Rankingi

Mortal Kombat – 5 najciekawszych odsłon z okazji 25 lat

Mija 25 lat, odkąd pierwszy raz mogliśmy wyrwać komuś kręgosłup jako Sub-Zero, podpalić kogoś piekielnym płomieniem Scorpiona czy sprzedać specjalny cios Johnny’ego Cage’a tam, gdzie nikt trafiać nie powinien. Z okazji jubileuszu Mortal Kombat przypominamy pięć najciekawszych odsłon serii.

Mortal Kombat (1992)

To od tej gry się wszystko zaczęło. Ed Boon i spółka dostarczyli bijatykę, która wywołała skandal. W chwili debiutu, cieszyła oko grafiką i animacjami – oraz oczywiście brutalnymi finisherami, podczas których boleśnie i/lub śmiertelnie okaleczaliśmy przeciwnika. Właśnie w tej części zapoznaliśmy się z ikonicznymi postaciami, jak Scorpion, Raiden, Sub-Zero, Sonya i reszta ferajny. Naturalnie, dziś grafika straszy pikselami, a system walki wygląda na ubogi, ale pierwsze Mortal Kombat i tak daje radę jako sympatyczny zabytek, który odpalamy z pewną nostalgią – i bez bólu.

Ultimate Mortal Kombat 3

Trzecia odsłona Mortal Kombat uznawana jest za jedną z przeciętniejszych. Brakowało jej głębi, balansu i kilku klasycznych postaci. Tyle, że po wszystkich utyskiwaniach graczy twórcy wzięli się ostro do roboty i wypuścili wersję Ultimate – z poprawioną rozgrywką, dopieszczonym systemem walki i szwadronem dodatkowych postaci, zazwyczaj wyciągniętych z poprzednich odsłon, ale pojawiło się też kilka nowych twarzy. Walki stały się bardziej zrównoważone i dużo bardziej agresywne – stawiano na ostre, szybkie i bezkompromisowe starcia.

Mortal Kombat 2

Dla wielu jest to jeden z najlepszych przedstawicieli serii. Po pierwszym Mortal Kombat, które narobiło dymu, druga odsłona wprowadziła mnóstwo zmian, dodała sporo postaci, zwiększyła dynamikę rozgrywki, mogliśmy też wykańczać i upokarzać przeciwników na rozmaite sposoby – choćby przez stage fatality czyli wykorzystanie otoczenia do skończenia walki – albo za sprawą babality zmieniającego wroga w małego bobasa.

Mortal Kombat 9

Po sukcesie seria długo błądziła i nie mogła odnaleźć własnej tożsamości w epoce trójwymiaru. Kolejne próby wypadały lepiej lub gorzej, ale żadna z gier nie błyszczała magią dwuwymiarowych przodków. Aż w końcu oryginalni twórcy zebrani pod sztandarem NetherRealm postanowili wrócić do korzeni. Stworzyli dynamiczne mordobicie utrzymane w stylu 2,5D, co zwiększyło dynamikę gry. Wróciły klasyczni bohaterowie, dodano mnóstwo combosów i nawet tryb fabularny jakoś się trzymał. Najważniejszy element, czyli sama walka – sprawował się po prostu świetnie. Pewnie, to nie była żadna rewolucja, ale – dziewiąte Mortal Kombat i tak okazało się zbawcą podupadającej serii.

Mortal Kombat X

Po powrocie do dni chwały następna część mogła już tylko podbić poprzeczkę – i tak też się stało. Nawet historię popchnięto w nieco innym kierunku, wprowadzając nowe pokolenie wojowników (oczywiście fabuła dalej była rozkosznie durna i absurdalna, nie czarujmy się). Dostaliśmy furę trybów rozgrywki, poprawione i rozszerzone multi z większą ilością opcji społecznościowych, dodano opcję awansowania postaci. Każdy z naszych wojowników występuje w kilku wariantach, mocno różniących się sposobem walki. Po prostu – zatrzęsienie wszystkiego i doskonała gra do tego, by znaleźć się pod jubileuszową dziesiątką. Czego brakowało do największej pełni szczęścia w dziejach? Chyba tylko tego, żeby w grach pojawił się kultowy motyw muzyczny z filmu.

Kategorie
Rankingi
Hubert Sosnowski

Miłośnik popkultury pod każdą postacią - literacką, muzyczną, filmową, komiksową, grową, serialową. Publikował w "Science Fiction Fantasy i Horror", "LiteRacjach", "Playboyu" oraz w portalach internetowych - GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy. Człowiek sympatyczny, acz nękają go napady wyjątkowo czarnego humoru.

Dodaj komentarz