Rankingi

Najlepsze gry w 2017 roku

Chwila po Sylwestrze to idealny moment na podsumowanie minionego roku. Wszystkie możliwe premiery miały już miejsce, nie ma szans na wyskakującą w ostatniej chwili niespodziankę, która zmieni układ sił. Zatem – growe odliczanie czas zacząć. Kompletnie nieobiektywne, często pod prąd panującym trendom, ale przynajmniej szczere. 

Divinity: Original Sin II

Klasyczne cRPG w rzucie izometrycznym przeżywają renesans. „Divinity: Original Sin II” jest jedną z najbardziej udanych twarzy tej małej rewolucji. To ogromna, znakomita gra, rozwijająca pomysły poprzednika. Wciąga jak dobrze namoczone bagno, z którego sami musimy się wydostać. Kampania pożera chore ilości godzin, ale wierzcie mi – nie będziecie żałować ani minuty. Jest wymagająca, zabawna, pomysłowa (często w niepokojący sposób) i zachęcająca do kreatywnego podchodzenia do problemów.

Battle Chasers: Nightwar

Spełnienie marzeń estetów wychowanych na arcanepunku i jRPG w stylu „Final Fantasy VI”. Za projekt „BattleChasers: Nightwar” odpowiada Joe Madureira, słynny rysownik, który przeniósł na Zachodni grunt tę odmianę fantasy w komiksowym pierwowzorze gry. Sama produkcja to klasyczne jRPG w amerykańskiej oprawie. Mamy wyrazistych bohaterów, kilometry lochów i szwadron mocarnych wrogów do ubicia. A wszystko przedstawione z pomocą efektownej, testosteronowej kreski, którą możecie kojarzyć też z „Darksiders”.

Night in The Woods

Intrygująca gra niezależna, połączenie platformówki i prostej przygodówki, utrzymane w klimatach „Twin Peaks”. Całość napędza niepokojąca, jesienna estetyka kojarząca się z kreskówkami z Cartoon Network. W pakiecie z taką ilością dobra dostajemy też świetne dialogi i scenariusz, który zostawia nas z nieźle przetrzepanym mózgiem, gdy już dobrniemy do napisów końcowych.

Wolfenstein II: The New Colossus

Gra praktycznie pod każdym względem lepsza od i tak już znakomitego reboota uznanej serii, a zatem: totalna jazda bez trzymanki, zero poprawności politycznej, ociekająca posoką wyśmienita oprawa graficzna i tony nazistów do ustrzelenia. Świetna zabawa gwarantowana. Nasza RECENZJA.

Little Nightmares

Jedna z ciekawszych niezależnych gier ubiegłego roku. Jeśli kochacie „Limbo” bądź „Inside”, poczujecie jak w domu. No, może za wyjątkiem faktu, że nieco więcej w tej pozycji horroru i ogólnie pojętego mroku. Zagrać ze wszech miar warto, choćby ze względu na intrygującą fabułę.

Resident Evil 7

Najnowsza odsłona jednej z najstarszych i najbardziej zasłużonych horrorowych serii w historii elektronicznej rozrywki wprowadziła sporo innowacji, które podzieliły społeczność graczy – z kontrowersyjną zmianą perspektywy na pierwszoosobową. Poza tym jednak, to wbrew wszelakim oznakom powrót do korzeni cyklu – a więc rasowy survival horror, w którym obok własnego cienia, boimy się także o stan amunicji w magazynku. Nasza RECENZJA.

Hellblade: Senua’s Sacrifice

Prawdopodobnie najlepsza fabularnie pozycja jaką w tym roku społeczność graczy miała okazję zobaczyć. Poważna, zarówno inspirowana jak i poniekąd składająca hołd chorobom psychicznym historia, równie niepokojący nastrój nordyckich mitów i iście wystrzałowa realizacja sprawiają, że nie da się obok „Hellblade” przejść obojętnie. Nasza RECENZJA.

Observer

Drugi rok z rzędu na jedną z pozycji naszej liście okupuje produkcja rodzimego Bloober Team. Nie ma co się jednak dziwić, skoro polscy developerzy tworzą gry pokroju „Observera” – wyjątkowo mrocznego, cyberpunkowego horroru, z klimatem wcale nie gorszym niż „Blade Runner 2049”. Jeśli dodać do tego wisienkę na torcie w postaci Rutgera Hauera w roli głównej i dorosły wątek fabularny, mamy kolejną w dorobku Polaków grę, która z miejsca wpisuje się w klasykę gatunku. Nasza RECENZJA.

Prey

Po niezliczonych perypetiach związanych z drugą częścią ciepło przyjętego w 2006 roku „Preya”, posiadająca obecnie prawa do marki Bethesda postawiła na reboot w miejsce sequela, całkowicie odcinając się od fabuły oryginału. Decyzja okazała się całkiem słuszną, jako że nowy „Prey” to gra ze wszech miar przemyślana – tak pod względem wolności oferowanej przez gameplay, rozwiązań fabularnych, jak i stylowej oprawy audiowizualnej, przywodzących na myśl kultowego już „Bioshocka”. Efekt? Jeden z ciekawszych FPS-ów roku. Nasza RECENZJA.

Player’s Unknown Battlegrounds

Ta multiplayerowa strzelanka zrobiła w 2017 roku furorę – i to taką policzalną, bo może poszczycić się już trzema milionami graczy na Steamie. Cała zabawa przypomina trochę Igrzyska Śmierci. Bohaterowie zrzucani są na zamkniętym terytorium i mają jedno zadanie – przetrwać. Problem w tym, że konkurencja nie śpi, a w dodatku obszar gry stale się zmniejsza, więc konfrontacja jest nieuchronna… Formuła rozgrywki okazała się na tyle nośna, że konkurencja zaczęła tryb Battle Royale kopiować i adaptować do swoich gier, jak odległe od formuły PUBG by nie były.

Kategorie
Rankingi

Dodaj komentarz