Rankingi

Michał Cholewa: dziesięć powieści mojego życia

Nie jest łatwo wybrać dziesięć książek życia. Przy niektórych autorach byłoby trudno wybrać nawet dziesięć ulubionych ICH powieści. Dlatego też musiałem uruchomić serie ustępstw i dla każdego autora z listy wybierałem po jednym tekście. Nadal żałuję, że nie dało się więcej. Bo w końcu powinienem uwzględnić „Ostatni Brzeg” czy „Drogę”, „Ja, robot” i „2001”. No ale nic – coś trzeba było wybrać. Skupiłem się więc na tych rzeczach dla których dokładnie mogłem określić wpływ na mnie. Ta lista nadal nie jest doskonała. Ale prawdopodobnie dotyczy to wszystkich „top 10”. Na pewno moich.

Opowieści o Pilocie Pirxie, Stanisław Lem

Z oczywistych względów praktycznie każdy Lem wart jest polecenia i zużyłem dobrą chwilę, by na ktoegoś się zdecydować. Bo i Bajki robotów, i Cyberiada, i Dzienniki Gwiazdowe, i Solaris, i Niezwyciężony. Ostatecznie padło na Pilota Pirxa – z kilku powodów. Przede wszystkim – był to mój chyba (obok Rakietowych Dzieci) pierwszy bardzo poważny zbiór opowiadań. Po drugie – poruszył problem, który bardzo jako czytellnik lubię, mianowicie interakcji człowieka z maszyną.

Pirxa czytuję do dziś i choć trafiły mi sie później inne dobre antologie (choćby wspomniane Rakietowe Dzieci czy też starą serię Kroków w Nieznane) oraz dużo innych świetnych książek Lema – zdecydowanie ma specjalne miejsce na mojej półce.

Pan Światła, Roger Zelazny

Roger Zelazny napisał sporo tekstów, z których większość jest taka, że pewnie wielu pisarzy chciałoby mieć taki chociaż jeden w życiu. Choć moim pierwszym kontaktem z nimi były powieści o Amberze, to jednak własnie Pan Światła najbardziej zapadł mi w pamięć – zarówno doskonały setting jak i sposób narracji sprawiają, że tekstu nie da się zapomnieć. Historia o kolonistach, którzy przy pomocy technologii stawiają się na pozycji hinduistycznych bóstw wśród populacji skolonizowanej planety o dotyczących temu przemyśleniach i buncie jest w mojej opinii najlepszą książką Zelaznego i każdy powinien ją przeczytać.

Neuromancer, William Gibson

Neuromancer – a za nim cała trylogia Ciągu – spowodowały moją gwałtowną miłość do cyberpunka, świata zdominowanego przez bezduszne korporacje oraz pozwoliły mi spotkać pierwsze prawdziwe SI w literaturze – nie uproszczone jak w robotach z bajek (pierwszy w ogóle był HAL 9000, ale Odyseję Kosmiczną znałem długi czas tylko z ekranu). Powieści Gibsona świetnie pokazują jego wyobrażenie przyszłości, ciekawie ilustrują przekształcenia społeczne i dają świeże (w roku wydania tym bardziej) spojrzenie na rewolucje informatyczną, medyczną i obyczajową, a wiele przemyśleń na temat sztucznych inteligencji na długo pozostaje w głowie.

Hobbit, J.R.R. Tolkien

Bez niespodzianek. Hobbit był moją pierwszą prawdziwą i pełną gębą spotkaniem z książką fantastyczną. Spotkaniem całkiem niespodziewanym (zupełnie jak dla Bilba Bagginsa, do którego byłem również zbliżony wzrostem) i w zasadzie ustawiającą mnie jako fana już na stałe. Nieodmiennie przywołuje w mojej głowie ekscytujące wizje wędrówek w dalekie, egzotyczne miejsca i bardzo dziecięcą radość. Poczucie zbliżającej się przygody towarzyszy mi do dziś, ilekroć sięgam po tę książkę, teraz już czytając dla własnego dziecka.

HMS Ulysses, Alistair McLean

HMS Ulyssess nie był dla mnie pierwszą książką Alistaira McLeana, ale zdecydowanie taką, która zrobiła na mnie największe wrażenie, być może dlatego że tak bardzo odstawała od zwykłych sensacyjnych historii opowiadanych przez autora. Ponura historia bardzo pechowego konwoju arktycznego pokazała bardzo plastyczny obraz konfliktu, w którym wróg nie ma twarzy, a największym zagrożeniem jest pogoda i własne słabości. Trudne decyzje, odwaga, tchórzostwo, pytanie o sens – to wszystko można znaleźć na kartach Ulyssessa, w mojej ocenie jednej z lepszych książek wojennych w ogóle. Bardzo też pomogło tłumaczenie Leonida Teligi, któremu udało się idealnie oddać klimat życia na okręcie.

Wieczna Wojna, Joe Haldeman

Książka którą poznałem jako komiks – bo w taki sposób miałem z nią styczność po raz pierwszy. Pierwsze prawdziwe SF o wojnie jakie czytałem i prawdziwe odkrycie – a także rozliczenie Joe Haldemana ze swoimi wspomnieniami z Wietnamu. Spotkanie z rasą tak obcą, że pierwszy dialog inny niż poprzez pociski mamy po wielu wiekach wojny. Historia mocno antywojenna w wydźwięku, ukazująca zarówno przebieg samej wojny, dyskutująca nietypowe elementy które mogą na nią mieć wpływ w settingu SF oraz coraz większe odcięcie bohaterów od ludzkości. Pozycja absolutnie obowiązkowa.

Paragraf 22, Joseph Heller

O ile Wieczna wojna była tekstem o wojnie w settingu SF, Paragraf 22 to książka która ukazuje wojnę jako coś w rodzaju miasta-fabryki – z rozbudowaną administracją, własnym społeczeństwem, własnymi chęciami zysku oraz naturalnie odpowiednią dawką bardzo ponurego absurdu. Heller ukazuje w szczególny sposób wojskowych, całkowicie odzierając ich z patosu czy bohaterstwa – po prostu jako ludzi w ostatnich dnia wojny, którzy myślą o domu, wolnym, dodatkowym zarobku na boku. Chcą unikać ryzyka, radzą sobie – lub nie – z traumami związanymi ze śmiercią kolegów. Bo i śmierć na służbie jest tu pokazana, ale zupełnie inaczej i w specyficznym wydaniu , który robi chyba jeszcze większe wrażenie.

Gniazdo światów, Marek S. Huberath

Książka Marka S. Huberatha znajduje sie na tej liście z bardzo konkretnego powodu – jest po prostu pierwszą sytuacją, gdzie przełamanie czwartej ściany zrobiło na mnie tak duże wrażenie. Doskonała historia szkatułkowa trzykrotnego laureata nagrody im. Janusza A. Zajdla (sama uhonorowana statuetką), nie odbiega jakością od jego pozostałych tekstów a dodała faktycznie moment, kiedy zastanawiałem się czy czytać dalej – wrażenie, którego nie miałem nigdzie indziej a jego przyczyn nie zdradzę, żeby nie zepsuć odbioru. Jakkolwiek Marek S.Huberath prawie zawsze trafia w moje gusta, jeśli musiałbym wybrać jeden jego tekst to „Gniazdo Światów” jest moim zdecydowanym faworytem.

Paradyzja, Janusz A. Zajdel

Fantastyka socjologiczna miała – z wielu powodów – w Polsce swój rozkwit w latach słusznie minionych, których sam świadkiem byłem ledwo końcówki a i to jako dziecko, więc bez pełnego zrozumienia. Naturalnie jednak twórczość Janusza A. Zajdla, po którą sięgnąłem dużo później. I znowu wybór „Paradyzji” nie był oczywisty i nawet pisząc te słowa zastanawiam się nad nim. Nie jest, naturalnie, zły, żadna książka tego autora nie jest złym wyborem. Wyobraźnia Zajdla, jego spostrzegawczość i umiejętności pozwalały mu tworzyć światy skłaniające do przemyśleń, będące naturalną paralelą rzeczywistości, w której przyszło mu żyć, ale przecież też czymś dużo większym.

Nocna Straż, Terry Pratchett

Terry Pratchett, jak usłyszałem kiedyś, jest pisarzem, który pisze książki z masą śmiesznych momentów, ale w wydźwięku ogólnym poważne i o niewesołych rzeczach. Pratchett był bystrym obserwatorem ludzkiej natury i umiał przenieść na papier zarówno mocne jak i słabe strony społeczeństw. „Nocna straż” jest tego świetnym przykładem. Jej tematem jest rewolucja przeciwko – w zasadzie – złej władzy.

Ale rewolucja naturalnie wiąże się z przemocą, zwracaniem się przeciwko sąsiadowi, sytuacjami, których później można żałować, kiedy już opadnie rewolucyjny entuzjazm. I Pratchett to wszystko wziął pod uwagę – a pośród czarnego humoru i rozwinięcia historii bohaterów refleksja i, także pratchettowskie, drugie i trzecie myśli przychodzą same, nieproszone i bardzo smutne.

Kategorie
Rankingi

Polski informatyk i pisarz specjalizujący się w militarnej science fiction, działacz fandomu. Doktor nauk technicznych w zakresie informatyki. Autor cyklu powieści Algorytmy Wojny, zdobywca Nagrody im. Janusza A. Zajdla oraz Srebrnego Wyróżnienia Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego za powieść "Forta".
Komentarz
  • MAT
    16 maja 2017 at 14:56
    Skomentuj

    Ciekawe, to chyba podobieństwo pokoleniowego doświadczenia? Ponieważ, poza zmianą tytułów: Zajdla na „Limes inferior” (ale właściwie chodzi nawet nie tyle książkę, co o osobiście dla mnie ważny egzemplarz tej powieści) i Pratchetta na „Pomniejsze bóstwa” (mam wrażenie, że od tej części Pratchett zaczął dla mnie być pisarzem poruszającym istotne tematy) oraz zamianą Huberatha na rzecz irvinga („Świat według Garpa”), mogę właściwie podpisać się pod powyższą listą (łącznie, a może przede wszystkim, z czytaniem „Wiecznej wojny” pod postacią komiksu – jak domniemywam, opublikowanego w „Komiks – Fantastyka”).

  • Dodaj komentarz