czas tytule, który przepięknie wybrzmiewa w końcówce filmu.

ocena-70

Moonlight

„Moolight” uważany jest przez wielu za czarnego konia oscarowego wyścigu, szczególnie w kontekście zeszłorocznych kontrowersji. Można zatem spodziewać się Oscara w jakiejś kategorii ( Mahershala Ali w przepięknej, wodnej scenie!). Zastanawiam się jedynie, czy każdorazowe podkreślanie, że to historia o rozłożonym na kilka etapów poszukiwaniu/odkrywaniu tożsamości przez czarnoskórego geja nie zaszkodzi w jakiś sposób jej uniwersalności – zresztą, czy nie mamy wrażenie, że kiedyś już coś takiego widzieliśmy („Tajemnica Brokeback Mountain?”)?

A jednak – nie to jest tu najważniejsze, ale sposób w jaki przedstawiono tę historię, sposób, w jaki włożono w nią artystyczną duszę. Strona formalna jest tu potraktowana genialnie, odbiega całkowicie od hollywoodzkiego sznytu, a przy tym wcale nie jest  jakaś specjalnie nowatorska – po prostu raczej coraz rzadziej powszechnie widziana i stosowana. Kamera jest w wielu scenach trzecim bohaterem, duchem przenikającym, bądź przyglądającym się poczynaniom innych postaci. Muzyka tworzy momentami elegijny wręcz nastrój, wynosząc tę w zasadzie banalną, obyczajową historię na uniwersalne wyżyny. No i jeszcze różni aktorzy, którzy grają dwie te same role (no tak, obok  Chirona, jest przecież także Kevin) – spotkałem się z krytycznymi opiniami, że wcale nie są do siebie fizycznie podobni (warto z drugiej strony przyjrzeć się powtarzalności ich mowy ciała). A może to było jak najbardziej zamierzone, może o to właśnie chodziło?

ocena-80

Manchester by the Sea

I znowu banalna historia, która gdyby poprowadzono ja inaczej, albo pogrzebano w fabule, mogłaby zmienić sie w romantyczny wyciskacz łez. Chwyta za serce, ale z innych powodów – głównym jest na pewno rola Caseya Afflecka, który bezbłędnie odegrał bohatera duchowo martwego za życia, w barowych bójkach szukającego jedynej drogi ujścia dla kłębiącej się w nim frustracji. Niespodziewanie szansą na odmianę losu staje się dla niego… śmierć brata, który w testamencie ustanawia go prawnym opiekunem syna. A dalej… wcale nie będzie łatwo, ani nie będzie cukierkowo, będą jedynie rąbki nadziei, surowość krajobrazu, ludzka bezradność  i na osłodę odrobina ciepłego humoru.

W tej historii bardziej niż filmowo jest realistycznie i być może tym bardziej przemawia ona do widza, na jakimś głębszym poziomie świadomości. O co chodzi- o to, żeby się nie poddawać? Ech, banały, to nie jest takie proste, bardzo ładnie pasuje do „Manchester by the Sea” tytuł najlepszego komiksu ubiegłego roku, równie poruszającej, obyczajowej historii – „Codzienna walka”. Poddamy się nie raz, upadniemy nie dwa, nienawidzić życie – zwłaszcza w przypadku doświadczeń głównego bohatera- można całkiem szczerze, ale wcale nie jest tak prosto stracić do niego chęć. Ot, paradoks.

ocena-85

Fences

Gadają w tym filmie niemal bez przerwy, a w zasadzie gada Denzel Washington w roli Troya Maxsona, ojca rodziny. Dużo czasu potrzeba żeby w końcu skupić uwagę, zrozumieć cel tej gadaniny, ogarnąć wszystkie prawdy i półprawdy wychodzące z ust bohatera – ale jak już wsiąkniemy w tę formułę, jest szansa, że u jej kresu przeżyjemy katharsis.

„Fences” jest mało filmowe, a fakt że akcja dziej się w większości w domu, lub w poblizu domu, na ganku, tylko powoduje wrażenie teatralności. Wrażenie wcale nie złudne, bo film jest adaptacją bardzo poważanej w USA sztuki teatralnej Augusta Wilsona. Sztuki niezwykłej, bo dającej niezwykle przenikliwy, kompletny portret głównego bohatera. Deznel Washington w swoich tyradach, łączących Biblię z bejsbolem tworzy złożony portret wydawałoby się prostego człowieka (z zawodu śmieciarz), który – wraz z całą rodziną – czerpie z życia morze udręk, przetykanych chwilami radości. Radości to bardzo często skryte, udręki nad wyraz widoczne, ale czy o bohaterze można powiedzieć,  że to zły człowiek, czy raczej taki, który walczy o inny obraz swojej egzystencji?

Paradoksy losu, realizm przeplatający się z mitologią, Ameryka lat pięćdziesiątych daleka od sielankowego obrazu i przede wszystkim rodzaj rodzinnej psychodramy podążającej w zaskakującym kierunku. Brzmi może mało zachęcająco i atrakcyjnie, ale naprawdę warto. Można sarkać na eksponowane ciut nachalnie, biblijne tropy, ale to nic, bo całość robi piorunujące wrażenie, a ostatni akt jest naprawdę niezwykły.  Na dokładkę jeszcze Viola Davis w roli żony Troya, jako kobieta, która siłą woli bije wszystkie trzy panie razem wzięte z „Ukrtytych działań”. Oscara pewnie nie będzie, są ważniejsi faworyci, ale kto wie, może przynajmniej statuetka  aktorska?

ocena-90

La La Land

Główny faworyt do nagrody Akademii i chyba trudno sobie wyobrazić, że ktoś odbierze filmowi Damiena Chazelle palmę pierwszeństwa. Obraz z rodzaju tych, które Akademicy uwielbiają, piękny hołd dla całego, nie tylko musicalowego Hollywood, hołd piekielnie inteligentny (finałowa sekwencja!), przewrotny, formalnie odkrywczy i wymykający się wszelkim etykietkom – choć nie ulega wątpliwości, że z czasem „La La Land” stanie się kanoniczny. Akademicy potrafią jednak zaskoczyć i zwycięstwo wcale może być nie takie pewne, nawet jeśli wielu widzom i krytykom wydaje się, że „La La Land” na nie w pełni zasługuje.  Najistotniejsza w filmie Chazzelle’a jest uniwersalność opowieści  (wzloty, upadki, miłości, rozstania, wątpliwości i nadzieje), każdy może w niej się odnaleźć i porównać do własnych życiowych doświadczeń  i chyba dlatego, dokładając do tego nienachlaną w tym przypadku, musicalową formułę, tak zachwyca. Ale najbardziej wdzięczni powinniśmy być reżyserowi ‚Whiplash” i „La LA Land”, za muzykę. Za jazz. Za umiejętność pokazania wagi i duszy tej muzyki – to jest zasługa nie do przecenienia.

ocena-90

 

Kategorie
Rankingi
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry
  • Jak tam u Was? Mikołaj już był? 😉🎅✨ #dredd #judgedredd #actionfigure #threea #2000AD #toys #prezenty #mikołajki #popkultura #komiksy #dystryktzero